Czwartek 4 Marca 2021r. - 63 dz. roku,  Imieniny: Adrianny, Kazimierza, Wacława

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 01.02.08 - 7:43     Czytano: [3107]

Jeśli Bóg o nas zapomniał...





W koncentracyjnym obozie zagłady KL Warschau, który istniał w czasie II Wojny Światowej w Warszawie – Niemcy przebierali Polaków w stare mundury niemieckie. Takie same praktyki były stosowane w tymże obozie po 1945 roku przez komunistycznych oprawców w stosunku do polskich patriotów, inteligencji, środowisk niepodległościowych, żołnierzy AK, NSZ, WIN – przetrzymywanych tu wraz z pospolitymi przestępcami, aż do roku 1956. Cel takiej maskarady był jeden w obu przypadkach i bez mała byłby osiągnięty, gdyby nie kilkadziesiąt lat wytrwałej pracy sędzi Marii Trzcińskiej.

W latach 1933–1945 Niemcy wybudowały 12 tysięcy obozów koncentracyjnych. O celu, któremu służyły, niech świadczy fakt, że z tej ogólnej liczby aż 9 tysięcy utworzono w Polsce, które znajdowały się w obszarze planu „Generalplan Ost” – mającego za zadanie przygotowanie „przestrzeni życiowej” dla Niemców. Naturalnie nie wszystkie obozy były obozami zagłady, ale wszystkie zagładzie służyły. Przy ogromnej ich liczbie i kamuflażu tak doskonałemu, że o ludobójstwie nawet w molochu typu „Auschwitz” długi czas nic nie wiedziano – eksterminacja w Konzentrationslager Warschau mogła umknąć ze świadomości i pamięci polskiego narodu.

Rozbiórka Warszawy
„Generalplan Ost” (Generalny Plan Wschodni) przewidywał likwidację 80-85 procent Polaków. Dał on wytyczne do sporządzenia szczegółowych planów zagospodarowania przestrzennego terenu. Warszawy dotyczył zaś plan zwany od nazwiska architekta – planem Pabsta. Przewidywał on „rozbiórkę” Warszawy i pobudowanie na jej miejscu „nowego niemieckiego miasta” o wielkości 150 tys. mieszkańców. Z tym, że mieszkańcami mieli być już nie Polacy lecz Niemcy, a do dyspozycji mieli mieć kilkadziesiąt tysięcy polskich niewolników. Większość więc Polaków – zamieszkujących liczącą wówczas 1mln 300 tys. Warszawę – miała zostać unicestwiona.
Tak jak „rozbiórka” stolicy jest Polakom znana, tak już sam mechanizm zmniejszania liczby jej mieszkańców nie bardzo. Przypominam zatem najważniejsze liczby. Warszawa – miasto nieugięte – straciła w czasie okupacji 850 tysięcy mieszkańców – więcej niż cała Francja i Anglia razem wzięte. Na liczbę tę składa się 500 tysięcy Polaków i 300 tysięcy Żydów. Pośród strat ludności polskiej w stolicy – najliczniejszą grupę – aż 200 tysięcy – stanowią Polacy wymordowani w obozie zagłady „KL Warschau”. Dopiero na drugim miejscu znajdują się Warszawiacy polegli w Powstaniu Warszawskim – 160 tysięcy. Dalej są polegli w obozach poza Warszawą, w Kampanii Wrześniowej, Palmirach itd.

Specjalizacja i postęp
„Konzentrationslager Warschau” powstał jako obóz, którego celem było doprowadzenie do zagłady mieszkańców stolicy państwa – symbolu polskiej państwowości. Zajmował obszar 120 ha i liczył 119 baraków. Składał się z pięciu lagrów zlokalizowanych w trzech dzielnicach – połączonych ze sobą torami wpiętymi w sieć PKP.
Pierwszym, jaki powstał, był lager na Kole – 55 baraków – przekształcony z obozu jenieckiego, założonego przez Niemców w 1939 roku. Początkowo rozstrzeliwano tu w budowli w kształcie litery T i palono zwłoki w prymitywnym palenisku. Później wożono jeńców w celu uśmiercania do komór gazowych na tereny przyległe do dworca kolejowego Warszawa Zachodnia.
W dwóch lagrach przy dworcu Warszawa Zachodnia wybudowano 32 baraki. To właśnie tu Świadek stwierdził przebieranie Polaków w stare mundury niemieckie. Byli oni wykorzystywani między innymi do przeładunków na stacji kolejowej. Lagry te były podwójnie ogrodzone i miały wieżyczki obserwacyjne. Między ogrodzeniem chodzili SS-mani z psami. Bramy wychodziły na tunel przy ulicy Bema, w którym urządzone były dwie komory gazowe o powierzchni 630 metrów. Mieściły one jednorazowo dużą liczbę osób. Gazowano w nocy a zwłoki zabierano rano. Wwszystkie kompleksy były pod jedną komendanturą i ludobójstwo przebiegało sprawnie – dzięki stosowanej tu osobliwej specjalizacji.
Tak jak przy Zachodniej gazowano, tak przy „Gęsiówce” kremowano. Były tu kolejne dwa lagry - liczące razem 24 baraki na terenach byłego getta. Na początku pobudowano dwa dosyć „nowoczesne” krematoria, lecz „przeroby” były większe. Palono więc również na stosach - zwłoki przekładając drzewem a miejsca takie wysadzano później w powietrze dla zatarcia śladów. Dobudowano zatem jeszcze dwa krematoria - w tym jedno elektryczne - wykończone „komfortowo”, jak stwierdziła komisja ekshumacyjna w Polsce Ludowej.
Prochy rozsiewano na gruntach miejskich i topiono w Wiśle. A prochów tych było niemało. Dziennie mordowano - zgodnie z zeznaniami między innymi dowódcy SS Geibla - 400 osób. W czasie bez mała dwóch lat daje to rozmiar przybliżony zbrodni, równy 200 tysiącom niezewidencjonowanych ofiar Warszawiaków - pochodzących głównie z ulicznych łapanek, którzy spalani byli bez ubrań, lecz za to z dokumentami. Podobnie postępowali Niemcy w Oświęcimiu dla ukrycia rozmiarów ludobójstwa - rejestrując niewielką tylko część przebywających tam ludzi.

W służbie różnych panów
Pani Maria Trzcińska jako sędzia przepracowała w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich 25 lat. Jest zatem w zakresie KL-Warschau najlepszym ekspertem. Wiedzę na ten temat przekazała w książkach zawierających materiał dowodowy zbrodni – poparty zeznaniami świadków. Są rozkazy niemieckich zbrodniarzy wojennych, jak też wyciągi z zeznań norymberskich – takie, jak chociażby księgowego kuchni obozowej, dokumentujące stan liczbowy więźniów przez niego żywionych.
Istnieją zdjęcia lotnicze wszystkich obozowych terenów, meldunki Polskiej Armii Podziemnej, dokumenty władz okupacyjnych i pisma sporządzone na druku firmowym z nazwą obozu i pieczęciami. Obóz występuje też na mapach niemieckich. Wyliczany jest jako jeden z 23 głównych hitlerowskich obozów. Na mapie Hessa oznaczony jest jako obóz zagłady, trzema trójkątami, co odpowiada lokalizacji na „Kole”, „Warszawie Zachodniej” i „Gęsiówce”. Istnieją wreszcie protokóły Zespołu Ekshumacyjnego Okręgowej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich, która stan liczbowy ofiar porównała w swej wielkości do Treblinki, w której zginęło 260 tysięcy ludzi. Komisja ta działała na terenie obozu zaledwie 13 dni – jednak odkrycia jej były wstrząsające.
Pomimo ustaleń komisji ekshumacyjnej – obóz KL Warschau został skazany na zapomnienie. Trybunał Norymberski na próżno zwracał się z prośbą do strony polskiej o dostarczenie dokumentów, dotyczących obozu. Polska zignorowała wezwanie i sprawa nie została włączona do procesu! Uczyniono tak dlatego, aby się nie wydało, że obóz wykorzystywany był dalej przez „rodzimych” zbrodniarzy. Dla zachowania bilansu – ofiary zbrodni niemieckiej podzielono „sprawiedliwie” po połowie i dodano do ofiar Getta i do ofiar Powstania Warszawskiego, aby zaszczepić w ten sposób bezsens idei powstań narodowych ze względu na ogrom ofiar – tym bardziej, że naród wciąż trwał w oporze przeciwko komunistycznemu zniewoleniu.
Innym domniemanym powodem skazania pomordowanych na zapomnienie jest fakt, że Niemcy w tym obozie mieli niepolskich pomocników do „mokrej” roboty. Tych pomocników wykorzystywała później do pracy w tymże obozie NKWD i za te zasługi trafiali na wysokie stołki państwowe w Polsce Ludowej. Oni to, uwikłani w zbrodnię ludobójstwa, blokowali później dotarcie do prawdy, skazując pomordowanych Polaków na zapomnienie.
W 1973 r. strona niemiecka zwróciła się do Polski o dostarczenie dowodów w sprawie KL Warschau, co spowodowało powrót do śledztwa. Gdyby to wówczas nie nastąpiło, to współczesna wiedza na temat obozu koncentracyjnego w okupowanej Warszawie uległaby całkowitemu zapomnieniu. Śledztwo w tamtym okresie prowadziła sędzia Maria Trzcińska – pokonując z największą determinacją i zapałem – zrozumiałe w zniewolonej Polsce trudności. Ogromny materiał dowodowy o objętości 41 tomów akt (potwierdzający zbrodniczą działalność obozu zagłady w sercu Warszawy) został udostępniony stronie niemieckiej. Cała sprawa natomiast w dalszym ciągu była ściśle tajna dla polskiego społeczeństwa.

IPN uwikłany w zbrodnię ludobójstwa
Osoba ukrywająca mordercę staje się automatycznie wspólnikiem zbrodni. Przez analogię również zbrodnią jest haniebny proceder fałszowania historii – tym bardziej jeśli przedmiotem fałszowanej historii jest ludobójstwo. A oto przykład z czasów przedkieresowych. Wkradła się wówczas do IPN szajka niegdysiejszych aparatczyków z PZPR i dokonała całej serii przekrętów, opisanych w pierwszej książce pani Marii Trzcińskiej. Ich działalność była zgodna ze staropartyjną zasadą – niedopuszczającą do ujawnienia prawdy o obozie zagłady. W dodatku obciążali jeszcze Polaków odpowiedzialnością za prześladowanie Niemców.
Jeden z nich, Stanisław Kaniewski – były prokurator stalinowski, „zasłużony” przygotowywaniem procesu Prymasa Tysiąclecia – zostaje wyróżniony stanowiskiem zastępcy dyrektora d/s śledczych IPN w „odrodzonej” Polsce (jego córka zamieszkała w Niemczech). Pracując w IPN, blokował przesyłanie materiałów do prokuratury niemieckiej, która prowadziła w tym czasie sprawy zbrodni niemieckich. Po odmowie matactwa przez innego sędziego – odłożył śledztwo na dwa lata. Nie dopuścił do przyjazdu niemieckich prokuratorów. Polecił wyłączyć z akt akta egzekucji ulicznych i doprowadził do ich zniszczenia – trzymając na balkonie w niedomkniętej szafie, a były tam akta w sprawach, w których toczyły się w Niemczech śledztwa. W tym czasie ginęły zeznania świadków z okresu powojennego na temat obozu. Kaniewski wypaczył stan wiedzy na temat obozu, ograniczając jego działalność do części funkcjonującej w byłym getcie i doprowadził do umorzenia śledztwa bez wiedzy i zgody sędziego prowadzącego.
Apogeum tego okresu było (cytuję za M. Trzcińską) „zmyślenia cytatu, włożenia w usta świadka treści, której nie powiedział, a następnie przekazanie takiej dezinformacji do najwyższego organu, Sejmu, jako „dowodu” na niekorzyść w sprawie!”
Kolejne kierownictwo Komisji z Kieresem i Kuleszą na czele – wyraźnie utrzymywało profil oskarżania przez IPN narodu polskiego. Odnośnie KL Warschau nie wypełniło słynnej Uchwały Sejmu RP z dnia 27 lipca 2001 roku w sprawie ukazania prawdy o obozie i postawienia pomnika ofiar Polaków zamordowanych.
Po zmianie kierownictwa wraz z wyborem nowego prezesa Kurtyki – wyszły na światło dzienne wielkie spustoszenia w archiwum zbrodni niemieckich na polskim narodzie. Niestety, w RP nie udało się jeszcze wykryć i osądzić ani jednego szpiega. Tymczasem ostatnio można obserwować proces odwrotny od reedukacji przestępców. Dla zobrazowania zjawiska pozwolę sobie tu zacytować premiera Kaczyńskiego: Z więzień są zwalniani arcyzbrodniarze, ci od obcinania palców i mordowania ludzi. Prokuratorzy, którzy być może sami powinni być przedmiotem zainteresowania organów ścigania, zostają prokuratorami bardzo wysokiej rangi.

Historia nie znosi pustki
Według Leszka Żebrowskiego, białe plamy historii zapełniane są zawsze przez innych. Proces reedukacji Niemców po erze hitlerowskiej przebiegał opornie i nigdy nie został tak naprawdę zakończony. Tymczasem obserwuje się obecnie zjawisko przebiegające w kierunku odwrotnym. Do jakiego punktu dojdzie – trudno powiedzieć. Miejmy nadzieję, że nie będzie to punkt o takich samych parametrach, jak kiedyś gdy, wybuchła wojna.
Mający za sobą przykre doświadczenia Żydzi, na wszelki wypadek obstalowali sobie w Niemczech pomnik holokaustu – kreując przy okazji wrażenie o niedobrych polskich sąsiadach (Gross). Pozbyli się w ten sposób Polaków jako konkurentów do niemieckiej pokory. Szczególnie zazdrosny o Niemców okazał się Bartoszewski – zawłaszczając KL-Warschau do obszaru getta. Za nim poszli inni - blokując tym samym rozpoczęcie budowy pomnika pomordowanych Warszawiaków.
Tymczasem Niemcy przy takiej pomocy zapomnieli o własnym ludobójstwie na naszym narodzie i zniszczeniu Polski. Szczególnie ci „wypędzeni” mają krótką pamięć. Trudno się więc dziwić, że coraz bardziej czują się sami pokrzywdzeni – szczególnie to młodsze, nie znające prawdy pokolenie. I oto podżegani przez koleżankę Michnika, niejaką Helgę Hirsch, zrównują rolę hitlerowskich oprawców z ich polskimi ofiarami. Oskarżając Polaków o ludobójstwo, zaczynają na nowo swe stare „Drang nach Osten”.
Oburzające jest robienie z Polaków przez Żydów kozłów ofiarnych w interesach z Niemcami i zarazem dojnej krowy (Holokaust Industry). Najbardziej nas niepokoi jednak to podkochiwanie się żydowskie w Niemcach. Przecież Polska nie wychodziła najlepiej, na żydowsko-niemieckim flirtowaniu. Zresztą i dla Żydów to podkochiwanie się w Niemcach miało zawsze opłakany skutek.

Świeczka i ogarek
Za wsparciem nowego prezesa IPN Kurtyki – śledztwo w sprawie KL Warschau zakończyło się sukcesem, potwierdzonym pozytywną opinią prezesa IPN. Było to przysłowiową świeczką dla Boga i wypełnieniem polecenia Sejmu RP z 2001 r. w sprawie odkłamania prawdy o obozie. Nie obyło się tu jednak i bez ogarka – zapalonego diabłu przez Kopkę z Kurtykowego wszak dozwolenia – dzięki któremu Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zdobyła nowy pretekst do niewypełnienia Uchwały Sejmu RP z 27 lipca 2001 r. w sprawie upamiętnienia ofiar KL Warschau pomnikiem.
Sprawa honoru Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w świetle złożonych obietnic przed kamerami TV Trwam odnośnie wybudowania pomnika – nie jest naturalnie ważna w świetle braku zapisu o honorze w konstytucji polskiej – nie będę jej zatem rozwijać. Nie zasługuje też i Kopka, z racji braku argumentów – aby poza wyliczeniem jego nazwiska cokolwiek o nim wspominać. Opaczność w nazywaniu ironicznym potrafi nas sama wyręczać.
Tak, jak nie znajduje ofiar „których nie było” wśród Żydów, Dziobkowska („Wyborcza”) jak i Przewoźnik dziwnie od niepolskich nacji nie domaga się list zagazowanych. Natomiast w stosunku do Warszawiaków z KL Warschau zachowuje się cynicznie, jak błazen w oczekiwaniu uśmiechu od zakatowanych. Dyspozycyjnie jak usłużny Żaryn, który nie usłużył prochom rozstrzelanych podle. Bądź miłościw Boże.
Żydzi z Getta Warszawskiego mają już pomnik i będzie jeszcze muzeum, w którym ich los będzie szczegółowo opisany. Ta świeca niechaj zapłonie, ale póki braknie choćby małego ogarka dla cieni polskich z KL Warschau, czy sprawiedliwość będzie usatysfakcjonowana? A miłosierdzie boskie wytrzyma?
Kiedy holokaust staje się religią, przybiera cechy zazdrosnego Boga a przecież Polska martyrologia nie była ani mniejsza ani też i gorsza.

Pamiętać aby przetrwać
Można zrozumieć kłopoty Marii Trzcińskiej w prowadzeniu śledztwa w Polsce tzw. Ludowej, lecz o wiele trudniej jest zrozumieć je w Polsce tzw. odrodzonej. Na podstawie przeszkód w dążeniu do odsłonięcia prawdy o zabijaniu stolicy polskiej – można mieć wątpliwość, czy Polska w swej współczesnej fazie jest suwerenna. Można mieć również wątpliwości do dobrych intencji niemieckich, gdy krążą pogłoski o wykupywaniu przez nich archiwów obozów koncentracyjnych... Nie można natomiast mieć wątpliwości co do jednego: jeżeli pamięć o martyrologii w Obozie koncentracyjnym KL Warschau zwycięży – przetrwamy jako naród.

..........................

„Po jednej stronie są ofiary po drugiej są sprawcy” – mówi sędzia niezłomny pani Maria Trzcińska – osoba, która tej jednej sprawie, ale za to o znaczeniu dla Polski najwyższym – poświęciła całe swoje życie. Nie mogąc doczekać się odkłamania historii przez tzw. Instytut Pamięci Narodowej – napisała książkę. To nawet nie książka, to dokument najbardziej wstrząsający na świecie o Polakach, którzy ceną własnej krwi opłacali zaliczkę na Polskę wolną od ludzi wykolejonych z torów chrześcijańskiej cywilizacji opętanych psychopatyczną ideologią nadludzi...
Ta książka to prawda gorzka, lecz zarazem dowód; że jeśli Bóg o nas zapomniał – to znaczy uczynił to samo, cośmy uczynili ofiarom Konzentrationslager Warschau.

Wojciech Kozłowski
http://www.polskiejutro.com/

Wersja do druku

Lubomir - 24.05.08 18:05
20 tysięcy zamordowanych w Katyniu i 200 tysięcy zakatowanych w KL Warschau. Dysproporcja jest widoczna. A jednak wyłącznie mówi się o Katyniu. Czyż nie jest to celowe wybielanie Niemców i kreowanie Rosji na czynnego wroga Polski?. Trzebaby chyba spytać czemu tak się dzieje przesiadującego w ambasadzie izraelskiej i niemieckiej - wielkiego przyjaciela Wielkiego Izraela i Wielkich Niemiec, kontrowersyjnego więżnia KL Auschwitz-Birkenau i samozwańczego profesora Bartoschevsky'ego.

Mieszkaniec Koła - 13.05.08 23:36
Nie było żadnego obozu w lasku na Kole, zaledwie 700 metrów dalej jest kościół parafialny Św Józefa, ten sam proboszcz w latach 1938-1978, Jan Sitnik, nic nie zauważył, obóz wymyślono po jego śmierci.

Warszawiacy - 31.03.08 23:19
Jesteśmy bardzo wdzięczni Pani Sędzi Trzcińskiej za ratowanie wiedzy o prawdziwej historii Warszawy i Jej mieszkańców.Pomnik KL Warschau powinien upamiętnić zamordowanych Warszawiaków .Polska i Warszawa przeżyły HOLOCAUST nie mniejszy niż żydzi .Różnica ,że oni mają media a my nie-czyli b.mało.Pan Prezydent wie o fakcie,ale milczy.Ciekawe dlaczego???

Janusz - 05.02.08 14:30
Dziekuje za artykul. Nie wiedzialem o tym obozie jak wielu innych faktow ukrywanych lub przeklamanych. Z dystansu jakim jest czas wydaje sie oczywiste ze oboz musial istniec - przeciez po wojnie prawdziwego warszawiaka bylo b trudno odnalezc a przeciez nie wyparowali bo atom byl rzucony w Japonii - wiec musieli byc wymordowani.

Stanisław Bujnicki - 01.02.08 13:51
Przeraża. I mobilizuje.

Wszystkich komentarzy: (5)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

04 Marca 1386 roku
Władysław II Jagiełło został koronowany na króla Polski


04 Marca 1846 roku
Powstanie krakowskie: Jan Tyssowski wraz z oddziałem złożył broń na granicy pruskiej


Zobacz więcej