Piątek 23 Października 2020r. - 297 dz. roku,  Imieniny: Edwarda, Marleny

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 25.12.08 - 16:44     Czytano: [5647]

Ukraińska Częstochowa

Ukraina stała się piątym państwem oprócz Polski, Ameryki, Afryki i Australii, w którym powstało Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej. Znajduje się ono w Mariupolu i od zeszłego roku chodzą tam piesi pielgrzymi. Autorka opowieści miała szczęście brać udział w tej pielgrzymce.

Mariupol - Miasto Maryi

Nazwa Mariupol, z języka greckiego tłumaczy się jak „miasto Maryi”. Mieści się ono na wybrzeżu Morza Azowskiego, na terenie Obwodu Donieckiego czyli na Donbasie (Doniecki Basen Węglowy). Miasto super-industrialne. Gdzie nie patrzeć, wielkie zakłady przemysłowe jak potężne smoki bezlitośnie zioną swymi paszczami z ognia.
Tym samym powietrze jest przeniknięte wyziewami. Na ulicach brudno i nieprzytulnie, wielka ilość pijanych ludzi, a także narkomanów czy innych wykolejonych ludzi. „Pustynia Duchowa”, tak mawiają o Wschodniej Ukrainie kapłani pracujący tutaj. I rzeczywiście, trudno uniknąć smutku i współczucia, chwilami chce się płakać ze słowami „Mateczko Przenajświętsza ratuj, przecież to Twoje Miasto”.
Aby ratować Swoje Miasto i swój biedny lud, Matka Boża wezwała (ustami Biskupa) ojców Paulinów z Częstochowy. Wiadomo, że właśnie ci ojcowie niegdyś otrzymali od Władysława Opolczyka niewielki kościółek pod opiekę i cudowny obraz na Jasnej Górze. Zgodnie z legendą ten obraz miał namalować sam św. Łukasz na desce, ze stołu, na którym jadała posiłki św. Rodzina z Nazaretu. Do Polski ikona trafiła z Kijowskiej Rusi w czasie tatarskich wojen, i podobno Władysław Opolczyk znalazł ją na terenie pewnego zamku.
Pierwsza kopia Cudownego obrazu na Ukrainę dotarła uroczyście 24 października 2002-go roku. Zanim to się stało, była uroczyście poświęcona w częstochowskim klasztorze. W odpowiedzi na zaproszenie biskupa charkowsko-zaporoskiej diecezji Stanisława Padewskiego, ojcowie Paulini wysłali do Mariupola swoich dwu braci: o. Symplicjusza Berenta jako kustosza i o. Bartłomieja Gołąba jako wikariusza.
Właśnie oni przywieźli ze sobą wspomnianą Ikonę. W pośpiechu adaptowano prywatną posesję dla potrzeb klasztoru i kaplicy Matki Bożej Częstochowskiej, która 31 września 2003-go roku poświęcił Biskup Stanisław Padewski, który ogłosił to miejsce, miejscem pielgrzymkowym.
Z tego właśnie momentu ojcowie Paulini i Biskup zaczęli marzyć, by to miejsce było uczęszczane również przez pielgrzymów pieszych. Do tych marzeń dołączyli swe realne propozycje kapłani z Doniecka i okolic. Jednak ja dzisiaj chcę więcej uwagi poświęcić proboszczowi z sąsiadującej z Donieckiem Makiejewki. Mowa o ks. Jarosławie Wiśniewskim, którego losy są mocno związane z Białorusią.

Misjonarz z dużej litery
Przykład życia w wierze i poświęcenia tego kapłana zadziwia wszystkich, kto mieli z nim do czynienia. Już kilka lat ciężko choruje a lekarze są chwilowo bezradni. Swe zdrowie on poświęcił Bogu w intencji otwarcia i umocnienia nowych parafii na Donbasie. Nazywają go tutaj żartem i na serio „wielodzietnym tatą”, bowiem co 9 miesięcy udawało mu się otwierać nowe parafie. Takim sposobem światło dzienne ujrzały wspólnoty z Jenakiewo, Toreza, Szachciorska, Slowianska i Miczurino.
Własnymi rękoma i za swe własne pieniądze otwierał nowe kaplice. Marzł, głodował, chorował. Jedno z przewlekłych zaziębień było opłakane w skutkach.
Pomimo choroby, ksiądz Jarosław włączył się aktywnie w organizację pielgrzymki z Doniecka do Mariupola, to było rok temu. Wzdłuż i wszerz objeździł trasę, wiódł pertraktacje w sprawie rozmieszczenia ludzi na noclegach, pisał i drukował ulotki, rozsyłał zaproszenia. Na koniec sam poszedł pieszo. Pielgrzymi twierdzili, że pokuta, którą wziął na siebie ten kapłan, przypominała im Drogę Krzyżową Pana Jezusa. Na jednym z odcinków stracił przytomność, a odzyskawszy ją, poszedł dalej pieszo. Nawiasem mówiąc, był on jedynym pielgrzymem spośród kapłanów, który wędrował w czarnej sutannie przy strasznym skwarze. Ja osobiście nie dałabym rady dojść do końca, gdyby nie przykład męstwa jaki dał ten kapłan.

Ks. Jarosław pochodzi spod Torunia. Ma za sobą 17 lat kapłaństwa, z czego 16 przeżył w krajach byłego ZSRR. Jego misyjne życie rozpoczęło się na Białorusi we wsi Indura na Grodzineszczyznie. To właśnie tam, nawiasem mówiąc, on przeżył swoją Msze św. Prymicyjna. Białoruś odcisnęła w sercu kapłana mocne piętno, i wlanie tam na Białorusi przyjął ostateczną decyzję, że poświęci swoje życie dla kościoła na Wschodzie. Nie małą rolę w podjęciu takiej decyzji odegrał także biskup Tadeusz Kondrusiewicz. Później, kiedy biskupa przeniesiono do Moskwy, on skierował ks. Jarosława do Rostowa nad Donem. Następna parafia była w Batajsku i w Azowie. W rezultacie powstało w okolicy 13 parafii. Potem w życiu ks. Jarosława nastąpił epizod syberyjski. Pod opieką ks. Biskupa Jerzego Mazura pracował w Irkuckiej diecezji, w Chabarowsku, na Sachalinie, w Czicie i na Kamczatce. Wielu z nas pamięta głośny skandal 2002 roku, związany z eksmisją biskupa Jerzego Mazura i kilku innych kapłanów. W grupie wypędzonych był także ks. Jarosław Wiśniewski. Deportowano go wtedy do Japonii i na terytorium lotniska wyprowadzili pod konwojem jak złoczyńcę. W Japonii przeżył 5 miesięcy, potem podjął prace na Donbasie.

W chwili obecnej wiadomo, że ks. Jarosław opuszcza Ukrainę. On modlił się o to do Matki Bożej Częstochowskiej na zeszłorocznej pielgrzymce do Mariupola. W tym roku kapłan szedł z intencją dziękczynną, wdzięczny za to, że Ona go wysłuchała. 13 maja otrzymał dekret zwalniający z możliwością podjęcia pracy w innym miejscu. W swoim słowie pożegnalnym przed Obrazem MB Częstochowskiej – Czarnej Madonny, powiedział: „Ja zrozumiałem, że czas mojej posługi na Donbasie dobiega końca, ale mam też poczucie, że moja posługa jeszcze się komuś bardzo przyda.”

Pielgrzymka Donieck-Mariupol
Pielgrzymka rozpoczęła się 21 września celebracją Mszy świętej w donieckim kościele p.w. Św. Jozefa. Msze św. sprawował biskup Marian Buczek w obecności siedmiu kapłanów i jednego diakona. Otrzymawszy błogosławienie Biskupa 45 pielgrzymów, wśród których 5 kapłanów, diakon i siostra zakonna, ruszyło w drogę.

Na początku wędrówki ogłoszono z dumą, że nasza pielgrzymka ma międzynarodowy charakter, bowiem w nim brali udział oprócz obywateli ukraińskich także pielgrzymi z Polski, Rosji i z Białorusi. Miło było też spotkać swoich ziomków, którzy osiedlili sie na Donbasie. Na pielgrzymce szedł na przykład pan Józef Szymanowski, rodzony brat naszego stałego czytelnika i dobroczyńcy ze Slucka, pana Stanisława Szymanowskiego.

Z pierwszych kroków było zrozumiałe, że iść będzie niełatwo. O 11 z rana temperatura sięgała 40 stopni. Ziemia na polach pękała od skwaru jak na pustyni. Najtrudniejszym zadaniem okazała się wędrówka po ulicach miasta Doniecka., tym bardziej że wędrowaliśmy w samo południe. Skwar, smog i nieskończona ilość samochodów stworzyły warunki dla ciężkiej pokuty, bez której jak wiadomo, nie może się spełnić żadna pielgrzymka. Jednak nasza młodzież, która stanowiła połowę grupy, jakby nie dostrzegając tych trudności wesołymi pieśniami zadziwiała przechodniów, którzy nie przywykli do takiego widowiska.
Szliśmy 5 dni, średnio po 30 km w dzień. Pielgrzymi z Polski na przykład powiedzieli, że przejść 300 km po polskich drogach było dużo lżej niż tutaj 150 km. Jednak za wszystkie te trudy Pan Bóg sowicie wynagrodził swoją łaską. Ktoś, kto choćby jeden raz wędrował na pielgrzymce, bez trudu zrozumie co ja mam na myśli. Potem dusza długo tęskni po tego rodzaju łasce. Znam wiele osób, które twierdzą, że cały rok żyją w oczekiwaniu na kolejna pielgrzymkę. Nawiasem mówiąc, pielgrzymka była zorganizowana na medal, czarowno w sensie duchowym jak i praktycznym. Nie sposób zapomnieć Liturgię we Wschodnim Obrządku, która dla nas sprawował kapłan Lubomyr Szurmakewycz, który wędrował razem z nami. Mięliśmy dużo szczęścia jeszcze dlatego, że dla nas odprawił w drodze swą prymicyjną Mszę św. o. Walery Jakubczyk z Zakonu Paulinów.

Prawdziwym odkryciem Ameryki dla mnie, był czwarty dzień pielgrzymki a dokładnie finisz wędrówki. My dotarliśmy do stanicy Oktjabr w Nowoazowskim powiecie, gdzie spotykał nas prawosławny kapłan o. Aleksander Szkumat ze swymi parafianami, którzy przynieśli obfite podarunki: miód, mleko i ziemniaki. Władze odmówiły noclegu naszym pielgrzymom w sowieckich budowlach, toteż batiuszka przyjął nas na cerkiewnym podworcu. Pielgrzymi spali wewnątrz cmentarza przykościelnego pod gołym niebem, nie warto chyba opisywać na ile to była romantyczna noc tym bardziej, że niektórzy mieli pozwolenie, by przenocować wewnątrz cerkwi. Wszyscy byli mocno zdziwieni, gdy ujrzeli prócz prawosławnych ikon wewnątrz świątyni także katolickie obrazy i figurki, na dodatek wewnątrz cerkwi stały ławki dokładnie tak samo jak w kościołach. Zdziwionym pielgrzymom kapłan chętnie wyjaśnił, że jego parafia należy do jurysdykcji Patriarchatu Kijowskiego. Pielgrzymi pozostali niezmiernie wdzięczni temu księdzu za przykład wiary i gościnności, a także za jego obecność i wspólną modlitwę na Apelu Jasnogórskim.

Wśród najbardziej wzruszających momentów pielgrzymki chciałabym wymienić, te chwile gdy liczni członkowie Legionu Maryja rozdawali przechodniom medaliki i obrazki oraz ulotki dotyczące obrony życia nienarodzonego. Tak wiec na jednym z odpoczynków zbliżył się do nas samochód wypełniony młodzieżą, w tym pewien młodzieniec który wymachując obrazkiem Pana Jezusa Miłosiernego bardzo prosił: „Dobrzy ludzie, podarujcie nam jeszcze kilka obrazków”. Rozdaliśmy obrazki dla wszystkich pasażerów i wyjaśniliśmy ich znaczenie. Chłopcy pozostali razem z nami na liturgii a na następny dzień mieliśmy okazję zobaczyć jeszcze raz ich samochód towarzyszący nam w drodze przez pewien okres czasu...

I nareszcie Mariupol! Przyklęknęliśmy wszyscy na asfaltową drogę. Kierowcy samochodów na ten widok zaczęli zwalniać i hamować. Przechodnie reagowali różnie, ktoś się przeżegnał, ktoś zapłakał, ktoś inny udał, że nic nie widzi, lecz słabo im to wychodziło, bo słowa, które dźwięczały z megafonów, nie pozostawiały nikogo obojętnym: „Jesteśmy pielgrzymami, wędrujemy z Doniecka do Mariupola 5 dni. Idziemy, by pokłonić się Matce Bożej Częstochowskiej. Modlimy się w swoich intencjach a także w intencjach wszystkich napotkanych ludzi, tzn. także i w waszych! И вот, наконец, Мариуполь! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

Nareszcie stoimy u wrót upragnionej kaplicy. Spotykamy Cudowny Obraz Częstochowski. Chlebem i solą witają nas ojcowie Paulini i miejscowi parafianie. Oto właśnie te najbardziej wzruszające chwile pielgrzymki, kiedy nie sposób powstrzymać się od łez. Wrażenia tak wielkie, jakbyśmy dotarli do „polskiej Częstochowy” i tak jakby nas przeniesiono na Jasną Górę, prosto w objęcia naszej najlepszej mamy jaka jest na świecie, serce napełnione radością, pokojem i niewysłowioną wdzięcznością wobec Boga.

Halina Kalewicz
Minsk - Białoruś

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

23 Października 2002 roku
Terroryści czeczeńscy zajęli moskiewski teatr na Dubrowce, biorąc około 700 zakładników.


23 Października 1947 roku
Urodził się Kazimierz Deyna, czołowy piłkarz polskiej reprezentacji. Zmarł tragicznie w 1989 roku.


Zobacz więcej