Czwartek 13 Grudnia 2018r. - 347 dz. roku,  Imieniny: Dalidy, Juliusza, Łucji

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 22.01.13 - 11:23     Czytano: [2953]

Dział: Głos Polonii

Polacy w Australii - ciąg dalszy

- Batalia o wolność słowa



Szanowni Czytelnicy GI KWORUM w kraju i poza jego granicami a szczególnie w odległej Australii.
Wyjątkowo dziś w dziale „Głos Polonii”, nie ukaże się kolejny artykuł rodaka mieszkającego poza krajem, lecz tekst redakcyjny, w którym poinformuję Sz. P. o pewnej bulwersującej sprawie.

Otóż, jak zapewne wielu Czytelników „KWORUM” pamięta, 12 października 2011 roku w dziale „Głos Polonii” zamieściliśmy tekst naszego korespondenta w Australii, red. Mariana Kałuskiego pt.
„Sprawy i troski Polonii australijskiej. List otwarty do członków Polskiego Ośrodka w Albion w związku ze zbliżającym się rocznym walnym zebraniem. Nie głosujcie na ludzi, którzy są wrogami Ośrodka!”
który wzbudził wielkie zainteresowanie tak Polaków w Melbourne jak i wśród innych Czytelników „KWORUM”, gdyż jak się okazało, podobne problemy są troską skupisk polonijnych w innych państwach. List otwarty red. Mariana Kałuskiego, chociaż bardzo krytyczny wobec niektórych członków zarządu Polskiego Ośrodka w Albion, był – według Redakcji „KWORUM” - utrzymany w dozwolonych granicach krytyki. Red. Kałuski poruszył wiele bardzo istotnych spraw związanych z Ośrodkiem i pracą jego zarządu. Spraw, które na pewno powinny być wyjaśnione przez szanujących się działaczy polonijnych, którzy nie mają nic na sumieniu i przez to nie boją się żadnych zarzutów, bo wiedzą, że są w stanie się obronić.

Pod tekstem tego Listu otwartego ukazało się 399 komentarzy internautów. Wśród nich było dużo komentarzy Roberta Bastiena, który odważnie odpowiadał krytykom, podpisując je swoim imieniem i nazwiskiem, podobnie jak Marian Kałuski, do niedawna członek zarządu Ośrodka w Albion. Jedni internauci popierali pp. Kałuskiego i Bastiena, drudzy bardzo ich krytykowali. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że wiele wyjątkowo złośliwych komentarzy pochodziło od niektórych osób, które Marian Kałuski skrytykował w swoim Liście otwartym. Tylko z tą różnicą, że oni tchórzliwie ukrywali się pod pseudonimami.

Osoby z Ośrodka, których krytyka dotyczyła, zamiast odpowiedzieć red. Kałuskiemu na łamach „KWORUM” na jego krytykę czy zarzuty, jak – powtarzam - w takich wypadkach czynią inteligentne i kulturalne osoby, które mając czyste ręce i sumienie i nie boją się krytyki i prawdy, postanowiły zastraszyć mnie prawem. 19 października 2011 roku otrzymałem email od wiceprezesa Polskiego Ośrodka w Albion, p. Andrzeja Koraba, w którym bez podania uzasadnienia zażądał ode mnie usunięcia z „KWORUM” Listu otwartego red. Kałuskiego, dodając: „...Mam prawo domagać się od państwa australijskiego (i mam nadzieję polskiego) ochrony przed nienawistnymi napadami oszołomów... To się nazywa „cyber-bullying” i policja australijska również przed takimi wirtualnymi napadami chroni swoich obywateli”.

Uważam, że p. Andrzej Korab użył określeń, których znaczenia sam nie rozumie. Cyberprzemocą (agresja elektroniczna, po angielsku cyber-bullying albo stalking) czy „prasową przemocą” (press-bullying) na pewno nie jest krytyka, nawet ostra krytyka kogokolwiek w Internecie czy prasie. Inaczej nie mamy prawa w ogóle nikogo krytykować, nie mamy wolności słowa i wyrażania swoich opinii, co gwarantuje nam Powszechna Deklaracja Praw Człowieka ONZ!

Przy okazji warto podać definicję „Cyberprzemocy” wg Wikipedia.pl: jest to stosowanie przemocy poprzez: prześladowanie, zastraszanie, nękanie, wyśmiewanie innych osób z wykorzystaniem internetu i narzędzi typu elektronicznego takich jak: SMS, e-mailu, witryny internetowe, fora dyskusyjne w Internecie, a osobę dopuszczającą się takich czynów określa się stalkerem. Cyberprzemoc pojawiła się na przełomie XX i XXI wieku. Napastnicy, ukrywający się zawsze pod pseudonimami, prześladują swoje ofiary złośliwymi i obraźliwymi SMS-ami lub e-mailami. Bardziej drastyczną formą ataku jest sporządzanie witryn internetowych, wpisów na forach dyskusyjnych czy dręczenia przez komunikatory sieciowe.

Jeśli w GI „KWORUM” pod „Listem Otwartym” red. Mariana Kałuskiego znalazło się coś co można określić mianem cyberprzemocą – stalkingiem to właśnie były to wyjątkowo złośliwe komentarze pochodzące od niektórych osób, możliwe że członków Ośrodka, które Marian Kałuski skrytykował w tekście, a które – jak właśnie czynią to stalkerzy - ukrywały się pod pseudonimami.

Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM jest poważną gazetą internetową, a nie żadną pyskówką i niczym nie różni się pod względem zawartości – publikowanych w nim materiałów od innych poważnych gazet internetowych tak polskich jak i australijskich. Tylko podły człowiek może porównać np. „KWORUM”, „Tygodnik Solidarność” czy internetowe wydania australijskich gazet „The Age” (Melbourne) czy „The Sydney Morning Herald” do jakichś pyskówek.

Pragnę tą drogą wyjaśnić p. Andrzejowi Korabowi (bo zapewne nie wie!) i jednocześnie zaprotestować przeciwko bezpodstawnemu zarzucaniu nam uprawiania cyberprzemocy. Bowiem p. Andrzej Korab nigdy nie udowodni, że „GI KWORUM” prowadzi złośliwe i powtarzające się nagabywanie, naprzykrzanie się, czy prześladowanie, zagrażające czyjemuś bezpieczeństwu. Tego także nie było w Liście otwartym i pokrewnych tekstach red. Mariana Kałuskiego.

Tyle gwoli przypomnienia ówczesnej sytuacji, związanej z publikacją tekstów redaktora Mariana Kałuskiego na łamach GI „KWORUM” oraz wyjaśnienia w związku z tym, wielu wątków natury prawnej i obyczajowej.

A teraz, jak nadmieniłem na wstępie, dalsze informacje, których Sz. Czytelnicy nie znają a powinni, bo wkraczają w sferę wolności słowa i nieskrępowanego ukazywania prawdy, jak również swobodnej dyskusji, w której głównym atutem byłyby argumenty i jawność dyskutujących.

Otóż, kilku członków Polskiego Ośrodka w Albion, w związku z zaistniałą sytuacją, skorzystało z uchwalonego przez Parlament stanu Wiktoria prawa, pod nazwą „Interim Intervention Order” i wystąpiło 15 marca 2012 roku do sądu w Sunshine o Intervention Order dla red. Mariana Kałuskiego i Roberta Bastiena.

Należy wszystkim wyjaśnić, że „Interim Intervention Order” to uchwalone przez Parlament stanu Wiktoria bardzo potrzebne prawo, które za zadanie ma walczyć ze stalkingu, który jest powiązany z czynami karalnymi przez prawo, jak np. obrazą i zniewagą, zniszczeniem mienia, przemocą domową w rodzinie, obsesyjnym podążaniem za kimś, złośliwym i powtarzającym się nagabywaniem, naprzykrzaniem się, czy prześladowaniem, zagrażającymi czyjemuś bezpieczeństwu.
Jednak, jak pokazuje praktyka, parlamentarzyści wiktoriańscy spłodzili prawdziwy bubel prawny, który umożliwia każdemu wystąpienie do sądu o wydanie Intervention Order osobie przez niego wskazanej. W ten sposób każdy kto poprosi o Intervention Order dla jakiejś osoby go otrzymuje. Obok osób naprawdę zagrożonych, z prawa tego zaczęli korzystać także ci, którzy w ten sposób chcą się po prostu zemścić na swoim sąsiedzie (bardzo wiele spraw) czy innej osobie. I otrzymują je „na żądanie” bez żadnego najmniejszego chociażby sprawdzania przez sąd, czy ten Intervention Order ma prawdziwe uzasadnienie. Wystarczy np. powiedzieć, że pan X. powiedział, że mnie zabije czy podpali mój dom. Starczy w Internecie zobaczyć co pisze się o Intervention Order w Australii, komu i za co jest przyznawany i jakie są tego często smutne skutki. A zachętą dla osób starających się o Intervention Order jest to, że te sprawy sądowe nic nie kosztują (kosztują podatników) i jak je przegrają to też ich nic nie kosztuje. Czy to nie kretynizm? I to gdzie, niby w demokratycznej i praworządnej Australii!
A wynik tego jest taki, że, jak się dowiadujemy z największego dziennika wydawanego w Melbourne, w 2011 roku było wydanych w Wiktorii (na 5 mln mieszkańców) aż 9236 Intervention Order (700 więcej niż w poprzednim roku) i że w trakcie przewodu sądowego ponad połowa spraw przeciwko oskarżonym o stalking została przez sąd odrzucona z braku udowodnienia winy – przedstawienia dowodów na postawiony zarzut (Alex White „Call to fine court pests” Sunday Herald Sun 29.4.2012, str. 17).

Powracając do meritum, w uzasadnieniu swoim ci panowie napisali, że red. Marian Kałuski w swoich tekstach w „KWORUM” na ponad 150 stron (naprawdę to tylko na 30 stron!), ostatnim z datą 5 marca 2012 roku, nazwał ich: mordercami, chuliganami, złodziejami, komunistami oraz groził przelewem ich krwi. I przez to czują się zagrożeni.

Pragnę podkreślić, że w GI „KWORUM” są ciągle dostępne dla każdego wszystkie teksty red. Mariana Kałuskiego na temat Polskiego Ośrodka w Albion. Nikt nie znajdzie tam potwierdzenia tego, że nazwał on te osoby: mordercami, chuliganami, złodziejami, komunistami oraz że groził przelewem ich krwi. Także nieprawdą jest, że swoje teksty o Ośrodku zamieszczał w „KWORUM” do 5 marca 2012 roku. Ostatni jego tekst ma datę 21 grudnia 2011 roku. Napisał w nim o wyborach do zarządu Ośrodka i przestał od tej pory w ogóle pisać na temat Ośrodka. No, ale gdyby to powiedziano w sądzie, to wówczas może pracownik sądu zwrócił by im uwagę, że oskarżanie o stalking jest raczej nieuzasadnione.

Oskarżyciele wyraźnie zażądali od sądu, aby red. Marian Kałuski nie miał NIGDY prawa pisać w „KWORUM” i gdzie indziej cokolwiek o nich i Ośrodku!

Jest to dla mnie tym bardziej bulwersujące i niezrozumiałe, że pracownik sądu spełnił te żądania, wiedząc o tym, że te osoby są działaczami społecznymi i że tym panom prawdopodobnie nie chodzi o nic innego jak tylko o zamknięcie ust, krytykującemu ich poczynania, p. Marianowi Kałuskiemu.

Z tego co wiem, na przesłuchaniu sądowym 21 czerwca 2012 roku, adwokat (barrister) oskarżycieli zasugerował red. Kałuskiemu i p. Bastein pogodzenie się na tej zasadzie, że oni wycofają sprawę w zamian za zobowiązanie, że nigdy o nich nic nie będą pisać i nie będą chodzić w ogóle do Ośrodka w Albion.

Red. Kałuski i p. Bastein odrzucili taką propozycję ugody i podczas przesłuchania powiedzieli sędziemu, że chcą walczyć, aby udowodnić swoją niewinność. Sędzia nakazał przetłumaczenie oskarżycielom wszystkich dokumentów (150 stron, co zapewne kosztowało wiele tysięcy dolarów!) wyznaczył sprawę na 19 lipca 2012 roku i powiedział, że może ona się ciągnąć 2-3 dni.

Red. Kałuski przygotował swoją obszerną mowę obrończą, którą mi przysłał. Oceniłem ją za bardzo dobrą i obaj wierzyliśmy, że sprawiedliwość będzie po naszej stronie. W imieniu Redakcji GI „KWORUM” 28 maja 2012 roku wysłałem red. Kałuskiemu list po angielsku zatytułowany „To whom it may concern”, w którym stwierdziłem pod przysięgą, że red. Marian Kałuski nie pisał niczego na łamach GI „KWORUM” pod pseudonimem, że wszystko co napisał było podpisane jego imieniem i nazwiskiem. Że przypisywanie mu przez oskarżycieli autorstwa wszystkich komentarzy pod Jego listem otwartym jest oskarżeniem bez żadnego pokrycia w dowodach, mówiąc delikatnie, niesamowitą głupotą i podłością ze strony oskarżycieli.

Niestety, kiedy przyszło do rozprawy 19 lipca 2012 roku, to na samym początku oskarżyciele poprosili sędziego o przełożenie sprawy, gdyż oni nie są do niej jeszcze przygotowani. Sędzia jakoś dziwnie poszedł im na rękę i sprawa została odłożona aż do 12 grudnia 2012 roku.

W międzyczasie, zarząd Polskiego Ośrodka w Albion nie czekając na wyrok sądu, 26 czerwca 2012 roku poinformował red. Mariana Kałuskiego, że został wyrzucony z organizacji – skreślony z listy członków, ignorując fakt, że jest on członkiem honorowym Ośrodka. Wystawiony 15 marca 2012 roku red. Kałuskiemu Intervention Order zabraniał mu zbliżać się do jego oskarżycieli na odległość 200 m i mieć jakikolwiek kontakt z nimi. Tymczasem w liście do red. Kałuskiego napisano, że jeśli się chce odwołać od tej decyzji zarządu, to ma się stawić w Ośrodku 12 lipca 2012 roku. Gdyby poszedł do Ośrodka tego dnia, to złamał by Intervention Order, za co grozi kara 29 314 dolarów albo 2 lata więzienia (może na to liczono?!), a jak nie przyjdzie „no to jesteśmy górą – załatwiliśmy go”: Wyrzucenie stało się prawomocne.

Czy naprawdę stało się prawomocne? Czy coś niemoralnego może być prawomocne?! Myślę, że nie w Australii i wierzę, że red. Kałuski będzie walczył z tą wyjątkowo niską moralnie decyzją zarządu. Powinien także walczyć o zapłatę za pracę wykonaną dla Ośrodka. Przykre w tym wszystkim jest to, że takie zachowanie się toleruje, czy wręcz popiera kapelan Ośrodka, ks. Józef Migacz TChr.

Jednocześnie także red. Kałuski nie spał. Widząc sprawę jako jawny zamach na wolność słowa i na jego prawa człowieka postanowił walczyć z tym bublem prawnym i ze sposobem prowadzenia jego sprawy. Prowadził korespondencję z firmą adwokacką oskarżycieli Taylor and Preston, m.in. skarżąc się na zachowanie pierwszego barristera (adwokata mającego w Australii prawo występować w wyższych sądach: list z 3.7.2012; dlatego na sprawie sądowej 12 grudnia zjawił się ich nowy barrister); obszerną korespondencję z Legal Services Commissioner; z wiktoriańskim Ministerstwem Sprawiedliwości – Department of Justice; i samym sądem w Sunshine, wysyłając 8.11.2012 do jego administratora list wymownie zatytułowany: „I accuse...” – Oskarżam). Wiem, że sprawa na tym się nie kończy.

Przyszedł dzień rozprawy – 12 grudnia 2012 roku. Red. Kałuski przyszedł na nią z uzupełnioną swoją mową obrończą i wierzył, że dzięki niej wygra sprawę, tym bardziej, że strona oskarżająca nie wykonała polecenia sądu przetłumaczenia wszystkich dowodów „przestępstwa” red. Kałuskiego i p. Robeta Bastiena. Przetłumaczono tylko to, co było im na rękę. A jak sędzia może wydać sprawiedliwy czy jakikolwiek wyrok w jakiejś sprawie, jeśli zna tylko jedną stronę medalu? Poza tym, z tego co wiem, tłumaczenie było poniżej krytyki i często zmieniało sens zdań (!), co czarno na białym zostało udowodnione.

Oskarżyciele na rozprawę przyprowadzili ze sobą nowego barristera, który, jak mówi red. Kałuski, wyglądał na barristera - poważnie i groźnie, a przy tym zachowywał się bardzo taktownie. To nie wróżyło nic dobrego. Adwokat Kałuskiego, który nie występował w sądzie (znajomy żony red. Kałuskiego, która jest sędzią pokoju – Justice of the Peace), gdyż red. Kałuski postanowił nie wydać na tę sprawę ani jednego centa, bo, wg niego, nie była ona tego warta, powiedział mu, że jeśli będą mieli barristera to ma jedynie 50/50 szansy na wygranie sprawy, gdyż barrister to taki adwokat, który za grube pieniądze podejmuje się wygrać sprawę, która jest w zasadzie nie do wygrania i bardzo często wygrywa. Znają oni dobrze prawo i wyjścia awaryjne (loopholes) i przez to wiedzą, jak np. ze zwykłego kryminalisty zrobić Bogu ducha winną owieczkę. To przez nich powstało powiedzenie: „Prawo za pieniądze jest jak płot: żmija zawsze się prześliźnie, a tygrys zawsze przeskoczy”.

Oczywiście dla pp. Kałuskiego i Bastiena najlepiej było by wygrać sprawę. Przegrana, nawet niczym nie uzasadniona prawnie, byłaby moralną klęską. Red. Kałuski i p. Bastien liczyli do końca na to, że oskarżyciele wycofają się ze sprawy (co umożliwiało im prawo), której teoretycznie nie mogli wygrać, co niezbicie potwierdza mowa obrończa red. Kałuskiego. Zamiast tego oskarżyciele przyszli z barristerem.

Co więcej, tak red. Kałuski jak i p. Bastein przyszli na rozprawę bardzo chorzy (13 grudnia, czyli następnego dnia obaj znaleźli się w szpitalu poważnie chorzy, co potwierdzić mogą dane ze szpitala, red. Kałuski już o 6.30 rano), a sędzia powiedział na początku, że rozprawa toczyć się będzie 2-3 dni. Zaistniała obawa, że któryś z nich nie będzie mógł uczestniczyć drugiego czy trzeciego dnia w rozprawie i wówczas sędzia przesunie ponownie termin sprawy o dalsze 5 miesięcy. Taka perspektywa nie była dla nich do zaakceptowania z wielu ważnych powodów. Przede wszystkim ograniczała ich prawa obywatelskie i człowieka na dalsze pięć miesięcy, no i mimo wszystko kosztowała ich dużo nerwów. Dlatego kiedy przed sprawą berrister oskarżycieli powiedział im po co tu przyszedł (że wbrew faktom przyszedł tu wygrać) i zaproponował ugodę, to ją przyjęli, tym bardziej, że nie dostali żadnej pomocy od tych, w obronie których stanęli. To na pewno bardzo ich obu zniechęciło do sprawy. Toteż dalszą walkę z zarządem Ośrodka red. Kałuski uznał za walkę z wiatrakami, mówiąc, że sam swoją głową muru nie przebije. Ugoda przywróciła im wszystkie inne prawa, jednak zabrania pisania czegokolwiek o oskarżycielach i Ośrodku przez cały rok.

Red. Kałuski ten warunek przyjął, gdyż, uważa że teraz inni niech powalczą o to (może z większym sukcesem), o czym pisał w swym Liście otwartym, a poza tym, jak mówi, nie należy do ludzi mściwych. Jednak nie myśli rezygnować z dalszej walki z tym bublem prawnym i o wolność słowa i opinii w Australii. Bowiem jakim państwem stanie się Australia, jeśli nie będzie można krytykować polityków, działaczy społecznych czy kogokolwiek. Będzie to nowy Związek Sowiecki!

Pragnę podkreślić, że red. Marian Kałuski w tej walce może liczyć na pełne poparcie GI „KWORUM”. Bo w dzisiejszej globalnej wiosce zamordyzm w Australii szybko przeszczepi się gdzie indziej. Także do Polski, gdzie wolność słowa jest już dzisiaj poważnie zagrożona.

To tyle, na razie w tej bulwersującej sprawie. Zapewne będzie ciąg dalszy, bo nie może być tak, żeby osoby, działające publicznie nie podlegały krytyce opozycji. Wolność słowa jest fundamentem wolności i demokracji. Dlatego jest uznawana jako standard norm cywilizacyjnych. I nie może być inaczej.

Wolność słowa jest uwzględniona w pierwszej na świecie konstytucji - w Konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki z 1789 roku, w tzw. Karcie Praw Stanów Zjednoczonych (United States Bill of Rights) z 1791 roku, która zagwarantowała WSZYSTKIM Amerykanom podstawowe swobody i wolności obywatelskie, w tym prawo do własności prywatnej, wolności wyznania i sumienia oraz prasy: „Obywatele nie powinni być pozbawiani prawa ani podlegać ograniczaniu prawa do wolności słowa, do pisania i publikowania swoich opinii; a wolność prasy, która jest bastionem wolności, musi być nienaruszalna”.

Trzecia Sesja Ogólnego Zgromadzenia Organizacji Narodów Zjednoczonych, obradująca w Paryżu, uchwaliła 10 grudnia 1948 roku jednomyślnie Powszechną Deklarację Praw Człowieka. Dokument ten stanowi niewątpliwie jedno z największych i najtrwalszych osiągnięć ONZ. Artykuł 19 tej Deklaracji stanowi że: „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice”.

Niestety, nie wszyscy ludzie, a przede wszystkim politycy w wielu krajach świata byli i są skłonni przyjąć do wiadomości Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Politycy, a także często tzw. działacze społeczni czy ludzie mający coś na sumieniu nie lubią jak dziennikarze są dociekliwi, jak krytykują ich politykę czy działalność.

W Polsce wolność słowa jest ograniczona między innymi przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej: Artykuły 13, 196, 212 par. 1, 216 par. 1, 256 i 257 oraz Kodeks Karny, który zabrania publicznego „znieważania” (szerokie pojęcie tego słowa!) czyli de facto krytykowania prezydenta, premiera oraz innych konstytucyjnych organów RP, co jest nie do pomyślenia np. w Stanach Zjednoczonych czy w Australii, gdzie np. często bardzo niewybredne karykatury prezydenta, premiera czy polityków są na porządku dziennym w prasie tych państw.

Oczywiście nie chodzi tu o kryminalne pomówienie czy zniesławienie. Każdy ma prawo do obrony własnej czci i godności. Niestety to prawo jest bardzo często nadużywane przez rzekomych „pokrzywdzonych”. I znowu chodzi tu głównie o polityków i tzw. działaczy społecznych (nie chodzi tu o porządnych i zasłużonych działaczach społecznych).

Australia jest dużo bardziej demokratycznym państwem niż Polska. Jednak w jej Konstytucji nie jest zagwarantowana wolność słowa. A że w żadnym państwie nie brak pieniaczy, więc sądy australijskie są zawalone sprawami o rzekome pomówienie i zniesławienie. A sprawy wygrywają zazwyczaj ci, którzy mają gruby portfel, których stać na bardzo dobrych adwokatów (berristerów), gdyż bardzo często prawo stanowią właśnie pieniądze oraz to kim jesteś. Z prasy australijskiej można się dowiedzieć, że wielu polityków australijskich dorabia w ten sposób do swoich i tak bardzo, bardzo hojnych zarobków. Otrzymują często odszkodowania powyżej 100 tys. dolarów.
Na nieszczęście polityków i tzw. działaczy społecznych oraz innych cwaniaczków pojawił się Internet, a w nim gazety i różne strony internetowe. Wolność słowa wybuchła w Internecie siłą stu, a może nawet tysiąca wulkanów Krakatau. Drukowana prasa nie dawała takiej możliwości. A dzisiaj w Internecie może pisać każdy kto chce i co chce - na każdy dowolny temat.

Przeraziło to polityków, tzw. działaczy społecznych oraz różne ciemne typy. Zaczęli zastanawiać się nad tym jak nałożyć cenzurę na Internet. No i wymyślili to i owo. Australia, niestety, należy do grona takich państw jak np. Egipt, Malezja, Sri Lanka, Erytrea, którym daleko do standardów demokracji, w których Internet jest pod nadzorem policyjnym. Tak jest zaklasyfikowana Australia przez organizację międzynarodową Reporterzy bez Granic (Reporters Without Borders) za propozycję obecnego federalnego ministra komunikacji i technologii elektronicznej Stephena Conroy’a prześwietlania (cenzurowania) internetu, za którą spotkał się z ostrą krytyką, do tego stopnia, że w 2009 roku został nazwany „Internetowym łajdakiem roku” („Internet villain of the year”) na dorocznej, 11-tej z rzędu, imprezie Internet Industry Award w Wielkiej Brytanii (Wikipedia.en: Stephen Conroy). Wikileaks ujawnił (19.3.2009), że australijski Office of Film and Literature Classification, który cenzoruje Internet, nie tylko kontrolował dziecięcą pornografię i legalną pornografię czy hazardowe grupy, ale także strony internetowe związane z chrześcijaństwem, a nawet strony należące do jednego biura podróży, jakiegoś dentysty i obrońców zwierząt. A tego nie można inaczej nazwać jak obrzydliwą inwigilacją i próbą cenzurowania Internetu.

Znawcy tematu twierdzą, że ogólnie w Australii odczuwa się wyraźną niechęć polityków i szeregu grup społecznych, tzw. działaczy społecznych i różnych ciemnych typów do Internetu. Wszyscy oni zapewne boją się PRAWDY i tego, że któregoś dnia i oni będą jej ofiarami, no bo przecież nikt z nas nie jest bez winy (Pan Jezus). Stąd niechęć do Internetu stała się także chorobą australijskiego wymiaru sprawiedliwości.

Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za uwagę
Zbigniew Skowroński


................................................................................................................................


Szanowny Panie Redaktorze,

Dziękuję za zainteresowanie się sprawą panującego bezprawia w Wiktorii (Australii) i za obiecane poparcie w mojej i p. Roberta Bastiena walce o wolność słowa i prawo do zrzeszania się.

Gwarantuje nam to demokracja australijska i Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (paragrafy 19 i 20) Organizacji Narodów Zjednoczonych z 1948 roku, której sygnatariuszem od 1948 roku jest... Australia.

Pomimo tego mamy takich „mądrych” polityków, którzy na grandę chcą uszczęśliwić wszystkich, czyli także różnych łajdaków. No bo równe prawa według nich powinny przysługiwać wszystkim, a więc także różnym łajdakom, zboczeńcom, a nawet kryminalistom (kryminaliści mają więcej praw niż porządni ludzie chodzący na wolności). Prym w tym „uszczęśliwianiu” narodu dzierży lewacka Partia Pracy (Labor Party), która będąc wówczas u władzy uchwaliła bubel prawny Personal Safety Intervention Orders Act 2010, który chroniąc jednych ma jednocześnie LEGALNIE krzywdzić innych. Tak, aby łajdacy czuli się dobrze. Żeby także i oni czuli się „wartościowymi” obywatelami Australii i żeby, Boże broń, nikt nie interesował się ich działalnością.

Czyż może być coś bardziej kretyńskiego?!

Grubo ponad połowa osób (a było to grubo ponad 5000 na 9236 osób!), które otrzymały od sądów w Wiktorii Intervention Order w 2011 roku została przez sąd uniewinniona ze stawianych im zarzutów przez łajdaków.

Australia chwali się (do znudzenia!!!), z tego, że zgodnie z jej prawem człowiek jest niewinny, dopóki sąd nie udowodni mu winy. Tymczasem Intervention Order z góry, a więc przed wyrokiem sądowym!, czyni z NIEWINNYCH jak się później okazuje osób zwykłych kryminalistów, odbierając im na wiele miesięcy podstawowe prawa człowieka.

Bezwstydnie i bez żadnych konsekwencji akt „prawny” Parlamentu Wiktorii depcze australijską demokrację i podpisaną przez Australię Powszechną Deklarację Praw Człowieka.

Są Polacy skrzywdzeni przez kretynów z Parlamentu wiktoriańskiego, przez to ich łajdackie prawo, które przez to, że jest łajdackie jest bezprawiem. Więcej jest zwykłym aktem kryminalnym, gdyż prawdziwa sprawiedliwość nie może krzywdzić NIEWINNE osoby!

Mam naprawdę szeroki plan akcji przeciwko temu bezprawiu. Nie podam tu szczegółów, ale ta sprawa nie ominie prezesa rady ministrów Australii, premiera Wiktorii, federalnego i wiktoriańskiego ministra sprawiedliwości, będzie poruszona w parlamencie federalnym i stanowym, będzie w to wciągnięta Human Rights Commission, Stowarzyszenie Dziennikarzy, Freedom of Speech, odpowiednia instytucja Organizacji Narodów Zjednoczonych, itd.

Jednak najwięcej mnie boli, jako katolika, zachowanie się w tej sprawie ks. Józefa Migacza TChr. Człowiek ten musi się zdecydować czy chce służyć Bogu czy szatanowi. Bo jednocześnie żaden kapłan Chrystusa, który nakazuje nam miłować bliźniego, nie może przysłowiowo świecić Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek i okazywać wprost zwierzęcą nienawiść do drugiego człowieka, do drugiego kapłana polskiego (tylko dlatego, że on jest lepszym kapłanem od niego!). Podniosła mnie na duchu wiadomość, że działalność ks. Migacza została ostro skrytykowana na zebraniu członków Polskiego Ośrodka w Albion w grudniu 2012 roku.

Pozdrawiam,
Marian Kałuski
25 stycznia 2013 r.




...............................................................................................................................
UWAGA:
Ze względów prawnych komentarze do powyższego tekstu będą publikowane tylko takie, w których autorzy będą pisać o sprawie bezosobowo (bez podawania nazwisk), jak również nie będą zmuszali do odpowiedzi pp. Kałuskiego i Bastiena, gdyż oni są pozbawieni przez sąd możliwości pisania na ten temat.

..............................................................................................................................



Wersja do druku

Robert D Bastien - 21.05.13 4:28
OŚWIADCZENIE:

WŁODZIMIERZ KOWALIK - jest osobą mi nie znaną. Nigdy nie pracował społecznie na tym terenie. Nigdy nie był w zarządzie Ośrodka w Albion. Nie posiada żadnej wiedzy prawnicznej jak i dotyczacej dwóch osób i podstaw w obronie Ośrodka w Albion i Polskiej Szkoły.
Włodzimierz Kowalik, nidgy nie był w Sądzie, nie zna dokumentów wnoszących sprawę, nie zna prezentacji dowodowej, i finałowej decyzji.

Włodzimierz Kowalik w swoich komentarzach, jest osobą niepoczytalną z brakiem normalnego wychowania. Motywacją włodzimierza Kowalika, może być działanie na zlecenie kogoś, komu bardzo zależy aby mnie wyeliminować - na 2 lata więzienia i $30 000.
To działanie Włodzimierza Kowalika - określam jako świadoma prowokacja, podła i parszywa.
Zwracam sie z prośbą do ADMIN Redakcji Kworum - aby nie zamieszczali komentarzy prowokatorów, kiedy jest to zagrożeniem utraty wolności bez dowodów i prawa do obrony.

Robert D Bastien

Włodzimierz Kowalik - 20.05.13 3:37
Oj, znów pojawił się ten szkodnik. Wcześniej napisał ze grozi mu 2 lata więzienia i $ 30 000 kary. Widać ze nic chyba nie robi bo ma dużo wolnego czasu.

Robert D Bastien - 19.05.13 21:28
Z Podłymi i parchami, szybko sie rozstaję - rozpisujesz się o polonii i prawie - jak lokalny idiota, tylko że trzeba posiadac wiedzę i doswiadczenie. Nigdy nie widziłem abyś pracował społecznie, czy zajął jakieś rozsądne stanowisko w rozsądnej sprawie. Takich jak ty idiotów, Polonia ma na pęczki, i żadne prawo nie zabrania mi pisać o takich.

Wlodzimierz Kowalik - 19.05.13 14:27
Eventually, we've got what I said before.....better shut-up or they lock you up....

...albo sam sie przymkniesz albo ciebie przymkna....

Najbezpieczniej jest sie - juz kazdy zgadl - pozegnac.....czyli zamknac sie.

Widzicie wszyscy gdzie jest problem....."dzialacze polonijni" nie znaja specjalnie ani systemu politycznego ani elementow prawa......wszystko co demonstruja to wschodnioeuropejska pretensjonalnosc.....dotyczy to wszystkich - niestety -dzialaczy.

Robert D Bastien - 19.05.13 10:48
W. Kowalik, dyskusja z tobą jest uwłaczajaca mojej godności osobistej jak i moim wysokim notowaniom w opinni publicznej środowiskowej - Żegnam.

Wlodzimierz Kowalik - 19.05.13 0:58
Ja teraz dopiero przeczytalem co napisal "member of the public" ktory podpisal sie Bastien.
Nie wiem kto to jest ale, jesli wspomnial szkole, to prosze o podanie nazwy szkoly i adres wraz z zaznaczeniem co on tam wlasciewie robi.

Co do mnie oraz mojego ID to sugeruje skonsultowac sie z Victorian Police ale, jak widac we wczesniejszych wpisach ze, jesli Bastien niema wielkiego zaufania do wiktorianskich legislatorow to watpliwe aby darzyl szacunkiem stanowa policje.

Coz, w takiej sytuacji, radze Bastienowi aby prosto udal sie do AFP (Australian Federal Police) z pytaniami o mnie.
Bastien, jesli funkcjonariusze zadadza ci pytania kim jestes, co wlasciwie robisz, z czego sie utrzymujesz, co robisz w szkole i po co ci informacje o mnie to, sie nie boj i nie uciekaj poniewaz sa to pytania rutynowe. Ale, zanim cos ci o mnie powiedza to skontaktuja sie ze mna a wtedy ja bede musial im powiedziec cos o tobie i twoich wpisach na temat wiktorianskich legislatorow.
No coz, taki juz twoj nedzny los jest......... sam chciales.

A teraz do czytelnikow.......wszyscy widza jaki jest poziom "dzialaczy polonijnych w Australii"......nie bardzo wie gdzie mieszka.....nie bardzo wie czy to wroclawskie czy wiktorianskie ale nagadac sie trzeba....najlepiej o "prawdzie', "uczciwosci", "tchorzostwie", "odwadze"......w tym maja wielkie zaslugi....

Robert D Bastien - 08.04.13 0:28
Panie "BOCHATERZE" WLodzimierzu Kowaliku.

Pańskie PARSZYWE intencje są oczywiste, bo tylko takie są powody zaistnienia takiego komentarza i czytelne.

Wiedząc doskonale, że ta prowakcja jest zagrożenim dla mnie 2 lat więzienia i $30 000 kary, pozwala sobie pan bezkarnie dowoli.

Jeżeli nie jest pan śmierdzącym thórzem, proszę o przesłanie lub dostarczeni mi do Szkoły, pańskiego ID z aktualnym adresem.
Tym panskim postępowaniem i textem, Sąd - będzie bardzo zainteresowany.

Robert D Bastien,

Ewa - 17.03.13 13:10
Prawda jest taka,ze Polakow-slowian,w Australii jest tyle,co kot naplakal. W tamtym roku,zmarla w Melbourne stara 91-letnia kobieta, bardzo toksyczna w stosunku do Polakow,nie mylic z(urodzonymi jedynie w Polsce)bo to, dla mnie nie sa Polacy,a obywatele Polski. Cale czas(od 1972r) z drugim mezem(pierwszego zostawila w Polsce)co niedziele chodzili do polskiego kosciola(co niedziele obydwoje przystepowali do komunii Sw)a pochowana jest na nieposwieconej czesci cmentarza,on tez tam bedzie pochowany.Jak sie okazalo,to chodzili do kosciola,dlatego bo on pracowal jako budowlaniec,i szukal kontaktow. Po prostu sa ludzie,ktorzy dla korzysci materialnych zrobia wszystko,wlacznie z udawaniem Katolikow.

Tony - 22.02.13 12:57
WŁODEK MASZ RACJĘ!!!
TONY

Wlodzimierz Kowalik - 21.02.13 14:33
No i jak..GHC..? Minely dwa tygodnie od twojego wpisu, dales juz lekcje wiktorianskim parlamentarzystom ? Nauczyles ich co to "sumienie", "prawda", "bubel prawny" czy "bezprawie"...???

Jakie efekty ?

GHC - 05.02.13 14:08
Panie W. Kowalik, niech Pan nie głosi herezji prawniczych w temacie VIO, które są niczym innym jak prowokacją dla osób które wypełniły swój obowiazek wzgledem prawa, sumienia i prawdy.
"Subkultura zrzeszeniowa", napewno jest bezprawiem, które powinno się respektować, jako jego pogwałcenie. Niestety, Pańskie emocje, niczego nie argumentują, w przedmiotowej sprawie.

Włodzimierz Kowalik - 05.02.13 13:22
You better shut-up...otherwise they will lock you up....
....Lepiej sie uspokoj, w przeciwnym razie cie przymkna.....

Ja tego nie wymyslilem....ja zacytowalem australijskie powiedzenie (rade, przyslowie, moze niedokladnie).

Tak dlugo jak sprzeczka wewnatrz jednej z grup etnicznych pozwala na wystawianie rachunkow za uslugi jurysdykcyjne (sadowe i reprezentacyjne) to malo to kogo obchodzi, ale jak tylko pojawiaja sie usilowania nacisku na instytucje legislacyjne panstwa to, sytuacja staje sie powazna.

Sprzeczki i konflikty wewnatrzgrupowe, niewazne czy etniczne czy srodowiskowe lub zawodowe sa tu bardzo czeste i sa wpisane w subkultury zrzeszeniowe. Wszelkie trybunaly sa przeladowane podobnymi sprawami.

Ale jest jedna rzecz, nikt nie kwestionuje postanowienia legislacyjnego tj. aktu prawnego poniewaz jest to wykrocznie samo w sobie.

Ja wczesniej napisalem zeby nikt nie probowal brac prawa w swoje rece tj. nie probowal interpretowac go po swojemu.

To co tu czytamy powyzej jest konsekwencja tego ze jedna ze stron nie skorzystala z uslug prawnika. To wszystko.......sady bardzo nie lubia gdy ktos sam siebie reprezentuje, no chyba ze ma przygotowanie zawodowe tj. jest prawnikiem ze specjalizacja sadownicza (barrister).

To bylo take proste......nalezalo wynajac firme prawnicza i tego by nie bylo co czytamy powyzej.....i choc malo kto w to uwierzy,....to byloby najmniej klopotliwe i najtansze.
Jesli ktos jest odmiennego zdania, to zycze powodzenia........ i niech pozniej jeszcze opisze swoj przypadek.

szc - 25.01.13 3:41
Komentarz zatrzymany ze względu.... ( Wyjaśnienie w Komunikacie pod artykułem)
Admin

Jan Orawicz - 24.01.13 3:01
Od lat patrzę na środowiska polonijne, inaczej nasze diaspory na obczyżnie,to
tam - szczególnie wśród aktywnej inteligencji, działającej politycznie i kulturalne,w celu zachowania wartości patriotycznych i naszych kulturowych
tradycji, występują ogniska konfliktów mocno osłabiające te środowiska.Środowisko Polonii Australijskiej nie jest w tej masie jakimś wyjątkiem. Szukając przyczyn konfliktów pełnych nienawiści w stosunku do siebie, można dość łatwo dojść do wniosku,że komuś tam zależy na
wywoływaniu tych konfliktów,które- co tu mówić maja na celu rozbijanie jedności Polonii. Zapewne nie byłoby tego,gdyby nie to,że nadal trwa PRL i
jej specsłużby,które denerwuje nasza patriotyczna jedność pod słowami:
Bóg- Honor - Ojczyzna. Stare wtyczki SB są nadal dyspozycyjne. Jak do tej
pory nie ma sposobu na ich wyeliminowanie z naszych środowisk polonijnych.
Oni tkwią bardzo często w różnych mediach.Wystarczy się uważniej wsłuchać i wczytać w te ich media, wtedy dość łatwo można ich zauważyć. Ale oni już tak
obrośli w czerwone piórka,że się niczego nie boją.Ich zasługa jest zauważalna
w czasie wyborów. Jestem przekonany o tym,że jak zniknie II PRL to oni z nią.
Może dożyję tej u c i e c h ny. Współczuję historykowi Panu M. Kałuskiemu,
żyjącemu w tym piekiełku polskiej diaspory w Australii. Dziękuje Naczelnemu
Redaktorowi " Kworum", Panu Skowrońskiemu za dość wnikliwy opis australijskiego gniazda polskiej diaspory,które od sporego czasu, aż kipi od jadu nienawiści. Należy się wstydzić Rodacy na obczyżnie za tę furę jadu na swoich słusznych przeciwników. Jaką rolę w takich środowiskach powinien pełnić
ksiądz, to jest zawarte w DEKALOGU. Stąd nie ma tu nic więcej do dodania!...

Łączę pozdrowienia

MariaN - 23.01.13 12:32
Jestem zdziwiony i zszokowany tym co przeczytałem. Nie sądziłem, że w Australii też może być taka bylejakość, nierzetelność i niesprawiedliwość jak w III RP. Ale jest to tendencja ogólnoświatowa, rzeczywiście wraz z powstaniem internetu rządzący zaczęli się obawiać o swoją przyszłość, gdy machloje na porządku dziennym.
Ludzie odchodzą od Boga, walczą z nim, chcą zatrzeć ślady jego istnienia. A to wszystko prowadzi do katastrofy. Człowieku, marna istoto opamiętaj się, żyj również dla innych dbaj o swój wizerunek, również po śmierci.
Legalizacja aborcji, eutanazji, legalizacja związków partnerskich tej samej płci, zamiast mama tata...opiekunowie, do szkoły od 3 roku życia, to wszystko zmierza do upadku człowieczeństwa.
Ten kto rządzi światem ma plan i go realizuje, po to właśnie wprowadzono ogłupiającą telewizję, dlatego walczy się tak zaciekle z TV TRWAM i innymi niezależnymi mediami. Prawda nie może ujrzeć światła dziennego, bo byłby to koniec tych hochsztaplerów.
Szczęść Boże

Jan Kosiba - 23.01.13 11:37
Polacy w Australii!

Jak wcześniej pisałem na antypodach działa diaspora żydowska utożsamiająca się z Polonią polską. Oni oficjalnie dostają dofinansowanie od rządu żydowskiego w Warszawie. Wielu żydokomunistycznych zbrodniarzy i stalinowskich morderców rozjechało sie po świecie.

Wszystkie organizacje polonijne w Australii są pod stała obserwacją i inwigilacją służb specjalnych RP czyli Żydolandu.

Nie dziwię się procesom sądowym i atakami na polskich patriotów Australii i Nowej Zeladii. Agentura w tych organizacjach jest sowicie opłacana. Oni bedą zwalczać każde przejawy aktywnego działania na rzecz Polski i Polaków.

Te organizacje , które godzą się brać finansowanie od żydowskiego rzadu w Warszawie same sobie zakładają kaganiec na szyję i wpadają w pułapkę zależności.

KPA czyli Kongres Polonii Amerykańskiej w USA już dawno został podporzadkowany interesom polskich Żydów o czym pisałem w innych artykułach.
Do niewolniczego poddaństwa Polski i Polaków potrzebna jest Żydom szeroka agentura, poprzez którą kontrolują oni kluczowe segmenty gospodarki, finansów , kultury i zycia społecznego, w tym i rodaków na obczyźnie.

Ludzie za pieniądze gotowi upodlić się nawet kosztem swoich braci rodaków.
Takie kosmoplityczne szuje istniały i istnieć bedą.

Rodacy! Walka trwa dopóki nasz naród i ojczyzna osiągną wolnośc i niepodległość. Dla ojczyzny musimy poświecać się. Nie ma nic ważniejszego od domu, rodziny, ojcowizny i ojczyzny.

Na pohybel zdrajcom i okupantom!
Szablą odbierzemy co nam obca przemoc wzieła!

Wszystkich komentarzy: (16)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

13 Grudnia 1954 roku
Zwolniono z więzienia Władysława Gomułkę.


13 Grudnia 1689 roku
Zmarł Zbigniew Morsztyn, polski poeta ariański, opisywał wojny - zwłaszcza ich ciemne strony (ur. ok. 1625)


Zobacz więcej