Sobota 27 Maja 2017r. - 147 dz. roku,  Imieniny: Amandy, Jana, Juliana

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 16.12.16 - 23:39     Czytano: [752]

Skandal z arcybiskupem


Skandaliczna sprawa nominacji abpa Miecislovasa Reinysa na koadiutora archidiecezji wileńskiej

Stalin, po wspólnym z Hitlerem podboju Polski we wrześniu 1939 roku, za cenę zainstalowania sowieckich baz wojskowych na Litwie, przekazał Wilno i okoliczne tereny Litwie, aby móc ją wkrótce całą połknąć.

Przyłączenie Litwy do Związku Sowieckiego nastąpiło 15 czerwca 1940 roku. Sowieckie NKWD zaprowadzało tu swoje porządki. Wielu polityków i nacjonalistów litewskich zesłano na Sybir. 22 czerwca 1941 roku hitlerowskie Niemcy napadły na Związek Sowiecki i Litwa znalazła się tym razem pod okupacją niemiecką. Chociaż Niemcy nie pozwolili na odrodzenie się państwa litewskiego, bardzo wielu Litwinów popierało okupantów niemieckich i ochoczo im się wysługiwało (np. to głównie Litwini wymordowali dla Niemców ponad 200 000 Żydów litewskich, w tym wileńskich i ok. 20 000 Polaków z Wilna i Wileńszczyzny). Niemcy za to wywdzięczyli się Litwinom w budowaniu Litwy na polskiej Wileńszczyźnie. Pomagał w tym Litwie także germanofil papież Pius XII.

16 lutego 1940 roku zmarł polski biskup pomocniczy wileński Kazimierz Michalkiewicz. Czy zmarł śmiercią naturalną? Przecież Litwinom bardzo zależało na jego śmierci!

Wkrótce potem przybył do Kowna nowy nuncjusz apostolski, abp Luigi Centoz. Biskupi i rząd litewski przypomnieli mu, że zgodnie z tajną (nie na piśmie!) umową watykańsko-litewską zawartą podczas zawierania konkordatu litewsko-watykańskiego w 1926 roku, biskupem pomocniczym Wilna musi zostać bp Mecislovas Reinys, mianowany w tymże roku biskupem koadiutorem wileńskim i tymczasowo rezydujący w Wiłkowyszkach (Litwa Kowieńska). Toteż nuncjusz Centoz, nawet nie kontaktując się w tej sprawie z aktualnie urzędujących arcybiskupem wileńskim Romualdem Jałbrzykowskim (rzecz zupełnie niebywała!), formalnie – dla zachowania przyjętego zwyczaju zaproponował Stolicy Apostolskiej na biskupa pomocniczego wileńskiego właśnie bpa Reinysa (T. Krahel).

Co ciekawe to, że watykański sekretarz stanu, kard. Maglione wskazywał na biskupa pomocniczego Wilna profesora seminarium duchownego w Wiłkowyszkach, ks. Vincentasa Brisgysa (T. Krahel), a więc także na nie obywatela polskiego i kapłana Kościoła litewskiego. Z tego wynika, że wyboru bpa Reinysa na biskupa pomocniczego w Wilnie dokonał, poza plecami urzędującego arcybiskupa wileńskiego Romualda Jałbrzykowskiego (co było, powtarzam, po prostu skandalem!), sam papież – Pius XII, zapewne po bliższym zapoznaniu się ze sprawami polsko-litewskimi i tajnymi zobowiązaniami (możliwe, że tylko ustnymi, ale nie można wykluczyć tego, że są w tej sprawie jakieś pisemne notatki) watykańskimi wobec Litwy i Kościoła litewskiego.

9 lipca 1940 roku Pius XII mianował na biskupa pomocniczego Wilna obywatela Litwy, litewskiego ministra spraw zagranicznych w latach 1925-26, członka episkopatu litewskiego i jednocześnie jednego z największych polakożerców litewskich, bp Mecislovasa Reinysa (1884-1953), urodzonego na Litwie Kowieńskiej (koło Uciany), a więc nawet z urodzenia przybłędę z Litwy Kowieńskiej, któremu jednocześnie nadał godność arcybiskupa tytularnego, aby był równy polskiemu metropolicie wileńskiemu, abp Rajmundowi Jałbrzykowskiemu (także dziwne posunięcie)! Co więcej, na wypadek wakansu stolicy biskupiej w Wilnie, abp Reinys otrzymywał prawa administratora apostolskiego z uprawieniami biskupa rezydencjalnego (T. Krahel). Tym samym polskie Wilno zostało powiązane z Kościołem litewskim. Trzeba było tylko czekać albo spowodować okazję przejęcie przez Reinysa pełnej władzy kościelnej w Wilnie z błogosławieństwem Watykanu.

Nominacja akurat bpa Reinysa była o tyle bolesna dla Polaków z Wilna, że ks. Reinys, który mieszkał w Wilnie w latach 1916-22 (przybył tu po zajęciu miasta przez wojsko niemieckie, aby z pomocą niemiecką walczyć z polskim Wilnem), został z miasta wydalony na Litwę za swoją wyjątkowo zajadłą działalność antypolską i przeciwko katolikom polskim. Jego działalność w Wilnie po 1940 roku tylko pogłębiła żal społeczeństwa polskiego do Piusa XII (Marian Kałuski „Litwa 600-lecie chrześcijaństwa. 1387 – 1987”, Veritas, Londyn 1987). W Polsce jednak o tych sprawach się nie mówi, albo mówi się półgębkiem. Np. Piotr Nitecki w swej książce „Biskupi Kościoła w Polsce. Słownik biograficzny” (z przedmową kard. Henryka Gulbinowicza, Warszawa 1992) o polakożerstwie abpa Reinysa pisze eufemistycznie w jednym zdaniu: „Niechętnie ustosunkowany do Polaków”. Pod dywan zamiata się jego zbrodnie popełnione na katolikach polskich!

O jego wprost zwyrodniałej niechęci do Polaków świadczy także i to, że po przyjeździe do Wilna nie zamieszkał w pałacu biskupim, do czego miał prawo jako biskup sufragan, ale na plebanii jedynego w Wilnie kościoła litewskiego – św. Mikołaja, gdyż mieszkając w pałacu biskupim przebywał by w znienawidzonym przez siebie środowisku polskim.

Znany ze swego germanofilstwa i daleki od sympatii wobec Polski i Polaków papież Pius XII (1939 – 1958), który w przeddzień wojny zasugerował rządowi polskiemu, aby przyjął dyktat Hitlera (Zygmunt Zieliński „Papiestwo i papieże dwóch ostatnich wieków”, PAX, Warszawa 1983, str. 490-491) i który podczas całej II wojny światowej nigdy nie stanął w obronie mordowanych przez hitlerowców Polaków, obraził tym Polaków, zadrwił z nas – z naszych cierpień i zawartego konkordatu z Polską! Polski na mapie politycznej Europy znowu nie było, upadła także Francja, a hitlerowskie Niemcy wszędzie triumfowały, stąd Pius XII wierzył, że hitlerowska Rzesza Niemiecka będzie trwała 1000 lat, tak jak głosiła jej propaganda. Mógł więc nie liczyć się z państwem, którego już nie było i z podpisanym z nim konkordatem.

Tak, nominacja ta była niezgodna z konkordatem polsko-watykańskim z 1925 roku, gdyż abp Reinys nie był obywatelem polskim (Pius XII mianował także wbrew konkordatowi polskiemu Niemców na administratorów arcybiskupstwa gnieźnieńskiego oraz biskupstw: chełmińskiego i katowickiego). Ambasada polska przy Stolicy Apostolskiej, w związku z tą nominacją, wystosowała pismo do Sekretariatu Stanu, w którym tę nominację potraktowała właśnie jako naruszenie konkordatu polsko-watykańskiego (Ks. Tadeusz Krahel „Archidiecezja wileńska” w: „Życie religijne w Polsce pod okupacją 1939-1935” Katowice 1992). Fakt naruszenia konkordatu przez Watykan wykorzystał później komunistyczny rząd warszawski, kiedy w 1945 roku zrywał go z Watykanem, w którym to akcie miał poparcie milionów Polaków.

Watykan bez konsultowania się w tej sprawie z metropolitą wileńskim, abp Romualdem Jałbrzykowskim mianował wbrew zawartemu w 1925 roku konkordatowi z Polską obywatela litewskiego i wściekłego polakożercę, abp Mecislovasa Reinysa biskupem pomocniczym w Wilnie. Niebywały brak konsultacji słusznie oburzył abpa Jałbrzykowskiego. Jednocześnie naruszenie przez Watykan konkordatu polsko-litewskiego stawiało abpa Jałbrzykowskiego w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony winien jest okazywać posłuszeństwo Stolicy Apostolskiej, a z drugiej, jako Polak-obywatel polski i zwierzchnik diecezji wchodzącej legalnie w skład polskiej prowincji kościelnej i członek episkopatu polskiego miał zobowiązania prawne i etyczne wobec państwa i Kościoła polskiego. Nie mogąc otwarcie zaprotestować przeciwko decyzji papieża i jednocześnie pragnąc być lojalnym obywatelem państwa polskiego, abp Jałbrzykowski zastosował pasywny protest.

Protest ten wspomina ks. Tadeusz Krahel w swojej pracy o archidiecezji wileńskiej podczas II wojny światowej. Wynika z niej, że wydany przez Watykan w 1967 roku zbiór dokumentów dotyczących Polski i państw bałtyckich (w tym Litwy) w okresie II wojny światowej nie jest pełny. Został ocenzurowany, gdyż występują w nim poważne luki – brak wielu podstawowych dokumentów, które najprawdopodobniej są, ale są zastrzeżone jako ściśle tajne, gdyż rzucają złe światło na politykę Watykanu wobec Polski i Polaków w tym okresie.

Ks. Tadeusz Krahel pisze: „Abp Reinys – według ks. Czyżewskiego (notariusz wileńskiej kurii arcybiskupiej – M.K.) przybył do Wilna dopiero w październiku 1940 roku. Wydaje się to bardzo dziwne, że od nominacji do przybycia do Wilna upłynęły aż 3 miesiące. A przecież kardynał Maglione polecał Reinysowi objąć swe stanowisko nie czekając na bullę. Być może jakiś wpływ na to miało stanowisko abp. Jałbrzykowskiego, na którego skarżył się nuncjuszowi w Berlinie biskup pomocniczy z Kowna Brisgys, że nie daje on abp. Reinysowi żadnego udziału w rządach archidiecezją. W związku z tym kardynał Maglione w liście z 6 grudnia 1940 roku zalecał abp. Jałbrzykowskiemu, by dał większą władzę swemu biskupowi pomocniczemu i korzystał z jego pomocy w pracy administracyjnej w kurii oraz w zarządzaniu Seminarium Duchownym. W odpowiedzi na to pismo abp Jałbrzykowski sprawę abp. Reinysa, poza podziękowaniem za pomocnika, pominął” („Archidiecezja wileńska” w: „Życie religijne w Polsce pod okupacją 1939-1945” Katowice 1992).

Niestety papież Pius XII należał do największych wrogów Polski i Polaków w XX w. Zapewne na palcach można policzyć wśród dzisiejszych Polaków ludzi, którzy pamiętają czy wiedzą o tym w jak nikczemny - poniżający sposób Pius XII potraktował naszego bohatera narodowego – Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego, kiedy on po uwolnieniu z komunistycznego internowania w 1957 roku udał się do Watykanu na spotkanie z papieżem. Audiencja była uzgodniona co do godziny. Jednak kiedy kard. Wyszyński przybył na spotkanie z papieżem, ten kazał mu w „przedsionku” czekać kilka godzin, aż go łaskawie przyjmie.

Dlaczego polscy katolicy są dzisiaj okłamywani?! Dlaczego mają wierzyć w to, że papież Pius XII był przyzwoitym człowiekiem i dobrym katolikiem, kochającym każdego człowieka jednakowo? Przecież to wierutne kłamstwo! Dlaczego więc papież i to polskiego pochodzenia - Jan Paweł II w 1990 roku ogłosił Piusa XII Sługą Bożym i rozpoczął jego proces beatyfikacyjny?! A potem będzie się zmuszać polskich katolików do modlenia się do człowieka, który nas – delikatnie mówiąc - nie lubił, szkodził Polsce i naszym interesom narodowym.

Pius XII nie był jednak jedynym papieżem, który był naszym wrogiem. Polacy nie zdają sobie sprawy z tego, no bo kto z nich zna historię?!, że wielu papieży przed rozbiorami Polski i WSZYSCY papieże od końca XVIII wieku byli wrogami Polski i Polaków, co skrzętnie jest przed nimi ukrywane przez propagandę katolicką i polskich kunktatorskich historyków.

Przypatrzmy się więc bliżej tej sprawie, aby lepiej zrozumieć nominację abpa Mecyslovasa Reinysa na sufragana wileńskiego przez papieża Piusa XII.

Sprawy... nie można rozpatrywać bez bliższego zapoznania się z polityką papiestwa wobec Polski i Polaków po rozbiorach Polski, dokonanych w latach 1772-1795 przez Rosję, Prusy (Niemcy) i Austrię.

Tragiczne losy zniewolonego wówczas narodu polskiego wcale nie interesowały papieży i kurialistów rzymskich, którzy dbali jedynie o poprawne stosunki z naszymi zaborcami, kosztem narodu polskiego i polskich interesów. Troszczono się tylko o to, aby Polacy pozostali wierni Stolicy Apostolskiej (Bp Wincenty Urban „Ostatni etap dziejów Kościoła w Polsce 1815 – 1965”, Edizioni Hosianum, Rzym 1966).

Jak antypolska była polityka Stolicy Apostolskiej, pamięć i nią oburzenie patriotów polskich - i to niekiedy dostojników kościelnych, skoro podczas pobytu w Polsce pierwszego nuncjusza Stolicy Apostolskiej Achille Rattiego (który w latach 1922-39 był papieżem Piusem XI), doszło do otwartego konfliktu pomiędzy nim, a ówczesnym biskupem krakowskim Adamem Sapiehą, który w czasie pierwszego powojennego zjazdu polskich biskupów w Gnieźnie (26–30 sierpnia 1919 r.), poprosił Achille Rattiego o opuszczenie sali obrad, argumentując, iż: „Kościół polski chce rozstrzygać swoje sprawy bez wpływów zewnętrznych”.

Aby lepiej zrozumieć szkodliwą dla Polski politykę Watykanu i jego ukrywaną przez Kościół, w tym także polski, i niedostrzeganą nawet przez historyków polskich rolę Watykanu w konflikcie polsko-litewskim na gruncie kościelno-religijnym, należy odsłonić te wstydliwe dla Watykanu fakty.

Należy więc zwrócić bardzo dobrze uwagę na to, że kiedy w początkach 1916 roku przywódca narodowej demokracji Roman Dmowski prowadził w Kurii Rzymskiej rozmowy w sprawie odbudowy niepodległej Polski, ówczesny watykański sekretarz stanu, kard. Pietro Gasparri, ze śmiechem powiedział: „Polska niepodległa? Ależ to marzenie, to cel nieziszczalny”. Komentując to Dmowski stwierdził: „Tymi słowy zalecano mi w Watykanie politykę, która w Polsce korzystała z tytułu „niepodległościowej”. Polska niepodległa to marzenie nieziszczalne, przyszłość jest z Austrią” (Roman Dmowski „Polityka polska i odbudowanie państwa” Warszawa 1926). W pierwszej wojnie światowej Watykan stawiał na zwycięstwo Austro-Węgier i Niemiec, co wykluczało powstanie niepodległego państwa polskiego.

Relacjonując swą rozmowę w Kurii Rzymskiej z Benedyktem XV, kard. Gasparri i innymi kurialnymi dostojnikami Roman Dmowski wprowadził do cytowanej książki następującą, rzeczową i stale aktualną (patrz poniżej antypolska polityka papieża Jana Pawła II wobec Kościoła litewskiego) refleksję: „Poruszam przedmiot dla kraju katolickiego bardzo drażliwy, ale zarazem bardzo ważny i wymagający poważnego i ścisłego traktowania. Rozróżniam Kościół i politykę Stolicy Apostolskiej. Kościół dla katolików jest władzą, której w rzeczach wiary są obowiązani bezwzględne posłuszeństwo. Polityka watykańska jest rzeczą ludzką (nie boską! – M.K.), jak każda rzecz ludzka, niewolną od błędów i staje w równym rzędzie z polityką wszystkich państw. Najbardziej katolickie państwo ma obowiązek o tyle z nią się łączyć, o ile nie stoi ona w sprzeczności z dobrem państwa i narodu” (str. 180).

Nie tylko dla watykańskiego sekretarza stanu, kard. Pietro Gasparri niepodległa Polska była tylko „marzeniem – celem nieziszczalnym”, ale także dla ówczesnego papieża Benedykta XV. Religioznawca i socjolog, prof. Wiesław Mysłek pisze: „Historiografia katolicka, apologetyczna wobec papiestwa, usiłuje przekonać społeczeństwo polskie, że papież Benedykt XV cały czas miał na względzie interes narodowy Polski. Przytoczona wyżej opinia Romana Dmowskiego, zrelacjonowane przezeń fakty, dowodzą traktowania interesów polskich przez Watykan zimno, w sposób, który odpowiadał watykańskim, a nie polskim potrzebom” („Przedmurze” Warszawa 1987). Potwierdza to bez zamierzonej takiej intencji ks. prof Józef Umiński w swej „Historii Kościoła” (t. 2, 1960), który nie przedstawia Benedykta XV jako lidera Państwa Watykańskiego walczącego o boskie i ludzkie prawa dla Polaków. Wspomina jedynie to, że papież „zarządził zbieranie jałmużny na rzecz szczególnie dotkniętych wojną Polski i Litwy” (mówiąc o Litwie nie miał na myśli państwa litewskiego, którego ew. powstanie było wówczas całkowitą abstrakcją).

Nieprzewidziane wydarzenia polityczne w Europie, jak np. upadek caratu w Rosji w marcu 1917 roku, zmuszały Watykan do rewizji swojej dotychczasowej polityki wobec narodu polskiego i ziem etnicznie polskich. I tak, w związku z upadkiem Rosji carskiej, Benedykt XV wydał 1 sierpnia 1917 roku notę, w której po raz pierwszy ogólnikowo wypowiedział się na temat ewentualnego powstania jakiegoś państewka polskiego, w której czytamy: „przypominamy – obszary stanowiące części dawnego Królestwa Polskiego, dla którego szczególnie jego przeszłość historyczna, niemniej jak poniesione podczas tej wojny cierpienia sprawiedliwie zbudzić powinny sympatie narodów” (F. Lama „Ojciec Święty. Żywot i czyny papieża Piusa XI” Warszawa 1929).

Powstanie jakiej Polski popierał więc Benedykt XV? Po pierwsze powstałą tylko z ziem Królestwa Polskiego (Mazowsze, ziemie: łódzka, kielecka i lubelska), a więc nie z ziem etnicznie polskich znajdujących się pod zaborem austriackim (Małopolska i ziemia lwowska) i niemieckim (Wielkopolska i Pomorze), po drugie zaś pojęcie „sympatii narodów” wcale jeszcze nie zakłada, iżby te sympatie wyrazić się miały w uznaniu niepodległego bytu państwowego Polaków. Papieskie wystąpienie doskonale mieściło się w programie państw centralnych (Niemcy i Austro-Wągry) i tylko w tym programie (W. Mysłek).

Do takiego właśnie rozwiązania sprawy polskiej zmierzały Niemcy i Austria – okupanci ziem Królestwa Polskiego podczas I wojny światowej i tę politykę wobec Polaków Watykan/Benedykt XV całkowicie popierał. Stąd Benedykt XV unikał wszelkich form interwencji w sprawy Kościoła na ziemiach polskich, które nie byłyby akceptowane przez okupantów, na co wskazuje wiele źródeł, także katolickich, jak np. prace ks. Józefa Andrasza TJ „Pius XI. Ojciec chrześcijaństwa” (Kraków 1922) i J. Dubowika „Rządy Papieża Jubilata” (Warszawa 1929). Dlatego kiedy wysłany do Warszawy przez Benedykta XV wizytator apostolski Achilles Ratti w 1918 roku wizytował wszystkie diecezje polskie, w programie wizytacji nie było polskich diecezji na terenie zaboru pruskiego (niemieckiego): arcybiskupstwa metropolii gnieźnieńskiej (kolebki polskiego chrześcijaństwa!), arcybiskupstwa poznańskiego oraz diecezji chełmińskiej i warmińskiej. Tam się nie pojawił, bo to by nie spodobało się Berlinowi, a przez to samo i jego pracodawcom w Watykanie, od których na pewno dostał dyrektywę respektowania bardzo skrupulatnie granic zaboru pruskiego. Jest faktem, że Benedykt XV i w ogóle Watykan nie byli zainteresowani tym, aby Niemcy poniosły straty terytorialne na rzecz Polski. Stąd poparli m.in. Niemcy – antypolską działalność biskupa wrocławskiego, kard. Adolfa Bertrama podczas plebiscytu na Górnym Śląsku.

Tymczasem dzisiaj okłamuje się Polaków, przedstawiając Benedykta XV jako przyjaciela Polaków i Polski, bojownika walki o niepodległą Polskę. Np. S. Karolina Maria Kasperkiewicz SŁNSJ w książce „Sługa Boży Józef Sebastian Pelczar biskup przemyski obrz. łac.” (Rzym 1972) pisze: „Papież ten (Benedykt XV – M.K.) jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem niepodległości, potraktował Polskę jako samoistne państwo, gdyż w maju 1918 r. posłał do Warszawy prałata Achillesa Ratti w charakterze wizytatora (apostolskiego)...”. Jednak w świetle interpretacji Andrasza i Dubowika misja ks. Achillesa Ratti w Warszawie nic wspólnego nie miała z uznaniem polskiego państwa „samoistnego”. Jak pisze F. Lama misja ks. Ratti na ziemiach polskich była „wywiadowcza”, miał po prostu zapoznać się z organizacją i życiem Kościoła polskiego w okresie zachodzących wielkich przemian politycznych w tej części Europy. W okresie międzywojennym wiedziano jakie było prawdziwe stanowisko Benedykta XV w sprawie niepodległości Polski. W 1972 roku nikt już o tym nie wiedział więc niektórzy historycy katoliccy uznali, że mogą fałszować historię.

Tak więc nikt w Watykanie do 1917 roku nie tylko nie popierał odbudowę niepodległej Polski, ale mieliśmy tam – także i później, szczególnie wśród członków dyplomacji watykańskiej, ludzi bardzo wrogo nastawionych do Polaków – jednego z największych narodów katolickich w Europie!

Należał do nich bez wątpienia Eugenio Pacelli, w latach 1939-1958 papież Pius XII, który w 1917 roku został nuncjuszem w kraju niemieckim Bawaria, a w latach 1920-1930 w państwie niemieckim (w Niemczech). Całe życie był proniemiecki i bardzo przeżył klęskę Niemiec.

Edward Ligocki (1887 – 1966), literat i dyplomata polski, w swoich wspomnieniach („Dialog z przeszłością” Warszawa 1970), pisze, że kiedy był na placówce dyplomatycznej w Szwajcarii, odwiedził w 1920 roku nowo mianowanego protonotariusza apostolskiego w Szwajcarii, abpa Luigi Maglione. Ligocki pisze: „Sekretarz zameldował mnie monsignorowi i prosił, bym parę minut poczekał. Wyszedł z gabinetu jakiś szczupły, wysoki ksiądz, w okularach – i jakby mnie uderzył spojrzeniem. Była w jego wzroku nienawiść. Słyszał widocznie, jak sekretarz mówił, że jest ktoś z poselstwa polskiego. „Niedobry człowiek” – przebiegła mi myśl niezawodna”. Od abpa Maglione dowiedział się, że był to Eugenio Pacelli, nuncjusz w Niemczech. Sam abp Maglione był także proniemiecki (angielska Wikipedia).

Ku wielkiemu zdziwieniu Stolicy Apostolskiej w listopadzie 1918 roku odrodziło się jednak państwo polskie.

Chociaż Watykan tego się nie spodziewał, sytuacja polityczna w Europie wschodniej po upadku caratu w Rosji w marcu 1917 roku i objęciu tam władzy przez bolszewików w listopadzie 1917 roku oraz próbie utworzenia przez Niemcy i Austro-Węgry uzależnionej od nich Ukrainy, zmusiła Kurię Rzymską do lepszej kontroli nad tym co się tam dzieje i co się dzieje u tamtejszych katolików. Toteż już w kwietniu 1918 roku został mianowany przez papieża Benedykta XV, a właściwie kard. Gasparriego, wizytator apostolski dla Polski i Litwy w osobie księdza (tylko księdza, a nie biskupa!) Achillesa Ratti.

Katolicki „Przegląd Powszechny” (t. 151-152, 1921, str. 87) pisał, że zadaniem ks. Achllesa Ratti było początkowo „...podanie mocnej ręki i służenie radą episkopatowi polskiemu”. Podobnie uzasadniają wysłanie do Warszawy ks. Ratti ks. Józef Andrasz TJ i J. Dubownik. Ks. Andrasz pisze: „Właściwej niezawisłości politycznej Polska jeszcze nie otrzymała. Toteż msgr Ratti nie miał zrazu żadnej misji politycznej do spełnienia. Był bezpośrednio wysłany nie do rządu polskiego, którego jeszcze właściwie nie było, ale do przedstawicieli Kościoła, do biskupów Polski” („Pius XI. Ojciec chrześcijaństwa”, Kraków 1922, str. 7), co J. Dubowik potwierdza: „W kwietniu 1918 r. Polska właściwej niezawisłości politycznej jeszcze nie posiadała. Msgr Ratti posłany był żeby zająć się w Polsce (i na Litwie – M.K.) sprawami kościelnymi” („Rządy Papieża Jubilata”, Warszawa 1929, str. 19).

Wybór padł na Achillesa Ratti gdyż od dawna interesował się sprawami kościelnymi na Wschodzie. Jako attache był członkiem delegacji watykańskiej biorącej udział w koronacji cara Mikołaja II.

Także Achille Ratti jako kurialista i dyplomata watykański nie mógł być i nie był propolski jak przyjechał do Polski. Potwierdza to jego polityka i rola, jaką odegrał w okresie formowania się państwowości polskiej, która spowodowała nawet oziębienie stosunków polsko-watykańskiech (W. Mysłek). Tymczasem w literaturze polskiej także i on jest przedstawiany wręcz jako szczery przyjaciel Polski i Polaków. Prawdopodobnie wszystkie czy w większości jego propolskie wypowiedzi i pociągnięcia należy traktować raczej jako grę polityczną. A wszyscy czołowi politycy są znani z tego, że co innego myślą i robią, a co innego mówią ludowi czy mediom. Np. Polacy w fakcie, że jako nuncjusz – jedyny obok posła tureckiego dyplomata, który nie opuścił Warszawy podczas bitwy warszawskiej 1920 roku, chcą widzieć jego życzliwe nastawienie do Polski i Polaków. Tymczasem prawda jest raczej taka, że otrzymał polecenie, aby pertraktować w bolszewikami po zajęciu stolicy Polski. Oczywiście nic w tym nie ma złego jeśli tak było, gdyż zapewne chciał by w tych pertraktacjach bronić Kościół polski (nie Polskę!) przed kremlowską dziczą. Czyli stałby na straży interesów Kościoła, jeśli bolszewicy chcieliby z nim rozmawiać i brać pod uwagę jego starania.

Ksiądz, a po powstaniu państwa polskiego biskup Achilles Ratti przyjechał do Polski, która walczyła o swoje granice. Był wówczas konflikt polityczno-zbrojny polsko-litewski, walka z Ukraińcami o Lwów i Małopolskę Wschodnią, konflikt polsko-niemiecki o Śląsk oraz wojna z Rosją bolszewicką o niepodległość Polski i Kresy.

Oczywiście Watykan, a przede wszystkim kard. Gasparri jako sekretarz stanu do 1930 roku, a także papieże Pius XI (Achille Ratti, 1922-39) i Pius XII (Eugenio Pacelli, 1939-58, przedtem, w latach 1930-39 sekretarz stanu), mieli swoje zapatrywania na te konflikty i starali się je realizować jeśli nadarzyła się ku temu okazja. Sytuacja polityczna nowo odrodzonego państwa polskiego była trudna i nie ulega wątpliwości, że Watykan, nie tylko w latach 1919-20 ale także przez cały okres międzywojenny patrzył na Polskę jako na tymczasowe państwo, czyli państwo, które wcześniej czy później raczej upadnie – przestanie istnieć, w czym właściwie się nie pomylił (upadek państwa polskiego nastąpił we wrześniu 1939 r.). Utrudniało to prowadzenie im właściwej polityki wobec Polski i jej sąsiadów w odniesieniu do Polski. Na pierwszy rzut oka była ona niby propolska. No bo to jednak duży kraj katolicki, wygrał wojnę z bolszewikami przez co utrwalił na jakiś czas swój niepodległy byt, do czego Watykan musiał się ustosunkować. To była jedna strona polityki Watykanu wobec Polski. Druga strona była nieprzychylna czy nawet wroga Polsce przez cały okres międzywojenny. Problem polega na tym, że wiele dokumentów watykańskich w tej sprawie nigdy nie ujrzy światła dziennego. Ale i tak to co wiemy wskazuje na to, że tak było. Nie wiemy tylko wszystkiego, tj. tego co jest skrywane przed nami. Bowiem chociaż Stolica Apostolska w 1967 roku opublikowała źródła watykańskie dotyczące spraw kościelnych w Polsce i krajach bałtyckich podczas II wojny światowej („Actes et documents du Saint Siege relatifs a la seconde guerre mondiale”, t. 3: „Le Saint Siege et la situation religieuse en Pologne et dans les Pays Baltes 1939-1945”), nie wszystkie materiały zostały w nich zawarte; np. na różne luki – brak dokumentów wskazuje ks. Tadeusz Krahel w swej pracy o archidiecezji wileńskiej podczas II wojny światowej („Życie religijne w Polsce pod okupacją 1939-1945” Katowice 1992).

Arcybiskup krakowski Adam Sapieha sprzeciwiał się udziałowi nuncjusza Rattiego na pierwszym zjeździe biskupów polskich w 1919 roku, gdyż: „Kościół polski chce rozstrzygać swoje sprawy bez wpływów zewnętrznych” okazał tym nie tylko protest wobec polityki Watykanu wobec Polski w okresie rozbiorów, ale także okazał brak zaufania do nuncjusza, którego nie widział jako przyjaciela Polski i Polaków. Nie ulega wątpliwości, że Achille Ratii zapamiętał to wydarzenie i niestety okazał swą mściwość. Bowiem jak się przyjmuje napięcie to najprawdopodobniej przyczyniło się do tego, że po wyborze Achille Rattiego na papieża Piusa XI (6 lutego 1922 r.), biskup krakowski Adam Sapieha nie otrzymał z jego rąk kapelusza kardynalskiego. Do godności kardynała Adama Sapiehę wyniósł (18 lutego 1946 roku) dopiero papież Pius XII, który nie mógł po prostu tego nie uczynić wobec prawdziwego i wielkiego przywódcy Kościoła polskiego.

Achille Ratti został wysłany do Warszawy nie tylko jako wizytator w Polsce ale także na Litwie. Z tego tytułu miał kontakty z duchownymi litewskimi. Jego konsekracja na biskupa odbyła się 28 października 1919 roku w katedrze warszawskiej. Rekolekcje przed konsekracją swą odprawił w klasztorze na Bielanach pod kierownictwem ówczesnego generała marianów, biskupa wileńskiego Jerzego Matulewicza (1871-1927). To nie był przypadek, że rekolekcje te odbył pod kierownictwem bpa Matulewicza, który w 1925 roku został wizytatorem apostolskim na Litwie i dla papieża Piusa XI, czyli Achillesa Ratti, doprowadził do zawarcia przez Litwę konkordatu z Watykanem. Ks. Jerzy Matulewicz był kapłanem polsko-litewskim, związanym głównie z Kościołem polskim i dzięki poparciu biskupów polskich został w 1918 roku biskupem wileńskim (do 1925). W tymże okresie nienawiść katolików litewskich i kościoła litewskiego do Polaków doszła już do zenitu. Nie ulega wątpliwości, że to podczas tych rekolekcji na pewno zapoznawał się z konfliktem polsko-litewskim i postulatami Kościoła litewskiego, który w swej nienawiści do Polaków był skłonny nawet zawiesić wszelkie stosunki z Watykanem, jeśli Stolica Apostolska nie poprze litewskich postulatów. To zmuszało Watykan do prowadzenia dwulicowej polityki wobec Polski, którą prowadził i w której siłą rzeczy partycypował bp Achille Ratti.

To samo dotyczyło konfliktu polsko-ukraińskiego w Małopolsce Wschodniej. Także i ten konflikt zmuszał Watykan do prowadzenia dwulicowej polityki wobec Polski, którą także prowadził z udziałem bp Achillesa Ratti. Tym bardziej, że Ukraińcy w Małopolsce Wschodniej byli katolikami obrządku wschodniego (grekokatolikami, których dawniej nazywano u nas unitami). Oczywiście bp Ratti jako nuncjusz w Polsce spotykał się w grekokatolickim (ukraińskim) arcybiskupem lwowskim Andrejem Szeptyckim, który zabiegał u Rattiego i w Watykanie o poparcie także dla antypolskich postulatów ukraińskich (Edward Prus „Władyka świętojurski” Warszawa 1985).

Kiedy 4 czerwca 1919 roku Rada Najwyższa w Paryżu wydała zarządzenie zorganizowania plebiscytu na Śląsku, ks. Achilles Ratti został mianowany przez Watykan Wysokim Komisarzem Papieskim dla terenów plebiscytowych Górnego Śląska. Niestety na tym stanowisku wyszło na jaw proniemieckie stanowisko Watykanu, kard. Gasparriego, a tym samym i bpa Rattiego. Rząd polski złożył u nuncjusza protest, a Episkopat polski wysłał do Watykanu z protestem abpa Sapiehę i lwowskiego arcybiskupa obrządku polsko-ormiańskiego Józefa Teodorowicza (Bp W. Urban). Doprowadziło to do odwołania z Warszawy bpa Achillesa Ratti, który opuścił Polskę w 1921 roku.

Ten skandal polityczny na pewno nie wpływał na przychylne nastawienie do Polski późniejszego papieża Piusa XI. Pozory jego późniejszej rzekomej przyjaźni do Polski i Polaków były niczym innym jak tylko pozorami i dyplomacją. Bo prawdę mówiąc jego pobyt w Polsce nie przysporzył mu glorii. Przeciwnie, odjeżdżał z Polski w niesławie. Poza tymi pozorami życzliwości Piusa XI do Polski i Polaków prawdopodobnie ukrywany jest starannie przed Polakami jeden akt polityczny, który jest wyjątkowo złośliwy i wrogi Polsce i narodowi polskiemu: tajne porozumienie Watykanu zawarte z rządem i Kościołem litewskim w 1926 roku.

To obszerne wprowadzenie umożliwi Czytelnikowi nie tylko zapoznanie się z nieprzychylną Polsce i Polakom polityką Stolicy Apostolskiej w XX w. (i wcześniej), ale także zrozumieć to, dlaczego wbrew konkordatowi z Polską Watykan – papież Pius XII mianował w 1940 roku na biskupa sufragana wileńskiego Litwina i polakożercę Mecyslovasa Reinysa.

W listopadzie 1918 roku odrodziło się państwo polskie i powstało niepodległe państwo litewskie. Doszło jednak do zerwania unii polsko-litewskiej. Nowe państwo litewskie było bardzo wrogie Polsce i Polakom, gdyż władzę w nim objęli skrajni nacjonaliści-polakożercy (polonofobi).

Większość ludności obu państw stanowili katolicy. Wilno i spory szmat ziemi wokół miasta były zamieszkane przez Polaków – Litwinów była tu mała garstka. Jednak nacjonaliści uważali Wilno za stolicę stworzonego przez siebie państwa i robili wszystko – kumając się nawet z bolszewickim diabłem w 1920 roku, aby Wilno należało do Litwy. Tak się nie stało. Z woli mieszkańców Wilna i Ziemi Wileńskiej tereny te znalazły się w granicach Polski. W 1925 roku rząd polski podpisał ze Stolicą Apostolską konkordat, ustanawiający nową polską organizację kościelną w skład której wchodziło arcybiskupstwo wileńskie. Litwa zerwała wówczas stosunki dyplomatyczne z Watykanem. A „Nastroje antywatykańskie po konkordacie polskim były na Litwie groźne także dla porządku wewnętrznego” (Zygmunt Zieliński, str. 459). Prowadzone były jednak rozmowy w sprawie zawarcia przez Litwę konkordatu ze Stolicą Apostolską. Stolicę Apostolską w tych rozmowach reprezentował jako wizytator apostolski na Litwie abp Jerzy Matulewicz, w latach 1918-25 biskup wileński z rekomendacji Kościoła polskiego. Urodził się jako Jerzy Matulaitis na Litwie Kowieńskiej, ale przez długie lata związany był z Polakami i polskim Kościołem; w wieku 18 lat z własnej woli spolszczył nazwisko na Matulewicz i w tej formie używał je do końca życia (dlatego robienie z niego dzisiaj Matulaitisa jest wielkim nadużyciem!). Jako biskup wileński służył na równi społeczności polskiej jak i nielicznej litewskiej. Stąd był on tolerowany czy bardziej życzliwie traktowany przez rząd litewski. Tym bardziej, że kurialiści watykańscy nakłonili go, aby bardziej prezentował swe litewskie korzenie. Zawarty 4 lipca 1927 roku konkordat między Litwą a Watykanem ustanowił litewską prowincję kościelną: metropolię kowieńską z sufraganiami w Koszedarach, Poniewieżu, Telszach i Wiłkowyszkach. Jednocześnie już w 1926 roku wyświęcono nowych biskupów dla tych diecezji.

W literaturze nie tylko polskiej (np. Piotr Nitecki „Biskupi Kościoła w Polsce. Słownik biograficzny” Warszawa 1992) rozpowszechnione jest twierdzenie, że wówczas, dokładnie 16 maja 1926 roku, sakrę biskupią otrzymał z rąk abpa Matulewicza Mecislovas Reinys i że został koadiutorem w Wiłkowyszkach. Tymczasem prawda jest prawdopodobnie zupełnie inna. Otóż według internetowej www. Catholic-Hierarchy.org związanej m.in. z Watykanem i z innymi ważnymi instytucjami katolickimi, z informacji o archidiecezji wileńskiej dowiadujemy się, że bp Reinys nie został koadiutorem w Wiłkowyszkach na Litwie, ale koadiutorem w Wilnie z siedzibą jego rezydencji w Wiłkowyszkach. Z kolei z informacji o diecezji wiłkowyskiej dowiadujemy się, że bp Reinys wcale nie był tam koadiutorem.

Gdyby to były pomyłki (dwie pomyłki!) ze strony www. Catholic-Hierarchy.org to były by one już dawno zauważone i poprawione przez kurialistów watykańskich, Litwinów czy Polaków lub nawet lepiej poinformowanych anglosaskich historyków Kościoła w Europie wschodniej. Tym bardziej, że sprawa ta może stać się tykającą bombą dla Stolicy Apostolskiej.

A jednak Watykan milczy. Uznał, że tak będzie lepiej, że może nikt nie zainteresuje się tą informacją – nikt nie wyciągnie ją na światło dzienne.

Informacja z Catholic-Hierarchy może się wydać prawdziwą dla osoby, która zna historię Litwy i litewskiego Kościoła tego okresu oraz historię konfliktu polsko-litewskiego. Jeśli chodzi o sytuację panującą wówczas w Kościele litewskim, to Watykan obawiał się, że litewscy dostojnicy kościelni-politykierzy o skrajnie nacjonalistycznych poglądach mogą doprowadzić do utworzenia Kościoła narodowego, czym groziły pewne wpływowe na Litwie organizacje. Watykan musiał czymś – jakimś gestem pozyskać tak rząd litewski jak i Kościół litewski oraz samego ks. Mecislovasa Reinysa – polakożercę, wyrzuconego przez rząd Polski z Wilna w 1922 roku, który akurat był litewskim ministrem spraw zagranicznych czyli osobą, która uzgadniała treść konkordatu!

Mianowanie ks. Reinysa koadiutorem w Wilnie było zapewne ceną za zgodę rządu litewskiego na sfinalizowanie konkordatu z Watykanem. Satysfakcjonowało to tak Reinysa jak i rząd litewski, który, podobnie jak Watykan, wierzył że niepodległość Polski stoi pod znakiem zapytania, a jeśli nie sama niepodległość to na pewno jej granice.

Jeśli tak było rzeczywiście, to byłby to kolejny dowód na wiarołomstwo Stolicy Apostolskiej wobec Polski. Wiarołomstwo, gdyż byłoby to sprzeczne z polskim konkordatem, który zastrzegał, że tylko obywatel Polski może być biskupem w Polsce. Był to więc kolejny w dziejach Stolicy Apostolskiej afront wobec Polski i Polaków. Powiedzmy szczerze: był to kolejny kopniak zadany przez Stolicę Apostolską Polsce i Polakom. Taki, jakie lubił zadawać Polakom kard. Mariano Rampolla, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej w latach 1887-1903 (Bp Wincenty Urban „Ostatni etap dziejów Kościoła w Polsce 1815 – 1965”, Edizioni Hosianum, Rzym 1966). I które Polacy-katolicy przyjmowali zawsze z pokorą, o co zabiegali polscy biskupi, zawsze wierni słudzy Stolicy Apostolskiej, stawiający jej interesy ponad interesy Polski i narodu polskiego (wyłamywało się z tej reguły w XX wieku zaledwie kilku biskupów w tym kard. Adam Sapieha, abp Józef Teodorowicz i kard. Stefan Wyszyński; nie byli nacjonalistami, byli po prostu dobrymi Polakami).

Pozostaje otwartym pytanie czy o mianowaniu bpa Reinysa koadiutorem w Wilnie, czyli następcą w tamtej chwili arcybiskupa wileńskiego Romualda Jałbrzykowskiego, albo jego następcy wiedział Episkopat Polski i rząd polski. Chyba raczej nie, a już na pewno nie rząd polski. Stolica Apostolska zrobiła to raczej za plecami Polski i prawdopodobnie nawet Episkopatu Polskiego. A że to sprawa nieprzyjemna dla Watykanu, to zamiata się ją pod dywan – nawet w Polsce. Źle to świadczy o polskich biskupach, ale przede wszystkim o polskich historykach! A częściowo także o dziennikarzach, którzy nie potrafią czy nie chcą dostrzegać wrażliwych i istotnych w naszej historii tematów. Ktoś może powiedzieć, że to sprawa dziś nieistotna. A ja odpowiadam, że tak nie można traktować historii. Wszystko w niej jest istotne, a na pewno właśnie ta sprawa.

I dopiero teraz można zrozumieć dlaczego Pius XII wbrew konkordatowi polskiemu mianował bpa Reinisa sufraganem wileńskim i otrzymał uprawnienia administratora apostolskiego na wypadek, gdyby archidiecezja wileńska zawakowała.

Po zajęciu całej Wileńszczyzny przez Niemców w 1941 roku, abp Romuald Jałbrzykowski otrzymał od Stolicy Apostolskiej nominację na administratora apostolskiego archidiecezji mohylewskiej i diecezji mińskiej na dotychczas sowieckiej Białorusi, co równało się z powierzeniem mu jednego z największych obszarów administracji kościelnej w Europie. Po jego aresztowaniu przez Niemców za namową Litwinów w marcu 1942 roku również tę funkcję przejął po nim abp Reinys. Dało mu to możność prowadzenia antypolskiej działalności także na obszarze prawie całej dzisiejszej Białorusi, gdzie zdecydowaną większość katolików także stanowili Polacy. Trochę światła na tę działalność abpa Reinysa rzucił ks. Tadeusz Krahel.

Otóż po przejęciu władzy w archidiecezji wileńskiej abp Reinys zabrał licznym tam polskim parafianom kościół św. Michała w Wilnie i oddał do dyspozycji garstce katolików białoruskich w tym mieście. W miejsce polskiego seminarium duchownego jesienią 1942 roku otworzył nowe, ale tylko dla kleryków narodowości litewskiej i białoruskiej i zatrudnił w nim także dwóch Białorusinów: ks. Kazimierza Kułaka i ks. Adama Stankiewicza. No i jako administrator także w „białoruskiej” części archidiecezji wileńskiej (wschodnie powiaty województwa wileńskiego) i diecezji mińskiej, gdzie obok wielu tysięcy polskich katolików mieszkało trochę katolików białoruskich, przystąpił do białoruszczenia katolików polskich. Np. wysłał do Mińska, który był od dawna dużym ośrodkiem polskości, dwóch księży archidiecezji wileńskiej narodowości białoruskiej: Wincentego Godlewskiego i Stanisława Glakowskiego, którzy w porozumieniu z nim nie dopuszczali do działalności księży polskich (ks. T. Krahel). Wysłał również do Mińska, za zgodą Niemców, ks. Zenonasa Ignateviciusa, mianowanego przez siebie duszpasterza litewskich oddziałów policyjnych w służbie niemieckiej (J. Małecki).

Marian Kałuski
(Nr 142)

Wersja do druku

Panasiuk - 18.01.17 19:45
Nie możemy powstać z kolan i chyba dlatego nikt nie bierze nas poważnie.

Lubomir - 18.01.17 11:58
My bardzo lubimy kajać się przed każdym i przepraszać za nieswoje winy. Ostatnio w Dniu Judaizmu Pan Prezydent RP tłumaczył się Szewachowi Weissowi z tzw pogromu kieleckiego. Jakoś Kielce i Kielecczyzna przestały kojarzyć się z Górami Świętokrzyskimi, z Sanktuarium na Świętym Krzyżu, z Mikołajem Rejem, Janem Kochanowskim, z twórczością Stefana Żeromskiego i Świętokrzyskim Okręgiem Armii Krajowej, czy chociażby z Uniwersytetem Świętokrzyskim imienia Jana Kochanowskiego a kojarzą się jedynie z antypolską i antyżydowską prowokacją sowieckiej NKWD. Komu zależy na zniesławianiu Kielecczyzny?. Kto z uporem maniaka usiłuje przekwalifikować ofiarę matactw i zbrodni - na zbrodniarza?. Czy politycy powinni dawać się manipulować?. Bezustanne kajanie się np przed Niemcami, przynosi bardzo negatywne efekty. Niemcy od lat ubierają nas we własne szaty, szaty oprawców. Dobrze chociaż, że nie staramy się przepraszać Lietuvisów - za Wzgórza Ponarskie.

Antek - 18.01.17 8:56
Zobaczmy, władze których krajów nadały jakieś odznaczenie George Sorossowi
- Litwa 1995 r.
- Estonia 1998 r.
- Łotwa 2002 r.
- Węgry 2004 r.
- POLSKA 2012 r.
- Ukraina 2015 r.
wnioski z tego są jednoznaczne.
Co na to powie nasz propagandysta historyczny.

Kuba - 18.01.17 1:58
Popieram WETERANÓW i wypowiedż Pana AGAMEMNONA

Agamemnon - 17.01.17 18:53
Polityka Watykanu nastawiona zawsze była, jak się zdaje, na minimalizowanie strat. Czy zawsze słuszna, trudno powiedzieć. Słuszna na tyle, na ile człowiek jest w stanie przewidzieć jej skutki. Pan Kałuski zdaje się mieć pogląd, że Watykan musi popierać, popierać, popierać wg jego wizji a szkody powstałe w wyniku "popierania", "popierania", "popierania"czy prowokacyjnego potępiania już go raczej nie interesują. Wolności nie zdobywa się dzięki wypowiedziom Watykanu ale przez walkę i przelaną w niej krew. Sam Watykan nie posiada ani armii, ani bogactw by nimi mógł wykupić dla świata pokój.
Jeśli się opisuje dane zdarzenie historyczne to opis tego zdarzenia nie jest pełny, gdy dla celów tam jakichś, pomija się konglomerat wieloaspektowości sprawy. I to jest błąd metodologiczny Kałuskigo. Jego praca i poświęcenie dzięki temu błędowi idzie po prostu na marne. Brak jest w tych pracach elementu historiozofii. A szkoda.

weterani - 16.01.17 23:41
Dzieje Polski i Litwy sa skomplikowane,historia tez.Historycy piszac znane sobie dane zobowiazani sa pisac prawde,a nie fantazje,czy wlasne poglady.Jesli wielu poprzednikow napisalo,ze Ojciec sw Pius XI,czy nastepca Pius XII byli przychylni dla Polski i Polakow to ze zdziwieniem czytamy panska wypowiedz. Wszyscy znaja Ojca sw Jana Pawla II jako wielkiego Patriote ,ktory NIGDY nie wypowiadal sie przeciw Polsce ,podkreslal,ze jest Polakiem. Jestesmy b.zdziwieni i oburzeni pana zdaniem o Ojcu sw,Janie Pawle II,ogloszonym SWIETYM dla calego swiata.Zadamy sprostowania.czytelnicy.

Wszystkich komentarzy: (6)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

27 Maja 1910 roku
Zmarł Robert Koch, niemiecki bakteriolog, współtwórca nowoczesnej mikrobiologii i nauki o chorobach zakaźnych.


27 Maja 1990 roku
Odbyły się pierwsze według nowej ustawy (8 III 1990) wybory samorządowe.


Zobacz więcej