Poniedziałek 20 Listopada 2017r. - 324 dz. roku,  Imieniny: Edyty, Rafała

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 10.11.17 - 17:19     Czytano: [124]

Polonia czy może jednak Polacy?


Coraz częściej słyszymy o Polonii na Litwie, Żmudzi, Łotwie, w Estonii, na Białorusi i Ukrainie?. To brzmi całkowicie nienaturalnie i fałszywie. O Polonii na Ziemiach Utraconych, na Ziemiach Zabużańskich, może mówić ktoś całkowicie odklejony od polskiej historii i teraźniejszości. Ktoś dla kogo identyczni są Polacy z Urugwaju, Brazylii, RPA i Polacy z Ziem Wschodnich d. Rzeczypospolitej Polskiej. To już jest nie tylko nietakt i niewiedza. To jest kompletny brak szacunku do rodaków, którzy od pokoleń trwają w swoich ojcowiznach. Prześladowani, zsyłani i katowani - wracali i odradzali się. Przemianowanie "Polski" na "Polonię" - w ich przypadku, to podkładanie się pod obcą interpretację historii Polski.


Wstydliwy temat niewolnictwa

Ostatnio Europę obiegła wiadomość o kilku polskich niewolnikach na Wyspach Brytyjskich. Wiadomo, w zniemczonej i skomunizowanej Europie - trwa lewacka nagonka na Polaków i Brytyjczyków. Jednym uderzeniem próbuje się zatem powalić na raz dwie nacje. Jednak o wiele większe niewolnictwo odkrywa w Europie hiszpański dziennikarz śledczy Antonio Salas. Swoje odkrycia opisuje w książce "Handlowałem kobietami". Opisuje współczesne niewolnictwo w Królestwie króla Filipa. Niewolnictwo zniesiono oficjalnie w Hiszpanii 13 lutego 1880 roku. W przeszłości to głównie Hiszpania była odpowiedzialna za handel niewolnikami dostarczanymi do obu Ameryk, zarówno do pracy na plantacjach trzciny cukrowej, jak i na plantacjach bawełny. Okazuje się, że w XXI wieku, również panuje w Hiszpanii niewolnictwo. Jest to niewolnictwo za sztucznie wykreowane długi, niewolnictwo seksualne. Hiszpania nie jest jednak wyjątkiem. Podobnie jest w Niemczech, Francji, Holandii i m.in. w Belgii. Jednak na światową stolicę płatnego seksu obecnie wysunęło się hiszpańskie miasto, wysunęła się Barcelona. Pod tym względem Barcelona wyprzedza Nowy Jork, Tokio, Amsterdam i Londyn. Sytuuje się nawet przed Bombajem. W Barcelonie jest ponad sto tysięcy prostytutek. Większość przyjeżdża, bądź przylatuje pod przykrywką uchodźców. Głównym dostarczycielem jest Nigeria, jednak żeby wszystko mogło zostać zalegalizowane, kobietom dorabia się dokumenty państw, w których trwają konflikty wojenne. Małoletnie dziewczyny przywożone są z Meksyku, Kolumbii i Brazylii. Handlarze ludzi biorą za nie kosmiczne ceny. Chętnych na "zabawę" z nieletnimi dewiantów, nie brakuje nawet wśród elit władzy, piłkarzy i hiszpańskiej Straży Obywatelskiej. Chciałoby się powiedzieć: chora na nogi Hiszpania, nie potrafi iść po śladach Chrystusa!. I co z tego, że zbudowano w Barcelonie wspaniałą świątynię Sagrada Familia, skoro nie ma w Barcelonie żywej wiary?. To co dzieje się obecnie w stolicy Katalonii, to jedynie dowodzi, że jest to już prawdziwa Sodoma XXI wieku. Barcelona alarmuje!. Pokazuje do czego dochodzą ludzie, których bogiem stały się pieniądze i seks. Coraz częściej ulice Barcelony zapełniają się hałaśliwymi neonazistami z emblematami SS, swastykami i symbolami "Blut und Ehre". To zapowiedź tragedii!. To cena za totalną niewiarę, totalny ateizm i konsumpcjonizm. To powrót do pomysłu zlaicyzowanego "nadczłowieka".


Więcej sacrum czy więcej blichtru?

"Wszystkich świętych" - zmusza do myślenia. We Włoszech już rozlega się apel jednego z włoskich kapłanów, wzywającego do zaniechania masowego zapalania lampek na grobach. Duchowny przekonuje, że jest to wyłącznie marnotrawstwo i że więcej w tym tradycji przed Chrystusowej, niż Chrystusowej i po Chrystusowej. Pewnie jest w tym trochę racji. W jakimś sensie wiąże się to też z zatruwaniem powietrza, ogrzewaniem lokalnego klimatu i problemem z utylizacją, coraz większej ilości odpadów z wypalonych zniczy. U nas "zniczowy biznes" wciąż lansuje modę w skali giga. Modę na coraz większe lampiony. W epoce miniaturyzacji wszystkiego - zakrawa to na jakieś szyderstwo. Świętujący zmarłych dźwigają coraz większe torby, z coraz większymi zniczami. Tak jak gdyby życie wieczne zmarłych uzależnione było od wielkości albo wagi lampek. Szczególnie pod ciężarem świątecznych świecidełek uginają się nowobogaccy, różni "baronowie" i "baronessy". Najwyraźniej w myśl zasady: "skoro nosimy to wszystko, to widocznie stać nas na to!". Nad grobami najczęściej już nie modlą się. Jak zapewniają przy każdej okazji: "z tych bajek to my już wyrośliśmy!". Wyjście na cmentarz traktują jak spotkanie towarzyskie. Niekiedy wypalą nad grobami po papierosie. To taka nowa moda, pewność siebie i zrywanie z "religijnymi uprzedzeniami". Czy zlaicyzowanie chrześcijańskiego święta nie jest grubą przesadą?. Przecież to profanacja!. To oddawanie czci ateistycznemu bożkowi przepychu!. Przeraża bezradność i zobojętnienie na los żywych. We Wszystkich Świętych zaparkowanie samochodu koło cmentarza - graniczy niemalże z cudem. Nikomu zbytnio to nie przeszkadza. Tutaj nie widać żadnego kompetentnego gospodarza. Władze miasta, najbardziej powołane do rozwiązywania tego typu problemów, mogą co najwyżej ograniczyć się do polecenia zamontowania super wysokich krawężników, uniemożliwiających parkowanie lub do wysłania policjantów karzących za...niewłaściwe parkowanie. Na tym odcinku nie widać wciąż pozytywnej zmiany. Tu panują komunistyczne porządki a raczej komunistyczny tumiwisizm. Totalitaryzm ukształtował typ biernego obywatela i to najwyraźniej działa nadal. Najbezpieczniej jest nie wychylać się z niczym. Najlepszy nadal jest błogostan samozadowolenia. Przecież i tak kiedyś nastąpi koniec świata, to po co się wysilać?. Co za znaczenie ma zatem, czy koniec świata nastąpi z jednym parkingiem więcej czy mniej?. Przykro, kiedy wiary brakuje w jej głosicielach. Przecież wiara to nie tylko katechizm. To całe życie. Kapitulanctwo, bierność to oznaka niewiary. Kolekta na przycmentarny parking?. Może znaleźliby się dawcy?. Jeżeli miasto woli budować masowo "siłownie III wieku", zamiast niezbędnych miejsc parkingowych, to może to być jedyny sposób na rozwiązanie elementarnego problemu - zmotoryzowanej społeczności, w niejednym polskim mieście.


Czy Polacy to bydło, czy swój język mają?

Słuchając buńczucznych "mądrości", coraz młodszych roczników naszych rodaków, można zastanawiać się nad sensem potrzeby powszechnej edukacji. Przecież ci wszyscy ludzie, jeszcze nie tak dawno chodzili do szkół najprzeróżniejszych szczebli. Co takiego stało się, że obecnie zgrywają się na kompletnych analfabetów?. Co takiego stało się, że nie potrafią wydusić z siebie jednego zdania, bez swojej wszechobecnej: "kur.y", bez "h.j to wie", "ja pier...ę", "je.ał to pies", "poje.any", czy "zaje.isty" i podobnych słownych fekali. Widać jednak Mikołaj Rej mylił się mówiąc, że "Polacy nie gęsi". Może gęsi - nie, ale?...No właśnie. Trzeba zostawić to, "ale" i to ze znakiem zapytania. Argumentem obronnym używających sobie na naszym języku, jest : "a przecież wszyscy tak mówią: księża, nauczyciele, prawnicy, lekarze, aktorzy, dziennikarze, pisarze i sportowcy". Pozostaje jednak pytanie: czy na pewno wszyscy?. Czy wszyscy dali się wepchać do śmierdzącego szamba?. Od niedawna powstała swoista moda na mówienie o tzw. mowie nienawiści. Jak należałoby nazwać bydlęcy, cuchnący bełkot?. Językiem mowy miłości inaczej?. Przecież narratorzy wygłaszający swoje "kuchenno-łacińskie mądrości", zawsze przybierają miny nieskazitelnych naprawiaczy świata, przede wszystkim naprawiaczy - tych jeszcze w miarę dobrze funkcjonujących. Można rozumieć niechęć do języka i kultury zaborcy lub okupanta, ale gardzić ojczystym językiem?... To już trzeba nie mieć zdrowo "pod sufitem". Tego nie zmienią ani pijalnie piwa, ani siłownie pod chmurką. Tu potrzebny jest moralny kręgosłup, a nie mięsień piwny czy bicepsy.


Słyszymy ciągle, że młodzież nie czyta książek

Jednak kiedy np. wśród tekstów spłodzonych przez tak wybitnego pisarza, jak Włoch Andrea Camilleri, można przeczytać takie zdania, jak: "Ale jak ty się kurwa nazywasz?", "Pierdolę burmistrza Bolonii", "Robisz mnie w chuja", "chuj z nimi", czy "...dostanie wpierdol, że aż miło", to czego właściwie ma szukać młodzież w bibliotekach?. A może ma na pamięć uczyć się literackiej klasyki?. Klasycy używali co najwyżej prawdziwej łaciny a nie łaciny kuchennej. Krzewienie sztuki demoralizacji i sztuki chamstwa, to kiepska forma promocji. Pewnie doświadczony pisarz ma inne zdanie na ten temat. On pisze tak, żeby jego słowa potrafiły się sprzedać. A zapotrzebowanie jest chyba jedynie na takie "językowe perełki". Tak czy inaczej, europejska literatura najwyraźniej dołuje. Chyba, że wszystko należy zgonić np. na tłumacza włoskiego pisarza, np. na Jarosława Mikołajewskiego. Ale tego pewnie nie ustaliłby nawet bohater powieści Camileri"ego komisarz Montalbano. Język "Zapachu nocy" czy "Wycieczki do Tindari", na pewno daleki jest od języka Dantego. Widać i nasza epoka jest dosyć odległa od Odrodzenia. Język powinien być świadkiem epoki. Ale czy musi być ściekiem cuchnących nieczystości?. Czy nerwowych stanów bohaterów nie wolno tonować pisarzowi?. Przecież bohaterowie Sienkiewicza też nie byli świętymi, jednak język pisarza zawsze różnił się od języka degenerata, zawsze wychowywał a nie deprawował czytelnika.


Igrzyska dla warszawskiego ludu?

Szwindel z warszawskimi kamienicami, to zaledwie "wierzchołek Himalajów". To szwindel, który widać z okien Pałacu Prezydenckiego. Jednak Polska cała została zdewastowana przez szwindle i przez geszefciarzy. Gdzie są gangsterzy odpowiedzialni za korupcyjną wyprzedaż i rozgrabianie polskiego hutnictwa, czy polskiego przemysłu stoczniowego?. Spece od rzekomych przekształceń, często zostali obdarowani synekurami w czerwono-brunatnej Brukseli. Dzisiaj szydzą z uczciwych Polaków i Polek, i bezczelnie przekonują do łączenia się z Niemcami. Nie jest to najgorszy sort zdrajców?. Tacy potrafią skłócić Polskę ze wszystkimi, zostawiając tylko do wyboru sojusz polsko-niemiecki. W poprzednim wcieleniu, tacy sami skazywali Polaków wyłącznie na sowiecko-rosyjski monopol. Dzisiaj, raczkujący niegdyś w hutnictwie Hindus Lakshmi Mittal, dzięki przejęciu polskich hut - stał się światowym gigantem hutniczym. My zaś zostaliśmy wydziedziczeni z serca polskiego przemysłu, z kombinatu hutniczego "Huty Katowice". Kombinatu budowanego z ofiarnością porównywalną do powojennej odbudowy Warszawy. Dzisiaj po "Hucie Warszawa" nie ma nawet muzeum ani skansenu, podobnie po polskiej marce samochodów osobowych, m.in. "polonez". M.in. na bazie polskiego hutnictwa, po raz pierwszy w historii motoryzacji, Hindusi stali się producentami samochodów osobowych. My wciąż zajmujemy się teoretyczną produkcją własnych samochodów osobowych, które mają zadziwić świat i powalić z nóg dotychczasowych projektantów i producentów. Oby Bangladesz nie zaczął nas tylko wyprzedzać. Bajkopisarze powinni pisać bajki dla dzieci, a nie ględzić na temat przemysłu czy technologii!.


Babochłopy i chłopobaby?

To w naszych czasach dochodzi do serii, wręcz karykaturalnych sytuacji, kiedy to kobiety chcą koniecznie wykonywać męskie zawody, które tradycyjnie wykonywali mężczyźni. Chcą walczyć z bandziorami i wrogami na wojennym froncie. Chcą wjeżdżać na pole kombajnem i boksować na ringu. Zakres feministek wciąż się poszerza. Tymczasem mężczyźni chcą przeżywać poród, brać urlop tacierzyński, chcą przewijać noworodka i pełnić rolę sekretarki lub asystentki szefa-kobiety. Bez torby kosmetyków nie potrafią funkcjonować. Drobną naprawę w domu czy przy samochodzie - chętnie powierzyliby kobiecie. Czy nie jest to zapowiedź końca cywilizacji euro-amerykańskiej?. Młodzi obojga płci gardzą jakimkolwiek wpływem dziadków na wychowywanie swoich pociech. Chcą wychowywać geniuszy - oderwanych od naturalnych, biologicznych i historycznych korzeni. Czy tresowani przez obcych nauczycieli i instruktorów następcy, faktycznie wszyscy okażą się geniuszami?. Oby tylko nie było to pokolenie wyalienowanych kosmitów, niezdolnych do wykonywania najprostszych czynności manualnych. Oby nie byli to osobnicy pozbawieni elementarnej ludzkiej wrażliwości i elementarnych ludzkich uczuć. Mózg nie jest jedynym ludzkim organem, który powinien się rozwijać. Serce i duch, również wymagają starannego kształtowania.


Zygmunt Adamczyk

Podziurawiony i skatowany Zygmunt leżał na stole. Przynieśli go do Adamczyków jacyś ludzie, którzy wiedzieli, że to syn piekarza ze Środuli. Dziewiętnastoletni Zygmunt należał do "Orła Białego". Zginął zastrzelony przez NKWD. Okoliczności zbrodni zakryła zasłona milczenia. To była prawdziwa historii Środuli i Sosnowca. historia równie tragiczna, jak wypędzenie mieszkańców Środuli z ich rodzinnej dzielnicy i założenie żydowskiego getta, przez niemieckich zbrodniarzy. Ta historia Środuli miała nie ujrzeć nigdy światła dziennego. Adamczykowie znali krasnoarmiejców z nie najgorszej strony. Podczas wyzwalania stolicy Zagłębia Górnośląskiego zagościł do nich na kwaterę rosyjski oficer. W czasie swojego pobytu, niekiedy dzielił się z gospodarzami zawartością swojego oficerskiego deputatu. Zainteresował się nawet wiszącym w kuchni wizerunkiem Matki Boskiej, pytając: "szto eto za żeńszczina?". Dowiedziawszy się, że to Matka Bożego Syna, wchodząc w kolejne dni do domu - zdejmował oficerską czapkę, oddając szacunek Bogarodzicy. Jednak ten szlachetny oficer odszedł. Śmierć Zygmunta zaczęła się Adamczykom utożsamiać z całkiem innymi "wyzwolicielami". Wkrótce Adamczykowie zrozumieli, że "wyzwolenie" stało się tylko przedłużeniem hitlerowskiego wyroku śmierci na ich rodzinną firmę, na ich piekarnię.


Chorzów: pierwsze w Polsce muzeum hutnictwa

Chorzów - miasto hut, miasto Huty Kościuszko i Huty Batory, jest przekształcane w jedno wielkie muzeum hutnictwa. Cóż, wybito albo wyrwano zęby polskiej gospodarce. Zrujnowano polskie hutnictwo. Na bruk wyrzucono większość załóg. Zniszczono mecenasa lokalnej kultury i lokalnego sportu. Zachwiano podstawami obecności Polski na Śląsku. Teraz powstaje branżowe muzeum. Cóż, weszliśmy czy raczej zostaliśmy podstępnie wmanewrowani w fazę podobną do fazy, jaka miała miejsce w Rosji, a potem na zachodzie Europy. Tyle, że tam miało to miejsce w przypadku kościołów. Tam świątynie chrześcijańskie przekształcono faktyczne w muzea religii, w muzea ateizmu, kina, sale koncertowe lub galerie malarskie. W Chorzowie przywracana jest niemiecka historia i niemieckie pomniki. Lokalny samowładca depolonizuje miasto. W powietrzu wydaje się być słychać szatański rechot, jakiegoś Herr Reformatora z komanda Herr Thuzka. Muzeum będzie mieścić się w dawnej hali elektrowni Huty Kościuszko. Można odnieść wrażenie, że trwa proces zatytułowany: "Po co nam w Polsce żywe, dynamiczne hutnictwo, skoro silny przemysł hutniczy jest w hutniczym królestwie, w ojczyźnie Thyssena-Kruppa?". Tutaj próbuje się całkowicie rozmyć pojęcie narodowości i państwowości, robiąc wielki ukłon i zaproszenie do nowej germanizacji Śląska.


Niemcy gdyby chcieli, mogliby sporo nauczyć się od Polaków

Wybitny przyrodnik i leśnik, minister środowiska, polski profesor Jan Szyszko - stacza boje z niemieckimi "Zielonymi" a także z niemieckimi i proniemieckimi ekoterrorystami. Niemieckie środowisko naturalne, to umierające lasy tzw. Wolnego Państwa Bawarskiego i tzw. Wolnego Państwa Saksońskiego. To zatrute chemią lub ugorowane pola, to zabudowane korytarze wentylacyjne miast i zabudowane poldery przeciwpowodziowe. Niemcom zabrakło pracy niewolniczej i pogubili się. Rodakom Hitlera skończyły się możliwości bezkarnego rabowania dorobku intelektualnego i materialnego narodów Europy a wojenny kapitał Adolfa H. został mocno wyeksploatowany. Nagle okazało się, że Niemcy nie potrafią żyć na własny rachunek a Europa nie zamierza stawać się "niemieckim popychadłem". Niemcy to syndrom typowy dla wszystkich kolonizatorów, którym odebrano możliwość dalszej eksploatacji kolonii. Niemcy od dekad upychali po Europie odpady toksyczne i odpady z elektrowni atomowych. Niemiecka Dieselgate nabrała rozmiarów globalnych. Kto jak kto, ale Niemcy wyjątkowo nie nadają się na nauczycieli ekologii, podobnie jak wcześniej nie sprawdzili się w roli pacyfistów, nauczycieli demokracji i nauczycieli historii. Dla Niemców nawet zbawienny dla płuc dym ze spalanych świerków, jest rzekomo toksyczny. Nie mówiąc o kontrolowanym, sanitarnym wypalaniu siedlisk kleszczy i innych gniazd plag XXI wieku. Dla Niemców także węgiel jest szkodliwy. Jednak jedynie wtedy, kiedy pozostaje w polskich rękach. Kiedy kopalnię węgla budują lub przejmują Niemcy, nagle ten sam węgiel przestaje szkodzić. Staje się wartością pozytywną w chemii, energetyce i hutnictwie.


Niemcy a polskie Pomorze

Niemcom najwyraźniej wciąż marzy się odcięcie Polski od Bałtyku. Marzy im się swoista "etiopizacja" Polski. Morska Etiopia po oderwaniu się od niej Erytrei, stała się nagle państwem śródlądowym. Państwo straciło dostęp do Morza Czerwonego. Najwyraźniej nie chodziło o wolność i dobrobyt dla Erytrei, bo do Erytrei zajrzała właśnie niewola nędzy i głodu. Tu najwyraźniej chodziło o załamanie rosnącej w siłę Etiopii. Po 1989 roku Niemcy najgłośniej krzyczeli na temat wolności dla Pomorza. Wolności od pracy, obowiązków, odpowiedzialności i ...Warszawy. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać na polskim Pomorzu kluby mniejszości niemieckiej i kluby lokalnych separatystów, podjudzających do rozwalania polskiej gospodarki i rozluźniania więzi Pomorza i Bałtyku - z Polską. Likwidowano połączenia kolejowe na kierunku Północ-Południe. Wszędzie wprowadzano zwierzęcą wolność bez granic, czyli po prostu - powszechny chaos i powszechną anarchię, tylko po to, żeby rozszalali degeneraci mogli bezkarnie rozkradać i demolować wszystko, wszystko od zakładów przemysłowych i infrastruktury dworcowej - po elewacje osiedlowych budynków i obiekty sportowe. Dzisiaj powoli przestaje się traktować wandali i wandalizm, jako nieodłączny element wolności. Jako element prawnie chroniony. "Marcowi docenci" i inne szumowiny - tracą powoli wpływ na polską rzeczywistość. Uznawani są za komandosów obcych interesów. Przykre, kiedy Etiopczycy dochodzą do wniosku, że ostatnim gwarantem ich państwowej jedności było Państwo Włoskie. Polacy, którzy zbudowali Etiopczykom Fabrykę Traktorów "Ursus", są chyba najlepszym ambasadorem Polski i cywilizacji łacińskiej w Afryce. Dobrze zorganizowana, płatna praca - to przyszłość dla lokalnej społeczności. To nie to samo co obóz uchodźczy dla zrozpaczonych rozbitków. Polakom na Pomorzu nie proponowano nawet obozowych diet i dachów nad głowami. Zmuszano ich do wyjazdów za chlebem i własnym kątem dla rodziny. Jednak Polacy z Pomorza w większości zostali, rozumiejąc przy tym cyniczną grę odwiecznego wroga. Teraz rozpoczęła się Wielka Odnowa. Gdańsk zaczyna wchodzić na drogę Nowego Renesansu, Renesansu made in Poland. Radość Niemców znów okazała się przedwczesna. Polscy prokuratorzy depczą po piętach antypolskich hochsztaplerów z Pomorza. Szukają ich inspiratorów, ich mocodawców.


Co z tą religijnością?

W ostatnich dekadach dramatycznie zmniejszyła się liczba chrześcijan w Palestynie, Libanie, Jordanii, Egipcie, Iraku, Syrii i Turcji. Dramatycznie zmniejszyła się liczba chrześcijan - w miejscach narodzin tej religii. Ba, ci co systematycznie niszczyli chrześcijaństwo u korzeni jego narodzin, wciąż usiłują zaszczepić na euro-amerykańskim gruncie - obcą chrześcijaństwu, własną religię. Można odnieść wrażenie, że ziemi zdobytej dla Chrystusa, ziemi zroszonej krwią Jego świętych męczenników, nikt już nie broni. Obronę uznano za nietakt i egoizm. Zobojętnienie chrześcijan stało się sojusznikiem misjonarzy islamu. Wyrzekający się Chrystusa stają się orędownikami i rzecznikami muzułmanów. Niewierzący i wątpiący w nauczycielską i zbawczą moc Syna Bożego, głoszą konieczność osiedlania muzułmanów w Europie i Ameryce. Swoje: "proletariusze wszystkich krajów łączcie się!", próbują zastąpić jakimś: "muzułmanie wszystkich krajów wspierajcie się!". Na czele tego zdradzieckiego pochodu kroczy istny anty-papież, Angela Merkel. Jak na ironię, córka niemieckiego duchownego. Widać enerdowski bóg Herr Kasnera był dosyć liberalnym, koniunkturalnym bogiem, zależnym od politycznych wiatrów. Niekiedy chyba nawet przypominał samego Allaha. Czekać tylko jak Merkel potępi Europę za Lepanto i Wiedeń. Jej harcownicy już nieśmiało zaczynają się do tego przymierzać. Polaków oskarżają o budowę duchowego muru przeciwko islamowi. To za "Różaniec do Granic".


"Die Welt" zagrzewa Śląsk do walki?

Ostatnio świat obiegła wiadomość, że jedna z najbardziej opiniotwórczych gazet niemieckich, zagrzewała polski Śląsk do wejścia na drogę Katalonii. Widać, że spadła maska z teutońskiej natury. Germańskie DNA dało znać o sobie. Od dawna liczni obserwatorzy Europy dostrzegali, że wewnątrz Niemiec działa klasyczna Piąta Kolumna. Ta Kolumna z otwartymi ramionami wita arabskich komandosów. Wita ludzi o dziesięciu niejasnych tożsamościach, identyfikowanych jednoznacznie dopiero po kolejnych zamachach na bezpieczeństwo państw europejskich. Ta Piąta Kolumna nie protestuje, kiedy do powszechnego obiegu wchodzą terminy: kalifat Belgistan, kalifat Frankistan czy kalifat Germanistan. To dramat całej Europy!. Europy, która uśmierciła własnego Boga i postanowiła żyć według standardów ze świata dzikich zwierząt. Ta Piąta Kolumna wciąż promuje tzw regionalizm, regionalizm w katalońskim stylu. Wrzeszczy na temat odrębności językowej i kulturowej. Dziwny ten niemiecki sposób unifikacji państw i narodów. To unifikacja przez rozbijanie i swoistą "aborygenizację" wolnych i zjednoczonych narodów. Po likwidacji Śląskiego Okręgu Wojskowego i marginalizacji nauczania literackiego języka polskiego, oraz narastającej promocji gwary, jako śląskiego języka i ciągłego upowszechniania bezpłatnych kursów języka niemieckiego, jako niemalże drugiego języka na Śląsku, należy zdecydowanie przeciwdziałać. Obecny prezydent Rumunii Klaus Johannis jest na tyle uczciwy, że nie ukrywa przed Rumunami swoich związków z Niemcami. Nie ukrywa swoich niemieckich korzeni. Zamieszkujący terytorium Polski Niemcy, wiele antypolskich działań usiłują maskować słowami: "Polska", "polskie" i "Polacy". To bardzo niebezpieczna gra. Pod przykrywką, wróg potrafi nawet zakładać zdezorientowanym śląskim Polakom partię, pociąganą za sznurki z Berlina, licząc szczególnie na poparcie wśród tych, którym nie udało się załapać na dobrze płatną pracę. Wolna Polska Prasa musi podjąć ten trudny temat. Prasa włoska traktuje m.in. Bawarię, jako realnie Wolne Państwo Bawarskie i chyba to jest właściwy przepis, na przywołanie do porządku grożących Europie "Wielkoniemców". Jeżeli ktoś w Europie powinien uzyskać realną suwerenność, to powinna tego dokonać Bawaria i Bawarczycy!. Oczywiście, po spłacie odszkodowań wojennych Europie.


Oś Berlin-Moskwa robi powtórkę z historii?

Scenariusz kataloński przypomina dokładnie scenariusz końca lat trzydziestych dwudziestego wieku. Wówczas też z dnia na dzień zaczęły narastać tendencje separatystyczne w Katalonii, Baskonii i m.in. w Asturii. Wówczas również zagrzewali autonomistów do secesji - "regionaliści" z Berlina i Moskwy. Ba, z czasem włączyli się do obrony "secesjonistycznych republik" ochotnicy z Berlina i Moskwy. Włączyło się także ich lotnictwo wojskowe. Luftwaffe po chrzcie bojowym, m.in. nad Guernicą - mogło z marszu rozpocząć bombardowanie polskich miast. Dzisiaj niemieccy i rosyjscy specjaliści od regionalizacji Europy, nie proponują realnie Wolnej Bawarii, czy Saksonii - zamiast teoretycznie wolnego państwa bawarskiego, czy teoretycznie wolnego państwa saksońskiego. Nie proponują realnie wolnej Republiki Tatarskiej czy realnie wolnej Republiki Czeczeńskiej. Zagrzewają natomiast do separacji dzielnice Włoch, Francji, Wlk Brytanii, Belgii, Polski i Czech. Liczą najwyraźniej na powtórkę historii z Półwyspu Bałkańskiego. Liczą na skłócenie każdego z każdym. Wówczas to Berlin i Moskwa staliby się tymi, którzy przynoszą pokój i ład społeczny na kontynencie europejskim. Ostatnio nawet folksdojcze na polskim Śląsku - stali się bardziej aktywni, strasząc powtórką z Katalonii. Oby tylko nie okazało się, że banicja stanie się jedynym rozwiązaniem dla jawnych zdrajców. Na razie na to właśnie zanosi się w Królestwie Hiszpanii. Oby nie okazało się, że dla utrzymania europejskiej stabilizacji, niezbędne są humanistyczne korytarze - do eksmisji z Europy wszelkiej maści renegatów, anarchistów i sabotażystów. Tylko czy pustynie bliskowschodnie i północnoafrykańskie byłyby ich w stanie przyjąć?. Normalność nie może polegać na promocji debilizmu. A jak dotąd, to ci, co powinni poszerzać i rozwijać zjednoczone europejskie ojczyzny - robią wszystko, żeby doprowadzić do ich rozkładu i zagłady. Czy nie jest to zatem objaw ich debilizmu?.


Wciąż nie ma środków dla proeuropejskich stowarzyszeń?

Polskie "Stowarzyszenie Odra-Niemen" mogłoby pewnie poszerzyć się np. o "Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Królewieckiej", jednak wszystko wymaga finansowych nakładów i ludzkiej życzliwości. Wiadomo jednak, że marksistowsko-maoistowska klika, udająca unię europejską - nie ma pieniędzy na projekty edukacyjne, ani na projekty kulturalne. Demoralizacja ludzi i pustoszenie kultury, to są nadrzędne cele najważniejszych unijnych karbowych. Ta klika może co najwyżej wspierać budowę korytarzy transportowych Niemcy - Rosja, via Polska, ale to tylko z konieczności, a nie dla pożytku Polaków. Taki korytarz często nie ma przystanków dla Polaków. To takie: "nur fuer Deutsche" - w nowej wersji. Rzekoma unia Europejczyków może także finansować genetyczne eksperymenty, owocujące demograficzną zapaścią. Antyeuropejskiej unii nie przeszkadzało wspieranie i finansowanie aktywności tzw. ziomków sudeckich, na czele z do niedawna, jak wydawało się - dożywotnim brukselskim eurodeputowanym Berndtem Posseltem. Druga osobowość Posselta zasiadała w Kapitule Orderu jednego z niemieckich imperatorów, w Aachen, w stolicy niemieckich kajzerów. Niejeden proniemiecki polityk w Europie był nominowany przez Posselta - do kajzerowskiego odznaczenia i finansowej premii. Może staraniem polskich krzewicieli kultury, możliwe byłoby organizowanie w Polsce i w krajach nadbałtyckich np. Festiwalu Pieśni Rycerskiej, Szlacheckiej i Żołnierskiej?. Tak przemiennie - w Kołobrzegu, Królewcu, Połądze i m.in. w Rydze. Chyba byłby to bardziej proeuropejski projekt, niż zjazd niemieckiej SPD... w Kołobrzegu. Przecież taki właśnie skandal miał miejsce w czasach marksistowsko-leninowskiego reżimu Herr Thuzka.


Co z tą dekomunizacją na Wschodzie?

W Rosji destalinizacja i desowietyzacja zatrzymała się na dekomunizacji Leningradu. Do enklawy kaliningradzkiej przemiany nie dotarły. Po prostu, Nizina Pruska nigdy nie miała rosyjskiej historii. Nie było zatem do czego odwołać się. Najbliższa miejscowej ludności byłaby polska historia; historia utworzenia na ziemi pruskiej Województwa Królewieckiego. Dokonał tego polski król i wielki książę litewski, Kazimierz Jagiellończyk. Język polski jest uznawany powszechnie za najbardziej uniwersalny i szlachetny język - pośród wszystkich języków słowiańskich. Słowianie wschodni uczą się go bardzo szybko. Jednak obrońcy stalinizmu, sowieckiej nomenklatury i ustroju komunistycznego, nie wyobrażają sobie rzeczywistości innej, jak sowiecki skansen. Nie chcą u siebie ani Krakowa Północy, ani Genui Północy, ani Hongkongu Bis, ani nawet Singapuru Bis. W zmilitaryzowanej niczym Korea Północna Guberni Kaliningradzkiej, z pewnością nie dojdzie do referendum na temat nowego statusu regionu. Sytuacja stała się patowa. Niektórzy twierdzą, że jest to klasyczny mat.


Islamska Republika Włoch, to nie żart!


W Rzymie {tym właściwym, w Lacjum} odbył się niedawno pierwszy Kongres Islamskiej Republiki Włoch. Gospodarzem spotkania był kardynał Jean-Louis Tauran, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego. Spotkanie miało miejsce w rzymskim hotelu Capannelle. Nowy organ reprezentuje ponad 250 meczetów rozrzuconych na całym terytorium Włoch. Kongres dokonał wyboru swojego pierwszego Zarządu i pierwszego Sekretarza Generalnego. Obrady Kongresu rozpoczęły się od seminarium na temat: "Rola religii w zmianach w rejonie Morza Śródziemnego" oraz pozdrowieniami od Sekretarza Generalnego Islamskiego Centrum Kultury Włoch Abudullaha Redouane, przesłania króla Maroka Andre Aoulaya i przesłania prezesa Gminy Żydowskiej we Włoszech, Renzo Gattegna. Gratulacje przesłał także przewodniczący Rady Europejskiej Islamskich Ulemów, szejk Mohammed Tughani. Nowy organ wykonawczy organizacji rodzi się z unii szeregu regionalnych federacji meczetów, które od ponad roku pracowały w lokalnych kongresach w Mediolanie, Turynie, Bolonii, Bresci i Perugii. Chwała Bogu Najwyższemu, że problem ten nie dotyczy Polski i Polaków a także naszej naturalnej otuliny - Czech, Słowacji i Węgier, Litwy, Łotwy i m.in. Estonii. Tutaj cywilizacja chrześcijańska jakoś się trzyma. Ba, nawet próbuje kreować Odnowę Europy i świata.


Sycylijskie Agrigento przeżyło szok

Latem tego roku na jednej z plaż tej miejscowości - wylądował tajemniczy desant. Była to grupa pięćdziesięciu niby-to-uchodźców. Uznano, że doszło do ponownego otwarcia tzw szlaku tunezyjskiego. Szlaku nielegalnego przerzutu ludności z krajów bliskowschodnich i z krajów Maghrebu. Biznes związany z przerzutem ludzi znów zaczął się kręcić, niczym karuzela-wariatka. Formułowane są domysły na temat sponsorów tej nowej wędrówki ludów. Wymieniany jest Katar, Arabia Saudyjska, Soros, Berlin, Moskwa, Ankara i Tel Awiw. O kim by nie myśleć, korzyść z tego zamętu odnoszą najwyraźniej Niemcy. Niemcom zawsze chodziło o rujnowanie grecko-rzymskiej, judeo-chrześcijańskiej i chrześcijańskiej cywilizacji Europy, ale także o zaprowadzenie niemieckiego "porządku" i niemieckiej "religii" w Europie. Triumf niemieckiej technologii i marksizmu - zaczyna o tym informować. To nie żarty, to budowanie zrębów Czwartej Rzeszy na zanarchizowanym kontynencie europejskim. Za marksizmem zawsze podąża solidarnie leninizm i jego finansowy mecenat z Kremla. Agrigento to nie przypadek. To perła cywilizacji greckiej na Sycylii, ze słynną Doliną Świątyń z około V w.p.Ch. Za upadkiem współczesnej Grecji kryje się finansowa polityka Berlina. Oczywiście żeby Niemcy mogli zaprowadzać "swój porządek" potrzebny jest najpierw sztuczny chaos. Chaos wywołany nadmierną liczbą sfrustrowanych, przybyłych z zewnątrz przybyszów. Przenoszenie konfliktów bliskowschodnich i północnoafrykańskich do Europy, to cywilizacyjna katastrofa!. Wraz z Irakijczykami, Syryjczykami i m.in. Tunezyjczykami - przybywają palestyńscy uchodźcy z tamtejszych obozów. To potęgowanie uchodźstwa do potęgi nieskończonej. To transformacja próbującej się jednoczyć i rozwijać Europy - w jedno wielkie getto, czekające na "ostateczne rozwiązanie" przez fuehrera w spódnicy i jej kamarylę. Niemiecka wizja przebudowy świata - nadaje się wyłącznie na śmietnik historii!. To Niemcy należy przemodelować na wzór europejski. Austria jest przykładem na to, że taki proces jest całkiem realny. Chyba trzeba zacząć od Bawarii, Hesji i Saksonii. Bawarczycy, Hesyjczycy i Saksończycy mają większe prawo do suwerenności państwowej, niż Katalonia czy Sycylia!.


Nie wszyscy Niemcy wyciągnęli wnioski z historii

Najstarszy syn jednego z największych zbrodniarzy Niemiec i świata Martina Bormanna, został księdzem katolickim i jako kapłan przebywał w Ziemi Świętej. Smutne były jego spostrzeżenia na temat obozu uchodźców w Betlejem. Wówczas mieszkało w tym obozie 10 tysięcy ludzi, w 85 procentach bezrobotnych. Kapłan zastanawiał się nad ich przyszłością. Bezwzględna "caryca" Merkel nigdy nie zastanawiała się, co stanie się z uchodźcami - w coraz liczniejszych obozach uchodźczych w Europie. Niczym w amoku nawoływała obywateli Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Północnej Afryki - do przenoszenia się do Europy. Nieustępliwość Merkel przypomina zawziętość Rudolfa Hessa, który mimo wykazania jego całkowitej winy, do końca odpowiadał: "Niczego nie żałuję". Działania zaś najsłynniejszego pupila Frau Merkel w Polsce Donalda T., po 1989 roku przypominają do złudzenia politykę niemieckiego gubernatora Hansa Franka. W dziennikach Franka możemy przeczytać: "Otrzymałem polecenie bezwzględnego złupienia zdobytych ziem wschodnich; mam doprowadzić do ich całkowitej gospodarczej, społecznej, kulturalnej i politycznej dewastacji". Po Donaldzie T. zostały tylko ruiny polskiej gospodarki. Zlecone mu zadanie wykonał z niemiecką starannością. Tyle tylko, że nie udało się zlikwidować Polaków. Nie wszyscy zdecydowali się na wyjazd z Polski. Ci co zostali bardzo często są lepiej wykształceni i obyci we współczesnym świecie, niż ogłupieni i zdemoralizowani rodacy "Grossmutter" Merkel. To ci Polacy stali się "lokomotywą" ekipy ratującej Polskę. To im profesjonalni zdrajcy usiłują wciąż rzucać pod nogi przysłowiowe kłody. Słodka mowa zdrajców niekiedy miesza w głowach - tych mniej wyrobionych intelektualnie. Ci renegaci sprawiają wrażenie, że miłość do "Ode an die Freude" nie wzięła się u nich znikąd, że wcześniej w ich domach rodzinnych dziadkowie śpiewali ściszonym głosem: "Horst - Wessel - Lied". Jak widać nie wszyscy powiększali niemieckie szeregi - z przymusu. Niektórzy ochotniczo wyskakiwali przed niemiecki szereg. Ci dzisiaj próbują rozpalić w Europie przeróżne etno-rasizmy. Według ich założeń jednoczycielami rozbitych na regiony europejskich państw - mają być wyłącznie Niemcy. Tyle, że Europa zaczyna zrzucać z siebie to niemieckie zniewolenie umysłów. Europa wyzwoliła się z hitleryzmu i marksizmu. Teraz zaczyna najwyraźniej zrzucać "merkelizm".


Związki hiszpańsko-niemieckie i hiszpańsko-polskie

W Sanktuarium w asturiańskiej Covadondze można zauważyć wotum na cześć Błękitnej Dywizji, hiszpańskiej dywizji uczestniczącej w hitlerowskiej kampanii w Rosji. Ba, w stolicy Księstwa Asturii w Oviedo, jest także Aleja Division Azul. Nic dziwnego, że w świadomości Hiszpanów wciąż nie zaciera się pamięć o kontrowersyjnym caudillo, o generale Francesco Franco, sojuszniku ale i przeciwniku Hitlera. Ten profaszystowski sentyment Hiszpanów zawsze potrafili wykorzystać Niemcy. Pobici w Europie szukali schronienia na Półwyspie Iberyjskim {m.in. słynny Otto Schorzeny} lub w krajach hiszpańskojęzycznej Ameryki. Amerykę Południową z czasem zaczęto bez ogródek nazywać Czwartą Rzeszą. Tutaj ex-hitlerowcy mogli zakładać kombatanckie stowarzyszenia i oficjalnie spotykać się. Po likwidacji NRD i szumnym obaleniu komunizmu we wschodnich Niemczech - niemieccy notable partyjni i niemieccy funkcjonariusze rozpierzchli się po Ameryce Południowej. Była to swoista Odessa Bis. Wkrótce jednak Niemcy odkryli, że nikt ich nie ściga i zaczęli płynąć do pięknej Hiszpanii. Zaczęli interesować się wykupem hiszpańskich ziem, by wreszcie zacząć manipulować nad jednością terytorialną Hiszpanii. Dzisiaj Baleary stały się nieformalnie niemiecką kolonią. A przecież Baleary to perła Katalonii. Niemiecka mowa rozbrzmiewa na Majorce, Minorce i Ibizie, Formenterze i Cabrerze. Miało być spokojnie i po hiszpańsku, lokalnie po katalońsku, a jest butnie i po niemiecku. Nieprzypadkowo niemiecki atak poszedł na Katalonię. Do Katalonii jest z Niemiec najbliżej. Poza tym tutaj zostało zainstalowanych najwięcej niemieckich inwestycji przemysłowych i handlowych. Niemcy potrafią planować długofalowo. Potrafią przez pokolenia realizować swoje projekty. Wciąż trwa niemiecki marsz na Iberię. Nie ma on nic wspólnego z europejskim Renesansem. To element "wygaszania" Europy. Od południa Hiszpania jest atakowana przez niszczącą ją finansowo i moralnie roszczeniową armię desperatów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Dla islamu Hiszpania to wciąż islamski Al-Andalus. Szybki podbój Półwyspu Iberyjskiego niegdyś zaskoczył samych władców świata islamskiego, samego kalifa w Damaszku. Dzisiaj wielu obserwatorów obawia się powtórki z tamtej "wojny błyskawicznej". Niemcom najwyraźniej wystarczyłby protektorat nad Katalonią. Resztę mógłby wziąć kto chce, nawet islamiści. Ciekawe jakie są odczucia naszego rodaka z otoczenia hiszpańskiej rodziny królewskiej, księcia Jose Miguela Zamoyskiego de Borbon Navarra. Potomek Jana Zamoyskiego być może potrafi patrzeć przez pryzmat polskiej historii, np. przez pryzmat "potopu" i prób oderwania się od Rzeczypospolitej Polskiej - Litwy. Wszak jego dobra rodowe też oderwano od Korony Polskiej. Stara Lubowla i Wyżne Rużbachy zostały po słowackiej stronie. Tyle chociaż, że obecna Słowacja staje się dla Polski chwilami bliższa, niż rozdrażniona Katalonia dla Królestwa Hiszpanii. Oby tylko nie otwarto w Katalonii drugiego frontu w Europie, drugiego obok frontu ukraińskiego.


Litewski krok naprzód

Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Litwy zamierza opublikować listę litewskich czy raczej lietuviskich { od słowa "Lietuva"} kolaborantów Hitlera. Listę osób, które przyczyniły się do Zagłady Żydów na Litwie. Według Ruty Vanagaite, autorki głośnej książki o Holokauście na "Lietuvie", taka lista została przedstawiona rządowi w "Vilniusie" już w 2012 roku i została dotąd przemilczana. W 2009 r. Joseph A. Melamed, prawnik pochodzenia litewskiego, opublikował listę na stronie internetowej Stowarzyszenia Żydów Litewskich w Izraelu. Lista ta obejmowała 2833 Litwinów oskarżonych o zastrzelenie Żydów. Po opublikowaniu tej listy Centrum Badań Ludobójstwa i Oporu Litwy przeprowadziło własne badania, potwierdzając, że 1070 osób z publikowanej listy mogło przyczynić się do zamordowania Żydów. Przy tym Centrum dodało jeszcze 985 osób, których nie wymieniono na początkowej liście. To była właśnie ta liczba, którą Centrum wysłało do rządu w ...2012 roku. Szkoda, że nie słychać nic o poszukiwaniu winnych Zagłady Polskich Elit, elit rozstrzeliwanych na Wzgórzach Ponarskich. Czyżby na ówczesnych Polaków z Litwy rozciągnięto zasłonę niepamięci?. A może odebrano im polskie obywatelstwo?. Pisarka Vanagaite tropiąc lietuviskich zbrodniarzy podróżowała razem z "łowcą nazistów" Efraimem Zuroffem - dyrektorem Centrum Simona Wiesenthala, potomkiem Litwaków. Prywatnie te podróże do historycznej prawdy - zakończyły się miłością i związkiem pisarki i "łowcy...". Teraz Vanagaite patrzy na Litwę z perspektywy nowego miejsca zamieszkania, z perspektywy Jerozolimy. Pisarka swoją dociekliwością wzburzyła Wydawnictwo Alma Littera, które ogłosiło, że zakończyło współpracę z Rutą Vanagaite i że wycofuje wszystkie książki pisarki z rynku, a to z powodu rzekomo niedopuszczalnych stwierdzeń autorki na temat antysowieckiego partyzanta Adolfasa Ramanauskasa - Vanagasa. Konia z rzędem temu, kto rozwikła tajemnice lietuviskiej partyzantki...Po wcieleniu w życie Paktu Ribbentrop-Mołotow Litwini byli wikłani w przeróżne zależności. Wielki naród przerabiany był na skarlałych konfidentów, walczących o biologiczne przetrwanie. W pomysłach rywalizowała ze sobą Abwehra i Gestapo oraz GRU i NKWD. Rozdział o Wielkich Litwinach, braciach Polaków ale także Białorusinów i Żydów - najwidoczniej nieodwracalnie kończył się.


Niemcy wciąż usiłują rozdawać karty?

Wiadomo już jaką "państwowotwórczą rolę" odgrywali Niemcy przy powstawaniu Litwy Kowieńskiej czy ostatnio przy powstawaniu nowych państw na Bałkanach. Zaczyna być głośno na temat podjudzania Berlina do secesji Szkocji, Flandrii, Bretanii, Alzacji, Lotaryngii, Korsyki, Piemontu, Wenecji i Sardynii. W Europie zawsze autentycznie państwowe aspiracje miały: Bawaria, Saksonia i m.in. Siedmiogród. Dzisiaj jednak ucichła tam niemiecka tuba propagandowa. Najgłośniej słychać ją teraz w Barcelonie i Katalonii. W Bawarii, Saksonii i w Rumunii, której podlega obecnie Siedmiogród - prezydencję sprawują Niemcy. Niemcy lubią dzielić, tyle, że lubią dzielić czyjś a nie swój stan posiadania.


Niedokończona dekolonizacja Francji?

Francja nie zawsze korzysta z prawa siedzenia cicho. Niekiedy jak gdyby nabierała odwagi - czując za sobą protekcyjny oddech Niemców. Elastyczna Francja, swoje kolonie dyplomatycznie przechrzciła na - "departamenty zamorskie". Ci, którzy nie wpadli w Europie na podobny pomysł - potracili "swoje Gujany". Takim oto sposobem Francja jest praktycznie ostatnim kolonialnym państwem Europy. I pomyśleć, że Francja tak niegdyś religijna i patriotyczna stała się w Europie rozsadnikiem bezwyznaniowości i bezpaństwowości. Czy jest to tylko "zasługa" Loży Wielki Wschód Francji i pieniędzy Sorosa?. Przecież "kto z kim przestaje, takim się staje". Francja ostatnio bardzo ściska się z Niemcami. Oby tylko ten uścisk nie zakończył się referendum niepodległościowym w Alzacji i Lotaryngii. Wielu znających temat twierdzi, że oba te regiony mają obecnie więcej cech niemieckich landów, niż francuskich departamentów. I to głównie dzięki przemianom w ostatnich dekadach. Z religijnego punktu widzenia są to tereny niczyje. Prawie nic nie wskazuje, że należą do jakiegoś państwa chrześcijańskiego. Tutaj niewidzialne ręce laicyzacji zamykają i burzą kościoły, chętnie przyjmując wyznawców Allaha. Tutaj Chrystus utracił sprawczą i nauczycielską moc. Tutaj ulica próbuje stać się bogiem. Terroryzm i molestowanie nikogo nie dziwią. To tylko elementy rewolucji ulicznej i seksualnej. Nawet prezydent Macron wydaje się to rozumieć a właściwie głosi to całym sobą. Ostatnio wielką nadzieję na powrót Francji do cywilizacji Chrystusa miał JPII. Po latach widać, że było to tylko pobożne życzenie świętego, proroka naszych czasów. Nawet śmierć francuskiego kapłana przy ołtarzu - z rąk islamskiego fanatyka, nie przebudziła "zadżumionej" Francji. A może i na plon z tego ziarna trzeba jeszcze poczekać?. Oby tylko nie zabrakło Francuzom czasu. Gujana Francuska niedawno walczyła z Francją na swoich ulicach. Gwadelupa, Martynika, Reunion i Majotta, Polinezja Francuska, Saint-Barthelemy, Saint-Martin, Saint-Pierre i Miquelon, Wallis i Futuna, Nowa Kaledonia, Francuskie Terytoria Południowe i Antarktyczne oraz Wyspa Clippertona - nie czują się częściami Zjednoczonej Europy. Ale czy Francja, poza geografią i fizyczną obecnością, ma coś wspólnego z Europą, z europejskimi cechami?. La Croix, Krzyż Chrystusowy większość Francuzów wydaje się jedynie denerwować. Kiedy milknie głos kościelnych dzwonów, zaczyna być słychać nawoływania muezzina do modlitw. To właśnie obecnie ma miejsce we Francji. Francji nazywanej przez islamistów i złośliwców - Frankistanem albo Kalifatem Francuskim. Kiedy niewolnik nie potrafi się bronić, stojący najbliżej wolny powinien zacząć to robić. Czy tymi najbliższymi będą polscy chrześcijanie a może chrześcijanie włoscy?. Ostatnio Włosi mają bardzo dużo do powiedzenia w Europie. Ostatnio Włoch, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani, wezwał Europę do marszu naprzód razem, avanti insieme!. Razem do zniesienia europejskich rajów podatkowych i razem do większej ilości inwestycji.


Imperium nienawiści

Zrujnowana Syria to chyba obecnie najlepszy obraz potężnej siły nienawiści. Przestano już mówić o światowym syjonizmie, izraelizacji polityki globalnej czy regionalnej, oraz o podobnych kwestiach. Najskuteczniejszą siłą w Syrii okazuje się być rosyjska armia. Rosja nie wysyła nieoznakowanych bombowców i nie chowie się za plecami tego czy innego sojusznika. Język rosyjski stał się praktycznie drugim językiem Syrii a od dekad jest drugim językiem Izraela. Największa liczba nowych izraelskich osadników rekrutuje się z krajów Rosji. Bardzo dobre relacje panują na linii Tel Awiw-Moskwa i Netanyahu-Putin. Niemcy przyjęły 450 tysięcy Syryjczyków do siebie, Rosja pomaga Syryjczykom odzyskiwać kontrolę nad własnym terytorium. Tylko czy jest to takie oczywiste?. Syria pogrążona jest w bezustannym chaosie. Zatem exodus kolejnych Syryjczyków może być jedynym wyjściem. Czy naprzeciw nowej fali uchodźców wyjdą znów Niemcy?. Niemcy od niepamiętnych czasów pozwalali działać pod niemieckim niebem - Kurdom tureckim, irackim i syryjskim. Chwilami można wiele z tych faktów odczytywać jako niemiecko-rosyjską grę wojenną. Oby tylko nie okazało się, że Niemcy i Rosja budują swoje kondominium w Syrii. Niemcy przecież wciąż potrzebują "masy ludzkiej". Wciąż potrzebują "materiału ludzkiego" do transplantacji. Potrzebują "masy ludzkiej" do swojego przemysłu. Potrzebują jej jako niewolników rolnych, domowych i seksualnych. Potrzebują także "masy ludzkiej" do kinematografii pornograficznej. Niemcy chcą wciąż przodować!. Rosjanie potrafią widać w powietrzu łapać niemieckie pomysły i realizować je. Zawsze dzieje się podobnie, dopóki słowiański naród nie przejrzy cynicznej gry Teutonów. Wówczas Niemcy zostają sami. Zostają sami z "nawarzonym przez siebie piwem". Jak mówią Włosi: "Essere se stessi e" una missione, la piu" difficile. Ti allontanera" da tante persone ma ti lascera" accanto quelle che valgono davvero" {Bycie samym sobą jest misją najtrudniejszą. Odwraca cię od wielu ludzi, ale pozostawia cię obok tych, którzy są wartościowi naprawdę}. Cieszy, że Polska próbuje być samą sobą. Imperium miłości też musi mieć gdzieś swój początek.


Dramat Europy

Dotychczas śmierć dziennikarzy kojarzyła się z Afryką, Azją lub co najwyżej z Rosją. Tym razem jednak zamontowano i odpalono bombę w samochodzie maltańskiej dziennikarki śledczej i blogerki. Maltanka Daphne Caruana Galizia zaangażowała się w ujawnienie kulis "Panama Papers". Na swoim blogu napisała o firmach żony premiera Malty Josepha Muscata. Rzecz jasna o firmach zarejestrowanych w "raju podatkowym". Na reakcję nie trzeba było czekać długo. Oczywiście premier Malty nie przyznaje się do niczego. Ostatnimi, którzy usiłowali dokonać przeglądu w nielegalnych dochodach malwersantów - byli włoscy sędziowie: Falcone i Borsellino. Ich życie też zostało gwałtownie przerwane. Świat dziennikarski do dzisiaj nie może otrząsnąć się ze śmierci rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej. Ta niezależna dziennikarka była także pisarką. Spod jej pióra wyszła m.in.: "Rosja Putina", "Druga wojna czeczeńska" i "Udręczona Rosja. Dziennik buntu". Dziennikarka bardzo krytykowała głównego lokatora Kremla. Zleceniodawca zbrodni nie został wykryty, podobnie jak w przypadku licznych zamachów, m.in. na Jana Pawła Drugiego. Być może to w Rosji nastąpi przełom w oczyszczaniu przestrzeni publicznej. Ostatnio świat obiegła wiadomość, że w stan oskarżenia postawiono ministra gospodarki Rosji. Zarzuca mu się przyjęcie 2 mln dolarów łapówki. Od dawna mówiono o obecności rosyjskich oligarchów w "rajach podatkowych". Wśród Rosjan popularne jest powiedzenie: "tutti della Russia amano Italia" {wszyscy z Rosji kochamy Włochy}. Oby były to tylko Włochy sędziego Giovanniego Falcone i sędziego Paolo Borsellino. Włochy Dantego i Giovanniego Paolo Secondo. W takim wydaniu nikt pewnie nie obraziłby się, gdyby Rosja zechciała pretendować do miana Drugiej Italii.


Ewka

Mam nową znajomą na facebooku - chwaliła się Wanda. Kogoś kogo znam? - zapytałem z ciekawości. I tak i nie - usłyszałem w odpowiedzi. Córka Grażyny...No to ładnie! - nie mogłem powstrzymać się od wyrażenia swojej opinii. Dobrze dowiedzieć się, co ma do powiedzenia rodzinie ktoś tak zakłamany i podstępny. Chociażby tylko na fejsie. Po zmarłej matce przejęła gratis - wypasioną willę z garażem, a na dalszą rodzinę scedowała zadłużone w szwajcarski kredyt jej mieszkanie. A kto by zrobił inaczej? - usłyszałem w odpowiedzi. Mąż też odrzucił dług po żonie. No tak, to może niemiecki bank powinien urządzić łapankę uliczną dla odzyskania swoich długów? - rzuciłem nieco podenerwowany. Coś to nasze prawo bardzo porozciągało się. Najbliżsi dłużnika wyjątkowo łatwo mogą je ominąć. Z kolei krewni z zerowym kontaktem rodzinnym, mogą paść bardzo łatwo ofiarą bankowych matactw. Nasza rodzina została narażona na spore wydatki. Na przerwy w pracy, na opłacony przez siebie przylot z Sycylii i Anglii, na włóczenie się po sądach i notariuszach, wizytę u adwokata. Adwokat za podanie jednego adresu kasował 300 złotych. Absurdy ocierały się o Zenit!. Pomyśleć, że ta tupeciara wepchnęła nas w to bagno!. Jaka tupeciara? - usłyszałem w odpowiedzi. Ona na facebooku prowadzi istną kampanię na rzecz pokrzywdzonych zwierząt. Ba, ogłosiła całemu światu, że na rzecz jednego z pokrzywdzonych piesków przekaże nawet jakąś kwotę pieniężną. A kiedy odda nam wydane z jej powodu pieniądze - wyrzuciłem z siebie. Pewnie na Święty Nigdy - usłyszałem. I to był koniec naszej rozmowy o rodzinie a raczej o zezwierzęceniu, o całkowitym wynaturzeniu z elementarnych więzi rodzinnych i elementarnej lojalności wobec rodziny. PRL zapoczątkował a PRL Bis Herr Thuzka - okaleczył psychicznie niemalże całe pokolenie wchodzących w dorosłość Polaków. Wyrosło pokolenie nowych homo sovieticus-ów, pokolenie drapieżników posługujących się sowieckim żargonem. Dla nich JPII nie jest świętym patronem Polski i Europy, ale fanatycznym chłopem - rzucającym się na ziemię, niczym chłop po reformie uwłaszczeniowej. To zwiastuny Finis Poloniae. Na szczęście wydaje się, że ten trend został powstrzymany. Na dobre budzi się Polak homo religiosus. Polak krzewiący Dekalog i Europę Christi. Europę miłości i cywilizacji Chrystusowej. Weteranki aborcji opłakujące psi los psów - tracą powszechne zainteresowanie.


Lubomir

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

20 Listopada 1999 roku
Zmarł Gwidon Miklaszewski, polski rysownik-humorysta (ur. 1912)


20 Listopada 1910 roku
Zmarł Lew Tołstoj, hrabia, wybitny pisarz rosyjski (ur. 1828)


Zobacz więcej