Niedziela 21 Stycznia 2018r. - 21 dz. roku,  Imieniny: Agnieszki, Jarosława, Nory

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 09.12.17 - 13:25     Czytano: [197]

Czy tolerancja boli mniej, niż postęp?


Trzeba kuć żelazo, póki gorące, zatem trudno się dziwić przedstawicielom społeczności żydowskiej w Polsce, że jak tylko „prasa międzynarodowa”, czyli żydowskie media, adresowane dla mniej wartościowych narodów tubylczych podniosły klangor, jakoby przez Warszawę przemaszerowało „60 tysięcy nazistów”, natychmiast wybrały się na skargę i to do samego Naczelnika Państwa, czyli pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ten z kolei, będąc prostym posłem, który konstytucyjnie za nic przecież nie odpowiada, nie skierował ich ani do pana prezydenta Dudy, ani do pani premier Beaty Szydło, tylko wysłuchał ich z uwagą, a podobno nawet – ze współczuciem. Chodziło bowiem o to, że delegacja z panem Lesławem Piszewskim i panem rabinem Michaelem Schuldrichem dała wyraz swoim obawom przed narastającym jakoby w Polsce antysemityzmem. Te alarmy przedstawicieli żydowskiej społeczności w naszym i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwym kraju w sprawie narastającego antysemityzmu, przypominają trochę historię owego leniwego pastuszka, któremu nie chciało się pilnować stada, więc co i rusz wszczynał alarmy, że oto właśnie do trzód podchodzą wilki. Na taki sygnał na pastwisko przybiegała cała wieś, ale tylko po to, by przekonać się, że alarm był fałszywy. Po kilku takich razach nikt już nie zwracał uwagi na alarmy pastuszka i kiedy któregoś dnia wilki naprawdę zaatakowały stada, nikt ze wsi nie wybiegł w sukurs pastuszkowi, który też został przez wilki pożarty. Coś takiego nazywa się inflacją i nie jest wykluczone, że podnoszenie przez sprytnych przedstawicieli społeczności żydowskiej w Polsce alarmów z powodu antysemityzmu spowszednieje do tego stopnia, że nikt już nie będzie zwracał na nie uwagi, podobnie zresztą, jak na oskarżenia o antysemityzm, którymi przedstawiciele społeczności żydowskiej oraz pozostający na ich usługach szabesgoje z rozmaitych „organizacji pozarządowych”, rzucają na prawo i lewo bez opamiętania.

Przyjrzyjmy się bowiem sytuacji społeczności żydowskiej w Polsce. O żadnej dyskryminacji nie może być mowy w sytuacji, gdy Żydzi mają zagwarantowaną swobodę kultu religijnego, o czym najlepiej świadczy obecność pana Michała Schuldricha, jako naczelnego rabina Rzeczypospolitej. Działalność kulturalna tej społeczności jest wspierana przez rząd, który w tym celu drenuje polskich podatników, nawet tych którzy specjalnie kulturą żydowską się nie interesują. Społeczność żydowska korzysta też ze swobody zrzeszania się, w ramach której utworzyła organizację pod pewnymi względami przypominającą gestapo ( „każdy kraj ma gestapo” - twierdził Gałczyński w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś”), chociaż na szczęście na razie powstrzymuje się ona prze stosowaniem metod praktykowanych nagminnie przez semickich czekistów w okresie stalinowskim, ale informacje o obywatelach, których Żydzi z tych, czy innych względów nie lubią i na których zagięli parol, zbiera. A znawcy dramatu twierdzą, że jeśli w pierwszym akcie na scenie pojawia się karabin, to w ostatnim – musi wystrzelić. Wprawdzie historia się nie powtarza, a w każdym razie – nie powtarza się dosłownie, ale teoretycznie jest możliwe, że semiccy czekiści znowu się w naszym i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwym kraju pojawią, chociaż dla swoich zbrodni mogą znaleźć sobie jakieś inne uzasadnienie, na przykład – w imię tolerancji. Ciekawe, czy paznokcie zrywane w imię tolerancji mniej bolą, niż te zrywane w imię społecznego postępu? Kto dożyje, ten będzie mógł się przekonać. Wreszcie społeczność żydowska rozbudowuje swoje wpływy w Polsce nie tylko dzięki Fundacji Batorego, za pośrednictwem której pan Aleksander Smolar od dziesięcioleci korumpuje rozmaite autorytety moralne, które ćwierkają zgodnie z obstalunkiem, ale i dzięki żydowskiej gazecie dla Polaków pod redakcją pana Adama Michnika, który wobec tubylczych mikrocefali pełni obowiązki Józefa Stalina, informując ich, co konkretnie na danym etapie dziejowym myślą. Już choćby z tego szkicu sytuacyjnego społeczności żydowskiej w Polsce, wyłania się obraz grupy wpływowej i znakomicie zorganizowanej. Skąd zatem te lamenty? Ano stąd, że kreowanie obrazu Polski, jako obszaru zaludnionego przez ksenofobiczną, antysemicką dzicz, nad którą ktoś powinien roztoczyć surową kuratelę. Zbiega się to z celami skoordynowanych ściśle ze sobą polityk historycznych; niemieckiej i żydowskiej, więc trudno się dziwić, że zarówno pan Piszewski, jak i pan rabin Schuldrich skwapliwie skorzystali z okazji. Ciekaw jestem, jakie rozkazy wyda w związku z tym swoim wasalom pan prezes Jarosław Kaczyński – bo w „szczerej i otwartej rozmowie” mógł swoim rozmówcom złożyć jakieś obietnice w tej sprawie. Ale to zostanie nam objawione w stosownym czasie, żeby przedwcześnie nikogo nie płoszyć i nie psuć radosnej atmosfery obchodów drugiej rocznicy „dobrej zmiany”.

W oczekiwaniu na ten moment warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Oto podczas spisu powszechnego w roku 2002, tylko niewiele ponad 1000 obywateli zadeklarowało narodowość żydowską. Obywateli „z korzeniami” prawdopodobnie jest wielokrotnie więcej, ale z takich, czy innych względów stosują oni swoiste „minimum konspiracyjne”. Tak czy owak liczba Żydów w Polsce nie jest większa, niż liczba Wietnamczyków, szacowana na około 40 tysięcy. Być może Wietnamczyków jest u nas nawet więcej, niż Żydów – ale jakoś nie słychać, żeby w Polsce pojawił się, a tym bardziej – żeby „narastał” jakiś „antywietnamizm”, podczas gdy wspomniani reprezentanci społeczności żydowskiej przybiegli do Naczelnika Państwa ze skargą na narastający jakoby „antysemityzm” . Dlaczego „antywietnamizm” się u nas nie pojawia, podczas gdy „antysemityzm” podobno „narasta” ? Pewnie składa się na to szereg zagadkowych przyczyn, ale ja chciałbym wskazać na jedną: oto nigdy nie słyszano, by Wietnamczycy w krajach swego osiedlenia próbowali dyktować tamtejszym narodom, jak mają układać sobie życie, ani tym bardziej – by próbowali ich sztorcować w razie nieposłuszeństwa. Tymczasem znaczna część, jeśli nie większość Żydów, takie właśnie aroganckie postępowanie uważa za „oczywistą oczywistość” . Kto wie, czy to nie jest przyczyna, dla której Żydzi wszędzie narzekają na „antysemityzm” ? Kto wie, czy to, co Żydzi nazywają „antysemityzmem” jest tylko objawem irytacji na żydowską arogancję? Jeśli w każdym domu, w którym pojawi się Jasio, jego mieszkańcy zaczynają reagować na jego obecność alergicznie, to może przyczyna tej sytuacji leży po stronie Jasia, a nie po stronie tamtych ludzi? Zrozumienie tej sprawy nie przekracza chyba możliwości umysłu ludzkiego, ale prowadziłoby nieuchronnie do wniosku o konieczności jakiejś korekty sposobu życia – no a to jest już znacznie trudniejsze.



Stanisław Michalkiewicz
Felieton • tygodnik „Polska Niepodległa” • 9 grudnia 2017

Wersja do druku

Ania - 10.12.17 19:13
https://pl.wikipedia.org/wiki/Juliusz_Katz-Suchy

"Obronił doktorat w Szkole Głównej Służby Zagranicznej mimo nieukończenia studiów wyższych. Następnie został w niej profesorem. Był także profesorem nadzwyczajnym na Wydziale Dziennikarstwa, a następnie na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego."

Jak się ma właściwe korzenie to nawet nie trzeba mieć studiów by zostać profesorem choćby nadzwyczajnym.

Lubomir - 09.12.17 14:50
Profesor czy oszust?. Ostatnio głośna stała się sprawa nadania jednej z ulic w
jednym z miast na Wyżynie Górnośląskiej - imienia 'profesora Bartoszewskiego'. Niektórzy twierdzą, że osoba ta w bardzo niejasnych okolicznościach opuściła KL Auschwitz i że jej dalsze zachowanie podczas okupacji niemieckiej - było bardzo dwuznaczne oraz, że osoba ta nie była nigdy w stanie wylegitymować się posiadaniem matury a co dopiero dyplomu wyższej uczelni. Tytuł profesora został nadany Bartoszewskiemu honorowo, przez Uniwersytet Monachijski - za wybitne zasługi dla Niemiec. Giętki kręgosłup i wazeliniarstwo wobec niemieckich oprawców stało się zasługą?. Lepiej chyba patronem polskich ulic obierać ludzi, będących w stanie przetrzymać kolejne próby czasu. Znakomicie do tego nadaliby się np. polscy królowie, pisarze i uczeni. Próba weryfikacji 'profesora' nie może być uznawana za antysemityzm, ponieważ 'profesor' nigdy oficjalnie nie deklarował się być Semitą. Nie wiedzieć czemu pomysłodawcy nowych nazw -
omijają wielką polską pisarkę Zofię Kossak Szczucką?. Gloryfikator stalinizmu i założyciel 'Czerwonego Harcerstwa' Jacek Kuroń, też cieszy się wzięciem podczas nowych nominacji ulic i placów...Czy nie jest to nowa fala antypolonizmu?.

Wszystkich komentarzy: (2)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

21 Stycznia 1968 roku
Amerykański bombowiec typu B-52, z 4. bombami wodorowymi na pokładzie, rozbił się w pobliżu Grenlandii


21 Stycznia 1976 roku
Pierwszy lot francuskiego Concorde z pasażerami na pokładzie.


Zobacz więcej