Środa 22 Sierpnia 2018r. - 234 dz. roku,  Imieniny: Cezarego, Marii

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 15.12.17 - 17:29     Czytano: [728]

Polska nie okupowała Wilna i Lwowa


W wyniku wojny polsko-bolszewickiej w latach 1919-20 duża część przedrozbiorowych Kresów Rzeczypospolitej znalazła się w odrodzonym w listopadzie 1918 roku państwie polskim. Były to: Wileńszczyna z Wilnem, Nowogródczyzna, Grodzieńszczyzna, Polesie, Wołyń i Małopolska Wschodnia ze Lwowem. Ziemie te Polacy nazywają Ziemiami Wschodnimi lub Kresami. Ziemie Wschodnie w wyniku agresji sowieckiej na Polskę we wrześniu 1939 roku, a następnie umowy jałtańskiej Stalina, Roosevelta i Churchilla w lutym 1945 roku, w latach 1945-91 wchodziły w skład Związku Sowieckiego, a po jego upadku w 1991 roku znalazły się w granicach Litwy (Wilno i etnicznie polska część Wileńszczyzny), Białorusi (wschodnia Wileńszczyna, Nowogródczyzna, Grodzieńszczyzna, Polesie) i Ukrainy (Wołyń i Małopolska Wschodnia ze Lwowem).

Związek Sowiecki anektując polskie Ziemie Wschodnie złamał zawarty 18 marca 1921 roku w Rydze traktat pokojowy zawarty między Polską a Rosją Sowiecką i Ukrainą, który m.in. przyznawał te ziemie Polsce. Znaczy to, że Związek Sowiecki (konkretnie Rosja i Ukraina) podpisał umowę międzynarodową w wyniku której uważał Polskę za prawnego posiadacza Ziem Wschodnich.
Z kolei 15 marca 1923 roku zebrana w Paryżu konferencja ambasadorów (organ ententy) uznała granice odrodzonej Polski z uwzględnieniem granicy wschodniej, zgodnej z traktatem ryskim. Tym samym wschodnia granica Polski, tj. granica z Litwą, Łotwą i Związkiem Sowieckim uzyskała międzynarodowe uznanie prawne. W świetle prawa międzynarodowego Polska stała się legalnym/ prawnym posiadaczem Ziem Wschodnich. Dlatego w Jałcie w 1945 roku Stalin, Roosevelt i Churchill podeptali traktat ryski z 1921 roku i decyzję konferencji ambasadorów w Paryżu z 1923 roku, gwałcąc tym samym prawo międzynarodowe.

W świetle tego prawa oderwane od Polski w 1945 roku Ziemie Wschodnie stanowiły ciągle część terytorium Polski aż do podpisania przez rząd Polski na początku lat 90. XX wieku umów państwowych z Litwą, Ukrainą i Białorusią.

I taka jest prawda, której nikt nie jest w stanie podważyć. Może najwyżej starać się ją fałszować.

Rządy Litwy, Białorusi i Ukrainy próbują to robić, usprawiedliwiając zabór polskich Ziem Wschodnich przez Związek Sowiecki w 1939 i 1945 roku i obecne zajmowanie ich przez te państwa utrzymując (szczególnie w sposób maniacki robią to rządy litewski i ukraiński), że Polska w latach 1920-39 okupowała należące dzisiaj do tych państw polskie Ziemie Wschodnie. I prawda historyczna nie ma dla nich żadnego znaczenia. Co więcej, chcieli tę swoją prawdę narzucić rządom polskim po 1991 roku, które łatwo ustępowały im i podporządkowywały się ich życzeniom czy raczej żądaniom.

Jednak w tej konkretnej sprawie żaden rząd polski, jeśli chce być nazywany polskim, nie może się podporządkować temu ich żądaniu. Warszawa raczej starała się go nie dostrzegać. Wyłom w tym zrobił polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i to nie po myśli, w tym przypadku Litwinom. Otóż w czerwcu 2009 roku w wywiadzie dla TVN24 Sikorski, mówiąc o problemie wypędzenia Niemców, powiedział m.in. „Litwa uważa, że Polska okupowała Wilno przed wojną, a my tak nie uważamy" (Interia.pl 18.6.2009). Litwini dostali białej gorączki. Jednak min. Sikorski/Polska nie wycofali się z tej opinii, która poszła w świat.

Długo trzeba było czekać, bo kolejnych osiem lat, aby polski minister spraw zagranicznych publicznie zakwestionował brednie ukraińskie o rzekomej okupacji przez Polskę Lwowa i Małopolski Wschodniej w latach 1919-39. Ale naród polski wreszcie doczekał się tego.

4-5 listopada 2017 roku polski minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski przebywał z wizytą roboczą we Lwowie. W programie wizyty były m.in. odwiedziny muzeum „Więzienie na Łąckiego” we Lwowie. Stronie polskiej wiadomo od kilku lat, że na ściennie muzeum nacjonalistyczne i antypolskie władze miasta umieściły tablicę o polskiej okupacji Lwowa i Małopolski Wschodniej w latach 1919-39. Nadarzyła się więc okazja, aby strona polska oficjalnie i ostro zaprotestowała przeciwko temu kłamstwu. Otóż po przybyciu przed muzeum min. Waszczykowski zapytał dyrektora muzeum Rusłana Zabiłyja czy na wskazanej przez Waszczykowskiego tablicy jest napisane, iż Zachodnia Ukraina była okupowana po 1918 roku. Kiedy Zabiłyj odpowiedział, że tak, minister demonstracyjnie odmówił odwiedzin w muzeum - odwrócił się i odszedł spod drzwi muzeum.

Te dwa fakty uniemożliwią w przyszłości jakiemukolwiek politykowi polskiemu zmiany zdania w tej sprawie, chyba, że te osoba będzie chciała „na chama” pójść w ślady stalinowskiego namiestnika w Warszawie Bolesława Bieruta, który rzekomo w imieniu narodu polskiego rezygnował z polskiego Lwowa.

O BEZPRAWNEJ wschodniej (jałtańskiej) granicy Polski

Znany bardzo dobrze Polakom historyk brytyjski Norman Davies, autor kilku książek o Polsce, pisząc o granicy jałtańskiej, czyli ustanowionej w 1945 roku granicy polsko-sowieckiej napisał m.in.: „W roku 1945 granicę wschodnią narzuciła Polsce polityka radziecka. (…) Sowieccy protektorzy zobowiązali grono swoich zwolenników do jej uznania jako warunek wstępny nominacji (Mikołajczyka w ludowym rządzie warszawskim tzw. Jedności Narodowej). Mikołajczyk zaakceptował ją dopiero w wyniku bardzo silnych nacisków dyplomatycznych. „Znajdujecie się na granicy unicestwienia” – oświadczył mu Churchill. (…) Zachodnie mocarstwa potwierdziły w Jałcie uznanie granicy (polsko-sowieckiej) w oparciu o linię Curzona. (…) Podjęto decyzję o przesiedleniu wszystkich Polaków z obszarów położonych na wschód od nowej granicy na teren PRL oraz o deportacji całej ludności niepolskiej zamieszkałej po stronie zachodniej – do ZSRR. W sposób bezprecedensowy granicom przyznano priorytet nad czymś tak nieistotnym, jak ludzie” („Granice Polski”, Przekrój 23.3.1990).

Z kolei w zamieszczonym w sydnejskich „Wiadomościach Polskich” (9.4.1967) artykule pt. „Granica polsko-sowiecka a prawo międzynarodowe” czytamy m.in.: „Obecna granica polsko-sowiecka oraz uznanie narzuconego Polsce rządu (przez Moskwę) nie wprowadziły w dziedzinie prawnej (taką jaką znaliśmy dotychczas) żadnej zasadniczej zmiany. Uznanie bowiem nowego stanu rzeczy przez wielkie mocarstwa i większą część społeczności międzynarodowej, oparte zostało na pogwałceniu prawa międzynarodowego, przez narzucenie w drodze siły i bezprawia suwerennemu i niepodległemu państwu (Polsce) decyzji co do jego ustroju i granic. A prawo narodów odmawia skutków prawnych aktom międzynarodowym dokonanym z pogwałceniem tego prawa”.

Polskie towarzystwa geograficzne we Lwowie

W Europie towarzystwa geograficzne zaczęły powstawać już w 1. połowie XIX wieku. Polska była wówczas pod zaborami i zakładanie towarzystw naukowych albo było niemożliwe, albo bardzo utrudnione. Dlatego starania Wacława Nałkowskiego w latach 1881-86 w sprawie powołania towarzystwa geograficznego w okupowanej przez Rosjan Warszawie zakończyły się fiaskiem. Okupowana przez Austriaków Galicja w 1867 roku uzyskała autonomię i władzę w niej przejęli Polacy. Kilka lat później spolszczone zostały uniwersytety w Krakowie i we Lwowie (w 1882 r. powstała tu katedra geografii). Zaczęło rozwijać się swobodnie polskie życie naukowe. Polski przyrodnik, podróżnik, odkrywca i lekarz, badacz jeziora Bajkał, Dalekiego Wschodu i Kamczatki Benedykt Dybowski (1833-1930 Lwów) w 1883 roku został wezwany do kraju na katedrę zoologii na Uniwersytecie Lwowskim. Na początku lat 90. XIX w. wysunął projekty utworzenia we Lwowie towarzystwa geograficznego i etnograficznego (Polskie Towarzystwo Ludoznawcze powstało we Lwowie w 1895 r. i po wojnie działało najpierw w Lublinie 1945-52, następnie w Poznaniu 1952-53 i od 1954 r. działa we Wrocławiu).

W 1894 roku powstało we Lwowie polskie Towarzystwo Handlowo-Geograficzne. W tym czasie rozpoczęła się masowa emigracja Polaków do Brazylii. Towarzystwo przystąpiło do badania środowiska geograficznego południowych stanów Brazylii, dokąd udawali się polscy emigranci. Zorganizowano wyprawy badawcze do Brazylii: Stanisława Kłobukowskiego (1895), dr Józefa Siemiradzkiego i Antoniego Hempla (1896), Romana Dmowskiego i Artura Gruszeckiego (1899). Towarzystwo Handlowo-Geograficzne wydawało we Lwowie następujące czasopisma: „Przegląd Emigracyjna” (1895), „Przewodnik Handlowo-Geograficzny” (1896) i „Gazetę Handlowo-Geograficzną” (1897-98). Towarzystwo zawiesiło swoją działalność w 1899 roku. Jego kontynuacją było Polskie Towarzystwo Kolonizacyjne/Związek Kolonialno-Wywozowy, organizacja społeczno-handlowa działająca we Lwowie do 1904 roku, która miała już jednak inny cel: m.in. utrzymywania kontaktów z polskimi emigrantami, pomagania im w rozwijaniu inicjatyw gospodarczo-handlowych i opieki nad nimi.

W latach 1905-14 (do wybuchu I wojny światowej) działało we Lwowie polskie Akademickie Koło Geografów. Utworzyło ono fundusz popierania prac geograficznych, z którego subwencjonowano prace naukowe aż do 1939 roku. Kilka lat po wojnie odrodziło się Koło, ale już pod nazwą Studenckie Koła Naukowych Geografów (SKNG). IV ogólnopolski Zjazd SKNG odbył się we Lwowie w 1931 roku. Koło lwowskie organizowało zebrania naukowe, wycieczki, odczyty popularne.

W 1911 roku katedrę geografii w Uniwersytecie Lwowskim objął Eugeniusz Romer (1871 Lwów – 1954 Kraków), wybitny geograf, kartograf i geopolityk, twórca nowoczesnej kartografii polskiej, uczestnik wypraw naukowych w góry Sichote-Aliń na rosyjskim Dalekim Wschodzie, do Japonii, Indii, Kanady i na Alaskę (imieniem E. Romera nazwano później jeden z lodowców w Górach Świętego Eliasza), 1928-38 wiceprezes Międzynarodowej Unii Geograficznej (Bruksela). We Lwowie Romer opracował jako pierwszy syntezę klimatu ziem polskich (1912 r.)

Po I wojnie światowej druga katedra geografii we Lwowie powstała w założonej w 1922 roku Wyższej Szkole Handlu Zagranicznego/Akademii Handlu Zagranicznego.

W 1922 roku z inicjatywy Juliusza Jurczyńskiego powstało w Łodzi Zrzeszenie Polskich Nauczycieli Geografii, będące organizacją o charakterze zawodowym. Przewodniczącymi byli kolejno Eugeniusz Romer (Lwów) oraz Stanisław Pawłowski (Poznań). Wydawało ono od 1923 roku kwartalnik „Czasopismo Geograficzne” (od 1946 r. organ Polskiego Towarzystwa Geograficznego w Warszawie). Redaktorami byli kolejno Juliusz Jurczyński, Eugeniusz Romer, Stanisław Pawłowski. Zrzeszenie współpracowało z PTG oraz z Towarzystwami Geograficznymi we Lwowie i w Poznaniu, które wspólnie wydawały „Czasopismo Geograficzne” (drukowane we Lwowie). Ta współpraca przejawiała się przede wszystkim w organizacji Ogólnopolskich Zjazdów Nauczycieli Geografii. Zorganizowano w sumie 8 takich zgromadzeń, z których II w 1926 i III w 1928 roku odbyły się we Lwowie. Zjazdy, szczególnie lwowskie jako pionierskie, odegrały istotną rolę w tworzeniu podstaw teoretycznych i metodycznych geografii, a także stanowiły forum wymiany doświadczeń i informacji o badaniach naukowych prowadzonych przez poszczególne ośrodki akademickie. Część każdego Zjazdu była poświęcona problemom geografii szkolnej, a obradom w tej części zjazdów towarzyszyły pokazowe lekcje geografii prowadzone przez wybitnych dydaktyków geografii.

W 1926 roku powstało we Lwowie polskie Towarzystwo Geograficzne pod przewodnictwem prof. Eugeniusza Romera. Liczba jego członków wyglądała następująco: 1926 r. – 87, 1927 r. – 131, 1928 r. – 253, 1929 r. – 312, 1930 r. – 301, 1931 r. – 262, 1932 r. – 273, 1933 r. 278, 1934 r. – 263, 1935 r. – 252, 1936 r. – 260, 1937 r. – 272, 1938 r. – 288, 1939 r. – 259. W okresie działalności Towarzystwa Geograficznego we Lwowie zorganizowało 54 posiedzenia naukowe (przy udziale od 31 do 110 osób) oraz 45 odczytów popularnych, których wysłuchało od 140 do 420 osób.

Oddział Politechniki Lwowskiej w Borysławiu w Małopolsce Wschodniej

Po zajęciu Małopolski Wschodniej przez Związek Sowiecki we wrześniu 1939 roku, okupacyjne władze sowieckie przystąpiły w październiku tego roku do zorganizowania w Borysławiu (główny ośrodek wydobycia ropy naftowej w przedwojennej Polsce) Oddziału Politechniki Lwowskiej, której oficjalną nazwę zamienili na Lwowski Instytut Politechniczny. Oddział ten powstał na bazie istniejących w tym mieście polskich placówek naukowych: Państwowej Szkoły Wiertniczej (od 1886 r.) i Karpackiego Instytutu Geologiczno-Naftowego (od 1909 r.). Na dzień otwarcia Oddziału przybył z wykładem inauguracyjnym profesor Politechniki Lwowskiej Kazimierz Bartel (Polak). Borysławski Oddział Politechniki Lwowskiej, działający do napaści Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku, miał charakter raczej polski, gdyż większość jego wykładowców i pracowników naukowych (m.in. Konstanty Tołwiński, Józef Wojnar, Zygmunt Bielski-Saryusz) oraz studentów stanowili Polacy (podobnie jak na sowieckiej Politechnice Lwowskiej).

Borysław w Małopolsce Wschodniej udowodnił, że jest polskim miastem

Podczas toczącej się od 1 listopada 1918 roku wojny polsko-ukraińskiej, 19 maja 1919 roku polska dywizja piechoty gen. Zygmunta Zielińskiego wyzwoliła spod okupacji ukraińskiej Borysław (pow. drohobycki, woj. lwowskie), zabezpieczając tym samym całe Borysławskie zagłębie naftowe. Gen. Józef Haller, dowódca frontu południowo-wschodniego, tak opisuje to wydarzenie w swoich „Pamiętnikach” (Londyn 1964): „Wmaszerowałem z tą grupą (dywizją gen. Zielińskiego – M.K.) do Borysławia, entuzjastycznie witającego wojska polskie. Wszystkie ukraińskie siły zbrojne wycofały się pospiesznie. Francuscy, angielscy i amerykańscy oficerowie, którzy przybyli wraz ze mną, byli zdumieni tym przyjęciem, a jeszcze bardziej słysząc kapele nafciarskie grające Marsyliankę i ludność śpiewającą „Boże coś Polskę”. Wszak mówiono im, że to wszystko ruskie (ukraińskie – M.K.), a przy skrupulatnym poszukiwaniu znaleziono tylko dwa ruskie szyby (naftowe) i jedną „torhowlę”. Ludność zaś cała mówiła po polsku”.

Bitwa pod Sokalem w Małopolsce Wschodniej 2 sierpnia 1519 roku

Sokal to do 1939 roku miasto powiatowe w woj. lwowskim (Małopolska Wschodnia), po 1945 roku na Ukrainie. Jest miejsce pamiętnej bitwy polsko-tatarskiej. 2 sierpnia 1519: Latem 1519 roku nastąpił kolejny najazd kilkunastu tysięcy Tatarów na Polskę pod wodzą chanowego syna Bogatyra Gireja. Czambuły tatarskie dotarły pod Lwów, Bełz i Lublin. Przeciwko wracającym Tatarom ruszyło polskie pospolite ruszenie pod wodzą marszałka wielkiego koronnego Stanisława Chodeckiego i wojewody podolskiego Marcina Kamienieckiego oraz wołyńska służba ziemska dowodzona przez hetmana litewskiego Konstantego Ostrogskiego. Wojskami polskiej obrony potocznej dowodził hetman polny koronny Jan Twardowski. Do spotkania obu wrogich sobie wojsk doszło pod Sokalem 2 sierpnia 1519 roku. Nieskoordynowanie działań militarnych wojsk polskich i litewskich doprowadziło do tego, że wojska polskie rozpoczęły walkę z Tatarami na lewym brzegu Bugu, ulegając przewadze wroga. Widząc to, Ostrogski przeprawił swych żołnierzy innym brodem i związał Tatarów walką, co pozwoliło wreszcie wojskom koronnym rozwinąć się do bitwy. Ze względu na znaczną przewagę liczebną Tatarów i trudne dla ciężkiej jazdy warunki terenowe wojska polsko-litewskie zostały oskrzydlone. Podczas bitwy większości żołnierzy polskich i litewskich udało się przebić i ujść, nie zmienia to jednak faktu, że zostali dotkliwie pobici. Po stronie polsko-litewskiej poległo aż 1200 żołnierzy. Zwycięzcy także ponieśli znaczne straty.

Polski Kostopol na Wołyniu

Kostopol jest jednym z miast Wołynia. Pierwsza wzmianka o tym terenie mówi, że należał on w 1648 roku do księcia Władysława Dominika Zasławskiego. Dzięki staraniom kuchmistrza wielkiego koronnego Rzeczypospolitej Leonarda Worcella, w 1792 roku osada Kostopol uzyskała przywileje miejskie od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Za carskich czasów Kostopol podupadł (jak wszystko inne w zaborze rosyjskim!) i w 1870 roku miał tylko 245 mieszkańców. Pod koniec XIX w. władze carskie w ramach polityki depolonizacji Wołynia osiedliły tu sporo Żydów z rosyjskiej Ukrainy oraz Niemców (ludność miasteczka wzrosła do 1001 osób), którzy pobudowali tu kościół ewangelicki. W ostatnich latach XIX w. miasteczko znalazło się przy strategicznej linii kolejowej Równe-Sarny. W 1906 roku pożar zniszczył większość Kostopola. Nowe znacznie lepsze dla miasteczka czasy nastały po odrodzeniu się państwa polskiego w listopadzie 1918 roku, w granicach którego znalazł się Wołyń. Kostopol otrzymał prawa miejskie 1 stycznia 1923 roku, a w 1925 roku został stolicą rozległego powiatu kostopolskiego (3496 km kw., 159,6 tys. ludności, w tym ok. 45 tys. Polaków), a ludność miasta wzrosła w 1931 roku do 6523 osób (w 1939 r. ok. 10 tys., w tym 4 tys. Żydów). W mieście było mało Ukraińców, stąd miastem rządzili Polacy i Żydzi: np. w 1935 roku burmistrzem był Polak Zygmunt Mączewski, a wiceburmistrzem Żyd Elo Pomeranc. Tylko dzięki tym polskim decyzjom ukraiński dziś Kostopol jest miastem; inaczej prawdopodobnie nadal byłyby wsią albo nic nieznaczącym miasteczkiem. W czasach polskich zaświeciła tu po raz pierwszy żarówka elektryczna (elektrownia). W mieście dla różnych urzędników powstało dużo nowych dworków w stylu zakopiańskim. I jak zapewnia nas „Ilustrowany przewodnik po Wołyniu” (Łuck 1929), Kostopol należał do najczystszych miast Wołynia. W mieście czynna była duża huta szkła, fabryka dykty, fabryka mechaniczna z odlewnią, 3 tartaki, cegielnia. W 1935 roku było w mieście 1 przedszkole, 4 szkoły podstawowe i 1 szkoła zawodowa. Była poczta i bank (Powiatowej Komunalnej Kasy Oszczędności). Uruchomiono komunikację autobusową: Kostopol-Ludwipol. W 1924 roku mieszkający w Kostopolu Polacy-katolicy pobudowali drewniany Kościół pw. Najświętszego Serca Jezusa Chrystusa Eucharystycznego. W latach trzydziestych był wznoszony nowy – murowany kurowany kościół (od 1933 r.). Parafia kostopolska erygowana w 1923 roku, w 1938 roku miała aż 5978 wiernych; w osadzie polskiej Piłsudczyzna była od 1934 roku drewniany kaplica publiczna. Ostatnim proboszczem kostopolskim był ks. dziekan Ludwik Warpechowski (1887-1968). Do katolickiego dekanatu kostopolskiego w diecezji łuckiej (Łuck) należało 10 parafii: w Annowoli – 1537 parafian, Bereznem – 2607 parafian, Hucie Stepańskiej - 3340 parafian, Kazimierce - 3942 parafian, Kostopolu – 5978 parafian, Małyńsku - ok. 1000 parafian, Potaszni – 5227 parafian, Reginówce – 1920 parafian, Wyrce – 2328 parafian. Kościół w Kostopolu rozebrali Sowieci w 1972 roku, a kaplicę w Piłsudczyźnie zniszczyła banda ukraińskia (UPA) w 1943 roku.

Ciemna noc nastała nad Kostopolem podczas sowieckiej okupacji polskich Kresów przez Związek Sowiecki od września 1939 do czerwca 1941 roku. Wielu Polaków (głównie urzędników, osadników wojskowych i żołnierzy Wojska Polskiego) zostało albo zamordowanych, albo zesłanych na Sybir. Nie lepiej było Polakom podczas okupacji niemieckiej Kostopola od 1 lipca 1941 do 14 stycznia 1944 roku. Krew polska zaczęła się lać obficie. Jak podaje Wikipedia, już 15 lipca 1941 roku grupa marszowa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów-Banderowców wraz z Niemcami zamordowała około 150 osób z miejscowej inteligencji, w tym około 100 Żydów i 50 Polaków. W latach 1941-42 Niemcy z dużą pomocą Ukraińców wymordowali prawie wszystkich Żydów kostopolskich. 22 lutego 1943 roku Niemcy aresztowali komendanta obwodu polskiej Armii Krajowej (AK) Kostopol por. Władysława Grabowskiego „Dęba” wraz z ok. 50 innymi Polakami, których później rozstrzelano. Od marca 1943 roku Kostopol był schronieniem polskich uchodźców z tzw. rzezi wołyńskiej Polaków (ok. 60 tys. ofiar). W powiecie kostopolskim i w parafii kostopolskiej zginęło kilka tysięcy Polaków z rąk bandytów z Ukraińskiej Powstańczej Armii w 1943 roku. Niemcy przerażeni bandytyzmem ukraińskim zgodzili się na uformowanie i stacjonowanie w Kostopolu złożonego z Polaków policyjnego 202 Batalionu Schutzmannschaf, który ochraniał ludność polską i walczył z bandami Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ale Niemcy nie byliby Niemcami, gdyby przybywających tu dla schronienia Polaków systematycznie nie wywozili na roboty przymusowe do Niemiec. Po ponownym zajęciu Kostopola (i Wołynia) przez Armię Czerwoną i Związek Sowiecki, który postanowił anektować Ziemie Wschodnie Polski, pozostali przy życiu Polaków z Kostopola i okolicy zostali wypędzili do kontrolowanej przez Moskwę tzw. Polski Ludowej.

W polskim Kostopolu urodziło się szereg znanych Polaków, m.in.: Bogdan CHORĄŻUK (ur. w 1934), poeta, malarz, grafik i autor tekstów piosenek. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Związku Literatów Polskich i sekretarz jego Rzeszowskiego Oddziału. Jako literat debiutował w 1962 roku w „Tygodniku Morskim” oraz w gdańskiej rozgłośni Polskiego Radia, od 1972 roku współpracował z miesięcznikiem "Poezja". Wydał 5 tomików poezji, 2 tomy prozy, 2 sztuki teatralne i 2 widowiska muzyczne oraz napisał teksty wielu piosenek, z których szereg stało się przebojami. Piosenki te wykonywali tacy piosenkarze i śpiewacy jak np.: Alibabki, Anna Jantar, Tadeusz Woźniak, Zbigniew Wodecki, Bernard Ładysz, Andrzej Stockinger, Stefan Zach. Na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1972 roku Chorążuk otrzymał Grand Prix za piosenkę „Zegarmistrz światła”. W 1974 roku został dyrektorem i kierownikiem artystycznym Państwowego Przedsiębiorstwa Imprez Artystycznych w Rzeszowie. Od 1990 roku prowadzi własne wydawnictwo Wadium w Warszawie. Jest dobrym malarzem. Jego obrazy wystawiane są w galeriach w kraju i za granicą. Uczestnik międzynarodowej akcji charytatywnej "Polscy Artyści Plastycy - Dzieciom", z której dochód przeznaczony jest na budowę Europejskiego Centrum Przyjaźni Dziecięcej w Świdnicy; Zbigniew CHYLIŃSKI (1929 – 2013 Warszawa), wieloletni dziennikarz prasy łódzkiej i ogólnopolskiej oraz TVP i PA Interpress (1975-90), a także publicysta, krytyk teatralny i działacz kultury, zastępca redaktora naczelnego Łódzkiego Ośrodka TVP oraz Programów Polityczno-Informacyjnych w Zespole Programów Telewizyjnych w Warszawie (1963-69), autor korespondencji z Ameryki Łacińskiej, redaktor naczelny "Panoramy Polskiej" (1978-80), korespondent PA Interpress oraz "Życia Warszawy" we Włoszech i w Watykanie (1980-83), kierownik Redakcji Polonijnej PA Interpress (1983-90), członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, wielki miłośnik gór i narciarstwa, wieloletni członek Narciarskiego Klubu Dziennikarzy "Kaczka". Laureat Nagrody im. Juliana Bruna, odznaczony wieloma odznaczeniami, w tym Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi, laureat nagrody Ministra Spraw Zagranicznych za wkład w dzieło zbliżenia Polonii do kraju, odznaczony Honorową Odznaką Miasta Łodzi, odznaką Zasłużony Działacz Kultury oraz Złotą Odznaką Towarzystwa Polonia; Zdzisław DADOS (ur. w 1942), znany fotograf; tematem jego artystycznej wypowiedzi w fotografii jest głównie pejzaż. 1962–68 członek lubelskiego foto-klubu ZAMEK pełniąc funkcję członka zarządu. Od 1979 członek Związku Polskich Artystów Fotografików. W czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych w latach 1982-87 pracował jako fotograf reklamowy. Po powrocie do kraju zamieszkał we Wrocławiu. Uczestniczył w ponad 150 wystawach zbiorowych i indywidualnych polskich (w wielu miastach) i zagranicznych (Belgrad, Birmingham, Singapur, Dania, Holandia, Słowacja). Otrzymał brązowy medal na wystawie Venus 70 – Kraków 1970 i główną nagrodę w kategorii przyroda na wystawie „Ekologia w obiektywie” – Warszawa, Gdańsk 2005. Prace fotograficzne Zdzisława Dadosa znajdują się w wielu zbiorach prywatnych oraz w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Były też publikowane w periodykach fotograficznych w Polsce i za granicą oraz książkach i wydawnictwach albumowych. Wydany został również album autorski pt. „Pojezierze łęczyńsko-włodawskie”. 1996-2004 był nauczycielem fotografii w Prywatnym Studiu Reklamy we Wrocławiu; Ryszard SERAFIN (1940 – 2004 diecezja opolska), katolicki kapłan diecezji opolskiej; święcenia kapłańskie przyjął 28 czerwca 1964 r. w Wysokiej k. Olesna. W latach 1964-74 wikariusz w parafiach w Koźlu, Zabrzu i Gliwicach, 1974-82 proboszcz w parafii Bąków, 1982-87 misjonarz w Zambii (diecezja Livingstone), 1987-88 wikariusz w Dąbrowie i 1988-92 proboszcz w Rudyszwałdzie, 1993-2004 duszpasterz polonijny w Wielkiej Brytanii (diecezja Southwark), w 2004 roku powrócił do Polski (do diecezji opolskiej) i zmarł 16 sierpnia 2004 roku; Katarzyna SUCHODOLSKA (1920 – 1988 Szczecin), poetka, prozaik, autorka utworów dla młodzieży oraz tłumaczka literatury białoruskiej, rosyjskiej, ukraińskiej i jidysz, członek Związku Literatów Polskich. Ukończyła gimnazjum polskie w Równem i do wypędzenia Polaków przez władze sowieckie do tzw. Polski Ludowej w 1945 roku mieszkała w Łucku na Wołyniu. Od 1949 roku mieszkała w Szczecinie. W 1951 roku debiutowała jako poetka na łamach „Głosu Szczecińskiego”. W latach 1956-57 publikowała w tygodniku „Ziemia i Morze”, a także w „Nowej Kulturze”, „Przyjaźni”, „Po prostu”, „Życiu Literackim”, oraz w antologiach pisarzy szczecińskich i w wydanych za granicą – na Łotwie i w NRD. Wydała opowiadania: „Jezioro czterech łabędzi” (1960), „Spotkanie w Wolkenbergu” (1965), „Pięć po dwunastej” (1979) i „Echo nad Bindugą” (1986), tomik poezji „Ciche trawy” (1966) i dla dzieci „Jedenaście bajek o kwiatach” (1984). W rękopisach pozostawiła nieukończoną powieść „Moribundi” (o losach Polaków wypędzanych ze Lwowa w 1945 r. i udających się na Ziemie Zachodnie). Zredagowała książki Salomei Wielopolskiej „O Feliksie Woykowskim i jego pamiętnikach” (Ossolineum, Wrocław 1974) i „Araguanej - szkice z Wenezueli” (Ossolineum, Wrocław 1980) oraz opracowała poezje Eljasza Rajzmana „Modlitwa wilka” (1979). Była uznaną tłumaczką literatury białoruskiej i ukraińskiej. Z języka rosyjskiego przetłumaczyła opowiadania radzieckiego polarnika i odkrywcy Konstantina Badigina oraz norweskiego podróżnika Oivinda Bolstada. Spuścizna pisarki znajduje się w Muzeum Literatury Książnicy Pomorskiej w Szczecinie; Józef ZADZIERSKI ps. „Wołyniak”, „Zawisza” (1923 – 1946 Szegdy), żołnierz polskiego podziemia niepodległościowego. Po wybuchu wojny 1 września 1939 roku uciekł z domu w Warszawie i walczył jako zwiadowca konny w szeregach Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” dowodzonej przez gen. Franciszka Kleeberga. Po bitwie pod Kockiem dostał się do niewoli, jednak został zwolniony ze względu na młody wiek. Od 1939 roku działał w konspiracji narodowej. Na tajnych kompletach w Warszawie uzyskał maturę, po czym ukończył podziemną podchorążówkę w Dańkowie, będąc jednocześnie żołnierzem oddziału Jana Kamera „Bolesława” o pseudonimie „Zawisza”. Zagrożony dekonspiracją został przeniesiony do Okręgu Rzeszów NOW, gdzie od końca maja 1943 roku był członkiem oddziału OP-44 por. Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, w szeregach którego brał udział w potyczkach z Niemcami i Ukraińcami, m.in. 26 lipca w Bukowinie, 23 września pod Ujściem, 12 października pod Dąbrowicą. Po klęsce w starciu mającym miejsce 28 grudnia pod Grabą, w którym wyróżnił się odwagą, odszedł z oddziału „Ojca Jana” i w okolicach Leżajska zorganizował oddział dyspozycyjny Komendy Okręgu Rzeszów NOW (jego bliskim współpracownikiem był Michał Krupa). Od stycznia 1944 roku przeprowadził szereg akcji zbrojnych. Zlikwidował m.in. posterunki policji ukraińskiej w Księżpolu, Obszy, Potoku Górnym. Od kwietnia 1944 roku jego oddział walczył z bandami Ukraińskiej Powstańczej Armii. Pod koniec lipca 1944 roku na rozkaz władz okręgowych NOW zorganizował w Leżajsku milicję i został jej komendantem. 23 września 1944 roku został aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu na Zamku w Rzeszowie, skąd później został przeniesiony do obozu w Bakończycach. W końcu listopada 1944 roku uciekł z kilkoma towarzyszami z transportu żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego do obozu w Związku Radzieckim. Po powrocie w okolice Leżajska i Kuryłówki założył oddział, który w maju 1945 roku liczył 200 partyzantów. Toczył walki z władzą komunistyczną i Armią Czerwoną, chronił ludność Zasania przed atakami oddziałów UPA. We współpracy z innymi organizacjami podziemnymi likwidował w Leżajskiem i na Zasaniu przestępców oraz tajnych współpracowników milicji, UB i KBW. Dzięki jego dowództwu oddziały NOW 19 marca 1945 roku rozgromiły ukraińsko-sowiecki atak na Kuryłówkę. 18 kwietnia 1945 roku, wykonując rozkaz władz okręgowych NOW, dokonał, wraz z innymi oddziałami partyzanckimi NOW, pacyfikacji ukraińskiej wsi Piskorowice. Pacyfikacja była odwetem za atak oddziałów UPA i SKW dowodzonych przez Iwana Szpontaka „Zalizniaka” na polską wieś Wiązownica. 7 maja 1945 roku zgrupowanie oddziałów NOW (oddziały: „Wołyniaka”, „Radwana”, „Majki”, „Lisa” i placówka NOW z Kuryłówki) dowodzone przez Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, pokonały pod Kuryłówką ekspedycję NKWD, zabijając, według różnych źródeł, od 57 do 70 enkawudzistów. Przeprowadzał akcje na wsie ukraińskie, m.in. Dobrą, Wołczaste, Rudkę. W latach 1945–46 partyzanci z jego oddziału rozbili i rozbroili szereg posterunków milicji, m.in. w Leżajsku, Polichnie, Potoku Górnym, Tarnogrodzie. Potykał się także z grupami operacyjnymi UB, KBW i WP. W nocy z 11 listopada na 12 listopada 1946 roku w rejonie Tarnawca, podczas pacyfikacji Zasania przez oddziały KBW i wojska, został ranny w rękę, w którą wdała się gangrena. Nie widząc wyjścia z sytuacji, w nocy z 28 grudnia na 29 grudnia 1946 roku w Szegdach popełnił samobójstwo. Pochowany został na cmentarzu w Tarnawcu. Tam 24 czerwca 1997 roku odsłonięto, podczas uroczystości z udziałem jego siostry, Aliny Zadzierskiej-Glińskiej, oraz byłych podkomendnych i towarzyszy broni, pomnik nagrobkowy stanowiący dar amerykańskiego rzeźbiarza polskiego pochodzenia, Andrzeja Pityńskiego, syna żołnierza i sanitariuszki z oddziału „Wołyniaka”, Aleksandra i Stefanii Pityńskiej z domu Krupa oraz jednocześnie bratanek Michała Krupy. Postać Aleksandra Pityńskiego został przestawiona jako jedna z pięciu (jako piąta od lewej) w monumentalnym pomniku Partyzanci w Bostonie, stworzonym w 1979 przez Andrzeja Pityńskiego i odsłoniętego w 1983 w Bostonie (Wikipedia); Antoni ŻARCZYŃSKI (1874-1963 Detroit, USA), działacz społeczny i polonijny w USA. Należał do aktywnych działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej w zaborze rosyjskim. Zmuszony do opuszczenia granic Imperium Rosyjskiego udał się do USA. Na terenie Detroit stał się znanym działaczem społecznym i polonijnym, współorganizator Domu Ludowego, Uniwersytetu Ludowego, Biblioteki Polskiej, Biura Opieki Społecznej oraz Komitetu Obrony Narodowej.

Członkowie Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie

W styczniu 1907 roku z inicjatywy prof. Alfonsa Parczewskiego, Elizy Orzeszkowej, Władysława Tyszkiewicza, Władysława Zahorskiego i innych, zostało założone w Wilnie polskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, które rozwinęło się w poważną instytucję naukową w odrodzonym państwie polskim (1918-39). Biblioteka naukowa Towarzystwa liczyła ogółem 150 000 tomów, cenny dział rękopisów (archiwum) liczył 1200 pozycji, a bogate zbiory muzealne posiadały bardzo bogaty zbiór przyrodniczy, etnograficzny i rzemiosła artystycznego oraz galerię malarstwa zachodniego i polskiego (117 wartościowych obrazów). Towarzystwo wydawało „Rocznik Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie” oraz „Ateneum Wileńskie”. Prezesami Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie byli:
1907–1916 Jan Kurczewski, 1916–1927 Władysław Zahorski, 1927–1933 prof. Alfons Parczewski, 1933–1938 prof. Marian Zdziechowski i 1938–1940 prof. Stanisław Kościałkowski (pełniący obowiązki prezesa). Wśród członków Towarzystwa było wielu znanych i wybitnych Polaków, głównie jednak profesorowie Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i kilku innych polskich uniwersytetów, jak np.: Zofia Abramowiczówna, Jan Adamus, prof. Oswald Balzer (Lwów), prof. Kazimierz Chodynicki (Wilno, Poznań), prof. Tadeusz Czeżowski, prof. Przemysław Dąbkowski (Lwów), prof. Stefan Ehrenkreutz, prof. Marian Eiger, biskup Michał Godlewski, prof. Bogumił Jasionowski, Michał Jastrzębski, prof. Ludwik Kolankowski (Lwów), prof. Wacław Komarnicki, Józef Montwiłł, prof. Henryk Mościcki (Warszawa, Kraków), prof. Henryk Niewodniczański, prof. Jan Oko, Eliza Orzeszkowa, prof. Stanisław Pigoń (Wilno, Kraków), Maria Racięcka, prof. Maksymilian Rose, prof. Stefan Srebrny (Wilno, Warszawa – Wolna Wszechnica Polska), Hadżi Seraja Szapszał, prof. Eugeniusz Waśkowski, Bronisław Wróblewski, prof. Marian Zdziechowski, prof. Antoni Zygmunt.

Kalwińska Jednota Wileńska połączyła się z Jednotą Warszawską

W okresie międzywojennym 1918-39, a właściwie do 1945 roku w odniesieniu do Wilna, istniały w Polsce dwa Kościoły Ewangelicko-Reformowane (kalwińskie): Jednota Warszawska (ok. 20 tys. wiernych) i Jednota Wileńska, spadkobierczyni tradycji dawnej Jednoty Litewskiej (Radziwiłłowie z XVI-XVII wieku. Jednota Wileńska miała po 1920 roku, czyli po tym jak odpadły od niej zbory na Litwie Kowieńskiej, gdzie obok Polaków byli kalwini litewscy, charakter polski, poza niektórymi zborami na Wołyniu, skupiającymi osadników czeskich. Jednota Wileńska, obejmująca swym zasięgiem całe Ziemie Wschodnie, miała zbory w Wilnie (z filiałami w Izabelinie i Niepokojczycach), Kupiczowie, Boratyniu, Michałówce, Podbołociu koło Wołkowyska, Konnej koło Zelwy, Białymstoku (z filiałami w Lublinie, Brześciu nad Bugiem, Równem i Grodnie, na Wołyniu: w Ozieranach i Łucku (z filiami w Sergiówce, Niwach Hubińskich, Nowosiółkach, Rożyszczu i Stawkach oraz we Lwowie). Według stanu na rok 1936 Jednota Wileńska liczyła 9 parafii z 10 filiałami oraz skupiała siedmiu księży i trzech diakonów oraz około 10-12 tys. wiernych. Największy zbór był w Wilnie – liczył 600 wiernych (według innych źródeł 1000 wiernych). Na czele Kościoła Ewangelicko-Reformowanego (Jednoty Wileńskiej) stał generalny superintendent (zwierzchnik). W latach 1902-38 generalnym superintendentem Michał Józef Jastrzębski (1859-1938), a w latach 1938-40 był nim (był zarazem ostatnim generalnym superintendentem tego Kościoła) Konstanty Kurnatowski (1878-1966), pochodzący ze znanej polskiej rodziny na Litwie, jednak do 1938 roku związany ze zborem kalwińskim w Kielmach na Litwie Kowieńskiej. Dlatego, że był Polakiem mógł zostać zwierzchnikiem etnicznie polskiej Jednoty Wileńskiej. Natomiast od 1920 roku członkiem i prezesem Konsystorza Ewangelicko-Reformowanego w Wilnie był Bronisław Antoni Iżycki-Herman (1865-1947). Z kolei pastorem zboru wileńskiego był od 1933 roku Kazimierz Ostachiewicz (1883-1952).

Po bezprawnym zbrojnym zajęciu wschodnich województw przez Związek Sowiecki we wrześniu 1939 roku i podczas II wojny światowej większość parafii uległa zamknięciu. W Wilnie, po przekazaniu miasta Litwie przez Sowietów w październiku 1939 roku, w ramach tępienia polskości w Wilnie na żądanie władz litewskich w listopadzie 1939 roku z urzędu prezesa Konsystorza Ewangelicko-Reformowanego w Wilnie został zdjęty Bronisław Antoni Iżycki-Herman, a zbór wileński przyłączono do litewskiego kościoła ewangelicko reformowanego na Litwie Kowieńskiej. Po wcieleniu Litwy do Związku Sowieckiego w czerwcu 1940 roku wszyscy pastorzy wyjechali na Zachód, został tylko ks. Ostachiewicz w Wilnie. Dość licznych w Jednocie Wileńskiej Polaków-kalwinów pochodzenia żydowskiego (członkowie tzw. misji barbikańskiej) wymordowali hitlerowcy.
Po zakończeniu II wojny światowej i ponownym przyłączeniu Wilna i Ziem Wschodnich do Związku Sowieckiego, w 1945 roku większość wiernych została wypędzona do Polski Ludowej (PRL), gdzie stali się członkami Jednoty Warszawskiej – Kościoła Ewangelicko-Reformowanego, który jest sukcesorem prawnym dawnej Jednoty Wileńskiej. Licząca kilkaset lat Jednota Wileńska przestała istnieć. Bronisław Antoni Iżycki-Herman w 1945 roku przymusowo wysiedlony z ojczystej ziemi – z Wilna, zamieszkał najpierw w Białymstoku, skąd niebawem przeprowadził się do syna do Giżycka na Mazurach, gdzie zmarł 11 kwietnia 1947 roku. Natomiast pastor Kazimierz Ostachiewicz, również wypędzony z Wilna w 1945 roku, osiadł w Łodzi, obejmując zwierzchnictwo nad lokalną parafią kalwińską. Po śmierci superintendenta Jednoty Warszawskiej – Kościoła Ewangelicko-Reformowanego Stefana Kazimierza Skierskiego w 1948 roku, w styczniu 1949 roku wybrano go superintendentem generalnym Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w RP, którym pozostał do śmierci w 1952 roku. Akt ten symbolizował połączenie obu dotychczas odrębnych organizacyjnie jednostek polskiego kalwinizmu w jedną całość. Współtwórcy Jednoty Wileńskiej – Radziwiłłowie mieszkają dzisiaj w Polsce i są katolikami.

Neounicki ośrodek w Albertynie i ks. Marceli Paweł Wysokiński

Przed wojną Albertyn był miejscowością koło Słonimia (pow. Słonim, woj. nowogródzkie, katolicka archidiecezja wileńska), obecnie znajduje się w granicach Słonimia, który bardzo się rozrósł. Tutejsze dobra ziemskie należały dawniej do Sapiehów i Brzostowskich, a w latach 1809-1939 były w rękach Pusłowskich, którzy w swym majątku zakładali zakłady przemysłowe. Obecnie teren dawnej rezydencji należy do fabryki kartonu i papieru. Władysław Pusłowski wybudował tu w I poł. XIX w. okazały pałac późno klasycystyczny, który uległ dewastacji i zniszczeniu po 1939 roku; zachowała się oficyna i budynek stajni. Był tu dawniej kościół katolicki, który władze carskie zamieniły na cerkiew prawosławną. Po I wojnie światowej – w wolnej Polsce kościół został rewindykowany. Ówczesny właściciel Albertyna Władysław Pusłowski oddał w 1925 roku część swoich zabudowań dworskich z małym kościółkiem-kaplicą na potrzeby nowo powstałego Kościoła unickiego obrządku bizantyjsko-słowiańskiego; w tymże roku powstała tu parafia neounicka należąca do katolickiej archidiecezji wileńskiej. Objęli ją polscy jezuici, którzy przyjęli obrządek neounicki. Od 1927 roku jezuici albertyńscy dzięki pomocy katolickiego biskupa łuckiego, Adolfa Szelążka prowadzili seminarium duchowne, które w 1932 roku przekształcono w Papieskie Seminarium Wschodnie z siedzibą w Dubnie. Jezuici albertyńscy pracowali na rzecz nawrócenia prawosławnych okolicznych mieszkańców na obrządek neounicki. Wyjątkowo gorliwie pracował tu pochodzący z Lubelszczyzny o. Marceli Paweł Wysokiński TJ (1886-1959), od 1911 roku kapłan katolickiej diecezji lubelskiej. W 1922 roku poprosił o zwolnienie z diecezji i w następnym roku wstąpił do zakonu jezuitów, gdzie przyjął obrządek wschodni. W 1925 roku został administratorem parafii neounickich Synkowicze i Albertynie na Wileńszczyźnie. Będąc tu duszpasterzem całymi dniami był w rozjeździe, odwiedzał okoliczne wioski, gdzie nauczał, tłumaczył, pomagał i leczył chorych. Powoli zdobył zaufanie wśród wielu prawosławnych, z których część pozyskał do obrządku neounickiego. W 1936 roku opuścił zakon jezuitów i jako kapłan katolickiej diecezji łuckiej pracował w parafiach neounickich na Wołyniu. Po II wojnie światowej pracował wśród katolików polskich na Podolu.

Parafie z diecezji żmudzkiej w przedwojennej Polsce – na Wileńszczyźnie

Żmudź to historyczna nazwa dolnej Litwy, kraju leżącego między rzekami: dolnym Niemnem na pd.-zach. Niewiażą na wschodzie i Windawą na pn.-wsch., o obszarze około 25 tys. km kw. W przedrozbiorowej Polsce stanowiła Księstwo Żmudzkie, obecnie jeden z pięciu regionów etnograficzno-historycznych współczesnej Litwy. Zamieszkały przez Żmudzinów - grupę etniczną używającą języka żmudzkiego (według nacjonalistów litewskich będącego dialektem języka litewskiego) i do pewnego stopnia odrębnej kulturowo od Litwinów; stąd wielu Żmudzinów żąda od Litwy przyznania im autonomii. Od XIII w. Żmudź była terenem ekspansji Zakonu Krzyżackiego i pod koniec XIV w. dostała się pod jego władzę. Została odzyskana na mocy pokoju toruńskiego 1411 roku i w 1422 roku włączona ostatecznie do Wielkiego Księstwa Litewskiego. 24 października 1417 roku dekretem Litteras sacrosanctae legata papieskiego, arcybiskupa lwowskiego Jana Rzeszowskiego została erygowana katolicka diecezja żmudzka. Którą zatwierdził 31 maja 1421 roku bullą papież Marcin V. Pierwotnie wchodziła w skład polskiej metropolii lwowskiej, później podlegała bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, a od 1427 roku była sufraganią metropolii gnieźnieńskiej. Siedzibą biskupstwa było miasteczko Wornie (Miedniki), skąd przeniesiono ją ukazem carskim do Kowna w 1864 roku. Władze carskie znacznie powiększyły obszar diecezji żmudzkiej, dostosowując jej granice do granic utworzonej w 1842 roku guberni kowieńskiej. Była teraz nazywana diecezją telszewską i należała do polskiej metropolii mohylewskiej (Mohylew na Białorusi). Jej obszar wzrósł teraz do 40 641 km i zamieszkiwało ją 1 550 000 ludzi. Do trzech powiatów żmudzkich: rossieńskiego, szawelskiego i telszewskiego dołączony powiaty: kowieński, nowoaleksandrowski (Jeziorosy), poniewieski i wiłkomierski. Diecezja telszewska miała pod koniec XIX w. 218 parafii (z tego 18 parafii w guberni kurlandzkiej – dziś Łotwa), 133 kościoły filialne i 1 050 000 wiernych. Chociaż na Żmudzi nie mieszkało dużo Polaków, Kościół żmudzki do połowy XIX w. był bardzo spolonizowany, szczególnie duchowieństwo. Np. biskup żmudzki/telszewski w latach 1875-83 Aleksander Kazimierz Bereśniewicz był następnie w latach 1883-1902 biskupem polskiej diecezji kujawsko-kaliskiej (włocławskiej), a biskup telszewski w latach 1883-1908 Mieczysław Leonard Pallulon, chociaż wspierał kulturę litewsko-żmudzką, dbał o dobre relacje polsko-litewskie, dążąc do zachowania unii polsko-litewskiej. Po I wojnie światowej w wyniku której powstało państwo litewskie i odrodziło się państwo polskie (XI 1918) narody polski i litewski rozdzieliła granica państwowa. W ten sposób w granicach państwa polskiego znalazło się 5 parafii ze żmudzkiego dekanatu nowoaleksandrowskiejo/jezioroskiego: Brasław, Dryświaty, Pelikany, Smołwy i Widze, o charakterze zdecydowanie polskim. Znalazły się na polskiej Wileńszczyźnie. W 1925 roku zostały przyłączone do nowo założonej archidiecezji wileńskiej i weszły w skład nowo utworzonego dekanatu brasławskiego.

Czy Polacy na Litwie to spolonizowani Litwini?

Nacjonaliści litewscy, czyli w zasadzie wszyscy Litwini uważają, że Polacy mieszkający na dzisiejszej Litwie, czyli ci także w Wilnie i na Wileńszczyźnie (w rejonach/powiatach wileńskim i solecznickim Polacy stanowią nadal większość mieszkańców!) są niczym innym jak spolonizowanymi Litwinami i że Litwini – litewski rząd i różne instytucje, w tym także Kościół katolicki na Litwie, mają pełne prawo dążyć różnymi sposobami – nawet bezprawnymi i sprzecznymi z polityką Unii Europejskiej (do której Litwa należy) odnośnie praw mniejszości etnicznych do ich lituanizacji.

Oczywiście propaganda litewska ma się nijak do prawdy historycznej. Starczy poczytać chociażby „Herbarz polski” (Lwów 1855) Hipolity Stupnickiego czy „Polski Słownik Biograficzny” aby przekonać się, że wiele polskich rodzin z Białorusi, Polski, a nawet z ziem ukrainnych dawnej Rzeczypospolitej przenosiło się na Litwę w różnym czasie i z różnych powodów. Do Wilna był przez setki lat stały chociaż nieduży napływ Polaków z polskich ziem etnicznych, gdyż władze przedrozbiorowej Rzeczypospolitej nie prowadziły nigdy żadnej akcji kolonizacyjnej. Był to jak najbardziej naturalny przepływ ludności z jednego miasta do drugiego czy z wiosek do miast, jaki istniał i istnieje w każdym państwie. A Rzeczypospolita Obojga Narodów była jednym państwem, a chociaż tolerancyjnym wobec swoich obywateli, zdominowana przez element polski, polski język i polską kulturę. Przecież wywodzący się od Litwinów i z Wielkiego Księstwa Litewskiego Radziwiłłowie mieli do 1945 roku swoje majątki także na ziemiach etnicznie polskich. Spolonizowali się DOBROWOLNIE i dzisiaj nie ma litewskich Radziwiłłów. Np. obecnym polskim ministrem zdrowia jest (listopad 2017) Konstanty Radziwiłł, bo Polska a nie Litwa jest jego ojczyzną. Podobnie i inne rody wielkolitewskie mieszkały w Polsce (np. pałac Paców w Warszawie). Ostatni ze znanych Paców - Ludwik Michał Pac herbu Gozdawa (1778 Strasburg, Francja – 1835 Smyrna, Turcja) był generałem dywizji Księstwa Warszawskiego, senatorem-wojewodą podczas Powstania Listopadowego 1830-31 i członkiem Rządu Tymczasowego Królestwa Polskiego w Warszawie, senatorem-kasztelanem Królestwa Kongresowego (etnicznej Polski).

Podam jeden z bardzo wielu przykładów na to, że nie wszyscy mieszkańcy przedrozbiorowej Litwy uważający się za Polaków nie byli litewskiego pochodzenia. Chodzi o Karola Sedlnickiego (zm. 1761), podkoniuszego litewskiego, który przybył na Litwę ze… Śląska („Wielka Encyklopedia PWN”, t. 10, Warszawa 1967). Jeśli jego potomkowie nadal żyją na Litwie, to jak można twierdzić, że są oni spolonizowanymi Litwinami i że Litwini mają prawo uczynić z nich ponownie Litwinami?!

Kretynizm skrajnie antypolskich nacjonalistów litewskich jest bezgraniczny. Jeden z czołowych nacjonalistów litewskich – Vitautas Landsbergis, szermierz depolonizacji Wilna i Wileńszczyzny – stawiający sobie za cel swego życia przywrócenie narodowi litewskiemu rzekomo odpadłych od niego owieczek uważających się bezprawnie za Polaków, sam jest pochodzenia niemieckiego na co wskazuje chociażby samo jego trochę zlituanizowane niemieckie nazwisko. Jak chce przywracać ludzi do ich etnicznych korzeni, to niech sam powróci na niemieckie łono i odczepi się od etnicznych Polaków mieszkających w Wilnie i na Wileńszczyźnie.

Krytycznie o Żmudzinach/Litwinach

W Warszawie w latach 1880-1900 wyszedł drukiem „Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”, liczący sobie 15 bardzo dużego formatu i grubych tomów (po ponad 900 stron każdy tom). Jest to praca zbiorowa pod redakcją Bronisława Chlebowskiego. Wymienia chyba wszystkie miejscowości przedrozbiorowej Polski (wiele tysięcy) i podaje dokładnie lub bardzo dokładnie dzieje wielu, wielu setek miejscowości oraz krain. Hasło o Żmudzi w XIV tomie (1895) opracował Aleksander Dowojna-Sylwestrowicz (1857-1911), który pochodził z Łapkaś w powiecie szawelskim, a więc osoba pochodząca ze Żmudzi. Dzisiaj jest to dokument historyczny, bo od tej pory wiele się zmieniło na Żmudzi i w ogóle Litwie. Wtedy trwała jeszcze w sercach Polaków i Litwinów unia polsko-litewska i Polak i Litwin byli braćmi. Niebawem, bo ok. 20-25 lat później nacjonaliści litewscy popierani przez Rosjan (którzy próbowali Litwinów zrusyfikować, na co nacjonaliści litewscy zarażeni antypolskim bakcylem patrzeli przez palce!), a następnie Niemców zrobili z Litwinów wrogów Polski, Polaków i wszystkiego co polskie. Przyszło im to łatwo, gdyż na etnicznej Litwie, szczególnie na Żmudzi, mieszkało mało Polaków. W 1897 roku gubernię kowieńską (żmudzką), mającą obszar prawie 41 tys. km kw., czyli ok. 70% obszaru etnicznej Litwy zamieszkiwało 1 544 tys. ludzi, z których 37,2% podało się za Litwinów, 28,8% za Żmudzinów, 13,7% za Żydów, 9% za Polaków, 4,7% za Rosjan, 2,4% za Białorusinów, 2,3% za Łotyszów i 1,4% za Niemców. W powiatach żmudzkich mieszkało Polaków: 12 tys. w szawelskim, 13,6 tys. w rosieńskim, 8 tys. w telszewskim i 23,2% w powiecie kowieńskim. Nacjonalistom litewskim sprzyjał także fakt, że większość majątków ziemskich na Litwie była w rękach Polaków, a chłopi litewscy byli małorolni i w większości analfabetami (z winy władz carskich!), którymi łatwo było manipulować. Tym bardziej, że nacjonalistów litewskich, pochodzących z chłopstwa, poparło katolickie duchowieństwo litewskie, które również w większości pochodziło z rodzin chłopskich (w 1897 r. spośród 105 kleryków w seminarium duchownym w Kownie 84 pochodziło z rodzin chłopskich oraz 7 z miast i 14 z rodzin szlacheckich, czyli polskich) i pod względem wykształcenia, według A. Dowojny-Sylwestrowicza, stało bardzo nisko. Było niewiele bardziej wykształcone od swoich rodziców analfabetów. Najgorsi w każdym narodzie są nacjonaliści-półanalfabeci, szczególnie księża półanalfabeci w sprawach duchowych. Jak pisze Dowojna-Sylwestrowicz, w 1865 roku z nakazu władz carskich w seminarium usunięto język polski jako język wykładowy, zastępując go żmudzkim/litewskim (dwie osoby świeckie wykładały język rosyjski oraz historię – skrajnie antypolską! i geografię Rosji). Jeszcze przed I wojną światową język litewski był bardzo prymitywny – to po pierwsze, a po drugie prawie że nie było literatury teologicznej w tym języku. Stąd kler litewski stał na bardzo niskim poziomie. Mało oświecony Kościół litewski był w szponach dewotek. Jak pisze Dowojna-Sylwestrowicz: „Lud żmudzki odznacza się pobożnością, która często, jak zwykle z klasach mało oświeconych, jest opartą bardziej na formach zewnętrznych niż na istocie samej religii. To też formalizm ten wytworzył tu wśród kobiet, głównie po miasteczkach (tj. większych wsiach), liczną klasę tzw. dewotek, które stają się plagą miejscową”. Inną ujemną cechą Litwinów według Dowojny-Sietrzeńcewicza jest rozpowszechnione pieniactwo, ciąganie się po sądach: „wynajdują rozmaite powody do spraw sądowych”.

Studenci polscy na Uniwersytecie Kowieńskim

16 lutego 1922 roku otwarty został w Kownie pierwszy w dziejach narodu litewskiego narodowy uniwersytet litewski – Uniwersytet Litewski w Kownie. Rokrocznie na Uniwersytecie studiowało 3-4 tysiące młodzieży. W Republice Litewskiej (tzw. Litwa Kowieńska) mieszkało ok. 150-200 tysięcy Polaków. Byli jednak niemiłosiernie prześladowani przez skrajnie szowinistyczne i antypolskie władze litewskie. Według danych oficjalnych litewskich („Vilniaus Universiteto istorija 1803-1940” cz. II, Wilno 1976), na Uniwersytecie w Kownie studiowało: w 1923 r. – 9 Polaków, 1924 r. 18, 1925 r. – 35, 1926 r. – 66, 1929 r. 85, 1930 r. – 88, 1931 r. 89, 1932 r. 117, 1933 r. 115, 1934 r. – 84, 1935 r. – 89, 1936 r. – 82, 1937 r. – 66, 1938 r. – 54 Polaków. Według polskich danych liczba studentów polskich mogła dochodzić do 200 osób, z tym że wielu z nich dla świętego spokoju ukrywało swoje polskie pochodzenie. Poza tym rokrocznie kilkudziesięciu Polaków z Litwy studiowało za granicą – w renomowanych uczelniach europejskich, m.in. 22 w Polsce w roku akademickim 1935/1936. Uniwersytet Litewski nie należał do dobrych uczelni z braku uczonych litewskich z dużym dorobkiem naukowym (większość profesorów tego uniwersytetu nadawała się najwyżej na nauczycieli szkół średnich!). Dlatego pomimo skrajnie polakożerczej polityki rządów litewskich, aby podnieść trochę prestiż Uniwersytetu, rząd godził się z musu na to, aby rektorem uczelni w latach 1927-28, 1933-36 i 1936-39 był Polak z Litwy Michał Romer, znakomity uczony w zakresie teorii państwa i prawa.

Marian Kałuski
(Nr 167)

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

22 Sierpnia 1944 roku
22 d. Powst. Warszaw.: W nocy następuje drugie nieudane natarcie na Dworzec Gdański. Powstańcy ponieśli ogromne straty. Walki o tzw. "małą PASTĘ"


22 Sierpnia 1864 roku
Powstanie Czerwonego Krzyża. 19 europejskich państw podpisało Konwencję.


Zobacz więcej