Wtorek 19 Czerwca 2018r. - 170 dz. roku,  Imieniny: Gerwazego, Sylwii

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 21.03.18 - 21:49     Czytano: [257]

W niemieckich mediach odwilż?





Reakcje mediów niemieckich na wizytę kanclerz Merkel w Polsce

W poniedziałek (19.03.2018) kanclerz Angela Merkel odwiedziła Polskę. Niemiecka kanclerz przybyła do Warszawy zaledwie trzy dni po spotkaniu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i pięć dni po powołaniu nowego rządu. Do spotkania z polskim prezydentem i premierem doszło ponad miesiąc po oficjalnej wizycie premiera Mateusza Morawieckiego w Berlinie. W niemieckich mediach widać pewną zmianę tonu komentarzy. Wydaje się, że powoli zaczyna dominować bardziej pragmatyczne podejście do relacji z Polską. Ocenia się, że niemiecka kanclerz szuka dialogu z Polską.

Stopniowa zmiana tonu
Już w okresie poprzedzającym wizytę można było zauważyć w niemieckich mediach nowe akcenty. W artykule „Ślepe podążanie za Macronem nie leży w interesie Niemiec” (16.03.2017) Klaus Geiger, publicysta Die Welt, stawia tezę, iż propagowana przez prezydenta Francji koncepcja Europy dwóch prędkości nie jest dla Berlina korzystna.
„Nareszcie po najdłuższych w historii Republiki Federalnej rozmowach koalicyjnych powraca normalność. Nadchodzące miesiące będą miały dla Niemiec decydujące znaczenie. Niemcy muszą zdefiniować swoje cele w Europie.” – pisze Geiger. Dlaczego Niemcy mają kroczyć za znaną ze swoich etatystycznych tradycji Francją? – pyta publicysta Die Welt.

Jest sceptycznie nastawiony do lansowanej przez Macrona koncepcji wspólnego budżetu strefy euro i zauważa, że w Europie – nawet po Brexicie – sporo jest państw, które są zwolennikami „wolności gospodarczej, konkurencyjności i odpowiedzialności za budżety swoich krajów.” W opinii Geigera do takich państw należą: Holandia, Austria, kraje skandynawskie, a także kraje Europy Środkowowschodniej – na czele z Polską. „Klucz do przyszłości Europy znajduje się nie tylko w Paryżu lecz także w Warszawie” – pisze Geiger. Zwraca też uwagę na fakt niezauważanych w Niemczech zmian nad Wisłą.

„Nowy rząd Mateusza Morawickiego prezentuje się bardziej ugodowo. W jego własnym interesie jest konstruktywny udział w tworzeniu Unii Europejskiej XXI wieku” – zauważa Geiger. Jednocześnie dodaje w typowym dla niemieckich mediów tonie: „Będzie to możliwe tylko wtedy, gdy wreszcie przestrzegane będą demokratyczne wartości Unii Europejskiej.” Zdaniem Geigera nadszedł odpowiedni moment dla Polski, żeby „wyrwała się ze swojej izolacji i nie stała się zbyteczną w Unii Macrona i Merkel”. Zdaniem Geigera ani Polska ani Niemcy nie powinny być zainteresowane przemianą UE w unikających konkurencji członków klubu euro.

Znaczenie Polski
Również wydawany w Berlinie liberalny dziennik Der Tagesspiegel, niedawno jeszcze nawołujący do nałożenia sankcji na Polskę i stawiający ją czasami w jednym szeregu z Turcją Erdogana, dopuszcza dziś bardziej zróżnicowane opinie. Na łamach Tagesspiegl ukazał się obszerny artykuł Janusza Reitera pod znamiennym tytułem „Polska jest zbyt duża, by być izolowaną” (19.03.2018). Były polski ambasador w Berlinie i Waszyngtonie podkreśla w nim konieczność niemiecko-polskiej współpracy w celu stabilizacji Unii Europejskiej i wzmocnienia więzi transatlantyckich. „Trudno nie dosłyszeć apelów o izolowanie Polski na arenie międzynarodowej ze względu na kontrowersyjne praktyki polityczne. Równie głośno formułowane są wezwania do ukarania Wielkiej Brytanii za Brexit. Obie reakcje można wytłumaczyć zarówno emocjonalnie, jak i przy pomocy rzeczowych argumentów. Obie są błędne”. (…) „Polska nie jest dla Unii Europejskiej stracona. Polexit nie nastąpi zarówno w krótkiej jak i średniej perspektywie czasowej. Można jednak zauważyć wyobcowanie Polski w Unii Europejskiej”. Reiter przybliża argumenty obu stron sporu i zwraca uwagę na jego głębsze podłoże. „Należało by się cieszyć, gdyby Merkel i Maas przekonali polskie władze, iż również one powinny być zainteresowane UE jako wspólnotą wartości. Z różnych względów Warszawa nie będzie do tego skłonna. Konfrontacyjny kurs polski jest błędem, ale ten błąd ma swoje przyczyny. Nazbyt długo Zachodnia Europa obstawała wyłącznie przy swojej interpretacji wspólnoty wartości i nie traktowała poważnie krajów członkowskich ze Wschodniej Europy.”

Reiter uważa, że kryzys związany z napływem uchodźców nie spowodował podziałów, lecz jedynie uwidocznił już istniejące różnice. Zdaniem Reitera trudność polega na tym, że Polska, która chętnie krytykuje Zachód, nie przedstawia własnych konstruktywnych propozycji i doprowadza do rozchwiania państwa prawa.

Odnośnie relacji polsko-amerykańskich Reiter stawia tezę, że w Warszawie nastąpiło ich przewartościowanie. „Koncepcja ekskluzywnego bilateralnego sojuszu z Ameryką okazała się iluzją.” Zdaniem byłego ambasadora, Polska jest jednym z tych krajów, które swoje relacje z innymi, a szczególnie silniejszymi partnerami, muszą realizować w ramach struktur międzynarodowych. Zauważa też, że Ameryka miałaby wystarczający potencjał, aby doprowadzić do podziałów w Europie, jeśliby tego chciała. „Polska może odegrać pozytywną rolę podczas odnawiania relacji transatlantyckich. Prezydent Trump nie jest już w Warszawie idealizowany, ale też nie jest tam demonizowany”. Warunkiem odegrania tej pozytywnej roli, jest większe niż dotychczas stawianie na Europę i rozwiązanie „fatalnych sporów z Komisją Europejską”.

Artykuł kończy się swoistym apelem o zażeganie sporów z Polską i podkreśleniem niemieckiego przywództwa w Unii Europejskiej. „Jako jedyny kraj w Europie Niemcy budują od lat strategiczne partnerstwo z Polską.” Strategiczne znaczenie tych relacji widać w „cierpliwości i wytrwałości”, z jaką są realizowane. „Rola Niemiec w Europie polega na scalaniu Unii Europejskiej. Aby osiągnąć ten cel, należy spróbować włączyć do tej koncepcji Polskę, bez upiększania sytuacji panującej w kraju. Jeśli ktoś potrafi tego dokonać w Europie, to są to Niemcy.” – konkluduje Reiter.

Do tańca trzeba dwojga
Wizyta kanclerz Angeli Merkel w Warszawie może zapowiadać zmianę w polsko-niemieckich stosunkach, ale nie będzie to proces łatwy – twierdzi w swoim komentarzu „Historia zmarnowanych szans” publicysta dziennika Der Tagesspiegel Christoph von Marschall.

„Niemcy i Polska znajdują się w punkcie zwrotnym i jest to zarazem punkt zwrotny dla Europy. Jeśli spory ostatnich lat będą się utrzymywać, dla Niemców wzrośnie pokusa, by dążyć do stworzenia wraz z Francją europejskiego rdzenia, do którego Polska nie będzie należeć. Odnoszone od 1989 roku sukcesy w sąsiedztwie bliskim pod względem ludzkim, gospodarczym i politycznym stanęłyby wówczas pod znakiem zapytania” – zauważa znany z krytycznych komentarzy pod adresem PiS publicysta.

Zdaniem Marschalla powstanie rządu Mateusza Morawieckiego i utworzenie nowego rządu koalicyjnego w Berlinie, daje nadzieję na nowe otwarcie, chociaż nie należy oczekiwać szybkich sukcesów. ”W obozie narodowo-populistycznej partii PiS (…) wiele osób posiada przesadne wyobrażenia na temat siły Polski w Europie. Zachowują się one tak, jakby mogły utrzymać strategię „bez nas się nie da” i sprawić, by procedura wszczęta przez UE z powodu wątpliwości co do praworządności w Polsce zakończyła się bez konsekwencji. Wielu wmawia sobie, że Komisja Europejska i Parlament Europejski porzucą swe obiekcje, gdy tylko reforma sądownictwa zostanie im wyjaśniona.”
Berliński publicysta zawraca jednak uwagę, że również wielu Niemców ma dalekie od rzeczywistości wyobrażenia, które w ich błędnym przekonaniu podzielają mieszkańcy pozostałych państw UE. „Niemcy uważają prezydenta USA Donalda Trumpa za zagrożenie, podczas gdy polski rząd nie ma mu wiele do zarzucenia, a pozostali Europejczycy reagują z o wiele mniejszym niż Niemcy oburzeniem. We Francji prezydenta Emmanuela Macrona Berlin upatruje partnera do rozwijania Europy, natomiast PiS uważa go za zagrożenie. Polska nie jest zainteresowana unią fiskalną, do której nie należy (…)” – przypomina berliński komentator. Jego zdaniem Europa dwóch prędkości, z niemiecko-francuskim rdzeniem, utworzona kosztem pozostawienia Polski w strefie „mniejszej prędkości” nie leży w interesie Niemiec.

Na zakończenie Marschall stwierdza, że podwójna polityka polskiego rządu – „w kraju antyniemiecka i anty-unijna retoryka, a za granicą nadzieja, iż Niemcy utrzymają Polskę w najściślejszym klubie UE” – jest nie do przyjęcia. Nowy początek będzie łatwiejszy, jeśli także Merkel się przyzna, że również Niemcy występowały przeciw europejskim i polskim interesom, np. w sprawie gazociągu Nord Stream, i chce te błędy naprawić. „W przeciwnym razie zamiast nowego otwarcia będziemy mieli kolejną zmarnowaną szansę” — podsumowuje Marschall.

Umiarkowane oceny
Przebieg wizyty kanclerz Merkel w Warszawie relacjonuje również liberalno-lewicowy dziennik Süddeutsche Zeitung, znany z wcześniejszych krytycznych opinii na temat konserwatywnych rządów w Polsce.
„Kanclerz Angela Merkel podczas swojej wizyty w Warszawie (…) podkreśliła znaczenie współpracy z Polską. Przy kwestiach spornych, takich jak reforma polskiego sądownictwa, wskazała na Komisję Europejską. „Polska jest ‘partnerem i przyjacielem’, nawet wtedy, gdy ‘nasze rozmowy nie zawsze są łatwe’ – stwierdziła kanclerz po spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim. Nowy rząd federalny chce kontynuować i wzmacniać współpracę z polskim rządem. Kanclerz Angela Merkel podkreśliła znaczenie rozwijających się pozytywnie relacji handlowych – w 2017 roku wymiana handlowa osiągnęła poziom 110 miliardów Euro” – pisze z Warszawy korespondent SZ Florian Hassel.

Podczas konferencji prasowej dziennikarz Süddeutsche Zeitung zadał kanclerz Merkel pytanie, jak zareaguje niemiecki rząd, gdy Polska nie zgodzi się na wycofanie sprzecznych z prawem europejskim ustaw dotyczących reformy sądownictwa i nie przywróci niezawisłości Trybunału Konstytucyjnego. „(…) Kanclerz Merkel odpowiedziała wymijająco. Rząd federalny ma nadzieję, że Polska porozumie się z Komisją Europejską: ‘Przyjęlibyśmy to z zadowoleniem, gdyby Komisja Europejska poinformowała nas, że rozmowy przebiegły pomyślnie’. Premier Morawicki potwierdził stanowisko Warszawy, zgodnie z którym reforma sądownictwa w uchwalonej formie ‘jest koniecznością’ ”.

Reakcje telewizyjne
Od raczej zniuansowanych relacji i komentarzy prasowych wyraźnie odbiegał ton przekazów telewizyjnych. Drugi kanał niemieckiej telewizji publicznej ZDF w swoim wieczornym głównym programie publicystycznym Heute Journal poświecił wizycie nieco ponad pół minuty. Stwierdzono, że chociaż różnice zdań dotyczące kontrowersyjnej reformy sądownictwa nie zostały zażegnane, to doszło do zbliżenia stanowisk w kwestii uchodźców. Kanclerz Merkel uznała, że Polska przyjęła uchodźców z Ukrainy i wypełnia swoje zobowiązania.
Głównym tematem tego wydania Heute Journal była ochrona danych osobowych oraz konflikt pomiędzy prezydentem Trumpem a amerykańską FBI.

Zdecydowanie najbardziej negatywny komentarz pojawił się w Tagesthemen – flagowym programie publicystycznym niemieckiej telewizji publicznej ARD (oglądalność 2,62 miliona widzów). Dziennikarka prowadząca Tagesthemen rozpoczęła materiał od przypomnienia domniemanych antyniemieckich ekscesów, mających miejsce podczas demonstracji we Wrocławiu. Ilustracją jej wypowiedzi był wyświetlany w tle przez pół minuty nadpalony plakat, przedstawiający fotomontaż kanclerz Merkel w mundurze. Sama relacja z Warszawy była już zdecydowanie bardziej stonowana. Zwrócono uwagę, że dla Polski Niemcy są głównym partnerem gospodarczym, nie uwypuklano natomiast korzyści gospodarczych, jakie handel z Polską przynosi niemieckim firmom. Podano, że ogólna wymiana handlowa przekroczyła 100 miliardów. Pojawiła się też informacja, że od wybuchu walk na Ukrainie w 2014 roku do Polski przybyło 1,5 miliona Ukraińców. Przytoczone zostały też przeprowadzone w Polsce sondaże, wedle których zaledwie 30% respondentów uważało Niemców za sympatycznych (spadek o 16 punktów procentowych). Spadek sympatii przypisano „narodowym tonom” obecnym w retoryce PiS.

We wprowadzeniu do kolejnego materiału wideo dziennikarka wystąpiła na tle muralu przedstawiającego Jarosława Kaczyńskiego stylizowanego na Juliusza Cezara. W komentarzu wprowadzającym stwierdziła, że Polska zgodnie z konstytucją nadal jest demokracją, ale niektóre, wywalczone swobody podlegają coraz większej kontroli państwa.
W drugim poświęconym Polsce reportażu zilustrowano powody wysokiego poparcia, jakim cieszy się PiS. Jako główną przyczynę wysokich notowań partii rządzącej podano program prorodzinny 500+. Główny bohater reportażu – trzydziestoparoletni informatyk z rodziną – wypowiadał się pozytywnie o rosnącym znaczeniu Polski i polityce rządu. W materiale zwrócono także uwagę na prezentowany przez PiS domniemany antyelitaryzm, wsłuchiwanie się w głos wyborców, nieprzyjmowanie imigrantów oraz konsekwentne realizowanie celów politycznych. Jako główną przyczynę słabości opozycji podano jej skłócenie. Na koniec poświęconego Polsce bloku wyemitowany został komentarz publicystki Ellen Ehni. Komentarz ten warto przytoczyć prawie w całości:

„Co dzieje się z tą Polską? Od dawna nasi sąsiedzi ze wschodu nie byli nam tak obcy. (…) Wraz z reformą sądownictwa likwidowany jest trójpodział władzy. Polska nie zgadza się na przyjmowanie uchodźców, chociaż będąc największym odbiorcą netto funduszy unijnych, sama korzysta z europejskiej solidarności. Podejmowany jest temat reparacji wojennych, w celu podsycania nastojów antyniemieckich. (…)
Za wszystko to odpowiedzialna jest partia rządząca. PiS budzi dumę narodową Polaków, prezentuje się agresywnie w polityce zagranicznej i autorytatywnie u siebie w kraju. Można byłoby powiedzieć, z takim krajem nie chcemy mieć w Europie nic wspólnego. Ale nie możemy podejść do tego tak łatwo.
Polska jest głęboko podzielona. Podziały przebiegają przez rodziny, instytucje i media. Każdy jest za rządem albo przeciw niemu. Nie ma niczego pomiędzy. Jedni zadowoleni są ze swojej sytuacji finansowej i dumni z wzmacniającej się Polski. Inni uważają, że podąża ona w stronę państwa autorytarnego i odwraca się od Europy. Tak, Warszawa depcze państwo prawa i Unia Europejska musi na to zareagować: poprzez krytykę, sankcje, a nawet bolesne kary finansowe. Ale jednocześnie musimy prowadzić z tym krajem dialog. Spór z Niemcami budzi u wielu Polaków historyczne lęki, na czym korzysta PiS. Ponadto Polska obawia się zostania na uboczu, gdy Niemcy i Francja kroczą wspólnie naprzód. Te obawy muszą zostać potraktowane poważnie. Dialog miedzy wschodem i zachodem jest konieczny, aby Unia mogła stanowić jedność. Niemcom przypada (w tym procesie) kluczowa rola.”

Podsumowanie
Znaczenie stosunków z Polską podkreślone zostało w umowie koalicyjnej zawartej pomiędzy CDU i SPD. Wizytę kanclerz Angeli Merkel można odczytywać jako chęć ich dalszego rozwijania. Wydaje się, że w obliczu konfliktów handlowych z USA i sceptycznego podejścia niemieckiej opinii publicznej do proponowanej przez Francję unii fiskalnej wygaszenie wewnątrzunijnych sporów zyskuje na znaczeniu. Znamienne jest podkreślanie przez polskich i niemieckich polityków wagi wzajemnych stosunków gospodarczych. Poziom wymiany handlowej przekroczył w 2017 roku 100 miliardów euro i był dwukrotnie wyższy od wymiany rosyjsko-niemieckiej. Dla porównania wymiana handlowa Niemiec z USA to około 160 miliardów euro. Dla Niemiec Polska jest ósmym partnerem gospodarczym (Rosja w 2016 znajdowała się na 13 miejscu). Niemcy są też głównym odbiorcą polskiego eksportu (około 25%).

W czasie wspólnej konferencji premier Mateusz Morawicki skrytykował działania protekcjonistyczne niektórych krajów – miał zapewne na myśli USA. To wspólne stanowisko z pewnością jest istotnym wsparciem dla Niemiec, które znajdują się w ostrym sporze handlowym z administracją prezydenta Trumpa. Konflikt dotyczy przede wszystkim zapowiedzianego przez USA wprowadzenia ceł – między innymi na produkowaną w Niemczech stal i aluminium. Rocznie niemiecki przemysł eksportuje do USA milion ton stali. W przemyśle stalowym w Unii Europejskiej zatrudnionych jest 20 tysięcy osób. Jak widać, wewnątrzeuropejskie rynki zbytu, szczególnie w obliczu pogarszających się relacji handlowych z USA i widmo ponownego zaostrzenia konfliktu politycznego z putinowską Rosją – a co za tym idzie przedłużenia sankcji – nabierają dla Niemiec kluczowego znaczenia. Można odnieść wrażenie, że w polityce Niemiec przeważy nastawienie pragmatyczne, co przełoży się na wyciszenie sporów z Brukselą.

W niemieckich mediach zmiana nastawienia następuje powoli, chociaż i tu dostrzega się pewną zmianę tonu i otwieranie się na polską argumentację. Niestety wyraźnie też widać, choćby na przykładzie komentarza wygłoszonego w telewizji ARD, jak głęboko zakorzenione jest protekcjonalne i nacechowane ideologią podejście niektórych przedstawicieli niemieckich mediów do Polski. Mając tego świadomość, dialog z niemieckimi politykami i środowiskami opiniotwórczymi musi być kontynuowany. Kontakty powinny być intensyfikowane również przez konserwatywne organizacje i stowarzyszenia. Należy szukać możliwości prezentacji swoich racji i idei na wszelkich płaszczyznach: politycznej, gospodarczej, naukowej i medialnej. Konieczne wydaje się też stworzenie polskiej platformy medialnej docierającej ze swoimi treściami bezpośrednio do zachodnich społeczeństw, kształtującej wizerunek naszego kraju i prezentującej polski punkt widzenia.

Reduta Dobrego Imienia

Wersja do druku

Lubomir - 22.03.18 10:53
Kuba, niczego nie musisz mi gratulować. Wystarczy językowe minimum, dobre chęci i włączenie automatycznego tłumacza, i prasę obcojęzyczną czytasz jak polską. Zresztą w tej de nomine polskiej prasie, też często jest niewiele Polski. Niekiedy ta obcojęzyczna prasa bywa bardziej przychylna polskim sprawom, niż ta rzekomo polska prasa, prasa np. typu 'Onet'

Kuba - 22.03.18 10:03
Dziękuję Lubomirze za odpowiedź ale ten internacjonalizm pasuje tylko do ciebie, bo ja trzymam się tylko Polski.
Francuzi już orzekli kiedyś, że nie będa umierać za Gdańsk, a w czasie wojny kolaborowali z Niemcami aż miło, tzn im było miło...
Ale sprawa dotyczy dzisiejszych czasów i tematu poruszonego w Reducie Dobrego Imienia.
Nie owijaj więc tematu wokół palca i nie wskazuj nim w moją stronę jako na ormowca czy carskiego cenzora. Zresztą jesteś znany z tego, że kiedy brakuje ci argumentów pozostaje ci bawełna.
Gratuluję ci pełnej znajomości języka niemieckiego - skąd i od kiedy?

Lubomir - 22.03.18 9:15
Kuba widzę, że wciąż przemawiasz tonem pouczającego internacjonalisty. Uważam, że dobre imię Polski to przede wszystkim możliwość rozwoju polskiego patriotyzmu gospodarczego i polskiego rynku pracy. Dzisiaj na szczęście nie musimy budować na ulicach barykad ani wykopywać partyzanckich ziemianek, żeby bronić dobrego imienia Polski. Nie pełnij obowiązków dyżurnego ormowca ani carskiego cenzora. Wypowiadaj się niezależnie w swoim imieniu, a najlepiej próbuj sił w pisaniu felietonów na bieżące tematy. Myślę, że Reduta Dobrego Imienia obroni się sama. Na bieżąco staram się zaglądać do niemieckiej prasy, żeby wiedzieć o czym piszą nasi niemieccy 'przyjaciele'. Lubię także przewertować paryskie 'Le Figaro'. Nie budujmy gospodarczej fikcji. Takie wirtualne bańki bardzo szybko pękają. Prawdopodobnie gdyby nie wyszydzana przez ciebie Francja, nie możliwy byłby boom gospodarczy II RP, zwycięstwo warszawskie 1920 roku i przyłączenie ziem śląskich do Rzeczypospolitej Polskiej. W konfrontacji Polska-Niemcy ówcześni Francuzi murem stali za nami. Przypominali bardzo współczesnych Węgrów. Pozdrawiam

Kuba - 22.03.18 3:16
Lubomirze, nie kapuję o co chodzi w twoim komentarzu pod Redutą Dobrego Imienia...

Taka jest oficjalna informacja z końca ub. roku o Francuzachi i Oplu...
PSA - francuski koncern, który kupił Opla wykorzysta zakłady w Gliwicach lub na Węgrzech do produkcji silników benzynowych informuje "Les Echos" - chodzi o 200 tys. silników...
Grupa PSA kupiła od General Motors swojego europejskiego rywala, a zatem... co nas obchodzi los Francuzów szczególnie pod zarządem prezydenta Macronika, który sobie podgwizduje na Polskę i buźkuje Anielę Niemkę Merkel.

Dla nas Polaków ważnym jest aby concerny płaciły podatki dla Polaków, a polscy fachowcy mieli zapewnioną pracę!!!
Chyba, że wołasz "Proletariusze wszystkich krajów... itp.", to... wtedy dopiero zrozumiem twój komentarz...

Lubomir - 21.03.18 22:22
Niemcy z pewnością spróbują ograć zarówno Francuzów, jak i Polaków. Np. załoga francuskiego PSA w Gliwicach, drży o swoją przyszłość. Niemcy nadal próbują szarogęsić się we francuskiej fabryce samochodów osobowych na Górnym Śląsku. Dla Niemców ta firma to ciągle ten sam niemiecki Opel. Ten sam Opel, co za czasów Adama Opla i rządów niemieckich nazistów. Setki polskich pracowników z Gliwic jest delegowanych do zakładów w Ruesselsheim, w Niemczech. Polacy zaczynają być rozczarowani przejęciem przez Francuzów zakładów od Amerykanów. Teraz wysoka ranga 'Gliwic' zaczyna się chwiać. Oby Niemcy faktycznie nie chcieli 'wykolegować' francuskiego właściciela i inwestora.

Wszystkich komentarzy: (5)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19 Czerwca 1963 roku
Odbył się I Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu. W pierwszej edycji zwyciężyli Ewa Demarczyk i Bogdan Łazuka.


19 Czerwca 1941 roku
Urodził się Vaclav Klaus, czeski polityk.


Zobacz więcej