Poniedziałek 24 Września 2018r. - 267 dz. roku,  Imieniny: Dory, Gerarda, Maryny

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 29.06.18 - 14:57     Czytano: [403]

POLSKA I ŚWIAT – MARKETING, POLITYKA I...(17)


NIECH ŻYJE NOWA POLSKA-PIS, DLA NASZEJ WIECZNEJ CHWAŁY

……………………………………………………………………

Zdzisław Wojciechowski
miesiąc czerwiec 2018


Z OJCA, DZIADA, PRADZIADA I WCZEŚNIEJSZYCH SWOICH PRZODKÓW

……………………………………………………………………

(NOWOŚCI, CIEKAWOSTKI, A W NICH TAKŻE POLITYCZNE NIEDORZECZNOŚCI WSZELKIE, PRZEDSTAWIANE W POSTACI FAKTÓW + REWELACYJNY KĄCIK ZDROWIA)





Piosenka z filmu Gladiator: Hans Zimmer / Lisa Gerrard
„TERAZ JESTEŚMY WOLNI" - tytuł piosenki

Podobno nie da się przetłumaczyć słów tej piosenki śpiewanej przez Lisa Gerrard. Takie są informacje w Necie. Z wywiadu z Nimi (Hans Zimmer / Lisa Gerrard) wynika, że Lisa śpiewa własnym językiem, którym zwraca się bezpośrednio do Boga i przenosi nas w świat Jej z Bogiem transformacji, który Jej natchnieniem dotyka wszystkich ludzi na ziemi bez żadnych barier i bez względu na region ziemi, jego kulturę, rasę ludzką, religię bądź wyznanie. Natchnienie to wyraża ogromną siłę spokoju, który dotyka wszystkich, którzy tej piosenki słuchają, poprzez ludzki umysł, ludzkie serce i ludzką duszę. (mój tekst i moja interpretacja wspomnianego wywiadu)

Ucz się więc poniższych prawd życiowych przy niesamowitym brzmieniu muzycznym utworu stworzonego dla spokojnych, opanowanych, a jednocześnie najsilniejszych duchem i odwagą ludzi tego świata , - Gladiatorów. To jakże wymowny mój dla Ciebie dar. Buduj więc przeze mnie nim wspierany siłę Swoją przy jego akompaniamencie i siłą jego brzmienia, duchowej mocy i spokoju, pokonuj kolejne stopnie swojej wolności!. Niech Ci się szczęści już zawsze, a w chwilach jakiegokolwiek zwątpienia, wracaj do tego muzycznego arcydzieła, wraz z nim przenoś się choćby na krótką chwilę w krainę transformacji z Bogiem, czerp z niej siły do własnych działań wszelkich, ... WZACNIAJĄC UTWOREM TYM DUCHA SWOJEGO ZAWSZE WTEDY, KIEDY TYLKO JEST TO MOŻLIWE, LUB KIEDY CZUJESZ TAKĄ DUCHOWĄ POTRZEBĘ i Z W Y C I Ę Ż A J

„…Kiedy czujesz się przegrany, wydaje ci się, że nie ma już żadnej nadziei, ale jeśli wierzysz, nic nie jest w stanie cię pokonać…”
( Michael Jackson i Lionel Richie)

.........................................................




Nie da się przejść jednym zdaniem obok tragedii jaka wydarzyła się w nocy z 28/29.04.2018 o godzinie 2:30 czasu brytyjskiego, - o której sygnalizowałem w publikacji majowej, - po wielomiesięcznych cierpieniach i horrorze jaki przeszli Rodzice dwuletniego Alfiego Evansa w Wielkiej Brytanii, a który jest symbolem państwowego brytyjskiego bestialstwa w tej jakże ponurej i ciemnej brytyjskiej urzędowej bezdusznej bezwzględności, zakończonej jakże tajemną…(?), bezwzględnie wymuszoną ludzkim bestialstwem śmiercią dziecka!

I co? Od tamtego czasu z dnia na dzień zapadłła wszechstronna cisza w całym medeialnym świecie na wszystkich świata tego kontynentach??? Gdzie są wszystkie tzw. „humaniterne” organizacje tego świata, wywołujace rewolucyjny wręcz raban przy wszelkich niedomagań związanych z naturą? Czyżby najwyższe naturalne osiągnięcie i ewenement tego świata, jakim i którym niewątpliwie jest człowiek, z natury wyłączone już zostało? Ale po kolei...

Poniżej, szczegóły wprost niewiarygodnej sprawy. Sprawy, która odbywała się na oczach całego medialnego świata 21 wieku, o której informowałem już krótką notatką w swojej cyklicznej publikacji poprzedniej, - majowej.

Rodzice Alfiego Evansa walczą o życie dziecka. Lekarze chcą pozwolić mu umrzeć


eutanazja / Źródło: PAP/EPA / OLIVIER HOSLET

• AUTOR:ZOFIA MAGDZIAK

Dodano 6 lutego 2018, 21:38 0 9 16 2240

W Wielkiej Brytanii ponownie rozgorzała dyskusja o prawie rodziców do decydowania o życiu dziecka. Lekarze z Alder Hey Childrens Hospital podjęli decyzję o zaprzestaniu leczenia małego Alfiego Evansa, ale rodzice 20-miesięcznego chłopca się nie poddają.
Rodzice 20-miesięcznego Alfiego Evansa są załamani, ale wciąż walczą o życie swojego dziecka przez sądem. Proces w sprawie prawa 21-letniego Toma Evansa i 20-letnie Kate James do podtrzymywania ich syna przy życiu trwa przed sądem rodzinnym w Liverpoolu. Przesłuchania będą kontynuowane w najbliższych dniach, ale na razie szanse na pozytywną dla rodziców dziecka decyzję zdają się niewielkie.

Bez nadziei na wyzdrowienie

Alfie Evans znajduje się obecnie w Alder Hey Childrens Hospital w Liverpoolu. – Jednym z problemów w tej sprawie jest to, że kiedy rodzice patrzą na niego, to pomijając całą aparaturę pomagającą mu oddychać i jeść, jest słodkim, pięknym i normalnie wyglądającym dzieckiem – mówił w sądzie przedstawiciel szpitala.
Ale sytuacja 20-miesięcznego chłopca nie jest normalna, ani stabilna. Dziecko nie może samodzielnie oddychać, nie jest w stanie jeść, a lekarze jego stan oceniają jako głęboką śpiączkę, w której chłopiec prawdopodobnie nic nie czuje i nie ma z nim kontaktu. Przedstawiciele szpital gdzie znajduje się chłopiec, określają jego stan jako wegetatywny i nie dają mu szans na poprawę.
Chociaż lekarze chociaż nie umieją dokładnie zdiagnozować co dolega chłopcu, są zdania, że w wyniku wielu zaburzeń neurologicznych, jego mózg został poważnie uszkodzony. Z tego powodu władze szpitala zwróciły się do sądu z prośba o odebranie rodzicom prawa do decydowania o losie chłopca, aby lekarze mogli odłączyć chłopca od aparatury podtrzymującej życie. Dla 20-miesięcznego Alfiego Evansa oznacza to śmierć w ciągu kilku minut, gdyż dziecko nie jest w stanie samodzielnie oddychać.

Gdzie jest życie, jest nadzieja

Podobnie jak ubiegłoroczna sprawa 11-miesięcznego Charliego Garda, tak również historia Alfiego Evansa podzieliła brytyjskiego społeczeństwo. Pod szpitalem, gdzie jeszcze wciąż znajduje się chłopiec, oraz sądem, gdzie trwa proces w sprawie Alfiego Evansa i praw jego rodziców, protestują obrońcy życia. "Armia Alfiego" – jak nazywają siebie działacze pro-life, mają na transparentach hasła "Gdzie jest życie, tam jest nadzieja" czy po prostu "Uratujmy Alfiego Evansa".
W mediach społecznościowych pojawiają się cały czas informacje o stanie chłopca oraz postępach w procesie. Rodzice dziecka chcą przetransportować je do szpitala w Rzymie, gdzie jego terapia mogłaby być kontynuowana. Lekarze w Alder Hey Childrens Hospital nie chcą się na to jednak zgodzić, ponieważ uznają, że nie leży to w "najlepszym interesie dziecka".
Apelują też o jak najszybsze odłączenie dziecka od aparatury ponieważ jak stwierdził przedstawiciel szpitala, zespół zajmujący się chłopcem stwierdził, że podtrzymywanie dziecka przy życiu nie ma sensu ze względu na brak perspektyw na wyzdrowienie.
Proces będzie kontynuowany w najbliższych dniach.
/ Źródło: liverpoolecho.co.uk, mirror.co.uk
/ kga
…………………………………..
Brytyjski sąd zgadza się na śmierć dwulatka. „Rodzice są zdruzgotani i przerażeni”


20-miesięczny Alfie Evans wciąż znajduje się w szpitalu Alder Hey Childrens Hospital / Źródło: Facebook / Save Alfie Evans

• :DORZECZY.PL
Dodano 17 kwietnia 2018, 17:18 8 16 38 4144
Czy rodzice Alfiego Evansa mogli wcześniej zabrać go ze szpitala? Być może tak, ale zanim sprawa zrobiła się głośna, Tom Evans i Kate James nie mieli tak silnego wsparcia społecznego i nie byli w stanie zapewnić swojemu synowi odpowiedniej opieki poza Alder Hey Childrens Hospital. Czy mogą go zabrać teraz, żeby dalej walczyć o jego zdrowie i życie? Sąd zdecydował, że nie. O sprawie 23-miesięcznego Alfiego Evansa rozmawialiśmy z Kariną Walinowicz, dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

DoRzeczy.pl: Kilka miesięcy temu rozmawialiśmy o sprawie Charliego Garda, dzisiaj o małym Alfim Evansie – obydwie te sprawy dzieją się w Wielkiej Brytanii, obydwie dotyczą poważnie chorych dzieci. Co jeszcze je łączy?

Karina Walinowicz:
Przede wszystkim spaja je fakt, że rodzicom odebrano prawo do walki o życie ich dzieci i szanse na skorzystanie z alternatywnego leczenia. W obu tych przypadkach lekarze nie potrafili ich leczyć czy nawet prawidłowo zdiagnozować, jak w przypadku Alfiego, ale nie dopuścili też takiej możliwości ze strony innych lekarzy, specjalistów w danych dziedzinach. Najpierw była sprawa Charliego Garda, teraz jest mały Alfie Evans, również w międzyczasie, po cichu przeszła historia jeszcze jednego dziecka – Isaiaha Haastrupa, który niestety zmarł, a w zasadzie można powiedzieć, że został zabity, bo po odłączeniu od respiratora, dziecko ku zdziwieniu szpitalnego personelu żyło samodzielnie przez następne siedem godzin. Zmarło na oczach rodziców, dusząc się śliną, której nie było w stanie samodzielnie przełykać.
Te historie zmuszają do postawienia pytania dokąd zmierza współczesny świat. Obecnie podobna sytuacja byłaby nie do pomyślenie w Polsce, ale już w Wielkiej Brytanii tak. Kiedy szukaliśmy Alfiemu miejsca w polskich szpitalach, lekarze z którymi rozmawiałam, na tę historię reagowali zdumieniem. A czy rodzice nie mogą go po prostu wypisać na życzenie – pytali. No właśnie, dlaczego jest to niemożliwe? Czy można być więźniem szpitala, w którym zamiast pomocy spotka nas przymusowa śmierć? To się niestety dzieje i te kilka nagłośnionych przypadków to jedynie kropla w morzu. Tych sytuacji, kiedy pacjent, nawet ten najmniejszy, bez własnej woli czy bez zgody rodziny, jest więziony się w szpitalu i zostawiany na śmierć w świetle prawa, jest więcej.
Alife Evans jest więc w takiej samej sytuacji jak Charlie Gard czy Isaiah Haastrup?
Sytuacja zdrowotna obu chłopców – Charliego Garda i Alfiego Evansa, jest bardzo różna, chociaż ich historie prowadzą do jednego wniosku. Jeśli chodzi o Charliego, to chłopiec miał bardzo ciężkie schorzenie mitochondrialne, jego stan nie rokował powrotu do zdrowia, a osią sporu była szansa na zastosowanie eksperymentalnego leczenia. Ostatecznie jednak, z powodu przeciągających się procesów i walki w sądzie, minęło tzw. okienko szansy – ten czas kiedy leczenie mogło pomóc. A warto pamiętać, że miał się tym zajmować światowej sławy lekarz – Michio Hiran, doświadczony w wyprowadzaniu dzieci do lepszego stanu zdrowia, tak by mogły dalej żyć.
Jeśli chodzi natomiast o małego Alfiego to on nie został w pełni zdiagnozowany, lekarze nie wiedzą tak naprawdę co mu jest, nie wiedzą jak go dalej leczyć, ale podejmują decyzje. To jest bulwersujące.
Podobnie było w przypadku Isaiah. Chłopiec po odłączeniu od aparatury żył samodzielnie przez siedem godzin. Rozmawiałam z osobami, które wspierały rodzinę i małego Isaiah. Te osoby mówiły mi, że chłopiec nie przeżył, bo długo bym zaintubowany i jego organizm nie dał sobie sam rady. Ale gdyby miała miejsce odpowiednia opieka lekarzy, chłopiec mógłby żyć. Inaczej mówiąc, Isaiah nie umarł dlatego, że nie był w stanie samodzielnie żyć, tylko dlatego, że lekarze nie chcieli już go ratować. Zresztą w ekspertyzach od lekarzy spoza szpitala, gdzie leczony był chłopiec, wykazywano wiele błędów. Chociaż szpital trzymał jedną linię, to lekarze z zewnątrz wskazywali inne diagnozy niż personel placówki. Pojawiały się tam znaczące rozbieżności.
Skąd więc decyzje lekarzy, w tych opisywanych przez Panią historiach, aby zrezygnować z walki o życie małych pacjentów?
W tych przypadkach lekarze kierują się nieuprawnionym osądem, dotyczącym tego czy życie danego pacjenta jest na tyle wartościowe by był sens je ratować, i przyznają sobie wyłączne prawo by o tym decydować. Kiedy uznają, że ze względu na prognozowaną „niską jakość” życia pacjenta, w jego „najlepszym interesie” nie jest podejmowanie dalszych starań, aby to życie podtrzymywać, mogą nawet mimo oporu rodziny, także w sytuacji kiedy życie chorego nie jest bezpośrednio zagrożone, a pacjent nie cierpi, podjąć decyzję w rzeczywistości o jego zabiciu.
W te dyskusje często próbuje się też wpleść wątek tzw. uporczywej terapii, kiedy dochodzi do sytuacji, że każde kolejne działanie służy jedynie sztucznemu podtrzymaniu życia, które i tak w krótkim czasie się skończy jednocześnie przy niewątpliwym przedłużaniu cierpienia. Trzeba jednak podkreślić, że uporczywą terapią nie jest szukanie alternatywnych sposobów leczenia, w momencie gdy pacjent rośnie i się rozwija, jak w przypadku wspomnianych dzieci. Tu często dochodzi do zamieszania w prawidłowym rozróżnieniu tych sytuacji. Natomiast niezależnie od tego, że tzw. uporczywa terapia stanowi moralne uzasadnienie dla dopuszczalności zaprzestania leczenia – to każdy ma do niej prawo. Nie można wbrew woli pacjenta pozbawić go szansy na leczenie. Lekarz może się takiego leczenia nie podjąć, ale nie może „więzić” pacjenta uniemożliwiając mu do szukanie pomocy u innego.
Jak często zdarzają się takie sytuacje, o ilu takich historiach wiemy?
Takie sytuacje to na pewno nie tylko dwa, trzy przypadki, ale wręcz przeciwnie. W większości przypadków w Wielkiej Brytanii, kiedy lekarze stwierdzają ciężką chorobę dziecka i informują o tym rodziców, ci nie walczą, tylko zgadzają się z diagnozą lekarzy. Wtedy dziecko jest uśmiercane za zgodą najbliższych, a przecież mogłoby dalej żyć i być leczone. Nie wiadomo tak naprawdę, ile dzieci, które mogły żyć, rozwijać się, być kochane i wspierane przy ich niepełnosprawności, zostało w ten sposób zabitych.
Musimy także pamiętać, że prawo leczenia siebie czy swojego dziecka, powinno być nienaruszalne. Pamiętajmy, że generalnie prawa rodziców mogą być ograniczane tylko w momencie, kiedy ze strony rodziców dziecku grozi jakaś obiektywna krzywda, a tutaj nie ma podstawy do takiego stwierdzenia. W tych historiach chodzi o rodziców, którzy walczą o swoje dzieci i o zapewnienie im lepszej opieki, lepszego życia, wbrew woli lekarzy i sądu.
A dlaczego o tych sprawach, mówimy w zasadzie tylko w w kontekście Wielkiej Brytanii?
Sprzyja temu brytyjski system opieki zdrowotnej, ale te same problemy mogą się pojawiać też w innych państwach – między innymi tam, gdzie powszechna i legalna jest eutanazja. Bo te dwie sprawy są ze sobą powiązane, a walka o zgodę na śmierć tych dzieci to odprysk od większego problemu. Często było tak, że osoby zaangażowane po stronie szpitala i lekarzy w sprawie Charliego Garda czy Alfiego Evansa, były i są zaangażowane właśnie w promowanie eutanazji.
W obydwu historiach faktycznie pojawiają się nazwiska działaczy na rzecz legalizacji eutanazji, którzy aktywnie działają przeciwko utrzymaniu tych dzieci przy życiu.
Obecność tych osób wpisuje się w szerszą narrację. Wiadomo bowiem, że wielu rzeczy nikt nie powie wprost, ale będzie się je wprowadzać tylnymi drzwiami. Jeśli zapytamy bezpośrednio, to wiadomo przecież, że większość społeczeństwo nie jest „za” stosowaniem eutanazji czy aborcji. Stąd wynikają próby pokazania tych zjawisk jako czegoś dobrego – uśmierzania bólu, kończenia cierpienia. Próbuje się je łagodzić, znieczulić społeczeństwo, także poprzez wprowadzanie tych pojęć do debaty publicznej – i to już dzieje się nie tylko wobec osób starszych, ale też wobec bezbronnych noworodków. Zamiast leczyć albo szukać sposobu, aby te osoby mogły dalej żyć i być kochane, szuka się sposobu i usprawiedliwienia na zakończenie ich życia.
Pojawia się więc pytanie, czy ten konflikt bardziej dotyczy tego co faktycznie jest w „najlepszym interesie” dziecka czy problemu jakim jest dla rodzin i społeczeństwa, opieka nad osobami chorymi i potrzebującymi.
Te historie, to faktycznie przejaw bardziej złożonego problemu – panuje przecież tzw. kultura śmierci. Promowany jest konsumpcyjny tryb życia, a jeśli w naszym życiu występuje jakiś problem czy cierpienie, to powinniśmy się go jak najszybciej pozbyć – bez walki, bez możliwości przeżycia tych trudności, starań o wyzdrowienie czy pogodzenia się z tym jak jest. Dzięki historiom Charliego Garda czy Alfiego Evansa, ludzie rozmawiają o tych trudnych tematach. To jest chyba jedyny pozytywny element tej sytuacji, bo to pocieszające, że ludzie są oburzeni, dyskutują i sprawa nie jest zamiatana pod dywan.
Czy są więc szanse na to, że ta dyskusja pozytywnie wpłynie na postrzeganie problemu niepełnosprawności czy pomagania chorym?
Mam taką nadzieję. Z jednej strony mamy bowiem prawników i ekspertów, którzy sprzeciwiają się dalszemu leczeniu dziecka i sąd, który nie przyjmuje żadnych racjonalnych argumentów, a z drugiej rodziców, których popiera znaczna część społeczeństwa. Ludzie angażujący się w tę sprawę są bardzo aktywni, wywierają presję.
Dzięki tym działaniom oraz dzięki akcjom w mediach społecznościowych rodziców i bliskich tych dzieci, ludzie wiedzą na bieżąco co się dzieje. Kiedy na przykład Tom Evans próbował zabrać Alfiego ze szpitala, przed placówką protestowało dwa tysiące osób. Sprawą zainteresował się nawet papież Franciszek, który dwa dni temu modlił się za małego Alfiego, oraz brytyjscy europosłowie, którzy osobiście zaangażowali się w walkę o życie chłopca. Jeden z nich sam nawet negocjował ze szpitalem przesunięcie daty odłączenia chłopca od aparatury. Wiadomo jednak, że pomimo ustaleń, lekarze zwrócili się w tym samym czasie do sądu o zgodę na natychmiastowe odłączenie chłopca od aparatury podtrzymującego go przy życiu. Ta walka jest bardzo nieczysta.
Kilka dni temu, w internecie pojawił się poruszając film, na którym ojciec Alfiego Evansa próbuje zabrać chłopca ze szpitala. Tom Evans ma wszystkie niezbędne dokumenty, ale mimo to zostaje zatrzymany przez policję i personel medyczny. Jak to możliwe?
Sąd działa w tej sprawie bardzo arbitralnie. Nie docierają do niego żadne argumenty. Zespoły prawników, którzy zajmują się sprawą Alfiego Evansa wielokrotnie odwołując się się od decyzji sądu, próbują rożnych kroków prawych i trudno jest zrozumieć jak sąd mając takie materiały, nie zmienia swojej decyzji. Szczególnie, że pojawiają się liczne ekspertyzy sprzeczne z linią szpitala – ale sąd ich nie przyjmuje. Trudno to uzasadnić.
Na wspomnianym filmie, widać jak ojciec Alfiego – Tom Evans, próbuje wydostać dziecko ze szpitala. Zgodnie z procedurami, mężczyzna wcześniej wypowiedział szpitalowi upoważnienie opieki na dzieckiem i od razu przekazał je drugiemu zespołowi medyków, którzy mieli przetransportować chłopca do szpitala w Rzymie. Tom Evans miał do tego odpowiednie dokumenty, w tym argumentację prawną, ale został powstrzymany przez personel szpitala i policję. Wiadomo było przecież, że rodzice nie będą szarpać się z policjantami.
A czy znając brytyjskie prawo i chociażby wspomniane przez Panią historie Charliego Garda czy Isaiah Haastrup, rodzice Alfiega nie powinni byli wcześniej zabrać go z tego szpitala, a być może nawet z kraju?
Trudno powiedzieć co powinni zrobić. Wcześniej Tom Evans i Kate James nie mieli takie wsparcia jak teraz, przede wszystkim nie mieli dostępu do takiego zaplecza medycznego, wsparcia społecznego i finansowego. Od kilku miesięcy, w sprawie Alfiego działa wielu ludzi – w Wielkiej Brytanii, Włoszech czy w Polsce, ale na początku rodzice chłopca byli przecież sami.
Wiem, że miała Pani kontakt z rodzicami Alfiego. Jak oni sobie radzą z tą sytuacją?
Są zdruzgotani, przestraszeni i niepewni. Potrzebują wsparcia, bo obecnie, są całkowicie zależni od pomocy. Musimy pamiętać, że rodzice Alfiego to ludzie bardzo młodzi – mają dwadzieścia i dwadzieścia jeden lat, są jeszcze niewykształceni, podatni na różnego rodzaju manipulacje, a to co ich spotkało, to wielkie wyzwanie i sytuacja, która ich chwilami przerasta. Na szczęście są w tym wszystkim bardzo dzielni i mogą liczyć na wsparcie tysięcy ludzi.
/ Źródło: DoRzeczy.pl
………………………………….
Alfie Evans odłączony od aparatury medycznej. Rodzice proszą o modlitwę

DoRzeczy
DoRzeczy 24.04.20128

Wbrew woli rodziców, pomimo protestów i przyznania włoskiego obywatelstwa, lekarze podjęli decyzję o odłączeniu 23-miesięcznego chłopca od aparatury medycznej. Alfie Evans oddycha samodzielnie od godz. 21 czasu lokalnego. Nie poddaje się.

O odłączeniu chłopca od aparatury poinformował portal LifeSiteNews.com. Stało się to mimo licznych protestów, a także zaangażowania samego papieża Franciszka. Chłopcu przyznano nawet włoskie obywatelstwo i specjalną wizę dyplomatyczną, które miały pozwolić na bezpieczny transport do Rzymu. Lekarze nie dopuścili do tego i wczoraj - po rozmowie z rodzicami, ich pełnomocnikiem i ambasadorem Włoch - odłączyli chłopca od respiratora.

Alfie Evans jest teraz ze swoimi rodzicami. Ojciec chłopca opublikował w sieci film ze szpitalnej sali. Alfie jest już po odłączeniu aparatury. Niw wiadomo, jak długo uda mu się samodzielnie oddychać. Rodzice proszą o modlitwę.„Teraz modlimy się mocno, aby Justice Hayden uwolniła Alfiego. W przeciwnym wypadku Alfie umrze. Proszę, módlcie się. Możecie modlić się w domu, w swoim samochodzie i w pracy. Zachęcam wszystkich, aby stanęli razem po stronie Alfiego. Módlcie się mocno, aby chronić to małe, niewinne błogosławione dziecko” – powiedział Thomas Evans.

© Instagram/alfiesarmy Niespełna dwuletni Alfie Evans cierpi na schorzenie neurologiczne, wobec którego lekarze pozostają bezradni.

Alfie Evans trafił do szpitala w grudniu 2016 r. Zdiagnozowano u niego chorobę zwyrodnieniową mózgu. Lekarze w Liverpoolu twierdzą, że nie da się go uratować i zapowiedzieli odłączenie go od aparatury. Przeciwko temu od początku protestowali rodzice chłopca.

W lutym angielski sąd wyższej instancji High Court of Justice zadecydował o zaprzestaniu leczenia chłopca w szpitalu Alder Hey i odłączeniu go od aparatury. Rodzice wnieśli skargę, ale odrzucił ją Sąd Apelacyjny. Sprawy nie chciał ponownie rozpatrzeć Sąd Najwyższy Zjednoczonego Królestwa. Dodatkowo ich sprawę odrzucił również Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.
………………………………
Prezydent Duda: Alfie musi zostać ocalony. Modlimy się za Ciebie

25 kwiecień, 16:51

Sprawa Alfiego Evansa - dwulatka z Wielkiej Brytanii cierpiącego na poważne uszkodzenie mózgu budzi ogromne emocje. Głos zabrał nawet prezydent RP Andrzej Duda. „Alfie Evans musi zostać ocalony. Modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!” – napisał Andrzej Duda na Twitterze. Komunikat został zamieszczony po angielsku. Solidarność z rodziną Alfiego okazują także Polacy - pod brytyjskimi konsulatami w Krakowie i w Lublinie pojawiły się misie i znicze.


„Alfie Evans musi zostać ocalony. Jego dzielne małe ciało udowodniło ponownie, że cud życia potrafi być silniejszy od śmierci. Być może to, czego trzeba, to odrobina dobrej woli ze strony osób decyzyjnych. Alfie, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!” – napisał Andrzej Duda w języku angielskim na swoim profilu na Twitterze.

Wypowiedź prezydenta Andrzeja Dudy na temat Alfiego Evansa spotkała się z szerokim odzewem internautów. Wielu z nich chwali prezydenta za zabranie głosu. Inni piszą, że powinien przekuć słowa w konkretne działania. Są też tacy, którzy zwracają uwagę, że prezydent powinien pamiętać także o chorych dzieciach Polski i ich rodzicach, którzy organizują zbiórki pieniędzy na leczenie w Internecie.
………………………………..
Chory Alfie nie poleci do Włoch. Lekarze wydali oświadczenie 25 kwiecień 04:41

Sąd rodzinny w Manchesterze odrzucił we wtorek wniosek rodziców niespełna dwuletniego Alfiego Evansa o zgodę na przewiezienie chłopca do Włoch w celu dalszego podtrzymywania jego życia. Sędzia przychylił się do opinii lekarzy, że taki ruch byłby zbyt niebezpieczny dla zdrowia i życia dziecka. (bo zabijać mogą oni, nie przypadki - mój autorski wtręt). Informację o decyzji sądu podał serwis internetowy BBC. Decyzja sędziego jest o tyle paradoksalna, że w Anglii lekarze odłączyli chłopca od aparatury po to, żeby umarł.

Tom Evans z synkiem Foto: Alfies Army Official / Facebook
Szpital Alder Hay w Liverpoolu poinformował w oświadczeniu, że brytyjski sąd zdecydował o kontynuacji planu paliatywnego dla Alfiego Evansa, który został przygotowany przez lekarzy, odrzucając możliwość przewiezienia go do Włoch. Jak podkreślono, sędzia ocenił, że takie rozwiązanie jest w najlepszym interesie Alfiego.

Zgodnie z brytyjskim prawem, lekarze występują jako reprezentanci interesu dziecka, który nie zawsze musi być zbieżny z opinią rodziców. – Naszym głównym priorytetem pozostaje zapewnienie, że Alfie otrzymuje opiekę, na którą zasługuje, aby zapewnić zachowanie jego komfortu, godności i prywatności – napisano, dodając, że takie rozwiązanie zakłada bliską pracę z rodzicami dziecka Kate i Tomem, którzy spędzają z nim cenny czas.

Jednocześnie szpital zaapelował o szacunek dla pracowników, a także pacjentów i ich rodzin w tym trudnym czasie, podkreślając, że sytuacja jest ekstremalnie trudna dla wszystkich, których dotyczy. Łamie serca jego rodziców, ale jest też emocjonalnie trudna dla lekarzy i pielęgniarek zajmujących się jego opieką.

W trakcie wtorkowej rozprawy sądowej rodzice dziecka wnioskowali o wyrażenie zgody na przewiezienie chłopca do Włoch w celu dalszego leczenia w watykańskim szpitalu Bambino Gesu w Rzymie. Włoskie ministerstwo spraw zagranicznych zdecydowało nawet w poniedziałek wieczorem o pilnym nadaniu mu włoskiego obywatelstwa i zapewniło o gotowości przewiezienia go do kraju w dowolnym momencie.

Szpital Alder Hay w Liverpoolu poinformował w oświadczeniu, że brytyjski sąd zdecydował o kontynuacji planu paliatywnego dla Alfiego Evansa, który został przygotowany przez lekarzy, odrzucając możliwość przewiezienia go do Włoch. Jak podkreślono, sędzia ocenił, że takie rozwiązanie jest w najlepszym interesie Alfiego.

Zgodnie z brytyjskim prawem, lekarze występują jako reprezentanci interesu dziecka, który nie zawsze musi być zbieżny z opinią rodziców. – Naszym głównym priorytetem pozostaje zapewnienie, że Alfie otrzymuje opiekę, na którą zasługuje, aby zapewnić zachowanie jego komfortu, godności i prywatności – napisano, dodając, że takie rozwiązanie zakłada bliską pracę z rodzicami dziecka Kate i Tomem, którzy spędzają z nim cenny czas.

Jednocześnie szpital zaapelował o szacunek dla pracowników, a także pacjentów i ich rodzin w tym trudnym czasie, podkreślając, że sytuacja jest ekstremalnie trudna dla wszystkich, których dotyczy. Łamie serca jego rodziców, ale jest też emocjonalnie trudna dla lekarzy i pielęgniarek zajmujących się jego opieką.

W trakcie wtorkowej rozprawy sądowej rodzice dziecka wnioskowali o wyrażenie zgody na przewiezienie chłopca do Włoch w celu dalszego leczenia w watykańskim szpitalu Bambino Gesu w Rzymie. Włoskie ministerstwo spraw zagranicznych zdecydowało nawet w poniedziałek wieczorem o pilnym nadaniu mu włoskiego obywatelstwa i zapewniło o gotowości przewiezienia go do kraju w dowolnym momencie.

Starania o uratowanie dziecka znana placówka pediatryczna podjęła na polecenie papieża Franciszka, który w ubiegłą środę przyjął na audiencji ojca Alfiego. Według relacji lokalnych mediów, sąd odrzucił jednak wniosek o przewiezienie dziecka, przychylając się do opinii lekarzy, że u chłopca doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu, które pozbawiły go zmysłów wzroku, słuchu, smaku i czucia, a dalsza terapia "nie jest w jego najlepszym interesie" i może być nie tylko "daremna", ale także "nieludzka".

Odnosząc się do proponowanego przewozu chłopca do Rzymu, zespół medyczny szpitala miał wskazywać m.in. na to, że próba przewiezienia dziecka może doprowadzić do jego zapaści w trakcie podróży i bolesnej śmierci, a rzymski szpital mógłby zaoferować jedynie opiekę paliatywną.

Krótko przed publikacją oświadczenia Alder Hey, ojciec Alfiego zamieścił na Facebooku krótki wpis, w którym napisał, że chłopiec "jest od 23 godzin pozbawiony żywności". "W jaki sposób to jest ludzkie, gdzie jest jego godność?" - pytał. Wcześniejsze informacje od lekarzy sugerowały, że dziecko otrzymuje tlen i wodę. Alfie przebywa w Alder Hey od grudnia 2016 roku. Cierpi na ciężką, niezdiagnozowaną dotąd chorobę neurologiczną.

Odłączyli maluszka od aparatury. Ojciec twierdzi, że jego synek żyje
Ma 23 lata, a śpi w dziecięcym łóżeczku i nosi pieluchy

pom, BBC, PAP
………………………………
Polska lekarka, która zajmowała się Alfiem: nie jest to dziecko umierające

Fakt
AZA, RadioWnet.pl 26.04.2018


© Dostarczane przez Fakt

Historią Alfiego Evansa żyją miliony ludzi na całym świecie. Dwuletni Brytyjczyk cierpi na poważne uszkodzenie mózgu spowodowane nieznaną chorobą neurologiczną. Na mocy decyzji sądu chłopczyk został odłączony od aparatury podtrzymującej życie. Choć od tego momentu minęły już cztery dni, to chłopiec nadal żyje. Czy decyzja lekarzy i sądu była słuszna? Izabela Pałgan, polska lekarka, która diagnozowała chłopca, nie ma wątpliwości: - Z pewnością nie jest to dziecko umierające - powiedziała na antenie Radia Wnet.
Rodzice Alfiego Evansa jakiś czas temu poprosili dr Izabelę Pałgan o zdiagnozowanie ich syna. Według lekarki, najbliżsi dziecka chcieli zweryfikować orzeczenia brytyjskich lekarzy u innych specjalistów, w tym spoza swojego kraju. - Zostałam poproszona przez rodziców Alfiego, czy mogę zobaczyć dziecko i ocenić jego stan – powiedziała dr Pałgan w rozmowie z Radiem Wnet.

Lekarka jest przekonana, że lekarze ze szpitala w Liverpoolu popełnili błąd, występując do sądu o zgodę na odłączenie dziecka od aparatury medycznej. - Dziecko nie jest dzieckiem umierającym, w skali pediatrycznej Glasgow ocenione zostało na 8-9 punktów, więc nie jest to stan śmierci mózgu. Dziecko reaguje na głos ojca, okresowo otwiera oczy, przy podawaniu smoczka zaciska usta. Rodzice twierdzą, że nawiązuje z nimi kontakt. Gdy do niego mówią, odczuwają, że dziecko odczuwa emocje. Z całą pewnością nie jest to dziecko umierające - twierdzi dr Pałgan.

Lekarka przekonuje, że w Polsce i innych krajach Europy takie dzieci objęte są opieką paliatywną lub domową. - Są przecież domowe respiratory, czy też (podobne urządzenia - red.) w hospicjach. Można też jeszcze próbować diagnozować. Zapewnia się im komfort aż do naturalnej śmierci. Nie ma czegoś takiego, że dziecko zostaje odłączone na życzenie lekarzy. Jest to nie do przyjęcia - uważa bydgoska pediatra.

Według Izabeli Pałgan, w przypadku Alfiego nie można mówić o uszkodzeniu pnia mózgu dziecka. - Okazało się, że może samodzielnie oddychać. W badaniu rezonansu mózgu nie widać cech uszkodzenia pnia mózgu. To potwierdza, że dziecko nie jest w stanie terminalnym. To potwierdza, że na pewno tamci lekarze się mylą - ocenia lekarka.

Izabela Pałgan jest oburzona decyzją sądu i lekarzy, którzy skazali dwulatka na śmierć. - Tam dziecko zostało wręcz uwięzione. Odmówiono rodzicom przeniesienia dziecka do innych szpitali, które zaoferowały pomoc. To jest pogwałcenie praw człowieka, praw do życia, praw rodziców. Nie do pomyślenia.

Podobnego zdania są miliony ludzi na całym świecie, którzy pilnie śledzą losy dwulatka i solidaryzują się z jego rodziną. W mediach społecznościowych powstały setki grup i stron wsparcia dla Alfiego. Pod brytyjskimi konsulatami w Krakowie i w Lublinie pojawiły się misie i znicze. Głos zabrał nawet prezydent RP Andrzej Duda. „Alfie Evans musi zostać ocalony. Modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!” – napisał Andrzej Duda na Twitterze. Komunikat został zamieszczony po angielsku.

Sprawa Alfiego Evansa budzi kontrowersje od 2016 roku. Od tego czasu chłopiec cierpiący na poważne uszkodzenie mózgu przebywał w szpitalu w Liverpoolu, gdzie był podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Brytyjski sąd pomimo protestów rodziców zdecydował, że chłopca należy odłączyć od sprzętu.
Niedługo potem ojciec chłopca poinformował, że Alfie Evans po odłączeniu od aparatury zaczął oddychać samodzielnie. Wtedy chłopcu ponownie podano tlen i wodę. W walkę o ocalenie Alfiego zaangażowały się władze Włoch, które nadały mu obywatelstwo, aby mógł przyjechać tam na leczenie. Brytyjscy lekarze nie wyrazili jednak na to zgody tłumacząc, że jest to niebezpieczne dla życia i zdrowia dziecka, choć wcześniej odłączyli go od aparatury, co miało spowodować jego śmierć.

z.w./ PRAWDZIWY DOM WARIATÓW ? NIE. TO ZWYCZAJNA, GŁEBOKO ZABAGNIONA i ZAPAPRANA BRYTYJSKA RZECZYWISTOŚĆ, KTÓREJ ŚWIAT JESZCZE ZUPEŁNIE NIE KUMA.
………………………………………………..

OPRAC. TOMEK ORSZULAK 01.05.2018 / 07:30

Śmierć Alfiego Evansa. "Bezprecedensowe" ataki na personel szpitala Alder Hey w Liverpoolu

Władze szpitala Alder Hey chcą zaostrzyć środki bezpieczeństwa. Personel medyczny jest bowiem atakowany po śmierci Alfiego Evansa. Setki osób, które protestowały przed placówką, próbowały siłą dostać się do budynku.

Szpital Alder Hey, którego pacjentem był Alfie Evans (PAP/EPA, Fot: Peter Powell)
R
E
Peter-Marc Fortune przyznał na konferencji prasowej, że "zaostrzenie środków bezpieczeństwa jest bardzo prawdopodobne". "Jeśli do tego dojdzie, będzie to niestety szkodliwe dla dzieci, bo chcemy sprawić, by szpital był dla nich najmniej stresującym miejscem jak tylko to możliwe" - cytuje słowa rzecznika "The Guardian".

Sprawa Alfiego Evansa wstrząsnęła krajem. Personel szpitala zgłaszał "bezprecedensową" liczbę ataków. Przez ostatnich kilkanaście dni przed szpitalem protestowało setki osób powstrzymywanych przez policję. Wielu z nich próbowało dostać się do placówki siłą. "Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że każda osoba pracująca w tym szpitalu chciała tego samego, dobra tego dziecka" - wyjaśnił Fortune.

Alfie Evans. Podejrzani "zagraniczni lekarze"
R
E
"The Guardian" wskazuje również na jeden ważny szczegół. Rodzina Alfiego Evansa, co najmniej trzykrotnie, odwiedzała dziecko w towarzystwie "przyjaciela rodziny". Za każdym razem był to inny, zagraniczny lekarz. Wykonywane przez nich badania były niezarejestrowane i niezgodne z prawem.

Tragedii rodziny Alfiego Evansa przypatrywał się cały świat. 2-latek przebywał w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu od 2016 roku. Alfie Evans został odłączony od aparatury podtrzymującej życie. Zmarł 28 kwietnia o 3.30 czasu polskiego.


………………………………….
Cejrowski dosadnie o sprawie Alfiego: Państwowa służba zdrowia zachowuje się jak właściciel plantacji niewolników. Ma zostać tutaj i zdychać
26.04.2018


wPolityce.pl
autor: wPolityce.pl/tvp.info

Państwowa służba zdrowia zachowuje się jak właściciel plantacji niewolników. Nie jest na służbie u nas, a przecież to tak powinno być
— powiedział w programie „Minęła 20” (TVP INFO) Wojciech Cejrowski, odnosząc się do sprawy Alfiego Evansa.
Lekarze z tego szpitala przysięgali przed sądem, że umrze w 3 minuty. Sąd powiedział: dobra, zabierzcie mu tę maskę, a jak nie umrze, to mu wstrzyknijcie truciznę, żeby dziecko zdechło. Dziecko nie zdechło w wyniku odebrania wszystkiego. Ten szpital nawet wyniósł kanapę, na której ci rodzice spali nocą, w gabinecie gdzie to dziecko trzymano
— mówił dosadnie Cejrowski.
A jednocześnie kiedy rodzice chcieli to dziecko zabrać z tego szpitala, to szpital mówi: Nie! Ma zostać tutaj i zdychać. A nie chce zdychać i afera w całej Polsce, afera w Wielkiej Brytanii, protesty ludności, a system się opiera. To jest bardzo groźne, także dla dziennikarzy TVN-u. Też macie dzieci- zabierzecie dziecko do szpitala i ono przestaje być waszą własnością, bo szpital mówi, że my zarządzamy
— dodał.
Wojciech Cejrowski zaznaczył, że w tej sprawie nie wypowiedział się żaden brytyjski polityk.
Tego dziecka przeciwko pomocy pilnowało 100 policjantów. Dlaczego żaden polityk brytyjski nie odezwał się w tej sprawie, co tam z tyłu śmierdzi. A czemu królowa nie udzieliła aktu łaski, kiedy sędziowie skazywali to dziecko na śmierć?
— pytał.
…………………………

PRAWDA – SENSACJA - I BESTIALSTWO W JEDNYM…

Alfie Evans zmarł w nocy z 27/28. 04.2018 o 2.30. O śmierci chłopca poinformowali jego rodzice.



Tom Evans, ojciec 23-miesięcznego Alfiego Evansa, napisał na Facebooku, że chłopiec zmarł o 2.30 w nocy z 28/29 kwietnia 2018 czasu brytyjskiego. "Mój gladiator rzucił tarczę i zyskał swoje skrzydła o 2.30. Kocham cię" - pisał Evans.
******************************************************************


<< Oto symbol Brytyjskiego bestialstwa w tej sprawie, choć w wielu innych sprawach również jest nim przepełniony.

Wielka Brytania jest lustrzanym odbiciem całego bestialsko razwiniętego zachodu, który maszeruje w stronę nowej cywilizacji, cywilizacji śmierci, czego potwierdzeniem jest powyższa sprawa, choć nie tylko ta. Wielka Brytania to kraj zacofany moralnie i medycznie (czy jednak tylko w tych sprawach ?), co potwierdzam również autopsją własną.


Czyż nie zastanawiającym jest fakt zupełnego braku jakichkolwiek oficjalnych medialnych głosów ze strony rządowych i urzędowych oficjeli, ale także brytyjskich instytucji poza rządowych Wielkiej Brytanii w tej jakże bulwersującej i bestialskiej wręcz sprawie?
A gdzie echo głosów całego pozostałego świata, także świata medialnego, z wyjątkiem Polski, która bardzo wyraźne, mocne, jednoznaczne I jasne polskie głosy medialne w sprawie tej oddała, choć na tym jedynie nagle poprzestała...?


***
Posiadam dowody na inne sprawy zaświadczające o brytyjskim państwowym bestialstwie stosowanym w brytyjskich wysokich urzędach państwowych. Udostępnię je zainteresowanym bardzo twardym i zdecydowanym na walkę z tym rządowym bestialstwem, dziennikarzom śledczym zarówno brytyjskim jak i polskim, uzbrojonym w profesjonalne, równie twarde zdecydowane zaplecze prawnicze, na określoną domówioną wyłączność, albo inaczej. Także, bardzo poważnie zainteresowanym wyjaśnieniem i rozwiązaniem przestępczego procederu państwowych instytucji rządowych Wielkiej Brytanii, ale też Polskim i innym jeżeli tego typu instytucje w jakichkolwiek krajach istnieją.
KONTAKT: Zdzisław Wojciechowski

mail: intermakbis@wp.pl
tel. Ang. +44/7425407010


UWAGA.

Oczekuję na kontakty z terenu całej Wielkiej Brytanii wszystkich tych osób, które doświadczyły rządowych i urzędowych bestialstw w sprawach bestialstw podobnych oraz dysponują dokumentami owych zdarzeń i ich okoliczności. Tych spraw, pozostawić losowi wyłącznie, nie wolno. Los ich nie zmieni, a zmiana ich, jest koniecznością każdej normalnej ludzkiej społeczności. Brytyjskiej również.

.........................................................

Nasza polska rzeczywistość

NASZ NEWS. To największa afera dot. spółdzielni mieszkaniowych w Polsce! Znany adwokat w mafii, która wyprowadziła 42 miliony złotych!

wPolityce.pl
Zespół wPolityce.03.04.2018 / 15:00

© cba.gov.pl
Sukces warszawskiej prokuratury okręgowej i regionalnej! Śledczy, po kilku latach żmudnego dochodzenia, zakończyli śledztwo w sprawie Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W zorganizowanej grupie przestępczej działali m.in. znany stołeczny adwokat, a prywatnie syn b. prominentnego działacza SLD Marcin. M oraz Krystyna R., b. prezes spółdzielni i inne osoby. Z aktu oskarżenia wynika, że w.w. wyprowadzili ze spółdzielni niemal 42 miliony złotych i narazili spółdzielnie na niebezpieczeństwo wyrządzenia szkód w wysokości 120 milionów złotych. Akt oskarżenia w tej sprawie, która dorównuje nawet dużym aferom reprywatyzacyjnym, trafił do sądu tuż przed Wielkanocą.
Ohydny proceder szajki w białych kołnierzykach był podwójnie szokujący. W wyniku ujawnionych przez śledczych działań oskarżonych, ucierpieli członkowie spółdzielni i mieszkańcy, którzy są w podeszłym wieku, często schorowani, m.in. uczestnicy Powstania Warszawskiego. Prowadzone ze szwajcarską precyzją śledztwo Prokuratury Okręgowej w Warszawie, pod nadzorem stołecznej prokuratury regionalnej, doprowadziło do ukrócenia złodziejskiego procederu.

Mózgiem machinacji w jednej z najbogatszych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce była Krystyna R. Tylko jej zarzucono 35 czynów związanych z pełnieniem prezesa zarządu spółdzielni. Pani prezes na prawo i lewo rozdawała upusty i bonifikaty. Jak działał system? Do Krystyny R. zgłaszały się osoby, które domagały się całkowitego rozliczenia inwestycji, w które zainwestowali swoje pieniądze. Prezes nie chciała rozliczyć się z kosztów i nie chciała przedstawić rozliczeń więc kupowała „milczenie” przy pomocy stosownych bonifikat. Oczywiście ci, którzy nie zgłosili się do gabinetu Krystyny R. musieli ponosić koszta inwestycji przypadające na nich samych i tych, którzy uzyskiwali upusty od prezes spółdzielni. Krystyna R. zaniechała rozliczenia kilku inwestycji i nie wezwała nabywców lokalu do uzupełniania wkładów budowlanych co skończyło się stratami w wysokości niemal 8 milionów złotych! Lekką ręką rozdawała też niezwykle atrakcyjne działki, a nawet rozpoczęte inwestycje! Tak stało się z budów przy ul. Grzybowskiej 6/10a, którą Krystyna R. sprzedała wraz z działką firmie powiązanej z głównym wykonawcą robót budowlanych. Za sprzedaż działki wraz z inwestycją zainkasowano 22 miliony złotych, czyli ponad 6 milionów złotych mniej niż działka wraz z inwestycją była warta.
Pośmiertne premie

Ale myli się ten, kto pomyślałby, że pani prezes myśli tylko o interesach powiązanych ze sobą spółek i osób. Krystyna R. potrafiła tez doskonale zadbać o siebie i to kosztem innych członków spółdzielni. Po śmierci swojego męża Janusza R., wieloletniego prezesa Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, sama sobie przyznała odprawę pośmiertną po mężu w kwocie ponad 388 tys. złotych. Jednocześnie zainkasowała rzekomo nierozliczony wcześniej ekwiwalent urlopowy po nieżyjącym mężu w wysokości 195 tys. złotych, a jakby tego było mało przyznała zmarłemu mężowi (czytaj sobie) premię w wysokości ponad 425 tys. złotych. Co ciekawe, w tym samy czasie, gdy pracownicy spółdzielni prosili Krystynę R. o premie, ta odmawiała, tłumacząc to…”trudną sytuacją finansową spółdzielni”.
Sprytny mecenas z politycznymi koneksjami

Śledczy ujawnili też, że wspólnikiem Krystyny R. w przestępczym procederze miał być znany warszawski adwokat Marcin M., syn b. polityka SLD i przewodniczącego Krajowej Partii Emerytów i Rencistów Tomasza Mamińskiego. Krystyna R. i b. członkini zarządu spółdzielni Agnieszka Ch., gdy kłopoty finansowe spółdzielni nasilały się, a komornicy niemal codziennie pukali do ich gabinetów, podpisały z kancelarią Marcina M. umowę rachunku powierniczego.
Na specjalny rachunek wpłynęło 5 milionów złotych z kont spółdzielni. W akcie oskarżenia czytamy, że Marcin M. nie rozliczył się należycie z powierzonego mu rachunku spółdzielni i miał przywłaszczyć z niego 1 363 531 złotych. Wykorzystywał więc rachunek powierniczy do potrącania z niego środków należnych mu od spółdzielni z tytułu świadczonych usług, ale także na podstawie fikcyjnych umów zlecenia! Mało tego!

Wypłacił z rachunku powierniczego gotówkę w wysokości ponad miliona złotych i przekazał je Krystynie R. Ta nigdy nie rozliczyła się z tych środków. Drogo się tez liczył. Za nieskomplikowane postępowania przed sądem w imieniu spółdzielni zainkasował niemal 2 miliony złotych! Spółdzielnia wybudowała mu willę, którą sprzedano mu poniżej kosztów. Strata spółdzielni tylko w tym jednym przekręcie wyniosła niemal dwa miliony złotych.
Machinacje ze sprzedażą kilku budynków, w które zamieszany ma być Marcin P., skończyły się stratą spółdzielni na kwotę ponad 6,5 miliona złotych! Sam Mec. Marcin M. i Krystyna R. pozostawali z sobą w doskonałych stosunkach, nawet po przedstawieniu im zarzutów. Z informacji, do których dotarł portal wPolityce.pl wynika, że oboje bawili w Tajlandii na urlopie i to w momencie, gdy zajmowała się nimi prokuratura.

Obrót nieruchomościami

Pieniądze z Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej wyprowadzano także przy udziale fikcyjnych umów pośrednictwa w sprzedaży nieruchomości. I tak niejaka Margerytta S. zarobiła ponad 750 tys. złotych mimo, że spółdzielnia nie zawała ani jednej umowy sprzedaży nieruchomości z jej klientami! Sama Krystyna R. także bawiła się w wielki biznes związany z nieruchomościami. Z jakim skutkiem? Oczywiście fatalnym dla finansów spółdzielni. Sprzedała więc cypryjskiej spółce grunt położony przy rogu ulic Grzybowskiej i Jana Pawła II. **Transakcji, w którą zamieszany był inny członek zarządu spółdzielni, Jacek S., dokonano jeszcze w okresie, gdy spółdzielnia nie uzyskała nawet prawa do użytkowania wieczystego tego gruntu! Umowa sprzedaży opiewała na kwotę ok. 35 milionów złotych, ale wartość rynkowa nieruchomości wynosił ponad 40 milionów zł.!

Tajemniczy windykator i dramat lokatorów

Działania Krystyny R. oraz jej wspólników uderzały w uczciwych członków spółdzielni, często ludzi w starszym wieku, schorowanych i bezradnych wobec skali cwaniactwa szajki. Spółdzielnia współpracowała z windykatorem Andrzejem K., który wykupił jej długi. Spółdzielnia miała mu tez płacić za usługi windykacyjne mimo, że za to samo płaciła już kancelarii prawniczej i to kwotę ok. 1,5 miliona złotych. Andrzej K. posiadał więc roszczenia wobec spółdzielni w wysokości niemal 6,5 milionów złotych. Uzyskał więc wpisy hipotek przymusowych w księgach wieczystych.
Czym to skutkowało? Każdy z członków spółdzielni, który chciał wyodrębnić własność lokalu stawał się jednocześnie dłużnikiem windykatora Andrzeja K.! Do spółdzielni zwracali się więc przerażeni lokatorzy, którzy nie mogli np. przepisać swojego lokalu na krewnych, gdyż jednocześnie obciążyliby ich długami spółdzielni! Ten los spotkał np. uczestników Powstania Warszawskiego, którzy należeli do spółdzielni.

Wielowątkowa i niezwykle skomplikowana sprawa prowadzona była z wielkim poświęceniem przez prokuratora Tomasza Radtke. To on badał liczne przekręty, których w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, dopuszczano się w latach 2012 - 2014. Rozwikłał on cały system powiązań i zależności między 12 osobami, które stanowiły trzon grupy przestępczej. O skali śledztwa niech zaświadczy statystyka. Akt oskarżenia liczy ponad tysiąc stron, a materiał dowodowy obejmuje 650 tomów akt. Przeanalizowano tysiące dokumentów, przelewów i decyzji podejmowanych przez zarząd spółdzielni. Uzyskano też liczne opinie biegłych. Wszystkie te działania ujawniły ponury obraz spółdzielni, którą zamieniono w prywatny folwark dla oszustów. Krystyna R. i mec. Marcin M. odpowiadać będą przed sądem z wolnej stopy. Grozi im nawet do 8 lat więzienia.

Z.W. / Mój komentarz

Trzeba powiedzieć to, co wynika z wniosków wyjętych z powyższego artykułu. Nigdy nie kradnij drobnych, bo przepadniesz w czeluściach więziennego piekła. Kradzież milionów, miliardów i więcej, jest opłacalna pod wieloma względami i dla wielu osób w każdej takiej sprawie, nawet wtedy, kiedy wpadniesz. Bo jedyny strach, możesz mieć przed wyrokiem do 8 lat paki. Dziesiątki, setki milionów kradzieży i śmieszne wyroki, które zachęcają wprost do milionowych i miliardowych afer mafijnych oraqz rozbiorze państwa poldskirgo od środka, w bardzo bezpieczny dla siebie sposób. Potwierdzają to trwające komisje sejmowe i potwierdzać będą kolejne, które będą rosły jak grzyby po deszczu. Tylko czy mają sens? Obecnie takiego merytorycznego sensu nie widzę do chwili, w której prawo żądać będzie obowiązkowego zwrotu wszystkich bezprawnie zawłaszczonych kradzieżą wszelkich majętności i nawiązką tożsamej wysokości, także pełnym zadośćuczynieniem krzywd wyrządzonych poszkodowanym w każdej sprawie i karą dożywotniego obecnie więzienia, a niebawem w przypadkach afer miliardowych karą śmierci zatwierdzoną mocą zmiany obecnego kodeksu karnego, w którym ta kara musi się znaleźć, byśmy wszyscy czuli się znacznie bezpieczniej. Inne wyroki, napawać będą nadal śmiechem samych złodziei i aferzystów, - jak dzieję się to do dzisiaj, - a nas nadal napawać będą wszechwładnym strachem przed sądową niemocą likwidacji bezprawia, dla którego system prawny został zaprogramowany, stworzony i wprowadzony. Piszę od kilkunastu już lat o tym prawno bezprawnym paradoksie, robiącym jaja z wyników dzisiejszego tzw. prawa karnego, czyli wszechstronnego i wszechobecnego absolutnego bezprawia, w którym: Krystyna R. i mec. Marcin M. odpowiadać będą przed sądem z wolnej stopy. Grozi im nawet do 8 lat więzienia.

(ZW. Nawet, aż, czy tylko, pozostawiam do Twojego osądu? I jak przy tej ocenie Twojej można być poważnym i czuć się bezpiecznie? Parodia kasty mafijnych prawniczych przecież parodystów dzisiejszego bezprawia, które nam dzisiejszą sądową parodię serwują, albo nie, czy kiedy kasta blokuje działanie całego wymiaru sprawiedliwości, albo nie dopuszcza do powstania KRS, powoływania nowych sędziów, czy innych parodii prawnych, którymi codziennoie na s karmią. I to nie jest ocena, czy opinia. To dzisiejsza jakże tragiczna w skutkach polskiego bezprawia, polska haniebna prawniczych przestępców rzeczywistość)!
……………………………….
Sondaż: Tusk liderem rankingu zaufania. Wyprzedził Dudę

Rzeczpospolita
08,04,2018 / 08.00


© Fotorzepa, Jerzy Dudek

Donald Tusk jest liderem rankingu zaufania do polityków - wynika z sondażu IBRiS dla Onetu. Tuskowi ufa dziś 42,8 proc. respondentów. Brak zaufania wyraża do niego 42,7 proc. ankietowanych.
Tusk zdecydowanie wyprzedził prezydenta Andrzeja Dudę, który był liderem rankingu zaufania w marcu. W kwietniu Duda spadł na drugą pozycję - ufa mu 36,6 proc. badanych, nie ufa - 49,2 proc. Na podium znalazł się jeszcze Mateusz Morawiecki (ufa mu 36,5 proc., nie ufa - 43,9 proc.).

Spośród przywódców partii opozycyjnych największym zaufaniem cieszy się Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej (33,4 proc. polaków jej ufa, 35,8 proc. - nie ufa).

Dobre notowania ma też lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz - ufa mu 31,1 proc. respondentów, nie ufa - 35,4 proc.

Paweł Kukiz, lider Kukiz,15, wzbudza zaufanie 21,8 proc. ankietowanych, nie ufa mu 51,8 proc.

Grzegorzowi Schetynie, liderowi PO, ufa 18,1 proc. respondentów, a nie ufa 61,8 proc. Gorzej od niego wypada lider SLD Włodzimierz Czarzasty - ufa mu 17,3 proc. ankietowanych, nie ufa - 42,1 proc.

Na szczycie rankingu nieufności znajduje się Antoni Macierewicz, któremu nie ufa 72,9 proc. respondentów. Jarosławowi Kaczyńskiemu nie ufa 64,3 proc. ankietowanych.
Badanie przeprowadzono 4 kwietnia na liczącej 1100 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Z.W. / Mój komentarz

Taką oto manipulacją medialną, wyprowadzają nas w pole i przygotowują grunt pod powrót dywersanta, sabotażysty, zdrajcy, bandyty – szefa polskiej, najbardziej wrednej ludziom mafii w świecie, bandyty Tuska Donalda. Gdzie tylko go trochę lepiej poznają, zaraz mają go dosyć. Losy Banity. Bezideowiec zupełny, chyba , że za ideę uznamy najsłynniejszego w świecie aferzystę i sprzedawczyka wszystkich i każdego kto mu się sprzeniewierzy w jakikolwiek sposób. Boją się mafijnej siły jego nawet najbliżsi. Ale ten scenariusz trwał będzie tylko do wyborów prezydenckich w 2019 roku, o których marzy, a które dla niego będą sromotnie cuchnącą przegrana i utratą dotychczasowego zaufania (czytaj strachu) przed jego mafijną siłą wszystkich, którzy się od niego właśnie po wyborach odsuną, na skutek jego ostatecznej przegranej, która określi jego przyszłe więzienie, które przez osiem lat niszczenia Polski i zniewalania Polaków, skutecznie sobie wypracował. I to jest jego jedyna polityczną „zasługa” (czytaj: wszechobecne bandyckie bestialstwo) jakie skutecznie przez siedem lat swojego w Polsce panowania, nadzwyczaj skutecznie stosował zasługując nie tylko na wyłączną pogardę, ale na absolutną karę śmierci, gdyby taka w naszym polskim prawie istniała. Choćby z tego tylko powodu należy ją przywrócić bezwzględnie, tym bardziej, że niebawem żniwo swoje będzie zapewne dopiero zbierać. Chyba, że powyższe tytułowe zaufanie zostało przyznane Tuskowi za takie oto jak poniżsa przeciw państwowa dywersja :

Tusk: Rząd nie zamierza bezwarunkowo pomagać LOT-owi

Czwartek, 3 stycznia 2013 (15:54)

"Rząd nie zamierza bezwarunkowo przekazywać dużych pieniędzy do PLL LOT, by ratować spółkę nie mając gwarancji, że zostaną w niej podjęte działania, które wyprowadzą firmę na prostą - powiedział premier Donald Tusk. Resort skarbu potwierdził, że pod koniec grudnia przelał polskiemu przewoźnikowi 400 mln zł pożyczki.

Rada Ministrów nie zamierza podejmować decyzji takiego bezwarunkowego ładowania dużych pieniędzy, żeby ratować LOT bez gwarancji, że zostaną podjęte działania, które wyprowadzą tę firmę na prostą - powiedział szef rządu. LOT uzyskał nie pomoc publiczną, tylko pożyczkę - i to jest pożyczka zwrotna - mówię o kwocie 400 mln zł. Prawdopodobnie gdyby nie udzielono tej pożyczki, mogłoby być za późno na pomoc, na skuteczną pomoc - dodał Donald Tusk. Wyjaśnił, że niezależnie od tego, kiedy Komisja Europejska podejmie decyzję o ewentualnej zgodzie na pomoc publiczną dla LOT, to sama ta decyzja nie oznacza jeszcze, że ta pomoc publiczna zostanie udzielona.

Nawet, jeśli będzie to działanie niepopularne, uważam, że najwyższy czas zerwać z doktryną, że LOT to jest firma, którą należy ratować za wszelką cenę, niezależnie od realiów. Tylko dlatego, że nazywa się LOT i że ma piękną tradycję, albo dlatego, że nacisk związków zawodowych jest tak silny, że poszczególni urzędnicy kapitulują przed tym naciskiem - powiedział premier. Dodał, że jeśli się okaże, że narzędzia przygotowane do restrukturyzacji LOT-u nie dają pewności, że firma jest do uratowania, "to nie będziemy pieniędzy podatników ryzykowali na przedsięwzięcia, o których wiemy z góry, że będą nieopłacalne" - zaznaczył.

Premier skomentował kłopoty LOT. Zdaniem Donalda Tuska Polacy nie powinni się bać, że państwowy przewoźnik stanie się dziurą bez dna, do której będzie się cały czas dosypywać pieniądze podatników.

"Nie będziemy ratować LOT-u za wszelką cenę" - mówił na konferencji prasowej Donald Tusk. Jego zdaniem, jeśli okaże się, że firmy nie da się wyprowadzić na prostą, to nie stanie się czarną dziurą, w której znikają setki milionów złotych. Jednocześnie nie boi się, że Unia Europejska nie pozwoli rządowi udzielić pomocy spółce - przytoczył przykłady, w których taka zgoda została udzielona.

Z.W. / No właśnie. On, dewiacjami aferalnymi poprzetrącany „prorok”, wie z góry, co będzie, wówczas już zdradzając swoje zamiary, - cytuję powyższe : „Dodał, że jeśli się okaże, że narzędzia przygotowane do restrukturyzacji LOT-u nie dają pewności, że firma jest do uratowania, "to nie będziemy pieniędzy podatników ryzykowali na przedsięwzięcia, o których wiemy z góry, że będą nieopłacalne" - zaznaczył.” – koniec cytatu

Prawda jak proroczo ujawnione bestialskie zamiary, choć jeszcze ze stycznia 2013. Chodziło bowiem o przygotowanie likwidacji LOT za pomocą stworzonego przez niego Amber Gold, w której to LIPIE, celowo obsadził Syna Michała dla tego właśnie celu, co stało by się zapewne, gdyby u wrednego dla Polski steru władzy wytrwał. Następnym krokiem, miały być kolejne zewnętrzne rozbiory Polski, do których zmierzał skutecznie przygotowując im grunt przez siedem lat swojej wszechstronnej demolki Polski, przy pomocy stworzonej przez siebie do tego celu specjalnego i wszechstronnego rodzaju Mafii w Polsce, której ogłosił się samo mianowanym królem. Kiedy zorientował się, że przegiął, uciekł, pod skrzydła unijne Merkel, pozostawiając kolesi i rodzinę z tą lipą, z którą wiązał swoją ogromną mafijną nadzieję. No, i ostanie przeczucie, nie zawiodło. Prezydentem Polski wybrany zostaje Andrzej Duda i niebawem pełnię władzy w Polsce przejmuje PIS. Spodnie Tuska od tej pory do dzisiaj podszyte śmierdzącym strachem, nie pozwalają mu skakać, by nie mogło się z nich wysypać to, co strach ów produkuje każdego kolejnego przes.anego egzystencyjnie dnia, kiedy oświadczono publicznie, że i w UE miejsca dla niego niebawem zabraknie. W Polsce, miejsce pewne ma. Jeżeli wszystko potoczy się normalnie, to w pierdlu oczywiście, przy równoczesnym pozbawieniu go zrabowanego polskiemu narodowi mienia, które było wyłączną narodu polskiego własnością i pokaźną nawiązką sądową, na jaką solidnie ze wsparciem rodziny zapracował.
………………………………
Gersdorf nie zwołuje posiedzenia nowej KRS. Ostra reakcja mi-nistra

Prof. Małgorzata Gersdorf, pierwsza prezes Sądy Najwyższego
/ Źródło: PAP / Rafał Guz
Dodano 15 marca 2018, 13:00 7 22 81 1916

Prawo nakłada na prezesa Sądu Najwyższego obowiązek zwołania pierwszego posie-dzenia Krajowej Rady Sądownictwa. To, co robi Małgorzata Gersdorf, jest obywatelskim nieposłuszeństwem – uważa prezydencki minister Andrzej Dera.

W zeszłym tygodniu Sejm wybrał 15 sędziów do nowej KRS. Rezygnację z przewodniczenia Radą złożyła prof. Małgorzata Gersdorf. Zgodnie z obowiązującymi przepisami to ona jako pierwsza prezes Sądu Najwyższego powinna zwołać pierwsze posiedzenie KRS.
– Zastanawiam się, co robi pierwszy prezes SN, który nie chce realizować prawa. Sąd Naj-wyższy ma przecież pewne funkcje do wykonania, a prezes sam decyduje, które prawo sto-sować, a które nie? To jest dramat – mówił w Radiu Plus Andrzej Dera.
Prezydencki minister tłumaczył, że nie byłoby potrzeby zmiany ustawy o KRS, "gdyby pierw-szy prezes SN wykonywał prawo i realizował obowiązki, ale jeżeli nie będzie tego robił, to nowelizacja jest niezbędna, żeby inny organ zwołał posiedzenie KRS".
– To, co robi pierwsza prezes Sądu Najwyższego, to nieposłuszeństwo obywatelskie, bo prawo nakłada na nią obowiązek zwołania pierwszego posiedzenia KRS – ocenił Dera. Jego zdaniem należy zmienić przepisy, aby ktoś inny mógł zwołać posiedzenie Rady, jeśli osoba wyznaczona "nie chce tego zrobić".
W środę do Sejmu wpłynął projekt nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa au-torstwa PiS. Zakłada on, że pierwsze posiedzenie KRS po zwolnieniu stanowiska przewodni-czącego Rady zwołuje prezes Trybunału Konstytucyjnego.


PiS chce zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa.
Jest nowy projekt



Jarosław Kaczyński, prezes PiS / Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Dodano 14 marca 2018, 18:58 52 16 106 1646

Do Sejmu wpłynął projekt nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa autorstwa PiS. Zakłada on, że pierwsze posiedzenie KRS po zwolnieniu stanowiska przewodniczącego Rady zwołuje prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Projekt noweli dotyczący prac KRS, który został opublikowany na stronie internetowej Sejmu, ma na celu "wprowadzenie skutecznych instrumentów" umożliwiających szybkie zwołanie posiedzenia Rady i wybór jej przewodniczącego.
Posłowie PiS proponują, aby po zwolnieniu szefa KRS posiedzenie Rady zwoływał prezes Trybunału Konstytucyjnego, a nie jak w myśl obecnie obowiązujących przepisów – pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Obecnie jest nim prof. Małgorzata Gersdorf.
Autorzy nowelizacji chcą, aby "z uwagi na konieczność niezwłocznego uregulowania kwestii stanowiącej przedmiot projektu", ustawa weszła w życie następnego dnia po jej ogłoszeniu. Wniosek do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego będzie uzasadniał poseł Marek Ast.
………….

Ziobro apeluje do Gersdorf o niezwłoczne zwołanie pierwszego posiedzenia KRS

Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny / Źródło: PAP / Leszek Szymański
Dodano 13 marca 2018, 20:19 34 9 88 1674

Minister Sprawiedliwości w liście do pierwszej prezes Sądu Najwyższego, apeluje o niezwłoczne wyznaczenie pierwszego posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa. Nowy skład Rady został wybrany przez Sejm w ubiegły wtorek.

Portal wPolityce.pl dotarł do treści listu, który do Małgorzaty Gersdorf wystosował Zbigniew Ziobro.
"(...) Dobro wymiaru sprawiedliwości i konieczność dochowania standardów wymaga, aby Krajowa Rada Sądownictwa – zgodnie ze swymi kompetencjami – dokonała w ustawowym terminie oceny kwalifikacji 86 asesorów, co do których 25 stycznia 2018 roku wniosłem o powierzenie im pełnienia obowiązków sędziowskich.
(...) W związku z art. 20 ust. 3 Ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa z 12 maja 2011 roku – zwracam się o niezwłoczne zwołanie przez Panią pierwszego posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa z udziałem sędziów wybranych na członków Rady uchwałą Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z 6 marca 2018 roku" – czytamy w apelu.
Zaraz po wyborze nowego składu KRS, Małgorzata Gersdorf poinformowała, że rezygnuje z przewodniczenia Radzie. Posłowie opozycji argumentują, że I prezes Sądu Najwyższego nie może zwołać posiedzenia KRS, ponieważ nie jest już jej przewodniczącą.
………………………………..

Ksiądz oskarża Kornela Morawieckiego. Sprawę bada ABW

DoRzeczy
DoRzeczy 04.04.2018 /



© PAP/Marcin Obara Kornel Morawiecki

Ks. Tomasz Jagierski twierdzi, że Kornel Morawiecki pożyczył od niego 96 tys. zł. Dokumentu z pokwitowaniem odbioru pieniędzy szuka ABW – informuje RMF FM.
Rozgłośnia przypomina, że sprawę rzekomej pożyczki Kornela Morawieckiego nagłośnili posłowie Platformy. Przed świętami ks. Jagierski wystąpił z politykami PO na konferencji prasowej.

Duchowny przekonuje, że Fundacja "SOS dla życia", którą kieruje, pożyczyła 96 tys. zł Stowarzyszeniu Solidarność Walcząca. Na jego czele stoi Kornel Morawiecki. Marszałek senior wszystkiemu zaprzecza.

Według RMF FM pokwitowania odbioru pieniędzy szuka Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Funkcjonariusze ABW przeprowadzili do tej pory trzy przeszukania. Byli m.in. w domu byłej przedstawicielki zarządu Fundacji "SOS dla życia" i w mieszkaniu babci ks. Jagierskiego.

29 stycznia, po zawiadomieniu Kornela Morawieckiego, śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Regionalna we Wrocławiu. Radio zwraca uwagę, że dochodzenie prowadzi ABW, a prokuratura je nadzoruje.

Pokwitowanie odbioru od Fundacji "SOS dla życia" księdza Tomasza Jegierskiego 96 tys. zł z podpisem "Kornel Morawiecki" to w tej chwili najbardziej poszukiwany dokument w Polsce – czytamy na stronie RMF24

Z.W. / Mój komentarz

Jakich jeszcze niecnych szatańskich sposobów chwytać się będzie ta banda politycznych straceńców PO i innych totalnych? Tonący, chwyta się tak brzydko, że trudno znaleźć uzasadnienie dla takiego właśnie rozwiązania. Przyjrzyj się Polaku tym szalbierczym i mafijnym poczynaniom. Toż to oni własną matkę i ojca sprzedadzą bez srebrników, by swoją beznadziejnie przes.aną już sytuację ratować. To nie są polscy ludzie, to nie są w ogóle ludzie, to jakieś trudne do scharakteryzowania obiekty. Poruszające się podobnie doi ludzi.
…………………………….
Tusk przeszkodzi porozumieniu z KE? "Rozpowiada po Brukseli, że PiS go aresztuje"

DoRzeczy
DoRzeczy 17.04.2018 / 08:30
© PAP / OLIVIER HOSLET Donald Tusk, przewodniczący RE

Wydaje się, że jest to najtrudniejszy moment w tych rozmowach, które mają doprowadzić do wycofania wobec Polski art. 7 Traktatu UE - pisze RMF FM. Dziennikarka rozgłośni relacjonuje, że negocjacje pomiędzy Polską a Komisją Europejską utknęły w martwym punkcie. Co więcej, osiągnięciu porozumienia może przeszkodzić szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

Z relacji korespondentki RMF FM w Brukseli Katarzyny Szymańskiej-Borginon, wynika że porozumieniu Polski z Komisją Europejską niespodziewanie może zaszkodzić Donald Tusk. Dziennikarka cytuje wypowiedź jednego z polskich dyplomatów, który wskazuje że szef Rady Europejskiej ma do porozumienia chłodne podejście. – Nie ma z jego strony wsparcia, ale też niespecjalnie przeszkadza – stwierdził. Z kolei ze słów innego rozmówcy Katarzyny Szymańskiej-Borginon wynika, że "Tusk rozpowiada po Brukseli, że PiS go aresztuje i jego syna także". Wyobraźnię europejskich polityków ma pobudzać sprawa zatrzymania polityka PO Stanisława Gawłowskiego.

Korespondentka RMF FM w Brukseli wskazuje, że dobrej atmosferze wokół Polski nie będzie sprzyjał fakt, że pod koniec rozmów mających prowadzić do porozumienia pomiędzy Polską a Komisją, Donald Tusk ma stawić się w sądzie jako świadek w procesie Tomasza Arabskiego.

"Wezwanie Tuska, choć zaplanowane dużo wcześniej (informacje o tym została podana w styczniu), może zostać odebrane w Brukseli jako "nękanie" przewodniczącego Rady Europejskiej przez PiS i zaszkodzić porozumieniu z KE. Zwłaszcza, jeżeli Tusk będzie przedstawiać się jako ofiara upolitycznionego sądownictwa..."– pisze dziennikarka.

Z.W. / Mój komentarz

Faktów się nie interpretuje. Akurat w przypadku Donalda Tuska, coraz więcej nowych ujawnianych medialnie faktów, świadczy jednoznacznie na jego niekorzyść, choć te wcześniej poznane, o jego winie zaświadczają równie jednoznacznie. W powiedzeniu: „czapka gore na złodzieju” (oznacza , że winowajca dręczony jest wyrzutami sumienia i boi się zdemaskowania, a mimo to jednak, swoim zachowaniem nadal wzbudza podejrzenia)

Po tym wyjaśnieniu, wszystko, co w powyższym artykule zastało napisane, staje się bardziej zrozumiałe i nie pozostawia żadnych wątpliwości, co do jego przestępczej winy, a więc uprawnionego wielokrotnego pociągania go do odpowiedzialności karnej, za dokonane mafijne bestialstwa, tym bardziej w obecnej sytuacji, w której powyższe treści, zbiegają się z naprawianiem dotychczasowego absolutnego bezprawia stosowanego w Polsce przed osiem lat (2007- 2015) mafijnych rządów PO i PSL i doprowadzenia przez nie Polski do progu kolejnych rozbiorów zewnętrznych, bo wewnętrzne zostały już przez te 8 lat dokonane, kiedy to w wyniku owej naprawy prawa w Polsce, zarzuty karne otrzymali już: sekretarz PO Stanisław Gawłowski i Przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO Sławomir Neumann i zaraz zarzuty mieć będą kolejni „adepci sztuk” przestępstw i afer kryminalnych. Jest więc czego się obawiać sprawując bandycką funkcję szefa Mafii w Polsce. Wszyscy Mafioso, muszą mieć uzasadnione obawy przed wymiarem nowej już wersji polskiego prawa, które nareszcie w sposób skuteczny do skór owych gangsterów się dobiera. Prawdziwy strach, jest tym bardziej obstrukcyjnie wręcz dokuczający, kiedy dotyczy winnych stosowania rządowego bezprawia przestępców, aferzystów i mafiosów, jak w tym przypadku i wszystkich innych kolejnych stwierdzonych. Ten autentyczny i przejmujący do szpiku kości strach, wywołuje niezrozumiałe często zachowania przestępców, podejmowane odruchowo i często niekontrolowane. Tym bardziej, kiedy dotyczy wszelkich mafiosów, a jeszcze bardziej szefów mafii, którzy czują wręcz grunt , który pod ich nogami zdecydowanie coraz bardziej się usuwa. Działać trzeba więc na wszystkie możliwe sposoby, w tym zapobiegawczo, profilaktycznie, usprawiedliwiająco

A tonący, chwyta się nie do przewidzenia i najczęściej bardzo brzydko, identycznie jak to robił dotychczas, obecnie robi i robił będzie już zawsze na wolności Boss polskiej Mafii, perfidny i przestępczo uzależniony Donald Tusk. Do końca swoich dni, po trupach, aby do zaplanowanego celu doprowadzić bezwzględnie. Mafia, uzależnia najbardziej ze wszystkich dzisiaj znanych uzależnień, bo potęgowo.




……………………………
Antoni Macierewicz: Donald Tusk wiedział o wybuchu

Rzeczpospolita
p.mal 09.04.2018
© Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Szef podkomisji ds. wyjaśniania katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz powiedział, że raport w wiarygodny sposób odpowiada na pytanie, jaka była główna przyczyna katastrofy smoleńskiej.

Były szef MON mówił dziś w rozmowie z Polskim Radiem o przygotowanym raporcie technicznym w sprawie katastrofy smoleńskiej.

- Poprzednie komisje koncentrowały się wokół dziesiątków a nawet setek różnych problemów, omijając bardzo intensywnie samą przyczynę śmierci. Wręcz pan Maciej Lasek, o ile się nie mylę, na jednej z konferencji, chyba w Kazimierzu Dolnym nad Wisła stwierdził, że oni już nie badali tego, co się działo po ich pancernej brzozie, uznali, że od tego momentu już nic nie jest ważne - powiedział Antoni Macierewicz.

Pytany, czy na pokładzie Tu-154M doszło do serii wybuchów, odpowiedział: "Wszystkie główne kwestie techniczne są w raporcie technicznym przedstawione. My oczywiście nie wykluczamy, że mogą dojść materiały dowodowe, które pogłębią, uszczegółowią jakieś dotychczas niepodjęte wątki techniczne, ale główna przyczyna jest opisana w sposób wyczerpujący i wiarygodny".

Szef podkomisji ds. wyjaśniania katastrofy smoleńskiej powiedział, że już podczas śledztwa prowadzonego przez stronę rosyjską, pojawiły się doniesienia o eksplozji.

- Tyle że przypisywali ją tak zwanemu uderzeniu hydraulicznemu, ale opis tej eksplozji, bardzo dokładny, bardzo precyzyjny, w dokumentacji rosyjskiej istnieje, nikt na to dotychczas nie zwracał uwagi - mówił Macierewicz.

Były szef MON powiedział, że podkomisja dysponuje relacją świadka, który uczestniczył w badaniu smoleńskim. Według jego zeznań urządzenia pomiarowe wręcz zatykały się od śladów materiałów wybuchowych.

- Relacja jest w pełni wiarygodna, zawiera szczegóły opisu jak przebiegały same badania z elementami ważnymi, technicznymi oraz także z refleksjami związanymi z zachowaniem różnych, wówczas decydujących o przebiegu wydarzeń dygnitarzy, takich jak Donald Tusk i inni, którzy jako pierwsi – jak się okazało – i dużo wcześniej poznali fakt, że tam była masa, bo to nie jest kwestia jednego, czy dziesięciu, tylko ponad sto śladów materiałów wybuchowych - powiedział Macierewicz
…………………………..
Macierewicz: Eksplozje przyczyną katastrofy Tupolewa

DoRzeczy
DoRzeczy Online 10.04.2018

© PAP / Przemysław Piątkowski Antoni Macierewicz

Eksplozje zniszczyły najpierw lewe skrzydło, a następnie centropłat – powiedział w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" Antoni Macierewicz, szef podkomisji smoleńskiej.
Fragment wywiadu, który w "GP" ukaże się w środę, opublikowała wtorkowa "Gazeta Polska Codziennie".

– Podczas badań w Smoleńsku jesienią 2012 r. stwierdzono dziesiątki śladów materiałów wybuchowych. Było ich tak wiele, że urządzenia pomiarowe zatykały się od nadmiaru sygnałów – stwierdził Macierewicz.

Zdaniem byłego ministra obrony przyczyną śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego żony Marii i wszystkich pozostałych pasażerów były eksplozje niszczące najpierw lewe skrzydło, a następnie centropłat – czytamy na łamach "GPC".

– Wykonaliśmy eksperymenty pirotechniczne, które wykazały możliwość doprowadzenia do takich właśnie eksplozji z użyciem materiału ukrytego w taki sposób, że był niedostępny dla polskich techników zajmujących się tym samolotem. Materiał dowodowy potwierdzający fakt eksplozji jest wiarygodny – uważa Macierewicz.

W jego ocenie eksperci, również zagraniczni, nie mają wątpliwości, że na pokładzie Tu-154M doszło do eksplozji. Były szef MON dodał, że podkomisja badała wszystkie alternatywne hipotezy, łącznie z ewentualnym błędem pilotów czy awarią silników.
…………………………..
Macierewicz prezentuje „raport techniczny”: Samolot uległ destrukcji w powietrzu w wyniku eksplozji

Newsweek Polska


© photo: Bartłomiej Zborowski/ ITAR-TASS / source: PAP–

Odmiennie niż raporty Jerzego Millera i pani Anodiny raport techniczny dotyczy tylko faktów. Być może uznacie państwo że z tego punktu widzenia jest mniej interesujący, ponieważ nie zawiera interpretacji politycznych, aluzji, nie dotyczy wskazywania winnych i odpowiedzialnych – zachwalał Antoni Macierewicz w czasie prezentacji raportu podkomisji badającej katastrofę smoleńską. Jakie „fakty” udało się ustalić? Najważniejszym jest oczywiście ten, że przyczyną katastrofy była eksplozja.
Dlaczego przygotowany przez podkomisję dokument Macierewicz nazywa „raportem technicznym”? Chodzi o to, że opracowanie nie ma charakteru ostatecznego i podejmuje jedynie kwestie techniczne.

– Przy braku dostępu do wraku, miejsca zdarzenia, urządzeń nawigacyjnych i oryginałów czarnych skrzynek podkomisja zgromadziła dziesiątki tysięcy zdjęć i filmów; przeprowadzono symulacje; zbadano bliźniaczy samolot Tu 154 – mówił Macierewicz w czasie prezentacji raportu.

Macierewicz twierdził, że poprzednie komisje nie badały bliźniaczego Tu-154 o numerze bocznym 102. To nieprawda, bowiem maszyna ta była wykorzystywana do przeprowadzenia testowych lotów i odtworzenia warunków, w których doszło do katastrofy. Dzięki temu już dawno udało się ustalić, że na lotnisku takim jak smoleńskie niemożliwe jest tzw. odejście w automacie, czego próbowali piloci tupolewa, który rozbił się 10 kwietnia 2010 r.

Oskarżeń o błędy, przemilczenia i fałszowanie poprzednich raportów, przygotowanych przez rosyjski MAK z Tatianą Anodiną na czele i polską komisję rządową kierowaną przez Jerzego Millera, nie brakowało. – W sprawie tamtych komisji jest wiele rzeczy, które po dzień dzisiejszy trudno zrozumie – stwierdził Macierewicz.

„Samolot uległ destrukcji w powietrzu w wyniku eksplozji”


Podkomisja Macierewicza przygotowała też skrót raportu, w którym zawarte zostały najważniejsze „fakty” i „dowody”. Jakie? „Podkomisja niniejszym unieważnia klasyfikacje przyczyny katastrofy jako kontrolowany lot ku ziemi spowodowany przez błąd pilota” – napisano już na wstępie. W ten sposób anulowany został raport komisji Jerzego Millera, która ustaliła, że błędy pilotów były główną przyczyną wypadku.

Według „ekspertów” Macierewicza żadne błędy nie miały miejsca. Wpływu na wypadek nie miał też generał Andrzej Błasik, który miał przebywać w kabinie w chwili katastrofy. Za to rosyjscy kontrolerzy wprowadzali polskich pilotów w błąd. Podkomisja kpi też z ustaleń poprzedników, że skrzydło Tu-154 zostało oderwane w wyniku uderzenia w brzozę. Prześmiewczo jest ona nazywana „pancerną”.

Co doprowadziło do upadku Tu-154 i śmierci wszystkich osób znajdujących się na pokładzie? „Samolot uległ destrukcji w powietrzu w wyniku eksplozji”. Eksplozje miały nastąpić najpierw w lewym skrzydle i „doprowadziły do rozpadu struktury odejmowanej części skrzydła więcej niż 900 m przed progiem pasa. Detonacje zniszczyły sloty, żebra i dźwigary oraz poszycia i rozrzuciły ich fragmenty na obszarze ponad 30 m szeroki i ponad 400 m wzdłuż lotu samolotu. Następnie od skrzydła oderwała się klapa, której części także znaleziono rozrzucone na odległości ponad 400 m”.

Macierewicz w czasie prezentacji podkreślał, że nie ma wątpliwości w sprawie eksplozji. Nie oznacza to jednak, że podkomisja zna odpowiedzi na wszystkie pytania. – Wciąż pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi. Jaki był charakter eksplozji, w którym miejscu został umieszczony ładunek wybuchowy. Co do natury eksplozji nie ma wątpliwości. Są wątpliwości co do jej kształtu – stwierdził były minister obrony.

W czasie prezentacji wyświetlono film, który ma dowodzić, że podkomisja przeprowadziła szczegółowa badania naukowe i udowodniła ponad wszelką wątpliwość eksplozję na pokładzie.

Podkomisja smoleńska Macierewicza

Podkomisja powołana przez ówczesnego ministra obrony Antoniego Macierewicza zajmuje się badaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej od lutego 2016 r. Po odwołaniu Macierewicza z funkcji szefa MON został on przewodniczącym podkomisji.

Według podkomisji, która swoje wnioski przedstawiła 10 kwietnia ub.r., samolot został rozerwany eksplozjami w kadłubie, centropłacie i skrzydłach, a destrukcja lewego skrzydła rozpoczęła się jeszcze przed przelotem nad brzozą. W lutym br. podkomisja poinformowała, że wewnętrzną eksplozję potwierdził brytyjski ekspert podkomisji Frank Taylor.

W wywiadzie dla „Gazety Polskie” były szef MON powiedział, że „raport techniczny ma charakter przełomowy”. – Jasno definiuje przyczyny tragedii, wskazuje modus operandi sprawcy, przywołuje dowody, których już nikt nie będzie mógł pominąć – podkreślił. Dodał, że raport techniczny podpisali „wszyscy członkowie komisji”.

Z.W. / Powyższy trzyczłonowy serial, mojego komentarza nie wymaga.
…………………………
Sienkiewicz trafił do szpitala


DoRzeczy
Do Rzeczy 25.04.2018 / 20:30

© Dostarczane przez Platforma Mediowa Point Group SA Sienkiewicz Bartłomiej Sienkiewicz, były szef MSW, trafił do szpitala.

Sienkiewicz od pewnego czasu jest coraz bardziej aktywny w mediach, gdzie krytykuje rząd PiS. Uczestniczy także w spotkaniach organizowanych przez środowiska antyrządowe. W takim właśnie spotkaniu miał wziąć udział jutro. Jednak jak poinformował organizator, Cafe Demokracja, wydarzenie zostało odwołane.

O komentarz Bartłomieja Sienkiewicza poprosił portal FAKT24. Na pytanie o przyczynę pobytu w szpitalu, były szef MSW odpowiedział: – Moje samopoczucie to moja prywatna sprawa. "W jego głosie nie usłyszeliśmy jednak nic niepokojącego, pozostaje więc liczyć, że wyjdzie z tego cało" – opisuje portal.

Funkcję szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz sprawował w latach 2013-2014. Był wówczas także koordynatorem służb specjalnych. W latach 1990-2002 był funkcjonariuszem Urzędu Ochrony Państwa.

Z.W. / Mój komentarz
Co bystrzejsi i bardziej winni AFER Tuska mafiosi, szykują sobie alibi, profilaktycznie. Muszą wiedzieć, po co to robią. Lepiej dmuchać na zimne, aniżeli doświadczyć namacalnie żaru zbliżającej się pożogi. Na złodzieju czapka gore, a co dopiero na bestialskim i bezwzględnym gangsterze?
…………………………………..
Jakubowska ostro o matkach protestujących w Sejmie: Zostały podpuszczone przez polityków

Wprost
25.04.2018 / 16:30

© Newspix.pl / Jacek Herok Aleksandra Jakubowska

W Sejmie od kilku dni trwa protest opiekunów osób niepełnosprawnych. Głos w tej sprawie zabrała również była polityk SLD Aleksandra Jakubowska, która w rozmowie z Wirtualną Polską zdradziła, co myśli na ten temat. Jakubowska sama ma niepełnosprawnego syna.

– Działania pań w Sejmie oceniam bardzo źle. Zostały podpuszczone przez polityków. Nowoczesna zachowała się w sposób obrzydliwy, wprowadzając je do Sejmu. Martwi mnie to podwójnie, ponieważ nigdy nie naraziłabym swojego dziecka na taki stres – oceniła Aleksandra Jakubowska. W opinii byłej polityk SLD „wykorzystywanie niepełnosprawnych do robienia sobie publicity, czy walki z politycznymi przeciwnikami jest obrzydliwe z każdej strony sceny politycznej”.

Zapytana o to, czy jako matka niepełnosprawnego dziecka zgadza się z postulatami protestujących, Jakubowska odparła, że mała grupka walczy o kwoty, które niewiele polepszą byt potrzebujących. – Doraźna pomoc niewiele pomoże. 500 zł to dwa zabiegi rehabilitacyjne. Trzeba walczyć o zmiany systemowe. Za mały jest limit pieluch, jakie przysługują niepełnosprawnym. Ponad połowa leków dla takich osób jest płatna w 100 proc. – tłumaczyła.

Według byłej polityk SLD niepełnosprawne dzieci potrzebują tego, co m.in. zawarto w programie "Za życiem". Jakubowska przyznała również, że będąc w Sejmie nie pobierała dodatkowego świadczenia na syna, a obecnie dostaje rentę socjalną w wysokości ponad 800 zł oraz 153 zł zasiłku opiekuńczego. – Na szczęście Piotr nie potrzebuje leków, pampersów ani rehabilitacji. Korzysta tylko z opieki domu samopomocy, który działa dzięki Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych przy Archidiecezji Warszawskiej – zaznaczyła

Opiekunowie niepełnosprawnych proponują nowy kompromis

Protestujący w Sejmie przedstawili nową propozycję kompromisu. Opiekunowie osób niepełnosprawnych proponują, by od maja tego roku zaczął funkcjonować dodatek „na życie” w wysokości 300 zł miesięcznie. Od stycznia 2019 r. miałby on wzrosnąć o 100 zł. Z kolei od czerwca 2019 r. wysokość dodatku miałaby wynosić już 500 zł. W ten sposób krok po kroku osiągniętoby kwotę, o którą walczą protestujący. Ponadto opiekunowie osób niepełnosprawnych domagają się zrównania wysokości renty socjalnej do kwoty najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy.

Ministerstwo odpowiada

– Realizujemy pierwszy postulat, podnosimy rentę socjalną, ale spełnienie wszystkich postulatów protestujących dalej zróżnicowałoby sytuację osób niepełnosprawnych – ogłosiła minister Rafalska. Elżbieta Rafalska zapowiedziała podniesienie renty socjalnej do poziomu najniższej emerytury, co będzie kosztowało budżet państwa 540 mln zł. Jest to spełnienie jednego z postulatów protestujących w Sejmie rodziców. Odnośnie drugiego z postulatów, wprowadzenia nowego świadczenia w wysokości 500 zł miesięcznie, minister zaznaczyła, że jest to znacznie trudniejsza sprawa.
– To świadczenie dotyczyłoby 280 tys. osób, ale takich osób jest znacznie więcej. Renciści socjalni dostaną to świadczenie, jednak jeżeli niepełnosprawność powstanie po 25 roku życia, to już go nie otrzymają. Jeżeli byśmy przyznali to świadczenie wszystkim niepełnosprawnym, czyli półtora milionowi osób, to koszt tego rozwiązania wyniósłby ponad 10 mld złotych – poinformowała Elżbieta Rafalska.

Z.W. / Mój komentarz

Nawrócenie(?), dłuższe przejęzyczenie(?), pokuta za grzechy własne(?), czy naprawa błędów własnych? Nic podobnego. Kara Boża. Stąd chyba Archidiecezja Warszawska? Zwyczajna lewacka przestępcza żenada, zwyczajne lewackie oszustwo, szpanerstwo i intryga. Z cicha pęk, a jednak od zakrystii wprowadzana lewacka odwieczna perfidia identyczna z perfidią dzsisiejszej totalnej opozycji.
……………………………………
"Ale, do odbytu, to nie kochanie, a choroba". Intrygujące słowa prof. Pawłowicz do posłanki Nowoczesnej


Zaćwierkane na Twitterze 24.04.2018

© Fratria/Twitter prof. Krystyna Pawłowicz

Poseł Monika Rosa z Nowoczesna złożyła w Sejmie projekt ustawy o związkach partnerskich. Mówi: ”Mamy prawo kochać i tworzyć rodziny”
— zaczęła swój wpis na Twitterze prof. Krystyna Pawłowicz. Po czym dobitnie wyjaśniła, że pary homoseksualne nie mają możliwości stworzenia rodziny ze względów biologicznych:

Ale, do odbytu, to nie kochanie, a choroba, pani poseł. Zaś „rodzina” ma rodzić dzieci,a „współżycia” w tych waszych „związkach” przecież nie ma…
Ciekawe, czy poseł Rosa przeanalizuje słowa prof. Pawłowicz. Zresztą pomysł Nowoczesnej skrytykował nawet Roman Giertych, który przy tej okazji najwyraźniej przypomniał sobie o tym, że kiedyś szefował LPR-owi. Stwierdził, że ta ustawa Nowoczesnej to pomocna dłoń dla PiS. Wydaje się, że biorąc pod uwagę przywiązanie Polaków do chrześcijaństwa i tradycyjnego modelu rodziny, może tutaj mieć rację.

Z.W. / Mój komentarz

Rodzina, to największe dobro tego świata, jest jedyną wyłączną przyszłością i warunkiem istnienia tego świata, bez względu na jej i jego geograficzne położenie. Żadni zboczeńcy homoseksualni, nie są wstanie rodziny stworzyć, ponieważ nie są tworem naturalnym, a wszelka nienaturalność jest nienormalnością, złem ogólnym zarówno z naturalnego jak i moralnego punktu widzenia, które nigdy żadnego dobra nie stworzy. Tym bardziej w tak czułej sprawie jaką tworzy rodzina, jako jedyna komórka stworzona do podtrzymania naszego ludzkiego gatunku. Nie może więc być mowy w tej materii o tradycyjnym, czy też jakimkolwiek innym modelu rodziny. Rodzina bowiem, jest modelem, który nie da się podrobić, sfalsyfikować, zbezcześcić. Rodzina, albo jest, albo jej nie ma. Z rodziną jest jak z prawdą i kobiecą ciąża. One bowiem albo są, albo ich nie ma.
…………………………….

,b>Pomysł Nowoczesnej na sukces? Ustawa o związkach partnerskich... I sugestia, że adopcja dzieci przez pary homoseksualne jest potrzebna

(Z.W. – Spytam tylko: komu potrzebna i do jakich nikczemnych celów?)

Polityka 24.04.2018


Wprowadzenie możliwości wstąpienia w formalny związek parom jednopłciowym, w tym legalizację przysposobienia dzieci przez partnerów rodziców biologicznych oraz prawne uregulowanie konkubinatu zakłada kontrowersyjny projekt ustawy o związkach partnerskich, który zamierza we wtorek złożyć w Sejmie Nowoczesna. Projekt nie dopuszcza adopcji zewnętrznej, ale zdaniem Nowoczesnej takie prawo „powinno być przedmiotem kolejnych regulacji – ustawy o równości małżeńskiej”.

(Z.W. – W zakresie rodziny, jako jedynej i bardzo ściśle określonej, nie może być żadnych innych regulacji)
Ustawa miałaby regulować dwa obszary społeczne, w których - jak napisano w uzasadnieniu projektu - istnieje obecnie luka prawna. Pierwszym obszarem regulowanym przez ustawę jest „wprowadzenie możliwości wstąpienia w formalny związek parom jednopłciowym, co według obecnego stanu prawnego jest prawnie niedopuszczalne”.
(Z.W. – i dopuszczalne być nie może.)
Zdaniem wnioskodawców, większość państw Unii Europejskiej posiada takie regulacje lub „wprowadziło równość małżeńską”, a wprowadzenie takiej regulacji w Polsce pozwoliłoby na „rozpoznanie tych instytucji” przez prawo krajowe.
(Z.W. – Polska, do tej większości nie należy. Jest natomiast pod wieloma względami wyjątkowa, co prezentuje nie tylko na cyrkowej arenie unijnej, w której nawet Banan musi spełniać unijne warunki, choć U.E. nie dysponuje siłą, by stworzone przez siebie warunki, - nawet takie pierdoły, - na jakże drobnym bananie choćby wymusić.)
Drugim zagadnieniem, które miałaby obejmować ustawa jest „umożliwienie formalnego, lecz dobrowolnego uregulowania konkubinatu, co stanowi wyjście naprzeciw potrzebom nieformalnych dotychczas związków, których strony, ze względów wynikających z szerokich następczych skutków prawnych, nie chcą zawrzeć związku małżeńskiego”.
(Z.W. – Nie wolno tych dwóch jakże różnych choćby prawnie spraw ze sobą łączyć choćby dlatego, że nie posiadają ani jednego punktu wspólnego, a konkubinat sam w sobie ma najważniejszą cechę naturalną: jest zdolny gatunek ludzki przedłużać)
Procedura zawarcia związku miałaby być inicjowana poprzez złożenie wniosku do kierownika urzędu stanu cywilnego właściwego dla miejsca zamieszkania przynajmniej jednej z osób. Wniosek powinien zawierać zgodne oświadczenia woli o chęci zawarcia związku. Autorzy projektu powołują się na art. 32 Konstytucji, mówiący o równości wszystkich obywateli wobec prawa i zakazie dyskryminacji w życiu publicznym. Ich zdaniem, „w zakresie regulacji związków jednopłciowych, wprowadzane przepisy nie są finalnym aktem prawnym kończącym obecną w polskim systemie prawnym dyskryminację osób ze względu na orientację seksualną”.”
(Z.W.- Konstytucja, - w miejscu, w którym mówi o równości wszystkich obywateli wobec prawa, z konstytucjonalnego urzędu mówi o ludziach, wszystkich ludziach, którzy nie są nienormalnymi. Dla nienormalnych, są bowiem zupełne odrębna prawa, jak np. ubezwłasnowolnienie, żółte papiery, czy zamknięte domy wariatów)
Pełna realizacja art. 18, 30, 32 oraz 47 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wymaga wprowadzenia w Polsce równości małżeńskiej, a więc możliwości zawarcia małżeństwa zarówno przez pary różnopłciowe, jak i jednopłciowe” - uważają autorzy projektu.
(Z.W. Równość małżeńska, dotyczy wyłącznie małżeństwa w sensie normalności tego pojęcia w Konstytucji określonego jednoznacznie, gdzie miejsca dla wariatów nie ma i tyle.)
Zdaniem wnioskodawców, ustawa „wprowadza instytucję prawa rodzinnego odrębną od małżeństwa celem realizacji najpilniejszych potrzeb rodzin obecnie funkcjonujących w ramach nieformalnych związków i konkubinatów”.
(Z.W. – Nieformalnych związków, nie wolno jest łączyć z konkubinatami, bo to bardzo odległe od siebie pojęcia, jak zło - {związek nieformalny} i dobro – {konkubinat})
Jedną z najbardziej kontrowersyjnych propozycji zawartych w projekcie jest dopuszczenie do przysposobienia dzieci w ramach jednopłciowego związku partnerskiego przez partnera rodzica biologicznego. Zdaniem Nowoczesnej, która powołuje się na dwa raporty, w tym jeden organizacji walczącej o prawa osób LGBTQ, w takich niesformalizowanych związkach wychowywanych już dziś jest w Polsce „przynajmniej 50 tysięcy dzieci”. W projekcie homoseksualny partner biologicznego rodzica dziecka nazwany został „partnerem społecznym”.”Obecnie rodzic społeczny – partner rodzica biologicznego, ma ograniczone możliwości prawne działania np. podczas choroby dziecka lub po śmierci rodzica biologicznego. Następstwem tego jest zagrożenie zdrowia lub życia dziecka, lub też niepotrzebna trauma powodowana utratą obojga rodziców” - uważają autorzy projektu. Ustawa dopuszczałaby możliwość przysposobienia dzieci partnera na zasadach regulacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dotyczących obecnie par różnopłciowych. „Stanowi to wyjście naprzeciw zabezpieczeniu interesu wychowywanych w takich związkach dzieci, które obecnie pozbawione są ochrony prawnej” - uważają wnioskodawcy.
[(Z.W. – Równie dobrze można żądać od każdego Rządu zabezpieczenia pełnej wolności mafijnym przestępcom, kosztem bestialskich krzywd wyrządzanych ludziom niewinnym, jak to się działo w latach 1989 – 2015, ze szczególnym nasileniem tego procederu za rządów PO i PSL w latach 2007 – 2015, - nawet bez wysuwania takich żądań, bo tamte wszystkie rządy, same na to wpadły. Takie nadzwyczaj zdolne intelektualnie mafijne bestie. Bo co to znaczy LGBTQ?
L - lesbijki
G - geje
B - biseksualiści
T - osoby trans: tras płciowe, transwestyci, transgender
Q - questioning (osoby niepewne swojej orientacji lub niechcące się deklarować) lub queer (ogólnie osoby nieheteroseksualne),
albo inaczej: LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender) – skrótowiec odnoszący się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transgenderycznych jako do całości. Do grupy osób transgenderycznych wlicza się również osoby transseksualne.
Czyli inaczej mówiąc, można żądać wszystkiego powyższego i poniższego w oryginale artykułu zamieszczonego, czego żądać się nie da w sytuacji Rządów PiS - Rządów normalnych, odpowiedzialnych i prawych. Nie lewych, czy innych wybitnych pokręconych przestępczo, - mafijnych.)]

Nowoczesna informuje, że projekt nie dotyczyłby wprawdzie adopcji dzieci przez homoseksualne związki partnerskie, ale autorzy projektu nie wykluczają wprowadzenia takiego prawa w innej ustawie.
Jednocześnie regulacja nie dotyka obszaru adopcji zewnętrznej, co powinno być przedmiotem kolejnych regulacji – ustawy o równości małżeńskiej
— czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy.Wniosek ten jest sprzeczny z art. 18 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, w którym czytamy:
Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.
Związanie z małżeństwem instytucji rodziny oraz macierzyństwa i rodzicielstwa oznacza, że ustawodawcy nie wolno zmienić definicji małżeństwa, które rozumie się jako instytucję związaną z prokreacją i wychowaniem dzieci.
(Z.W. – No właśnie: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”, dodam tylko i wieczną naturalną opieką najwyższą – Bożą, co również w przyszłej, - w trakcie opracowania, - Konstytucji, zapisane być musi.)
I dalszy święty cytat końcowy:

Związanie z małżeństwem instytucji rodziny oraz macierzyństwa i rodzicielstwa oznacza, że ustawodawcy nie wolno zmienić definicji małżeństwa, które rozumie się jako instytucję związaną z prokreacją i wychowaniem dzieci I dodam: oraz przedłużaniem gatunku ludzkiego, do czego przez Boga stworzeni zostaliśmy wszyscy, - cała ponad ośmio miliardowa już zdrowa ludzka masa.
……………………………….

Giertych krytykuje Nowoczesną za projekt o związkach partnerskich: Taka opozycja dla PiS to marzenie



Roman Giertych jest znany ze swojego krytycznego stosunku do PiS. Tym razem adwokat, oprócz partii rządzącej, postanowił skrytykować Nowoczesną.

Jednak i w tym przypadku nie mogło zabraknąć szpilki wbitej Prawu i Sprawiedliwości.
PiS tonie. Afera goni aferę
– napisał Giertych.
I gdy wydawało się, że będzie to typowy antypisowski tweet adwokata, dalsza część wpisu miała zupełnie inny charakter.
Gdy wydawało się, że tej narracji nie zmieni już nic, nagle pomocną dłoń wyciąga „Nowoczesna” prezentując projekt o związkach partnerskich. Taka opozycja to marzenie
– stwierdził adwokat.
Ciekawe, czy opinia Giertycha przypadnie do gustu jego kolegom z Platformy, którzy już dawno zapomnieli o frazesie pt. konserwatywna kotwica. Chyba, że Roman Giertych został ostatnim sojusznikiem PO, który jeszcze o tym pamięta.

Z.W. / Mój komentarz

Ta „wyjątkowo wybitna” około ludzka jednostka, zdrajca wielu dziesiątek ideałów o jakie w życiu miał szczęście zaczepiać, nie robi nic, co byłoby do niego niepodobne. Schemat działań i jego ramy, nie zmienią się już nigdy. Nie są bowiem ani zagadką, ani łamigłówką. Jest do tego stopnia niby wesoły, że gdzie nie trafi, wszystkich napawa śmiechem graniczącym z rechotem, często żałością.

CIEKAWOSTKI, które MUSISZ ZNAĆ

Historyczna chwila: naukowcy wszczepili 20 ochotnikom protezy pamięci do mózgu. Tak chcą leczyć wiele chorób

15.11.2017 13:28


Zdjęcie mózgu badanego rezonansem magnetycznym (123RF)

Naukowcy z University of Southern California wszczepili 20 osobom implant mózgowy mający poprawić ich pamięć. W przyszłości badacze chcą wykorzystywać tę metodę m.in. do leczenia padaczki, alzheimera i wad wzroku.

Po raz pierwszy w historii naukowcom udało się dokonać czegoś, co do tej pory kojarzyło się raczej z hollywoodzkimi produkcjami i science fiction.

Proteza pamięci, jak określa ją serwis New Scientist, to niewielkich rozmiarów implant, który składa się z elektrod połączonych z ludzkim mózgiem. Urządzenie zostało zaprojektowane tak, by naśladować naturalne procesy pamięciowe i sposób, w jaki mózg zapamiętuje informacje czy tworzy wspomnienia.

Czy najwięcej ciepła ucieka przez głowę? [NaZdrowie]

Dzięki niemu zdolność zapamiętywania zwiększa się nawet o 30 proc. Tak przynajmniej wynika z dotychczasowych testów przeprowadzonych na 20 chorych na padaczkę ochotnikach, którym wszczepiono implant.

Kod, który udaje mózg

Jak działa proteza pamięci? Pobudza hipokamp (część mózgu, która odgrywa ważną rolę w procesie uczenia się i zapamiętywania) elektrycznymi wstrząsami. Ich częstotliwość i natężenie nie jest przypadkowe - naukowcy opracowali specjalny wzór (kod), który dokładnie naśladuje pracę zdrowego mózgu.
W tym celu przeprowadzili szereg testów. Najpierw zebrali dane dotyczące naturalnej aktywności mózgu, a później "przepisali" je na kod, według którego implant aktywuje elektrody i produkuje impulsy. Te z kolei pobudzają mózg do możliwie najbardziej efektywnej pracy.
Stojący za stworzeniem implantu naukowcy z University of South California twierdzą, że podobne urządzenia mogą pomóc w "podkręceniu" innych zdolności mózgu - między innymi tych związanych z widzeniem czy poruszaniem się. Oprócz tego specjaliści upatrują w ich wynalazku ratunku dla cierpiących na padaczkę, alzheimera i demencję.
Reprezentujący zespół profesor Dong Song podkreśla, że "czegoś takiego jeszcze nie było". - Napisaliśmy kod poprawiający funkcjonowanie pamięci - podsumowuje.

Źródła: New Scientist, Science Alert.
……………………………………
Często niedosypiasz? Twój mózg zaczyna sam się zjadać [BADANIA]
26.05.2017 13:56


Co się dzieje w mózgu, gdy notorycznie niedosypiamy?

Pożerający się mózg - to brzmi strasznie, jednak nie zawsze jest szkodliwe. Naukowcy prześledzili sen - lub jego brak - u kilku grup myszy i odkryli, że komórki glejowe mają spory apetyt.

Bezsenne myszy


Naukowcy zbadali trzy grupki myszy - pierwsza mogła spać tyle, ile chce, druga była budzona po ośmiu godzinach snu, a ostatniej nie pozwalano spać przez długi czas. Analizowano funkcjonowanie mysich synaps i zachodzące procesy komórkowe. Badacze szczególnie uważnie przyglądali się komórkom glejowym (stanowią one przeważającą część komórek układu nerwowego), a przede wszystkim astrocytom (największym komórkom glejowym) i mikroglejom.
- Pokazaliśmy jako pierwsi, że niedobory snu powodują, że astrocyty po prostu zjadają synapsy - mówi Michele Bellesi, główny prowadzący projektu. Badanie zostało przeprowadzone przez naukowców z włoskiego Università Politecnica delle Marche. Jego wyniki opublikowano w międzynarodowym czasopiśmie naukowym "Journal of Neuroscience".

Gdy astrocyty szaleją

U myszy, którym nie dawano spać, astrocyty były szczególnie aktywne. Jest to przydatne - mózg sprząta bałagan, który przeszkadza mu w sprawnym funkcjonowaniu. Intensywniej zaczęły działać także mikrogleje, które usuwają zużyte, umierające neurony. - Duże, dojrzałe, zużyte synapsy są jak stare meble i prawdopodobnie wymagają bardziej intensywnego sprzątania - tłumaczy Bellesi.

Astrocyty myszy śpiących do woli były aktywne w około sześciu procentach synaps. U tych myszy, które spały ograniczoną liczbę godzin, astrocyty aktywizowały się w ośmiu procentach. Myszy długotrwale pozbawiane snu miały astrocyty pracujące w ponad 13 procentach synaps.

Niestety, naukowcy przypuszczają, że zbyt "pracowite" komórki glejowe mogą zacząć pożerać również zdrowe synapsy i doprowadzać do rozwoju chorób neurologicznych. Szczególnie niepokojąca jest tu nadaktywność mikroglejów. - Wiadomo, że długotrwała aktywizacja mikroglejów została zaobserwowana u pacjentów z alzheimerem i innymi procesami neurodegeneracyjnymi - mówi Bellesi.

Potrzebne dalsze badania
Należy podkreślić, że naukowcy nie wyciągają z badania ostatecznych wniosków. Nie wiadomo jeszcze, czy dłuższe spanie obniża ryzyko wystąpienia chorób neurologicznych. Jak by nie było - długotrwałe i przewlekłe niedobory snu są szkodliwe i nie powinno się do nich dopuszczać.

Źródła: Independent, Journal of Neuroscience, New Scientist
………………………………………….

Mgła mózgowa: taka choroba nie istnieje, ale zespół dolegliwości - owszem. Co to i kiedy występuje? 26.10.2017 14:53

Pojęcie mgły mózgowej jest dość rozmyte. Nie ma takiej jednostki chorobowej, nie określono też jednoznacznych kryteriów, na podstawie których można by mgłę mózgową zdiagnozować.

Chroniczne zmęczenie dopada wielu z nas. Karierę robi pojęcie mgły mózgowej - coraz więcej osób samodzielnie diagnozuje u siebie tę dolegliwość. Tymczasem nie jest to worek bez dna, do którego można wrzucać każdy problem z nadmierną sennością czy upośledzoną koncentracją. Wyrażeniem "mgła mózgowa" określa się zespół lekkich zaburzeń świadomości - problemów z koncentracją, rozumieniem czy skupieniem myśli. Diagnostyczny i statystyczny podręcznik zaburzeń psychicznych (DSM) umieszcza dolegliwość w kategorii zaburzeń poznawczych niesklasyfikowanych gdzie indziej .Czy wycięcie pleśni ratuje resztę jedzenia? [Na Zdrowie] Mgła mózgowa (po angielsku nazywana nie tylko brain fog, lecz także mental fog i clouding of consciousness) to, w uproszczeniu, o wiele lżejszy i mniej poważny rodzaj delirium, dlatego też niekiedy określa się ją wyrażeniem subsyndromal delirium (niepełnoobjawowe delirium). Samo delirium (zespół majaczeniowy, majaczenie, ostry zespół mózgowy) charakteryzuje się omamami wzrokowymi, słuchowymi i dotykowymi, lękiem, pobudzeniem, zaburzeniami snu, dezorientacją, dekoncentracją oraz nagłymi zmianami nastroju. Zespół majaczeniowy może być spowodowany zarówno chorobą, jak zatruciem środkami psychoaktywnymi, odstawieniem leków czy alkoholu.

Dołącz do Zdrowia na Facebooku! Encefalopatia, tasiemiec... a może toczeń? Występowanie mgły mózgowej może wiązać się z różnymi chorobami. Trudno stosować tu twarde kryteria, ponieważ - jak już wspomnieliśmy - sama obecność mgły jest ciężka do uchwycenia, a diagnoza opiera się na subiektywnych odczuciach chorego i obserwacji lekarza. Uważa się, że mgła mózgowa może towarzyszyć między innymi minimalnej encefalopatii wątrobowej, encefalopatii Wernickego, boreliozie, drożdżycy, toczniowi rumieniowatemu, obecności tasiemca czy wstrząsowi anafilaktycznemu. Jeżeli podejrzewamy, że dolega nam mgła mózgowa, warto pójść do lekarza. Może się okazać, że to zupełnie inna dolegliwość albo przejściowe obniżenie kondycji, które nie jest groźne. Jakkolwiek by było, nie powinniśmy się diagnozować sami za pomocą Internetu, ponieważ prowadzi to donikąd. Trochę sen, a trochę jawa Samo wyrażenie "mgła mózgowa" obrazuje charakter dolegliwości. Pacjenci porównują ją do chodzenia we mgle. Niektórzy twierdzą, że czują się, jakby śnili, choć nie towarzyszy im senność. Należy jednak zaznaczyć, że mgła mózgowa to nie to samo co depersonalizacja, czyli poczucie obcości względem samego siebie, wrażenie nierealności "ja".

Niepełnoobjawowe delirium sprawia, że cierpiąca na nie osoba ma problem z postrzeganiem, zapamiętywaniem, uczeniem się, sklecaniem zdań; doświadcza trudności w trzeźwym, logicznym myśleniu. Może również mieć kłopoty z koordynacją ruchową. Samej mgły mózgowej nie da się "wyleczyć"; pozbycie się jej wymaga leczenia podstawowego schorzenia, które jest jej przyczyną. Co ma do tego Hashimoto? Popularne stało się łączenie obecności mgły mózgowej z występowaniem zapalenia tarczycy Hashimoto, jednak nie wiadomo, czy występuje tu jakikolwiek związek. Z dużą dozą ostrożności należy podchodzić również do pogłosek, jakoby za mgłę mózgową odpowiadało spożywanie glutenu.
……………………………..

Nakarm swój mózg! Osiem produktów, które w tym pomogą
Małgorzata Skorupa, eska 25.02.2018 14:35

Mózg stanowi jedynie dwa proc. naszej masy ciała, a zużywa prawie jedną czwartą dostarczanej organizmowi energii. Nie zadowoli się byle czym. Sprawdź, co lubi najbardziej i zadbaj o niego w smaczny sposób.

Ludzki mózg lubi orzechy? Owszem, ale nie tylko je.

Lista proponowanych produktów to te, które obfitują w kluczowe składniki odżywcze, niezbędne centrum zarządzania. Mają zapewnić energię, poprawiać pamięć, koncentrację, nastrój.

Podstawą zdrowej diety jest umiar i różnorodność. Kiedy jednak w rozsądny sposób skoncentrujesz się na prawidłowym odżywianiu mózgu, twoja dieta nie będzie stała w sprzeczności z tymi zasadami.

Nasz mózg działa na glukozę. Bez niej komórki nerwowe już po 15 minutach zaczynają obumierać. Glukoza pozyskiwana jest z węglowodanów. Nie oznacza to jednak, że najlepiej służą mu słodycze czy cukier w kostkach.

Aby zasilić organ, wskazane jest spożywanie raczej cukrów złożonych pochodzących z pełnoziarnistych produktów, tj. chleb razowy, nieprzetworzone płatki zbożowe czy brązowy ryż i kasze. Cukry proste w postaci słodyczy, białego pieczywa czy ciastek co prawda bardzo szybko podniosą poziom glukozy, ale tylko na krótki czas, bo organizm wydzieli duże ilości insuliny i gwałtownie obniży poziom cukru we krwi. W wyniku tego mózg znów zostanie pozbawiony zasilania. Warto pamiętać, że cukry proste obciążają trzustkę i mogą prowadzić do nadwagi. Sięgaj po nie tylko w sytuacjach awaryjnych, kiedy potrzebujesz zasilenia komórek mózgowych w tempie ekspresowym.

Nie jest tajemnicą, że podczas intensywnego wysiłku umysłowego mózg zużywa więcej glukozy. Nie dziw się, że gdy twój intelekt jest pochłonięty trudnymi zadaniami, mózg zaczyna się dopominać o dostawę węglowodanów. Naukowcy zaznaczają, że nie wszyscy potrzebujemy ich tyle samo. Jak twierdzą, mózgi osób o wyższym poziomie IQ nie tylko są bardziej wydajnie, ale też zużywają mniej glukozy niż te osób mniej inteligentnych. Tak czy inaczej, i jednym i drugim polecamy własnoręcznie przygotowane musli. Robiąc je samodzielnie, masz pewność, że składniki będą najwyższej jakości (zwykłe płatki owsiane, jęczmienne czy ryżowe kupowane osobno nie zawierają dodatku cukru i są zdecydowanie tańsze). Do smaku i dla zdrowia możesz dodać prażone orzechy i słodki akcent w postaci świeżych bądź suszonych owoców.

Ryby na inteligencję - wybieraj te niehodowlane

Mózg w znacznej mierze składa się tłuszczu DHA, który jest częścią grupy kwasów tłuszczowych omega-3. Dobrą wiadomością jest to, że możemy sobie go dostarczyć wraz z pokarmem. Doskonałym źródłem kwasów omega-3, w tym DHA, są ryby morskie: łosoś, tuńczyk, makrela czy dorsz. Eksperci zalecają ich spożywanie 2-3 razy w tygodniu. Jednak uważaj, tłuste ryby hodowlane często są skarbnicą... toksyn! Wybieraj raczej dzikie egzemplarze. Tanie ryby z wielkich hodowli dostępne w marketach to niekoniecznie samo zdrowie. Ryby możesz konsumować jako samodzielny posiłek, np. pieczone czy gotowane na parze lub jako dodatek do innych dań: jako pastę kanapkową lub składnik sałatek. Smakosze zachwalają też ryby w galarecie i pożywną zupę rybną.

Co zyskujemy? Naukowcy przekonują, że wiele. Dzieci matek, które w czasie ciąży spożywają ponad 340 g ryb tygodniowo (2 nieduże porcje), mają średnio o 6 punktów wyższe IQ niż inne dzieci - tak wynika z prac prowadzonych nad fenomenem pokarmu rodem z wód. Szwedzkie badanie wykonane na młodych mężczyznach dało podobne rezultaty. Panowie, którzy jedli ryby częściej niż raz w tygodniu uzyskiwali w testach inteligencji wynik lepszy nawet o 11 procent niż ci, którzy ich unikali. O czym jeszcze donosi świat nauki? Otóż, osoby, które jedzą ryby co najmniej raz w tygodniu, nawet o 4 lata opóźniają procesy starzenia się komórek nerwowych. Zysk? Nieszwankująca pamięć, godna pozazdroszczenia koncentracja, zdecydowanie mniejsze ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera, udaru mózgu i depresji (prawdopodobnie kwasy omega 3 podnoszą poziom serotoniny i dopaminy, które pozwalają zachować dobry nastrój i optymizm).
………………………………………………….

„Wszyscy komisarze za zabraniem Polsce funduszy. To już koniec…”
O co chodzi, jaki i kto ma w tym interes?


KE: wszyscy komisarze za uzależnieniem wypłaty funduszy UE od praworządności

PAP 24.04.2018 / 16:00


© Thomson Reuters

KE debatowała w środę nad przyszłym budżetem unijnym po 2020 r. Wszyscy komisarze opowiedzieli się za wprowadzeniem mechanizmu uzależniania wypłaty środków UE od praworządności w państwach członkowskich - przekazała komisarz ds. sprawiedliwości Viera Jourova.

Jourova była pytana, czy kolegium komisarzy poruszyło w środę kwestię następnego wieloletniego unijnego budżetu i ewentualnego uzależnienia wypłaty środków unijnych od praworządności.

"KE debatowała dzisiaj na temat budżetu po 2020 r. Wymieniliśmy się opiniami. Kolegium komisarzy jest za wprowadzeniem mechanizmu praworządności, ale jeszcze nad tym pracujemy. Ostateczna decyzja zapadnie w przyszłym tygodniu" - powiedziała.

Rzecznik KE Margaritis Schinas poinformował, że była to ostatnia dyskusja komisarzy przed prezentacją budżetu zaplanowaną na 2 maja. Dodał, że była "bardzo owocna".

Komisja Europejska - według źródeł PAP - ma już gotowy projekt rozporządzenia w sprawie uzależnienia w przyszłym budżecie UE wypłaty środków od praworządności, zakładający możliwość zamrożenia funduszy. Otwartą kwestią pozostaje jednak, czy będzie to decyzja samej KE, czy też kraje UE będą miały wpływ na tę ocenę. KE w tym rozporządzeniu przedstawi warunki, które będą podstawą do ewentualnego zamrożenia środków unijnych dla kraju łamiącego zasady praworządności.

Jak mówił w poniedziałek rozmówca PAP w KE, chodzi o wymiar sprawiedliwości, a nowe prawo miałoby być "bezpiecznikiem". "Przykładowo jeśli w danym kraju nie będzie niezależnego sądownictwa, to będzie można zamrozić środki. W przypadku podejrzeń o defraudację środków unijnych czy związaną z nimi korupcję może się bowiem pojawić zagrożenie, że sąd nie wyda niezawisłego wyroku. Chodzi o to, by europejscy podatnicy mieli pewność, że środki są wydawane prawidłowo" – powiedziało źródło.

Jak dodało, zamrożenie może dotyczyć środków z funduszy spójności, ale także środków z wspólnej polityki rolnej, które przechodzą przez centralne instytucje rządowe.
Propozycja nowego budżetu ma zostać przyjęta 2 maja.

Rozporządzenie dotyczące uzależnienia środków od praworządności ma być przyjęte w ramach normalnej procedury legislacyjnej, z udziałem Rady UE i PE.

Debata na temat uzależnienia środków w budżecie UE od praworządności trwa od miesięcy. W opublikowanym w lutym przez KE dokumencie o nowych wieloletnich ramach finansowych warunkowość, oznaczająca uzależnienie wypłaty funduszy od spełnienia określonych standardów w wymiarze sprawiedliwości, była wskazywana jako opcja.

Polska jest przeciwna powiązaniu funduszy unijnych z praworządnością. Wiceszef MSZ ds. europejskich Konrad Szymański powiedział PAP w poniedziałek, że Polska nie zgodzi się na uznaniowe mechanizmy, które z zarządzania funduszami UE uczynią - jak to ujął - instrument politycznej presji na państwa członkowskie. Budżet musi rządzić się prawem, a nie uznaniowością - dodał.
Z Brukseli Łukasz Osiński

Z.W. / Mój komentarz

pap – Mój kanał – Świat - nadał powyższemu artykułowi taki oto nadtytuł: „Wszyscy komisarze za zabraniem Polsce funduszy. To już koniec…”

Nie wiadomo o jaki koniec chodzi, bo w sednie artykułu, nie ma zupełnie nic o Polsce. Wstawka o Konradzie Szymańskim, robi za treść, której w artykule nie ma. Tak prasowe tytuły, robią kasowe fortuny. Bo w tym biznesie, wszystkim jest kasa, kasa, i kasa… , nie prawda. A prawdę znają Ci, którzy przeczytają całość przekazu i to z ogromnym wyczuciem treści. A że większość czyta tytuły, ta właśnie większość ma szkopuły. Bo szkopuł, to takie coś, co utrudnia realizację czegoś, czym w tym wypadku jest właściwe i prawidłowe rozumienie każdej pozyskanej wiedzy.


Z.W. / Mój komentarz, wyjątkowo do tekstu poniższego:

To samo co w powyższym artykule, ale zupełnie innym tekstem i w zupełnie innym kontekście , bardziej jasnym i znacznie bardziej zrozumiałym, choć przecież to również opozycyjna nam opcja takich samych oszustów jakże zakłamanej rzeczywistości. Prasę trzeba uczyć się czytać do końca swoich dni, by subtelnie wyczuwać przekazywane w treściach niuanse. Tyle bowiem mają przeróżnych pomysłów na sprzedaż tego, co wyniuchają, autorzy przekazywanych tekstów. Tym razem takiego, jaki powinien być zwyczajny przekaz każdej informacji, nie ubierany dreszczykiem, czy inna formą sensacji, jeżeli takich teksty nie zawierają.
……………………………………………….

Polska straci przez nowe zasady podziału unijnego budżetu

Rzeczpospolita
Anna Słojewska
26.04.20181/ 08:00


© Bloomberg

Bruksela chce zmienić zasady wydawania pieniędzy z Unii Europejskiej. Obok dochodu pod uwagę będzie brana imigracja, bezrobocie młodych czy ochrona środowiska. Polska na tym znacząco straci.
Komisja Europejska przygotowuje projekt unijnego budżetu na lata 2021–2027. Z informacji uzyskanych przez „Rzeczpospolitą" wynika, że nasza pozycja finansowa znacząco się pogorszy. I to mimo że budżet ma relatywnie wzrosnąć, według naszych źródeł z 1 proc. do 1,13–1,18 proc. dochodu narodowego brutto Unii.
© Rzeczpospolita

Pierwszą przyczyną takiej zmiany jest fakt, że w budżecie UE będzie mniej pieniędzy. Dokładnie w ciągu siedmiu lat o 94 mld euro, bo tyle wynosi wkład netto Wielkiej Brytanii, która wyjdzie z UE 29 marca 2019 r. A swoje zobowiązania budżetowe będzie płaciła do końca obecnej perspektywy budżetowej, a więc do końca 2020 roku, co jest tzw. okresem przejściowym.

SKUTKI BREXITU

Drugi powód zmiany to nowe priorytety UE, takie jak obrona, bezpieczeństwo, gospodarka cyfrowa czy pomoc rozwojowa. – Rocznie będzie na to potrzebne o 8–10 mld euro więcej niż obecnie – mówi nieoficjalnie wysokie rangą unijne źródło.
W ciągu siedmiu lat potrzeba będzie na to 50–70 mld euro. Komisja chce, żeby ubytek po brexicie pokryć w połowie z oszczędności na tradycyjnych politykach (w tym przede wszystkim rolnej i spójności, które stanowią razem 72 proc. budżetu UE), a w połowie ze zwiększonych składek pozostałych 27 państw członkowskich. Natomiast nowe cele miałyby być finansowane w 80 proc. z nowych składek, a w 20 proc. z oszczędności. Komisja chce zaproponować, żeby wydatki na politykę spójności zmniejszyły się, w ujęciu nominalnym, o 6 proc. Nie precyzuje, co byłoby bazą dla tych cięć: budżet w cenach z 2014 czy w cenach z 2020 r. Dla Polski oznaczałoby to cięcia 5–15 mld euro w porównaniu z 77 mld euro obecnie.
………………………………..



Bez REWELACYJNEGO KĄCIKA ZDROWIA, ani rusz
……………………………………………………
Najlepszą, najwyższą i najbardziej skuteczna formą leczenia, znacznie uprzedzającą każdy proces samego już leczenia jest profilaktyka – najsłuszniejsza, bo najskuteczniejsza z form medycznych sposobów pomocy człowiekowi. Późniejsza już walka z rezultatami chorób, często spóźniona, nie tylko pochłania nie byle jakie bardzo zróżnicowane i bardzo indywidualne koszty, ale zabiera bezwrotnie upływający czas, który w całości poświęcamy na rozwiązywanie nieskończonych nigdy problemów indywidualnych z leczeniem związanych i nie pozwala na rozwijanie faktycznych naszych wszechstronnych potrzeb życiowych wszelkich innych ludzkich działań, czasem bardzo koniecznych. Bohaterem NR.1 tego kącika jest właśnie ona, - PROFILAKTYKA, w świa-towym, najbardziej medycznie fachowym wykonaniu polskiej, cudownej wprost Mapy Zdrowia..

..Ja wiem, pisze Łukasz D. King, redaktor wydawanego jeden raz w każdym kalendarzowym miesiącu Biuletynu Mapy Zdrowia, - że wiele rzeczy, które piszę, może się komuś nie podobać. Ale jeżeli ktoś szuka takich informacji, które będą się mu podobały, a nie potwierdzonych naukowo - czyli zgodnych z faktami, powinien czytać blogi i oglądać filmiki na You Tube...

Z.W. / Oto „prawda”, która produkuje miliony zupełnie nieświadomych powyższej prawdy, nie tylko polskich głupców, - nikogo zupełnie nie obraża-jąc.

- Każdy człowiek ażeby mógł się zajmować czymkolwiek i solidnie z zajęcia tego się wywiązywać, najpierw musi być w pełni zdrowy, później być w pełni przekonany, że chce to robić, a następnie musi doświadczyć swej pracy wstępny, ale pozytywny namacalny rezultat. Dopiero tak przygotowany indywidualny program działań, przynieść może pożądane, spodziewane, ale też oczekiwane pozytywne wyniki własnych działań. Moim, nie zupełnie skromnym zdaniem, na miarę światową właściwym wzorem owych działań, jest nasza Polska „Mapa Zdrowia”.
Poniżej fragmenty tytułów wyjętych z Biuletynu Mapy Zdrowia nr. 34 z lutego 2017 :


RAK PIERSI :
- Nareszcie naukowe sposoby na to, aby zapobiegać i leczyć
- Sokoterapia w praktyce – najzdrowszymi sokami z warzyw jakie możesz pić


Szczególny rodzaj medycznej wiedzy niekonwencjonalnej, w olbrzymiej przewadze popartej wiarygodnymi pracami naukowymi, czasem popartej praktyką własną Autora jej prezentacji Łukasza D. Kinga, w nadzwyczajnej, bo niepraktykowanej dotychczas formie fachowego, absolutnie merytorycznego jej przekazu codziennym dziennikiem oraz w każdym miesiącu kalendarzowym nowym Biuletynem Zdrowia, wydawanych drukiem i dostarczanych zwykłą pocztą tradycyjną oraz elektronicznie i dostarczanych drogą internetowej poczty mailowej.

Teraz już sami musicie zdecydować czy i w jakim zakresie publikowana przez Mapę Zdrowia niespotykana gdzie indziej wiedza prozdrowotna dla wszystkich, przydatna będzie również dla Was do wykorzystania. Życzę ZDROWIA z „Mapą Zdrowia”.


Znacznie więcej, bo bardzo obszerną ilość tej niespotykanej nigdzie indziej i w tak fachowym medycznie, praktycznym rozmiarze podanej wiedzy z tego zakresu, redagowanej przez Łukasza D. King – redaktora biuletynu Mapy Zdrowia, w którą możecie się zaopatrzyć, czy wyposażyć, znajdziecie Państwo: •- dzwoniąc pod nr (22) 123995 (prawdopodobnie konieczne będzie kilkakrotne wykręcenie numeru, - takie jest nasilenie jego używalności i zajętości)
- lub poprzez stronę internetową: www.biuletynzdrowia.pl (i dziesiątki dowolnych do otwarcia plików)

……………………………………………………….
Autorska stopka:
(ZW) – skrót inicjałów Autora – zaznaczony tekst własny
(K – E.P.) >>> - to skrót od słów Kyokushin - Ekstremum Prawdy – najwyż-szy stopień prawdy potwierdzony autopsją własną Autora artykułu używany dla treści bar-dziej obszernych od poniżej określonych


* / ** - Autorskie ciekawe myśli, po-wiedzenia. Inspirujące myśli złote
*** / **** - Autorskie sentencje, aforyzmy; maksymy
**** - Autorskie Apogeum: określenie momentu szczytowego, wartości maksymalnej. Najwyższe możliwe do osiągnięcia jakości, do których należy dążyć.*

Wszelkie pytania, dzielenie się wszechstronnymi uwagami i spostrzeżeniami, także Twoimi propozycjami dotyczącymi moich publikacji, - jeżeli nie odpowiada Ci droga poniższego komentarza, - kieruj proszę bezpośrednio na mój adres mailowy: intermarkbis@wp.pl

Autor artykułu Zdzisław Wojciechowski - m-c czerwiec 2018

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

24 Września 1926 roku
Utworzono przedsiębiorstwo Polskie Koleje Państwowe.


24 Września 1869 roku
W USA załamał się rynek złota. Był to tzw. czarny piątek.


Zobacz więcej