Wtorek 26 Marca 2019r. - 85 dz. roku,  Imieniny: Dory, Olgi, Teodora

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 01.03.19 - 20:27     Czytano: [213]

Dział: Godne uwagi

Wrocławscy Niezłomni





Było ich sześcioro: kpt. Eugeniusz Werens pseudonim „Pik”, Antoni Wodyński „Odyniec”, Ludwik Marszałek „Zbroja”, Wanda Minkiewiczowa pseudonim „Danka” oraz jej mąż, Lucjan Minkiewicz pseudonim „Wiktor” oraz Helena Motykówna, „Dziuńka” – ostatni Niezłomni we Wrocławiu. Nie chcieli oddać Polski, o którą walczyli przez sześć lat wojny, okupantowi z Moskwy. Oddali życie, broniąc przyszłych pokoleń przed czerwonym potopem.

Cała rodzina w więzieniu

Eugeniusz Werens, ps. Pik urodził się w 1917 w Kielcach. Po ukończeniu szkoły średniej wstąpił do wojska, w sierpniu 1939 r. ukończył szkołę oficerską w stopniu podporucznika. Wziął udział w walkach we wrześniu 1939 r. W grudniu nawiązał kontakt z Władysławem Jasińskim „Jędrusiem” i z organizacją podziemną Odwet na Kielecczyźnie. Zamieszkał w Iwoniczu i wziął ślub, pod przybranym nazwiskiem, z Krystyną Matuszak. Po wojnie podjął pracę w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego nie ujawniając swojej przeszłości, jednak został zdekonspirowany. Wyjechał do Wrocławia, zaangażował się w działalność WiN -u. 26 stycznia 1946 r. w restauracji „Odrodzenie” przy ul. Szczytnickiej funkcjonariusze UB przygotowali na niego zasadzkę. „Pik” wydostał się wtedy z „kotła” zabijając trzech funkcjonariuszy. Ranny w nogę zmienił miejsce zamieszkania, przenosząc się do Kielc. 2 lipca 1946 r. został aresztowany wraz z żoną, siostrą żony i teściową. 13 grudnia 1946 r. został skazany na karę śmierci oraz utratę praw publicznych, honorowych i obywatelskich oraz przepadek mienia. Żonę skazano na 7 lat więzienia, teściową na 5, a siostrę na 3 lata. W więzieniu urodziła się jego córka, Lucyna, którą pozwolono mu zobaczyć tylko jeden raz… 16 kwietnia 1947 r. wykonano na nim wyrok we wrocławskim więzieniu.

Bity aż do śmierci

Urodzony na Podlasiu Antoni Wodyński był oficerem Armii Krajowej i Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, podporucznikiem 6 Partyzanckiej Brygady Wileńskiej. Po wojnie w latach 1946–1947 pełnił funkcję łącznika między dowódcą Władysławem Łukasiukium „Młotem” a Komendą Okręgu Wileńskiego AK ppłk. Antoniego Olechnowicza. Udało mu się ukryć część archiwum oddziału „Młota”. Do Wrocławia przyjeżdżał często, przywoził meldunki i pocztę mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. To właśnie w czasie jednej z misji Wrocławskich został 5 lipca 1947 r. postrzelony w brzuch przez UB i aresztowany w czasie próby ucieczki z zasadzki urządzonej przez UB w mieszkaniu żony „Młota”, Jadwigi Łukasiuk, przy ul. Komuny Paryskiej 57a. Mimo stanu agonalnego został poddany brutalnemu przesłuchaniu. W protokole odnotowano tylko trzy pytania, choć zadano ich znacznie więcej. Zostały zapisane na papierze dokumentu przesłuchania obok trzech odpowiedzi, jakich udzielił.

Na pytanie: Gdzie jest „Młot”, odpowiedział: „Młot” wraz z oddziałem przebywa w lesie, ostatnio myśli o zaprzestaniu walki i rozwiązaniu oddziału. Na pytanie: Gdzie jest „Lufa” , odpowiedział: „niedawno spotkałem go przypadkowo na dworcu w Warszawie. Nie wiem gdzie teraz przebywa”. Na pytanie: Gdzie jest Cyrski, odpowiedział: „Nie wiem”.

Nie podpisał protokołu przesłuchania, bo nie był w stanie tego zrobić. W miejscu przeznaczonym na podpis znajduje się odcisk jego kciuka. Mimo, iż ubecy doskonale wiedzieli kogo przesłuchiwali, to w protokole przesłuchania wpisali, że przesłuchują nieznanego z imienia i nazwiska mężczyznę. W efekcie Wodyński trafia do znajdującego się pod kontrolą WUBP szpitala we Wrocławiu jako NN. Tam umiera 8 lipca 1948 r. Jego zwłoki, jako zwłoki NN, zostają przekazane do Zakładu Anatomii Prawidłowej Kliniki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, gdzie są przechowywane przez ponad pół roku. W końcu stycznia 1949 r. jego ciało, jako ciało NN, zostaje oddane do ćwiczeń studentom medycyny. Następnie, po upływie blisko miesiąca, zwłoki zostają pogrzebane w nieznanym do dziś miejscu.

Major twardy jak zbroja

Mjr Ludwik Marszałek ps.„ Michał Zbroja”, ostatni prezes Okręgu Wrocław Zrzeszenia WiN, urodził się na Podkarpaciu. Z braku pieniędzy nie mógł rozpocząć studiów na Politechnice Lwowskiej i wstąpił do Wojska Polskiego. W czasie akcji „Burza” był zastępcą mjr. Adama Lazarowicza „Klamry”. Od września 1944 r. wyprowadzał z lasów zdekonspirowanych i zdemobilizowanych partyzantów. Poszukiwany przez sowiecki kontrwywiad „Smiersz” ukrywał się, kontynuując działalność konspiracyjną w poakowskich strukturach antykomunistycznych. Był redaktorem i drukarzem podziemnego pisma „Ku Wolności”. Zagrożony aresztowaniem został przeniesiony w październiku 1946 r. na Dolny Śląsk, gdzie odbudował prawie od podstaw struktury WiN. W grudniu 1947 r. aresztowany przez UB i we wrocławskim więzieniu poddany brutalnym przesłuchaniom. 10 sierpnia 1948 r., w procesie działaczy Zarządu Okręgu Wrocław WiN, skazany przez sędziego kpt. Zygmunta Bukowińskiego na karę śmierci. Oskarżycielem był prokurator mjr Jan Orliński. Jego prośba o ostatnie widzenie z rodziną została odrzucona. Rozstrzelano go 27 listopada 1948 r. wraz z trzema innymi działaczami WiN: Stanisławem Dydo, Władysławem Ciskiem i Janem Klamutem, na dziedzińcu więzienia przy Kleczkowskiej. Ciało pogrzebano na Cmentarzu Osobowickim.

Małżeństwo na służbie

Lucjan Minkiewicz, chudy dryblas o pociągłej twarzy, wrażliwy inteligent, który w chwili wybuchu wojny był już studentem politechniki, z zacięciem do muzykowania, skrzypek.

Od jesieni 1945 r. nie chce już dłużej walczyć, nie widzi sensu kontynuacji zbrojnego oporu. Taka postawa towarzyszy mu przez kolejne miesiące, jednak jako człowiek ideowy i odpowiedzialny za swoich podkomendnych nadal trwa w walce. Czyni tak pomimo poważnych kłopotów ze zdrowiem oraz próśb, a czasem ostrych wyrzutów ze strony ciężarnej żony Wandy, pseudonim „Danka” Zachował się list Lucjana do napisany w połowie 1946 r.:
„(…)Wolę zginąć w walce niż na szubienicy. Wiesz, że u mnie już teraz nie ma litości u panów z UB, a przecież ja chcę żyć jak najdłużej z Wami, chcę choć trochę zaznać szczęścia przy Twoim boku. Musisz pogodzić się z tym, że jeszcze dłuższy czas będziemy musieli żyć z dala od siebie. Danuś! Pamiętaj, że jesteś moją żoną, że byłaś tak jak ja żołnierzem. Musisz trwać na swoim posterunku, musisz wychować nasze dziecko w duchu takim, w jakim i my byliśmy wychowani!”

30 czerwca 1948 r. ubecy w mieszkaniu przy ul. Pokutniczej 12 (dziś Łaciarska 9) bezpieka urządziła „kocioł”. W zasadzkę wpadła wówczas Wanda. Lucjan, słysząc męskie głosy w mieszkaniu zawrócił, zbiegł po schodach i uciekł, chwilę później, korzystając z zamieszania uciekła również Wanda, ale nie cieszyli się długo wolnością. Aresztowano ich 1 lipca 1948 r. Wandę Minkiewicz skazano na karę wieloletniego więzienia. Wyrok wydał sędzia Mieczysław Widaj, któremu nie przeszkadzał fakt, że Wanda Minkiewicz była w ciąży. W więzieniu urodziła córeczkę Ewę, na wolość wyszła w 1956 r. „Kiedy po latach Wanda Minkiewicz opuszczała więzienne mury, miała zalewie trzydzieści pięć lat, a wyglądała jak staruszka. Była smutna, chuda, zniszczona i schorowana, a wszystkie włosy miała siwe” - czytamy w książce Szymona Nowaka „Dziewczyny wyklęte”.

Lucjan po ciężkim śledztwie został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. o godz. 19.55 w więzieniu mokotowskim w Warszawie.

„Dziuńka”, która chciała walczyć

W książce „Dziewczyny Wyklęte” Szymon Nowak podkreśla, że Helena Motykówna, ps. „Dziuńka” była bardzo waleczna, odważna i… lubiła broń. Urodzona w 1924 r. w Daszewie (dziś to Ukraina), zaledwie przez 2 tygodnie była członkiem grupy „Otta”. Stracona razem z dzieckiem, w zaawansowanej ciąży (to był 8, lub 9 miesiąc) 18 lipca 1946 r. w więzieniu przy Kleczkowskiej. Dowódcą plutonu był ppor. Julian Lach. Naocznym świadkiem oczekujący na rozprawę żołnierz AK, wywiadowca „Otta”, Idzi Gatner. To on opisał egzekucję Heleny:
„Pod mur postawili tą kobietę w ciąży i tego Idziego (Piszczałkę) i innych. Ja to widziałem. Ile tam było, dwadzieścia, trzydzieści metrów. Na tą egzekucję KBW przyszło podpite. I nie, że sędzia odczytał wyrok. Wyprowadzili, oczy zawiązane i karabinami jak tylko mogli, tak siekli. W trakcie brutalnej egzekucji ranna Helena Motyka miała głośno krzyczeć: „Mamo, mamo, dobij!” Więźniowie, słyszący i obserwujący dramatyczny przebieg rozstrzeliwania skazanych, rzucili się wówczas do okien i zaczęli walić w miski. Był to ich protest.”

Razem z Heleną zamordowano jeszcze innych żołnierzy: Romana Roszkowskiego, Edwarda Szemberskiego i Idziego Piszczałkę. Szczątki Heleny Motykówny spoczywają na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu.

W uzasadnieniu wyroku skazującego Helenę Motykównę czytamy: „Przy wymiarze kary sąd wziął pod uwagę bierność, z jaką poddała się rozkazom dowódców bandy i solidaryzowanie się jej z działalnością bandy w ostatnim napadzie na pociąg oraz fakt, że podczas napadu dokonano mordu 10 żołnierzy armii sojuszniczej, przez co mogło nastąpić pogorszenie stosunków z zaprzyjaźnionym państwem ZSRR.”

Tyg. Niedziela

Wersja do druku

Olenka - 08.03.19 7:12
To, że najwygodniej jest krytykować, ganić, psioczyć, nie podając żadnych konkretnych argumentów, a tylko dla ulgi wysypać słowa jak z rękawa, stało się już ponurą codzienną rzeczywistością. Uzależnienie, nadmiar, czy też brak umiaru w temacie i słowach. Tak orzekło gremium złożone z niezależnych psychologów i socjologów na swojej konferencji związnej z "trollostwem" jaka miała miejsce w Quebec w 2017 roku. Czytając wpisy niektórych komentatorów, ta opinia potwierdza, że wpadli w stan internetowego uzależnienia - trollowania.

"Trollowanie jest złamaniem jednej z podstawowych zasad netykiety". Jego efektem jest dezorganizacja danego miejsca w Internecie w którym prowadzi się "dyskusję" i skupienie uwagi na trollującej osobie. Potęguje się kiedy ktoś zachaczy o wybujałe ego uzależnionego trolla.

Poniższe wpisy potwierdzają tę opinię.

Ja - 04.03.19 12:03
Toporowanie i heblowanie

Ale tu sie tnie i hebluje, aż wióry lecą. I to pod artykułem, który wymaga pochylenia głowy!!! Nic nowego! bo czy ci rzemieślnicy napisali kiedykolwiek coś na temat związany z tematem zawartym obojętnie w jakim artykule!

Jeden pił z dziobeczka tego drugiego, a ten drugi pochylał się nad dziobeczkiem tego pierwszego! I tak było, jak pamiętam od czasu powstania Kworum. Jakie to były uprzejmości i dusery! Ten drugi mianował tego pierwszego na doradcę rządu i Prezydenta lacznie bo był pewien, że to wykształcony radca prawny, a ten pierwszy porównywał bratnią duszę do /przynajmniej/ Jana Kochanowskiego. A jak mieli oko na kogoś to jednym głosem wyzywali nieszczęśnika od Ubeków itd. Raz nawet to upatrzyli sobie faceta z Australii i mianowali go senatorem. Oczywiście, dawno temu przedstawili się uprzejmie - Jestem Lubomir Ireneusz, a ja Władek Nowicki. I tak sobie bujali ludzi, aż wzięli się za topory. Ten pierwszy zauważył, że pan Władek podpisuje się ksywkami, których nie ma nawet w księdze meldunkowej na księżycu, a ten drugi z miejsca wytknął temu pierwszemu, że ma coś za uszami. Który ma rację?
Ten pierwszy orzekł, że jest bokserem i już wystrzelał po pysku jednego takiego Kubickiego, bo obraził "jego godność osobistą", hmmm, ale ten drugi ma jeszcze nadzieję, że wszystko będzie jeszcze fajnie.

Żal mi tylko trochę komentatora, którego dotąd uważałem za rzeczowego w swoich wpisach, ale i który w serii pochwał dla tego pierwszego, był dumny, że ów bokser stanął na jego drodze. No tak, ale skąd mógł wiedzieć, że ów "inteligent" wytrzaskał po pysku, też jakiegoś Kubickiego.

No cóż, aby zgłębić ICH możliwości trzeba czytać kolejne komentarze. Co jest pewne? A to, że wspólnie wyruszą do heblowania autora tego wpisu! W "obronie godności osobistej!"

Lubomir - 04.03.19 9:28
Panie Janie, na to co dzieje się w Polsce, może mieć pan niewielki wpływ, ale w sprawie najnowszej, terrorystycznej ustawy przeciwko Polsce, jako rezydent Ameryki, może mieć pan wielki wpływ. Co byś Janie powiedział na odegranie roli nowego Rejtana przed antypolskim Kongresem? Opinia światowa przynajmniej dowiedziałaby się o istnieniu nikomu wcześniej nieznanego człeczyny Jaśka Orawicza vel Władysława Kubickiego, a Polska uniknęłaby tarapatów na przyszłość? Przeszłość była, przeszłość wciąż nas czeka. Wciąż możemy ją kształtować. Każdy według swojej wiedzy i możliwości. Należy się cześć prawdziwym polskim bohaterom. Jednak oni tam pod ziemią nie obronią nas - chodzących po ziemi. To musimy zrobić my, tu i teraz. Chyba, że Jaśku masz obawy o reakcje Mosadu czy FBI, to wtedy dla własnego bezpieczeństwa przybierz znów sobie jakieś najnowsze imię i nazwisko, takie - na niby. A i tak zasłużysz na miano nowego Rejtana. Nie ustawiaj nikogo w roli rzekomego komunisty. Tak przed tobą robili żołdacy Hitlera. Dla nich każdy mieszkający na wschód od Niemiec, z urzędu był komunistą.

Henryk - 04.03.19 8:19
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gottorp

Piękny zamek, zbudowany przez ludzi mądrych i z wrodzoną kulturą.
W czasach świetności miejsce gdzie decydowano o losach Europy w tym i Rosji.
Zamek odbudowano niestety ludzi mądrych i z wrodzoną kulturą u władzy nie zobaczymy już chyba nigdy.
Zamek, świadectwo ludzkiej sztuki, gdy linia podziału pomiędzy głupimi a mądrymi przebiegała pionowo.
Zamierzam to miejsce odwiedzić i obym się nie rozczarował jak zawsze gdy jestem w Lądku Zdroju. Ratusz dzieło sztuki a w koło chodzą człekokształtne małpy i dziwnie patrzą na przybyszy.
Dożyliśmy czasów tzw. demokracji, poziomego podziału pomiędzy mądrymi a głupimi tubylcami wykorzystywanymi przez obce służby. Monopropaganda o wolności 24h.
Jeden z Żołnierzy Wyklętych to mój przodek, przyrko patrzeć jak się ich tragedię wykorzystuje dzisiaj do szerzenia wrogiej nam "demokratycznej" propagandy. Żołnierze wyklęci BYLI ZA POLSKĄ NIEPODLEGŁĄ wolną od czerwonych armii czy to ze Wschodu czy zza oceanu.

Jan Orawicz - 03.03.19 23:32
Panie Lubomirzi nie pisz mi tutaj moich danych osobowych,
tylko mi odpowiedz szczerze na moje szczere pytanie jakie
jest twoje nazwisko,a nie grzeb za danymi o mnie,bo nie
jestem zbójem! Ja nie ukrywam swego nazwiska,co wyjaśniłem
kilka lat temu,że moje nazwisko jest, Władysław Kubicki,a
mój pseudonim z czasu roboty podziemnej w PRL, to Jan
Orawicz,który ten szczęśliwy pseudonim zachowuję do grobowej
deski! O tym pisałem w Kworum - szczerze i otwarcie. stąd Pan ma
te dane o mnie! I to dobrze!! Ale Pan nie ma odwagi podać swoich
danych osobowych! Więc o czym to śwadczy?! Co Pan chciał
poszukać o mnie?! Chyba dziury w całym! No,ale napisz Pan
soje imię nazwisko, to zatka Pan tę dziurę! No i będzie fajnie!!

MariaN - 03.03.19 23:05
Jakie to przykre, pod artyk. tak waznym dla Polaków nawalanka jak zwykle, dlaczego piszący nie mają oglady i mądrosci. Zamiast pochylenia sie nad bohaterstwem naszych rodaków, którzy nie pogodzili sie z kolejną okupacją Polski widzimy prostackie teksty, czuję dyskomfort i mam nadzieję ze nie tylko ja. Zołnierze niezłomni, wyklęci przez nową waadze czerwoną zasługują na naszą wdzięcznosć i hołd, z dumą natomiast ogląda sie młodych ludzi noszących koszulki z wizerunkami Pileckiego czy Inki, niech żyją na zawsze w naszej pamieci.

Jan Orawicz - 03.03.19 22:44
No cóż, sowiecki okupant RP wykonywał swoje zbrodnie
na PRAWTCH POLAKACH! I w taki sposób mógł sprawować
swoją okupację nad naszym wyzwolonym spod Niemców
krajem!Takich Polska miała i ma sąsiadów! Dzięki Bogu jest
obecnie wolnym krajem i członkiem UE,co gwarantuje Polsce
bezpieczeńtwo przed- zawsze głodną i napastliwą Rosją. No,
ale nasz zachodni sąsiad wcale w tamtych czasach nie był
lepszy od tego wschodniego.No cóż, tak bywa od wieków,że
mocarze napadają na słabsze państwa! Taka jest ich nizina
moralna od pradziejów! I na to niestety do tej pory - w
zasadzie nie ma sposobu! Wrodzony bandytyzm jest okropny!!!
On tkwi w genach określonego narodu!

Lubomir - 03.03.19 12:08
Człeczyno Janie, a faktycznie panie Kubicki...Nie afiszuję się swoim nazwiskiem, bo swego czasu wystrzelałem po pysku niejakiego Kubickiego. Obraził moją godność osobistą. Myślał, że w pracy ujdzie mu to bezkarnie. Nie uszło. Po tym zdarzeniu nabrał do mnie szacunku i był moim dobrym kolegą. Klimat w miejscu pracy ogólnie też oczyścił się. Niektóre świńskie ryjki - przestały ryć pod innymi. Czyli rozwiązanie było jak najbardziej odpowiednie do sytuacji. Wyraziłem się jasno? Chyba tak. Kto w młodości chociaż lekko musnął boksu, to nie pozwoli pluć na siebie! No chyba, że robi to chory na Alzheimera, to tylko można wyrazić wyrazy współczucia a nawet wyrazy solidarności.

Jan Orawicz - 03.03.19 0:07
Lubomir nie przypisuj mi tego,co mnie nie dotyczy!
Ja jeszcze raz ciebie zapytam z jakiego to powodu -
w wolnej Polsce ukrywasz swoje imię i nazwisko?!
O czym to może świadczyć?! Zapewne wiesz! A ja
do takich osobników nie mam zaufania,którzy teraz -
w wolnej Polsce kryją podstawowe dane o sobie!
I ta sprawa tobie doskwiera! Zastanów się człeczyno
nad sobą!!!!

Jan Orawicz - 02.03.19 21:25
Szanowny Panie Henryku nasza Prawica wyrażnie ma u siebie
starszych hamulcowych w sprawach rozrachunku czerwonych
bandytów z UB,SB,MO itp. A zatem nie ma komu rozliczyć prawnie
tych bandytów! Dużo już ich kopnęło w kalendarz! Ale reszta jest
nadal n i e t y k a l n a!! A to z tego prostego powodu,że w polskim
prawie - nadal grzeją zadki czerwone gagatki i torpedują prawny
rozrachunek z czerwonymi bandytami!! A czart ma z tego pociechę
i to taką w d e c h ę!!

Lubomir - 02.03.19 18:42
Panie Janie, przepraszam - Panie Drahera, trochę wygląda pan na marksistowskiego prowokatora. Nie słyszał pan nic o religii, która każe miłować nawet wrogów? Dlaczego przywiezionych z Moskwy morderców Polaków - utożsamia pan z polskimi patriotami? Pewnie pan nie słyszał także, że na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej wciąż są osoby, które pobierają od rządu niemieckiego kompensaty za rany odniesione w czasie służby w Wehrmachcie, podczas II Wojny Światowej. Oni nie wyrzekli się nigdy swojej niemieckości i swoich nazistowskich sympatii! To jest ciągle antypolska Piąta Kolumna! To są wciąż niemieccy utrzymankowie, gotowi wykonywać niemieckie rozkazy! Może nieco łatwiej jest mówić o emeryturach niemieckich - dla byłych żołdaków z Waffen-SS w Bawarii, Austrii czy Belgii...? Chociaż zbyt wiele informacji na ten temat, nie upublicznia się w Europie. Czy ktoś nie zachęca Polaków do robienia czystek na wzór bałkański? Dzisiaj niemal na sto procent wiadomo, że na Bałkanach robili to niemieccy agenci.

Lubomir - 02.03.19 15:07
Szkoda, że pełnej listy oprawców Polaków i m.in. Rosjan, nie zdążył upublicznić pod Smoleńskiem prezydent RP Lech Kaczyński. A może to był jeden z ważniejszych powodów 'Katastrofy Smoleńskiej'? Jakiś wywiad chyba nadal jest solidarny z Bolszewią i nadal robi wszystko, żeby świat nie znał etnicznego składu ludobójców. Ich polityczne pseudonimy - kierują podejrzenia na Rosję.

Henryk - 02.03.19 12:06
Maria Turlejska w książce "Skazani na śmierć i ich sędziowie" pisze, że członków WiN na salę sądową wprowadzano w mundurach Wehrmachtu.
Jak ktoś przeczyta tą książke, autorka Żydówka koleżanka Gomułki to na pewno mu minie filosemityzm. Oskar Karliner z Henrykiem Holderem i specem od prawa i sprawiedliwości Henrykiem Podlaskim stworzyli w Polsce sądową machinę do mordowania Polaków. Skazany przez nich na śmierć mógł napisać prośbę o łaskę do Bieruta, która trafiała na biurko Izaaka Klajnermana.
Dzisiaj zamist ujawniać fakty, kto sterował i to finansował wykorzystuje się propagandę historyczną do do przeinacznia odpowiedzialności na Rosjan.
Rosjanom żydobolszewicy zbudowali i zarządzali ponad DWA I PÓL TYSIĄCA obozami koncentracyjnymi. To co wycierpieli Rosjanie opisał Sołżenicyn, oskarżając Żydów o wymordowanie SZEŚĆDZIESIĄT MILIONÓW Rosjan.
Z Polski wysyłano do Izraela emerytury żydowskim oprawcom a ich synom wręcza się dziś uroczyście polskie paszporty.

Antoni Drahera - 02.03.19 4:16
Co tutaj komentować? Prawica PiS doszła do władzy
i nie rozlicza jeszcze żyjących bandytów z UB,SB itp. za
ich popełnione zbrodnie na żołnierzach AK,WiN itp.
organizacji polskiego podziemia! I tak uchodzą - bezkarnie
zbrodnie czerwonych zbrodniarzy z PRL! Oni się teraz śmieją
w twarz polskiej prawicy przy sterach władzy w postaci PiS.
Znależli się PRZEBACZACZE BANDYTOM Z UB,SB,MO itp.
To wyrażnie cuchnie z d r a d ą!!!

Wszystkich komentarzy: (14)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

26 Marca 1977 roku
Powstał Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO)


26 Marca 1973 roku
Zmarł Gustaw Konstanty Żebrowski, oficer służby stałej i porucznik WP, major NSZ (ur. 1896)


Zobacz więcej