Czwartek 22 Października 2020r. - 296 dz. roku,  Imieniny: Haliszki, Lody

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 09.05.20 - 12:27     Czytano: [795]

Litwa Kowieńska – tam była Polska (Akt.)




Marian Kałuski






Litwa Kowieńska – tam była Polska
Słownik historyczno-geograficzno-biograficzny

Przyczynek do zagłady Polaków na Litwie Kowieńskiej 1918-1968




Medal litewskiego rzeźbiarza Petrasa Rimsy
przedstawiający Polskę jako świnię





Melbourne 2020


Spis treści



Prof. Stefan Kałuski „Słowo wstępne
Od autora:
Przemilczana zagłada Polaków na Litwie Kowieńskiej i apel do historyków polskich
Litwa Kowieńska: tam była Polska
Nazwa „Litwa Kowieńska”
Unia polsko-litewska
Polskość Litwy Kowieńskiej
Narodziny antypolskiego nacjonalizmu litewskiego
Niemcy twórcą państwa litewskiego
Litwa Kowieńska
Wilno kością niezgody między polską a Litwą
Polityka Litwy Kowieńskiej wobec Polski
Tragiczny los Polaków na Litwie Kowieńskiej
Stosunki polsko-litewskie od marca 1938 do października 1939 roku
Okupacja Wilna przez Litwę Kowieńską październik 1939 – czerwiec 1940
Sowiecka okupacja Litwy Kowieńskiej i Wilna czerwiec 1940 – lipiec 1941
Niemiecka okupacja Litwy Kowieńskiej 1941 – 1944
Ponowna sowiecka okupacja Litwy Kowieńskiej 1944-91 i zagłada tamtejszych Polaków
Litwini bezwstydnie fałszują historię Polski i narodu polskiego. Czas najwyższy na ostrą reakcję ze strony polskiej
Tragiczny los Polaków na Litwie Kowieńskiej realizowany dzisiaj w Wilnie i na Wileńszczyźnie

Część Druga

Polski słownik geograficzno-historyczno-biograficzny Litwy Kowieńskiej
Podstawowa bibliografia





Słowo wstępne


Wybitny uczony, uczestnik konferencji pokojowej w Rydze i Paryżu – geograf Eugeniusz Romer pisał w swoich pamiętnikach: Nie wystarczy wykroić kawał ziemi i Polską go zatytułować.

Doskonale wiedział co oznacza owo „wykrojenie”. To kwestia losu, setek tysięcy ludzi, podstawa gospodarki państwa, warunki jego obronności. To odpowiedzialność przed Bogiem i historią.

Kwestie te dotyczyć mogą wielu państw Europy. Żadna część świata nie jest tak rozdrobniona, w przeszłości skłócona, wyniszczana konfliktami i wojnami. Historia pozostawiła w Europie piętno w krajobrazie. Graniczne twierdze, umocnienia, bunkry. Są i inne ślady. Niezgodność przebiegu granic politycznych i rozmieszczenia narodowości. Mniej lub bardziej znane. Eksponowane lub przemilczane, w zależności od polityki państw. Ale żyjące w świadomości ludzi. I tych zamieszkujących narodowościowe enklawy w innych państwach, jak i tych brutalnie wysiedlonych z ziemi ojców. Oni pamiętają – jak pisał poeta:

Można mnie stamtąd wyrzucić, można mi kazać nie wrócić…
Ale jak można zakazać tęsknoty?


Stanisław Baliński „O kraj mój”.

Nie wszystkie nasze „małe ojczyzny” są znane zwłaszcza młodemu pokoleniu. Nie znają nawet polskiego nazewnictwa geograficznego tych ziem, nie mówiąc już o wkładzie Polaków dla rozwoju tych ziem w trakcie wielu wieków ich historii.

Kto z Polaków potrafi dziś wyjaśnić mickiewiczowskie Litwo, Ojczyzno moja czy słowa Tadeusza Kościuszki Litwinem jestem. Autor wyjaśnia tę sprawę.

O jednej z takich „zatopionych” wysp polskości pisze Marian Kałuski. Podjął się tematyki kontrowersyjnej, wręcz niewdzięcznej. Dotyczy ona Litwy Kowieńskiej. O tragicznej, nieznanej historii tego obszaru świadczy krótkie zestawienie. Przed II Wojną Światową mieszkało tu około 250 000 Polaków – tj. 10% ludności regionu. Dziś to około 0,1%, czyli zaledwie 2000 Polaków.

Autor ukazuje losy tych ludzi i regionu. Robi to w sposób dający świadectwo swojej kultury moralnej i politycznej. Nie dąży do rozdrapywania ran. Nie poucza, nie moralizuje. Ukazuje prawdę, czasem bolesną, taką, o której pisze Julia Hartwig:

Nie, pamięć nie jest jedna
Jej siostry są liczne i do siebie niepodobne
.

Przekaz autora jest logiczny i transparentny, pozostawiający czytelnikowi własną ocenę.

W prezentacji problemów tak różnie ocenianych nie dostrzegamy akcentów nacjonalistycznych, lecz specyficzny apel, aby uczestnicy dialogu wzajemnie szanowali swoje racje. Marian Kałuski dyskretnie apeluje do politycznych liderów, którzy jak pisze prof. Wolff Powęska bardziej dziś dbają o formę opakowania, aniżeli o charakter produktu, który oferują.

Opracowanie Mariana Kałuskiego może być merytorycznym i etycznym wzorcem dla podobnych publikacji. Oby znalazł naśladowców…

Prof. Stefan Kałuski
Uniwersytet Warszawski



Od autora
Przemilczana zagłada Polaków na Litwie Kowieńskiej
i apel do historyków polskich



„Polskie władze tylko wtedy interesują się mordowaniem Polaków, jeśli mordercami są Niemcy”
- to fragment raportu podziemia z Ziem Wschodnich RP z 1943 r.

(Piotr Zychowicz Wołyń zdradzony Rebis, Poznań 2019)

Oddaję w ręce Czytelników i historyków w Polsce i na Litwie unikalną i z pewnością pionierską książkę.
Jest to pierwsza w języku polskim tak obszerna książka o dziejach Polaków na Litwie Kowieńskiej, czyli w państwie litewskim z lat 1918-40, którego stolicą (de facto) było Kowno i o tym jak bardzo ten litewski kraj był także i polską ziemią. Jest to jednocześnie pierwsza w języku polskim historia zagłady tamtejszej 200-tysięcznej społeczności polskiej, dokonanej przez rząd litewski w latach 1918-40, a w latach II wojny światowej (1940-44) przez Litwinów oraz współpracujących z nimi w tej zbrodni okupantami Litwy: sowieckim (1940-41), niemieckim (1941-44) i ponownie po wojnie sowieckim do 1990 r. To fakt w literaturze polskiej zupełnie nieznany. Nieznany przez przemilczanie ze strony wszystkich rządzących Polską po 1945 r. i zaniechanie ze strony historyków polskich i sprawiedliwych litewskich.
Potworne były losy Polaków w XX wieku: zdziesiątkowanie naszych rodaków na terenie Związku Sowieckiego w latach 1921-1939, zagłada Polaków na Litwie Kowieńskiej przez Litwinów i nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, wymordowanie kilku milionów etnicznych Polaków przez Niemców/Niemcy i NKWD/Związek Sowiecki.
O zbrodniach niemieckich, sowieckich i ukraińskich na Polakach ukazało się bardzo wiele prac naukowych i książek popularnonaukowych i wspomnieniowych. O horrendalnych zbrodniach niemieckich popełnionych na Polakach podczas II wojny światowej wie każdy dorosły Polak jak i dzieci chodzące do szkół. O sowieckiej zbrodni katyńskiej wie dziś chyba każdy Polak. Podobnie jest ze sprawą sowieckich wywózek Polaków z Kresów na Sybir i o zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej w latach 1943-45. I tak powinno być. Tego domaga się i prawda, i historia, a przede wszystkim pamięć i cześć dla zamordowanych czy bezwzględnie prześladowanych naszych Rodaków, tylko dlatego, że byli Polakami. A bez prawdy nie można budować prawdziwie dobrego współżycia między społeczeństwami i państwami.
Przed II wojną światową na Litwie Kowieńskiej żyło 200-250 tysięcy Polaków, którzy stanowili 10 procent ludności kraju. Dzisiaj na tym obszarze Litwy praktycznie nie ma żadnych Polaków – nawet 1% spośród tych, którzy mieszkali tam przed wojną. A przecież jeśli ktoś z dzisiejszych Polaków w jakiś cudowny sposób wie, że na Litwie Kowieńskiej było tak dużo Polaków, a dzisiaj ich tam w ogóle nie ma, to automatycznie powinno rodzić się pytanie: co się z nimi stało? To pytanie powinni postawić stawiać sobie historycy polscy, szczególnie ci – a jest i wielu, którzy zajmują się dziejami Polaków na świecie. Tymczasem nikt z nich tym tematem – tą białą kartą w historii Polski i narodu polskiego w ogóle do tej pory się nie zajął. Rezultat tego jest taki, że chociaż to właśnie Polacy na Litwie Kowieńskiej byli pierwszym narodem ukaranym na bycie Polakami, to w społeczeństwie polskim panuje przekonanie, że pierwszym narodem ukaranym byli Polacy na terenie Związku Sowieckiego. Tak to przedstawia np. książka Mikołaja Iwanowa Pierwszy naród ukarany. Polacy w Związku Radzieckim 1921-1939 (Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa-Wrocław 1991). Tymczasem Litwini rozpoczęli prześladowanie Polaków z pomocą Niemców na Litwie Kowieńskiej już w czasie I wojny światowej. Po powstaniu państwa litewskiego w 1918 r. prześladowanie było tak powszechne i brutalne, że w przeciągu 40-50 lat prawie nic nie pozostało z 200-250-tysięcznej społeczności polskiej na Litwie Kowieńskiej. W żadnym kraju, w którym nie było brutalnie prowadzonej polityki asymilacji, nie zniknęła tak bardzo liczebna społeczność w okresie zaledwie dwóch pokoleń. Pomimo prześladowań nie zniknęła w tym samym okresie, a nawet i dłuższym (do 1991 r.) społeczność polska na terenie Związku Sowieckiego. Z tego wypływa wniosek, że prześladowania Polaków w innych rejonach Związku Sowieckiego nie były aż tak brutalne, jakimi były na terenie Litwy Kowieńskiej w latach 1918-40 i Sowieckiej Litwy (w której rządzili nacjonaliści litewscy przefarbowani na czerwono) na tymże terenie w latach 1944-1970. Bowiem to właśnie w tych dwóch okresach czasu zniknęła społeczność polska na terenie Litwy Kowieńskiej. Zniknęło/zgładzono aż 200 tysięcy Polaków, czyli więcej niż zginęło naszych Rodaków podczas Powstania Warszawskiego 1944 r., podczas rzezi Polaków na Wołyniu w latach 1943-44, eksterminacji etnicznych Polaków w obozie koncentracyjnym Auschwitz czy w Katyniach z rąk oprawców sowieckiego NKWD.
Dla rzetelnego historyka nie ulega wątpliwości, że polityka wynaradawiania Polaków przez zaborcę niemieckiego i rosyjskiego nie była aż tak brutalna, jaką była w nacjonalistycznej i nacjonalistyczno-sowieckiej Litwie. Niemcy i Rosjanie po prostu dążyli do wynarodowienia Polaków – do tego, aby stali się Niemcami czy Rosjanami bez żadnych warunków wstępnych. Litwini natomiast świadomie dążyli do wynarodowienia Polaków poprzez uprzednie sadystyczne ich odczłowieczenie i upodlenie. Pauperyzacja i zacofanie cywilizacyjne społeczeństwa polskiego miały prowadzić do ich lituanizacji. Polacy zanim mieli się stać Litwinami musieli przejść przez swoisty czyściec ogniowy.
Pewne grupy Niemców i Rosjan, ale nigdy nie wszyscy Niemcy i Rosjanie – tak w carskiej jak i sowieckiej Rosji, nie lubili czy nie lubią Polaków. Tymczasem nacjonalistyczne władze Litwy Kowieńskiej do spółki – niestety – z Kościołem litewskim wszczepili w całe społeczeństwo litewskie (wyjątki potwierdzają regułę) taką wprost zwierzęcą nienawiść do Polski i Polaków, że jeszcze dzisiaj – chociaż Litwini mają dziś Wilno, a rządy polskie są skrajnie prolitewskie, niemowlęta litewskie piją polakożerstwo z mlekiem matki. Potwierdza to historyk litewski Alfredas Bumblauskas. W audycji „Komentarze tygodnia” w prywatnej litewskiej stacji telewizyjnej TV3 powiedział: „Cała nasza litewska tożsamość jest antypolska. My, współczesny naród litewski, urodziliśmy się jako anty-Polacy. Najważniejsi XIX-wieczni twórcy naszej tożsamości narodowej mówili, że podstawowym dążeniem tworzącego się narodu litewskiego powinno być wyzwolenie się spod dominacji polskiej (zasianie nienawiści do Polski i Polaków i wszystkiego co polskie)”. Zdaniem Bumblauskasa każdy humanista i naukowiec litewski powinien zadać sobie pytanie, co osobiście zrobił, by przezwyciężyć te uformowane w okresie międzywojennym antypolskie stereotypy we wszystkich naukach, a w tym i w polityce. Jego zdaniem w tej dziedzinie nie zrobiono nic albo bardzo mało (Kresy24.pl 18.5.2011).
Zasianie przez nacjonalistów litewskich wśród Litwinów wprost zwierzęcej nienawiści do Polski i Polaków oraz wszystkiego co polskie było z pewnością fenomenem w dziejach nie tylko Europy, ale i świata. A to dlatego, że do 1918 r. Polacy i Litwini byli braćmi i Polacy nie dali Litwinom żadnego powodu do ich nienawidzenia. Dopatrywać się w tym można ręki Szatana, bo inaczej tego w żaden logiczny sposób wytłumaczyć nie można. Litwini stali się jego narzędziem w sianiu nienawiści między narodami. Mnie osobiście jako katolika, zadziwia wielka rola katolickiego Kościoła litewskiego w tym szatańskim dziele!
Co na to rząd polski i Polacy? Ignorują to. Słyszymy starą polską przyśpiewkę: „Polacy, nic się nie stało” i nie dzieje. Rządzący, a z nimi media – wzorem z czasów PRL, kiedy wmawiano Polakom, że Związek Sowiecki to nasz przyjaciel, upupiają Polaków twierdzeniem, że Litwa to – wbrew wszystkim faktom temu zaprzeczających! - nasz przyjaciel i strategiczny partner Polski (jak maleńkie i zupełnie bezbronne państewko może być partnerem strategicznym Polski?!). Do tego stopnia są prolitewscy, że w sprawie Polaków w Wilnie i na Wileńszczyźnie uprawiają politykę zgodną z powiedzeniem: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Krótko mówiąc, dla rzekomej przyjaźni polsko-litewskiej godzą się na powolną zagładę Polaków także w Wilnie i na Wileńszczyźnie przy pozorach ich wspierania.
W Polsce Ludowej (1944-89) sprawy kresowe i Polaków na Kresach były narzuconym przez władze tabu. Z tego powodu nie można było mówić o zbrodniach popełnionych w XX w. przez jakikolwiek naród mieszkający na terenie Związku Sowieckiego. W 1989 r. upadł komunizm w Polsce i w niby wolnym już kraju niektóre tematy kresowe pozostają nadał tabu. Jednym z nich jest mówienie pełnej prawdy o Polakach na Litwie. Rządy pokomunistyczne w Warszawie nie cenzorują tekstów, nie ma, jak to było w PRL cenzury prewencyjnej i represyjnej. Jednak przez 45 lat życia w szponach cenzury, wielu historyków nauczyło się samo cenzury, czyli do podporządkowywania swego pióra oficjalnej polityce rządu w danej sprawie. A wszystkie polskie pokomunistyczne rządy za politykę wschodnią Polski przyjęli wytyczne paryskiej „Kultury” czy – jak kto woli – naczelnego redaktora tego pisma Jerzego Giedroycia. Polska w imię budowania z Litwą, Ukrainą i ewentualnie Białorusią antyrosyjskiego sojuszu, ma zapomnieć o historii polskiej na Kresach, o Polakach tam mieszkających i spełniać możliwie wszystkie do spełnienia życzenia Wilna, Kijowa i Mińska, nawet wtedy jak są sprzeczne z polską racją stanu.
Właśnie owocem tej polityki jest przemilczanie litewskiej zbrodni dokonanej na Polakach na Litwie Kowieńskiej, która była niczym innym jak czystką etniczną, a więc zbrodnią, która według rezolucji Komisji Praw Człowieka obejmuje deportację i przymusowe, masowe usuwanie lub wypędzanie osób z ich domów, jawne naruszanie praw tych osób w celu przemieszczenia lub zniszczenia grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych.
Podczas II wojny światowej, w czasie niemiecko-litewskiej okupacji polskiego Wilna i Wileńszczyzny (1941-44), Niemcy wspólnie z Litwinami dopuścili się wielu potwornych zbrodni na obywatelach polskich narodowości żydowskiej i Polakach. W samych Ponarach koło Wilna zamordowali około 100 000 Żydów i Polaków (15-20 tys.). Chociaż tej zbrodni dokonali Niemcy z Litwini (oni głównie rozstrzeliwali), pod naciskiem komunistów litewskich za pośrednictwem Moskwy „…ta tragedia nie istniała na kartach historii” (ani polskiej do 1989 r., ani litewskiej), jak napisał marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński w liście skierowanym do uczestników obchodów Dnia Ponarskiego 28 maja 2019 roku pod Krzyżem-Pomnikiem Ponarskim na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie („Kronika Sejmowa” Maj 2019, str. 74). Po upadku komunizmu w Polsce Polacy, głównie 107 tys. Polaków wypędzonych z Wilna w 1945 roku, wśród których były rodziny pomordowanych, zaczęły domagać się prawdy w zbrodni ponarskiej i zbrodnia ta przestała być białą plamą w historii Polski i narodu polskiego. Niestety, o pamięć o ofiarach zbrodni dokonanej na Polakach na Litwie Kowieńskiej nie miał kto się upomnieć, a rządy pokomunistyczne postanowiły nadal ją ukrywać w imię budowania na lodzie przyjaźni polsko-litewskiej (analogia do budowanej również na lodzie w czasach PRL-u przyjaźni polsko-radzieckiej).
Na Litwie Kowieńskiej dokonała się jedna z najobrzydliwszych czystek etnicznych w Europie w XX w. Gdyby dzisiaj miała ona miejsce, Litwa przez takie zachowanie byłaby nazywana pariasem Europy, gdyż byłoby ono całkowicie sprzeczne z Deklaracją Praw Człowieka, uchwalonej 10 grudnia 1948 roku podczas Trzeciej Sesji Ogólnego Zgromadzenia ONZ, z Międzynarodową ochroną praw mniejszości narodowych i etnicznych (wyd. pol. Komitet Helsiński w Polsce, Warszawa 1992), łamaniem europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 1950 roku czy Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych uchwalonego przez Zgromadzenie Ogólne ONZ z dnia 16 grudnia 1966 roku. Łamaniem praw człowieka na Litwie zajmowałby się Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Litwa na pewno nie została by członkiem Unii Europejskiej ani NATO.
W latach 90. XX wieku pewne kręgi polskich polityków (m.in. Unii Wolności) i niektóre media z redakcją „Gazety Wyborczej” na czele uprawiali „politykę wstydu”. Polacy mieli się bić w piersi nie tylko za grzechy popełnione, ale także za nie popełnione, a wymyślone w ramach tej akcji. Jednocześnie ci ludzie nie domagali się o naszych sąsiadów, aby także i oni przeprosili nas za popełnione przez nich grzechy i zbrodnie, których się bez wątpienia dopuścili.
Tak, przyznanie się do popełnionej winy i przeproszenie poszkodowanych jest rzeczą wskazaną w relacjach międzyludzkich i między państwami. Bez tego nie może być prawdziwego pojednania, zbudowania prawdziwej przyjaźni między państwami. W czasach PRL, a więc przez 45 lat na grandę budowano przyjaźń polsko-radziecką (sowiecką) z wynikiem takim, że de facto pogłębiała się wrogość Polaków do okupanta sowieckiego, bo tę „przyjaźń” budowano i na przemilczaniu, i na kłamstwie. Trzeba było milczeć o zbrodni katyńskiej, o wywózkach Polaków na Sybir i stepy Kazachstanu, o ekonomicznym wyzyskiwaniu Polski. To oburzało i bolało Polaków.
Nie zbuduje się również szczerej przyjaźni polsko-litewskiej przez przemilczanie czy fałszowanie tragicznej historii stosunków polsko-litewskich od chwili powstania państwa litewskiego w 1918 r., w tym przemilczanie zagłady 200-250-tysięcznej społeczności polskiej na Litwie Kowieńskiej oraz bez oficjalnego przeproszenia Polski i Polaków przez rząd litewski i Kościół litewski za tę zbrodnię. Właśnie brak potępienia tej zbrodni i żądania przeprosin za nią przez rząd polski, Kościół polski i w ogóle Polaków utrzymuje Litwinów w przekonaniu, że nic złego nie zrobili i tym samym zachęca obecne rządy litewskie do prześladowania i niszczenia dzisiaj Polaków w arcypolskim w swych dziejach Wilnie i na etnicznie ciągle polskiej Wileńszczyźnie, które Stalin bezprawnie w świetle prawa międzynarodowego oderwał od Polski i sprezentował Litwie w 1939 r., aby móc ją przyłączyć do Związku Sowieckiego już w następnym roku (w czerwcu 1940 r.). Litwini robią to dziś w rękawiczkach w Wilnie i na Wileńszczyźnie, ale ich cel jest taki sam: zniszczenie społeczności polskiej i dowodów na polskość tej ziemi. Jak niebezpieczne jest ignorowanie przez stronę polską prześladowania Polaków na Litwie, która było czystką etniczną obrazuje fakt uważania przez Litwinów za osobę świętą litewskiego biskupa Mecislovasa Reinysa, który bezprawnie zarządzający arcybiskupstwem wileńskim w latach 1940-47 niemiłosiernie prześladował polskich katolików w Wilnie i na Wileńszczyźnie, doprowadzając m.in. do aresztowania przez Niemców w Wilnie 22 marca 1942 r. arcybiskupa wileńskiego Romualda Jałbrzykowskiego i członków Kurii Biskupiej i zaraz potem do aresztowania i zesłania do więzień i obozów, kilkudziesięciu księży polskich – w tym wielu proboszczów, profesorów i kleryków wileńskiego seminarium duchownego oraz wielu zakonników polskich („W Służbie Miłosierdzia” Nr 3 2007, Białystok). W 2009 r. Poczta Litewska, jak gdyby nic złego na nim nie ciążyło, uczciła tego polakożercę przez wypuszczenie znaczka pocztowego z podobizną tego „wielkiego Litwina”. A dzisiaj Kościół litewski stara się w Watykanie o wyniesienie tego polakożercy, a przez to pseudochrześcijanina na ołtarze! (Internet: angielska Wikipedia). Politycy i historycy polscy powinni zainteresować się artykułem pt. Litwa rozlicza się z wojenną przeszłością – okazuje się, że wielu jej bohaterów kolaborowało z nazistami” („Politico” 17.8.2019) i niech dopilnują tego, aby Litwa rozliczyła się także z obrzydliwego prześladowania, asymilowania i mordowania Polaków. I niech zaczną wreszcie zwalczać także antypolską, a przede wszystkim kłamliwą propagandę historyczną. To nie są żarty i bez żadnego znaczenia dla Polski i jej historii. No bo czy można tolerować – machać ręką np. na to jak Litwini głoszą, że Polska od 1385 do 1939 roku OKUPOWAŁA Wilno (Michael Moran Along the amber shore dziennik „Weekend Australian” 13-14.2.2010; o obrzydliwych współczesnych kłamstwach litewskich można się dowiedzieć m.in. z artykułu J. Juliusza Jadackiego Fikcje i fakty „Magazyn Wileński” nr 17 1993)? Czas najwyższy, aby to zaczęli robić! W paryskiej „Kulturze” (Nr 1/2 1970, str. 13) czytamy w artykule o stosunkach polsko-litewskich: „Tylko twarda stanowcza taktyka daje sprawiedliwe wyniki”.
W Polsce jest tysiące historyków. Chcę wierzyć, że wśród wielu tysięcy polskich historyków z tytułem doktora znajdzie się choć jeden, który zdobędzie się na odwagę i w imię prawdy historycznej i z pobudek patriotycznych zajmie się naukowo sprawą zagłady 200-250 tysięcy Polaków na Litwie Kowieńskiej przez nacjonalistów litewskich w latach 1918 – 1970.
A do polityków polskich kieruję uwagę, że Naród, który nie ma godności i nie szanuje własnej historii i przykłada rękę do tępienia Polaków na Kresach nie jest wart istnienia!
Niestety jak na dzisiaj władze polskie, polski Kościół i polskie instytucje historyczne, jak np. Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie, którego celem i obowiązkiem jest badanie wszystkich zbrodni dokonanych na narodzie polskim w XX wieku ani myślą zająć się zagładą Polaków na Litwie Kowieńskiej, a wszyscy oni zająć zdecydowane stanowisko w sprawie tępienia dzisiaj Polaków i polskości w Wilnie i na Wileńszczyźnie, m.in. polskich katolików. Starałem się zainteresować tą pracą Instytut Pamięci Narodowej, a Episkopat polski tragicznym losem polskich katolików w Wilnie i na Wileńszczyźnie. W obu przypadkach bezowocnie. Wygląda na to, że pozostali Polacy na Kresach z pomocą samych Polaków są również skazani na zagładę, a polska historia przez wybiórczą politykę historyczną na ciągle wiele białych plam w swoich dziejach. Instytut Pamięci Narodowej, kierujący się zgubną poprawnością polityczną i polityką kresową wszystkich rządów polskich od 1989 roku do dziś dnia nie zajął się nie tylko zagładą Polaków na Litwie Kowieńskiej, ale także takimi ważnymi sprawami polskiej historii XX wieku, jak np. udziałem Litwinów i Białorusinów i rosyjskich własowców w zbrodniach dokonanych na Polakach i obywatelach polskich podczas II wojny światowej czy o udziałem Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego 1944 r.?; ta ostatnia sprawa jest bardzo ważna i potrzebna wyjaśnienia, bez którego Polacy bardzo często łączą zbrodnie własowców z ukraińskimi!), jak również udziałem Słowacji w podboju i rozbiorze Polski we wrześniu 1939 roku przez Niemcy i Związek Sowiecki oraz okupacji polskiego Spisza i Orawy przez Słowację w latach 1939-45 o czym przeciętny Polak nic nie wie. Nie jest dokładnie i zgodnie z prawdą wyjaśniona sprawa Zaolzia i jego zajęcia przez Polskę w październiku 1939 roku. I dlatego z tego powodu Polska od jesieni 2019 roku jest nachalnie przedstawiana przez prezydenta Rosji Władimira Putina jako państwo, które przyczyniło się do wybuchu II wojny światowej. Mamy tylu historyków, ale jak widać wielu z nich to historycy a la Bronisław Komorowski, który po ukończeniu studiów historycznych na Uniwersytecie Warszawskim powiedział publicznie, że Konstytucja 3 maja 1791 roku była DRUGĄ w Europie, podczas gdy była pierwszą. I stąd w polemice z głupstwami i złośliwościami ze strony Putina nikt, dosłownie nikt w odniesieniu do sprawy zajęcia Zaolzia przez Polskę w 1938 roku nie powiedział następującej prawdy: Hitler dokonywał rozbioru Czechosłowacji za zgodą rządów Anglii i Francji. Niemcy były wówczas mocarstwem europejskim i głosiły 1000-letnie panowanie Rzeczy hitlerowskiej. Zaolzie, podstępnie zajęte zbrojnie przez Czechosłowację w 1919 roku (podczas wojny Polski z Ukraińcami) było historyczną ziemią polską, a nie czeską i w 1938 roku zamieszkiwane w większości przez Polaków. Rząd Polski słusznie uznał po układzie monachijskim, że jest to ostatnia szansa odzyskania tej polskiej ziemi. To po pierwsze. Po drugie Zaolzie miało być również włączone do Niemiec. A więc zajmując Zaolzie Polska nie odbierała je od Czechosłowacji a tylko Niemcom (najlepszym na to dowodem jest zajęcie przez Polaków strategicznego dworca w Boguminie, co rozsierdziło Berlin)! A po trzecie nikt z polskich historyków nie powiedział Putinowi, że przecież sam Związek Sowiecki usprawiedliwiał zajęcie polskich Ziem Wschodnich we wrześniu 1939 roku rzekomą obroną Ukraińców i Białorusinów przed hitlerowską okupacją. A więc Kreml popełnił taką samą zbrodnię, jaką Polska ponoć popełniła w sprawie Zaolzia. Z tym, że Polska miała prawo historyczne, etniczne i polityczne do zajęcia Zaolzia – do nie dopuszczenia do hitlerowskiej okupacji tej polskiej ziemi na 1000 lat. Natomiast Związek Sowiecki nie miał żadnego prawa do agresji na Polskę i dokonania jej rozbioru, czego na pewno nie życzyła sobie także większość polskich Ukraińców i Białorusinów. Mogli nie kochać Polski, ale z dwojga złego na pewno wybrali by Polskę, a nie piekło na ziemi – stalinowski Związek Sowiecki.
Premier Mateusz Morawiecki powiedział w Auschwitz 6 grudnia 2019 roku: Bierność wobec przekłamań historycznych oznacza bycie ich współautorem.

…….

Książka ma pokazać współczesnym Polakom, jak bardzo litewskie ziemie etniczne, czyli Litwy Kowieńskiej były mocno związane z Polską – z historią Polski i narodu polskiego. Tam naprawdę była Polska. I należy o tym pamiętać w imię prawdy historycznej i zdrowego patriotyzmu polskiego, który ma odwagę pisać i mówić o tym co kiedyś było polskie. Prawdy, która jednocześnie nie przekreśla prawa Litwinów do posiadania swej ojczyzny na etnicznych ziemiach litewskich.
Drugim celem książki jest pokazanie w jaki sposób nacjonaliści litewscy – wyjątkowo zacieki wrogowie Polski, Polaków i wszystkiego co polskie od ponad stu lat (w zasadzie to prawie wszyscy Litwini) od 1918 roku doprowadzili do prawie całkowitej zagłady 250 000 społeczności polskiej mieszkającej na Litwie Kowieńskiej.
Książkę dedykuję ku pamięci Polaków, których z Litwy Kowieńskiej zdziesiątkował w latach 1920 - 1940 nieludzki i antypolski nacjonalizm litewski, a „dobił” również z piekła rodem nacjonalizm sowiecko-litewski z lat 1940 - 1990.

Marian Kałuski


.........................................................

Jeśli koronawirus nie przeszkodzi, w niedalekim czasie w Oficynie Wydawniczej Kucharski w Toruniu ukaże się z pomocą finansową pana konsula John’a (Janka) Roy’a Wojciechowskiego z Auckland (Nowa Zelandia) książka Mariana Kałuskiego „Litwa Kowieńska – tam była Polska”.



Wersja do druku

Marian Kałuski - 05.06.20 9:49
Zgadzam się z tym, że tak by było poprawniej. Jednak w Polsce tak nie mówią. Na przykład byłego premiera Leszka Millera w mediach nikt nie tytułuje inaczej jak "premier", a Komorowski jest dla wielu ciągle "prezydentem". Podobnie mówią: prezydent Bush, prezydent Obama. I w taki sposób Ameryka ma jednocześnie aż kilku prezydentów. Zresztą u nas w Australii nie jest lepiej. Np. Krzysztof Łańcucki jest przez wielu ciągle tytułowany "prezes", bo "wieki" temu był prezesem Rady Naczelnej Polskich Organizacji w Australii.
Marian Kałuski, Australia

Perth - 04.06.20 7:19
Byłoby prawdziwiej gdyby było napisane; "z pomocą byłego Konsula Honorowego"... itd

Zygmunt - 12.05.20 21:01
Dołączę do tego tematu wątek o którym mało kto wie a dziś mija setna jego rocznica.
12 maja 1920 roku, wojna polsko-bolszewicka: odpowiadając na apel Kominternu czescy kolejarze zatrzymali w Brzecławiu francuskie transporty broni dla Polski.
Kto by pomyślał, że już wtedy Czechy były opanowane przez agenturę żydobolszewików.

Lubomir - 09.05.20 22:35
Nie widać na horyzoncie - litewskiego polityka o wyobraźni, sercu i umyśle Jagiełły, a chyba jedynie taka osobowość byłaby w stanie przyprowadzić Litwę Wileńską i Litwę Kowieńską do Rzeczypospolitej Polskiej.

Wszystkich komentarzy: (4)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22 Października 1770 roku
Konfederacja barska ogłosiła detronizację Stanisława Augusta Poniatowskiego.


22 Października 1943 roku
Urodziła się Urszula Dudziak, polska wokalistka jazzowa.


Zobacz więcej