Dodano: 05.07.18 - 14:54 | Dział: Internet i komputery

„ACTA 2.0” zatrzymane





Eurodeputowani podjęli decyzję o wstrzymaniu prac nad dyrektywą o prawach autorskich, którą powszechnie określa się jako ACTA 2.0. Będą one kontynuowane na następnej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego we wrześniu
— podaje portal Wprost.pl.

Pozytywne stanowisko wobec dyrektywy zajęła wcześniej komisja prawna PE. 20 czerwca zwolennicy zmian wygrali głosowanie stosunkiem głosów 15 do 10. Odrzucenie jej przez Europarlament oznacza, że nie wejdzie w życie już teraz. Pozostaje jednak ryzyko, że najbardziej kontrowersyjne artykuły nr 11 i 13 zostaną utrzymane.

Aktualna treść dyrektywy nie aktualizuje prawa autorskiego w Europie i nie promuje uczestnictwa w społeczeństwie obywatelskim, a zagraża wolności online i tworzy przeszkody w dostępie do Sieci. Wprowadza nowe ograniczenia, filtry i restrykcje. Jeżeli propozycja zostanie przyjęta w obecnej formie, dzielenie się wiedzą encyklopedyczną w sieciach społecznościowych, czy znajdowanie artykułów w wyszukiwarkach może nie być możliwe. Wikipedia także będzie zagrożona
— pisali o zagrożeniach płynących z „Acta 2.0” m.in. aktywiści z fundacji Wikimedia.

Do dzisiejszej decyzji Parlamentu Europejskiego odnieśli się pozytywnie na Twitterze politycy Prawa i Sprawiedliwości.

Zmiany w prawie autorskim wywołują wiele kontrowersji. Ich przeciwnicy zarzucają im wprowadzenie faktycznej cenzury w internecie. Z kolei zwolennicy argumentują nowe regulacje koniecznością ochrony twórców.
Zaproponowany przez KE projekt dyrektywy o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym przewiduje m.in., że platformy takie jak Google, YouTube, czy Facebook będą musiały systematycznie skanować udostępniane przez swoich użytkowników treści, takie jak wideo czy muzykę pod kątem przestrzegania praw autorskich.

Obecnie serwisy internetowe nie mają obowiązku automatycznego kontrolowania treści zamieszczanych przez ich użytkowników, muszą natomiast bezzwłocznie usunąć lub zablokować materiał, jeśli podejrzewają, że jest on nielegalnego pochodzenia.
PZ/Wprost.pl/Twitter

wPolityce