Dodano: 29.06.20 - 17:27 | Dział: EKOInformacje

Złoty ryż i GMO




W odpowiedzi bezkrytycznym propagatorom genetycznie zmodyfikowanego Złotego Ryżu (ZR) i potępiającym w czambuł krytyków jego upowszechniania.

Zacznijmy od podstawowych faktów.


Witamina A należy do grupy witamin A, D, E i K.
Czym różnią się te witaminy od innych?

Ano tym, że aby organizm człowieka mógł je przyswoić potrzebne jest jeszcze przede wszystkim dostarczanie w posiłkach tłuszczu. Oczywiście, uwarunkowania przyswajalności witaminy A są bardziej złożone, ale skupmy się na najważniejszym tego warunku.

Dziwne, że nie wspomina o tym dr n. med. Steven Novella, autor artykułu Golden Rice Finally Released in Bangladesh wykształcony lekarz, co więcej wykładowca na Yale University School of Medicine, a zwłaszcza również dyrektor Science-Based Medicine będącej częścią James Randi Educational Foundation (JREF) oraz członek założyciel Institute for Science in Medicine. Czyli autor, naukowiec oraz dyrektor lub członek (i to założyciel) szacownych instytucji dbających o to, by medycyna była oparta na dowodach naukowych…

A co powyższe fakty oznaczają dla biednych mieszkańców Bangladeszu i innych krajów?

Ano, że będąc biednymi nie mogą pozwolić sobie na drogą żywność, zawierającą wystarczające ilości potrzebnych tłuszczy…

I właśnie na tę istotną przeszkodę w przyswajaniu wit. A i na konieczność w pierwszym rzędzie walki z ubóstwem oraz na zmianę polityki gospodarczo-społecznej władz Bangladeszu i innych krajów wskazują przeciwnicy GM ryżu i innych GMO w rolnictwie.

Inną manipulacją w tekście jest pomijanie całkiem dostępnych i tanich sposobów leczenia i zapobiegania ślepoty i zapobiegania niedoborom wit. A w biednych krajach, zupełnie niezwiązanych z GM ryżem i jakimkolwiek GMO… Takim prostym i tanim sposobem zapobiegania lub leczenia ślepoty z niedoborów wit. A są uprawy i spożywanie znanych i bogatych w prowitaminę A roślin oraz, np. tabletki lub zastrzyki dostarczające tę witaminę. Tylko władze danego kraju muszą tego chcieć…

Zacytuję tu prof. T. Żarskiego:
„Nowa wersja złotego ryżu zawiera 20 krotną ilość betakarotenu.
Pozostaje jednak nadal wątpliwe czy w przypadku niedoboru białka, tłuszczu i cynku nastąpi przekształcenie beta karotenu w witaminę A i jej absorpcja z jelit…

Modyfikowany genetycznie ryż nie rozwiązuje podstawowych przyczyn niedoboru witaminy A, jakimi są bieda i brak zróżnicowanej diety. Krótkoterminowe rozwiązania takie jak podawanie witamin w tabletkach lub dostarczanie żywności są tanie i skuteczne.

Istnieje wiele źródeł pożywienia o wysokim poziomie beta-karotenu. Są nimi m.in.: marchewki, warzywa liściaste, maniok, mango, papaja, arbuzy.

Badania przeprowadzone w Bangladeszu wykazały, że 75g indyjskiego szpinaku – taniej, całorocznej, zielonolistnej rośliny dostarcza wystarczającą dzienną dawkę witaminy A (Haskell et al., 2004)…” (Żarski, Żywność modyfikowana…). Tymczasem nawet ta ostatnio zmodyfikowana wersja ZR (konkretnie o symbolu GR2E) o największej zawartości prowitaminy A wymaga dostarczenia dziennie co najmniej 300 g złotego ryżu (Golden rice finally…).

Warto dodać, że istnieje też konwencjonalna, „bogata w β-karoten pomarańczowa kukurydza, przeznaczona dla osób cierpiących na niedobór witaminy A.” (Żarski, 2016)

Prostym więc, tanim i dostępnym sposobem zapobiegania niedoborom wit. A jest spożywanie znanych czasem od dawna produktów żywnościowych, które uprawia się lub można uprawiać w omawianych krajach. I tu duża rola edukacji, a więc także działań władz danego kraju… Zaś wytwarzanie takich produktów żywnościowych nie uzależnia rolników i bezpieczeństwa żywnościowego ich oraz ich kraju od zagranicznej korporacji posiadającej patent na GM roślinę…

Z drugiej strony udostępnienie licencji na uprawę odmiany ZR o symbolu GR2E za darmo pod warunkiem nieprzekroczenia granicy 10 000 $ zysków z uprawy ZR oraz pozwolenie na wykorzystywanie części zbiorów na zasiewy w kolejnym roku wydaje się być korzystne pod względem finansowym dla biednych rolników.

Ale czy na pewno jest to korzystne dla zdrowia i ekonomii na dalszą metę?

Bo ryż stanowi przeważającą część pożywienia (pod względem kalorii) większości ludzi w Azji. Jak wiadomo, ryż jest ubogi w wiele niezbędnych składników odżywczych. I propagowanie ZR, jako głównego źródła prowitaminy A, utrwalać będzie tę niekorzystną strukturę przeciętnego pożywienia Azjatów. Zamiast edukować i upowszechniać bardziej prozdrowotną strukturę pożywienia z większym udziałem warzyw, owoców i strączkowych… redukujących niedobory składników odżywczych, w które ryż jest ubogi… A wśród warzyw, jak wiemy, istnieją także takie, które znacznie mniejszą ilością niż ZR potrafią zaspokoić zapotrzebowanie na prowitaminę A…

Z drugiej strony nie znamy uwarunkowań ekonomicznych upraw ZR. Poprzednia bowiem jego odmiana nie zyskała aprobaty nie tylko wskutek zbyt małej zawartości prowitaminy A, ale także wskutek zbyt niskiego plonowania, zaś ceny nasion tzw. „wzbogaconych” o pewien składnik odmian roślin są wyższe od cen tych „niewzbogaconych”.

Artykuł, z którym polemizuję, pominął także kwestię bezpieczeństwa dla zdrowia ZR.

ZR bowiem w opinii specjalistów nie został pod tym względem przebadany w sposób przyjęty w nauce i brak na temat jego bezpieczeństwa dowodów z jakiegokolwiek zewnętrznego laboratorium (Jitendra, 2019)

Artykuł, z którym polemizuję, zupełnie też nie zwrócił uwagi na co najmniej dwa realne zagrożenia, których bardzo obawiają się sami rolnicy w Bangladeszu (Jitendra, 2019) i innych krajach). Te zagrożenia to:

1) skażenie biologiczne środowiska, głównie w postaci przekrzyżowania się ZR z miejscowymi odmianami ryżu,
2) utrata niezależności pod względem własności uprawianych odmian ryżu, zwłaszcza, gdy skrzyżują się z genetycznie modyfikowanym złotym ryżem.

Te dwa zagrożenia od lat już stanowią fakty o kumulujących się negatywnych skutkach zarówno dla środowiska, jak i dla rolników, konwencjonalnych i ekologicznych, w krajach, gdzie uprawia się GMO. Zwłaszcza utrata niezależności i konieczność opłacania licencji i/lub odszkodowań na rzecz właścicieli patentu na dane GMO oraz groźba upadku gospodarstw wskutek utraty odbiorców wynika właśnie z nieuchronnego krzyżowania się GMO z odmianami nie-GMO oraz faktu, że wszystkie rośliny, będące GMO, są objęte patentami. I w przypadku realizacji tych zagrożeń nie pomoże już rolnikom uprawiającym nie-GMO rośliny powoływanie się na dotychczas obowiązujące prawo. Nawet tak masowy pozew zbiorowy o skażenia upraw i nielegalność patentowania nasion, jak pozwanie Monsanto w 2011 przez 92 organizacje reprezentujące ponad 270 000 osób (w tym wiele tysięcy farmerów, zarówno ekologicznych, jak i konwencjonalnych z USA i Kanady, ale też firmy nasiennicze, handlowe, przetwórstwa rolnego i osoby fizyczne) został oddalony bez przeprowadzania procesu zarówno w pierwszej instancji, jak i w instancji odwoławczej… (zob. OSGATA-v-Monsanto-Complaint).

Powyższe i inne jeszcze fakty są realną przyczyną oporu rolników Bangladeszu (i nie tylko tego kraju). Wyraża to dobitnie wypowiedź przedstawiciela Stop Golden Rice Network, sieci rolników w Bangladeszu i innych krajach Azji: “Jest to (wprowadzanie ZR – przyp. JN) strategia biznesowa mająca pozbawić rolników ich nasion i zastąpić nasionami skomercjalizowanymi, które wciąż nie są przetestowane i mają potencjał stworzenia długo-terminowych problemów w rolnictwie.” (Jitendra, 2019).

Na marginesie powstaje tu ważne pytanie:
Jakim to prawem przyznaje się patent do de facto zawłaszczenia materiału siewnego rośliny po zmienieniu jej genomu metodami inżynierii genetycznej, których przyroda nie stosuje,4 w tym po wstawieniu do jej genomu tylko jednego do kilku obcych genów lub usunięciu, przekształceniu lub przemieszczeniu w jej genomie jednego lub kilku genów?

I dlaczego zaczęto także stosować to prawo do każdej innej rośliny, z którą ta genetycznie zmodyfikowana przekrzyżowała się?

Przecież genom każdej rośliny uprawnej zawiera wiele tysięcy genów – a np. jęczmienia około 60 000, czyli dwa razy więcej, niż genom człowieka…

A w kontekście patentu na GM roślinę – której niemodyfikowane nasiona patentujący otrzymał za darmo z państwowego lub naukowego banku nasion, albo po prostu tanio nabył lub ukradł z pola w jakimś kraju… – dlaczego za nic ma się prawa tych rolników i hodowców, którzy wcześniej, niekiedy przez tysiąclecia, oczywiście razem ze środowiskiem naturalnym, wykształcili jej genom metodami znanymi przyrodzie?

A więc dlaczego poprzez patentowanie GMO oraz dopuszczanie do upraw (szerzej: do uwalniania do środowiska) GMO dopuszcza się do przekazywania naszego bezpieczeństwa żywnościowego w ręce organizacji komercyjnych, bynajmniej niezainteresowanych naszym bezpieczeństwem…?

W kontekście zaś uwalniania GMO do środowiska, zwłaszcza w rolnictwie i skutków tego dla bezpieczeństwa żywnościowego i innych sfer życia i gospodarki, zachęcam do zapoznania się z wynikami badań naukowych i faktów z praktyki.

(dokładne dane i linki w źródłach do artykułu)

Jacek Nowak
My Wolni Ludzie