Sobota 6 Marca 2021r. - 65 dz. roku,  Imieniny: Jordana, Marcina, Róży

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 25.04.16 - 22:29     Czytano: [2019]

Pogrzeb po 65 latach (Aktualizacja)


65 lat temu, 8 lutego 1951 roku, komunistyczni oprawcy zamordowali mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka", jednego z najwybitniejszych oficerów Wojska Polskiego i Armii Krajowej, dowódcę 5. Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera orderu Virtuti Militari.

Major "Łupaszka" został aresztowany przez UB 30 czerwca 1948 r. w Osielcu na Podhalu i po ciężkim śledztwie, 2 listopada 1950 r. skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja [czyt.: Stalinowski sędzia..., Zmarły, nieosądzony] na 18-krotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu na Rakowieckiej - strzałem w tył głowy.

Wraz z nim zamordowano trzech innych oficerów wileńskiej Armii Krajowej: ppłk Antoniego Olechnowicza ps. "Pohorecki", ppor. Lucjana Minkiewicza ps. "Wiktor" i kpt. Henryka Borowego - Borowskiego ps. "Trzmiel".

Ich ciała posypano wapnem i wdeptano w ziemię w nieznanym do niedawna miejscu na warszawskich Powązkach.























W czwartek, 8 lutego 1951 r. kat wywołał z celi majora "Łupaszkę". Za chwilę miał się znaleźć na schodach krwawej mokotowskiej piwnicy. Wszystkie piwnice są do siebie podobne, więc mokotowska pewnie nie różniła się zbytnio od tej w Twerze, w siedzibie NKWD przy ul. Sowieckiej 5, gdzie w kwietniu i w maju 1940 r. na polskich majorów czekał w gumowym fartuchu i z naganem w łapie major NKWD Błochin. Jak się nazywał morderca z Mokotowa, który tego dnia "pełnił służbę" i przyłożył majorowi "Łupaszce" nagana do karku? Nie wiemy, są tylko przypuszczenia, ale to nie ważne, bo i on, i Błochin to dzieci tego samego diabła. A propos dzieci: pewnie je dobrze wykształcił, bo miały dużo dodatkowych punktów na egzaminach wstępnych. Może te dzieci i ich dzieci są teraz sędziami albo prokuratorami? Pewnie ojciec miał w tej branży znajomości. Major powiedziałby na to wszystko tak, jak zwykł mawiać w podobnych okolicznościach: "Kat z nimi !". Zanim wyszedł ze zbiorowej celi, stanął przez chwilę nieruchomo, popatrzył po raz ostatni na swoich towarzyszy niedoli i – jak relacjonował potem najmłodszy więzień z celi, o pseudonimie "Młodzik" - powiedział głośno: "Czołem, Panowie !"
Czołem, Panie Majorze! Polacy pamiętają!


…………………………


Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju (woj. stanisławowskie), w wielodzietnej rodzinie urzędnika kolejowego Karola i Eufrozyny z domu Osieckiej. Miał dwie siostry i trzech braci. Zygmunt uczył się we Lwowie i Stryju, gdzie w 1929 r. ukończył gimnazjum, a następnie wstąpił do szkoły podchorążych zawodowych w Różanie, którą ukończył w 1931 r. Następnie trafił do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, po którego ukończeniu w stopniu podporucznika został przydzielony do 4 pułku ułanów zaniemeńskich w Wilnie. W połowie 1936 r. otrzymał stanowisko dowódcy 2 szwadronu.

W szeregach 4 pułku ułanów brał udział w wojnie obronnej 1939 r. w składzie Wileńskiej Brygady Kawalerii WP. W końcowym okresie walk dołączył ze swym szwadronem do Grupy Operacyjnej Kawalerii dowodzonej przez gen. Andersa. 27 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł po kilku dniach i przedostał się do Lwowa. W listopadzie 1939 r. powrócił do Wilna, gdzie ukrywał się przed aresztowaniem pod fałszywym nazwiskiem Władysław Chawling i uczestniczył w działalności konspiracyjnej. W sierpniu 1943 r. na mocy rozkazu Komendanta Wileńskiego Okręgu AK ppłk. Krzyżanowskiego „Wilka” został skierowany na stanowisko dowódcy oddziału partyzanckiego AK ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Dotarł w rejon jego bazy nad Jeziorem Narocz już po rozbiciu tej jednostki przez sowiecką brygadę Fiodora Markowa (zamordowano wówczas „Kmicica” i około 80 żołnierzy AK). Z niedobitków zorganizował nowy oddział partyzancki, od listopada 1943 r. noszący nazwę 5 Brygady Wileńskiej AK, na czele której wykonał kilkadziesiąt udanych akcji przeciwko Niemcom, kolaborującym Litwinom, a przede wszystkim partyzantce sowieckiej.

Dowodzona przez niego brygada, po uzgodnieniu tego z komendantem „Wilkiem”, nie wzięła udziału w operacji „Ostra Brama”, lecz atakując oddziały niemieckie wycofała się na zachód. 23 lipca 1944 r. część żołnierzy „Łupaszki” została rozbrojona przez Armię Czerwoną w Puszczy Grodzieńskiej, reszta w niewielkich grupach przedzierała się dalej na zachód, z zamiarem ponownego połączenia się w Puszczy Augustowskiej. W sierpniu 1944 r. część partyzantów wileńskich zebrała się ponownie pod rozkazami „Łupaszki” na terenie powiatu bielskiego, gdzie podporządkowali się Komendzie Białostockiego Okręgu AK, która awansowała Zygmunta Szendzielarza na stopień majora i „dowódcę partyzantki okręgu”. Odtworzona przez mjr. „Łupaszkę” 5. Brygada Wileńska AK ponownie wyszła w pole 5 kwietnia 1945 r. Oddział, którego liczebność początkowo wahała się w granicach 20-30 partyzantów, w szczytowym okresie rozwoju, latem 1945 r. osiągnął stan ok. 250 żołnierzy i był jedną z najsilniejszych, a z pewnością najlepszą jednostką partyzancką w Okręgu AKO Białystok. Podobnie jak na Wileńszczyźnie „Łupaszka” zastosował w prowadzeniu działań dywersyjnych taktykę operowania jednocześnie kilkoma pododdziałami spotykającymi się co kilka tygodni na wyznaczanych z góry koncentracjach. Działania jego podkomendnych cechowały dyscyplina, karność i wojskowy dryl, konsekwentnie egzekwowany przez dowódcę, lecz także zdecydowanie i radykalizm w walce z sowieckim okupantem i jego komunistycznymi poplecznikami. Funkcjonariusze UB - uznawani za członków organizacji zbrodniczej, podobnie jak wcześniej gestapo - byli przez nich likwidowani, tak samo jak i funkcjonariusze NKWD. W sumie dowodzona przez „Łupaszkę” 5. Brygada Wileńska, działając od kwietnia do września 1945 r., przeprowadziła na Białostocczyźnie około 80 akcji przeciw NKWD oraz UBP i ich agenturze, a także przeciw MO i KBW. W początkach września 1945 r. na rozkaz Komendy Okręgu Białostockiego AKO wydany w związku z zarządzoną przez Delegaturą Sił Zbrojnych akcją „rozładowywania lasów” „Łupaszka” polecił rozformować Brygadę. W polu pozostał jedynie niewielki pododdział dowodzony przez ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, na bazie którego powstała wkrótce 6. Brygada Wileńska AK, nad którą dowodzenie objął kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”.





























Zygmunt Szendzielarz wyjechał jesienią 1945 r. na Pomorze, gdzie podporządkował się komendantowi eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, ppłk. Antoniemu Olechnowiczowi „Pohoreckiemu” i w 1946 r. wznowił działalność bojową. Początkowo na jego rozkaz zorganizowano cztery patrole dywersyjne, a w kwietniu 1946 r. ponownie wyszedł w pole w Borach Tucholskich zawiązek odtworzonej 5. Brygady Wileńskiej, nad którą objął osobiste dowództwo. Jednostka ta liczyła początkowo dwa, a od czerwca 1946 r. trzy kadrowe pododdziały zwane szwadronami (ok. 70 ludzi). W ciągu zaledwie 7 miesięcy działalności na Pomorzu wykonały one 170 akcji, w tym rozbiły 27 posterunków milicji i placówek NKWD.

Jesienią 1946 r. mjr Szendzielarz na czele 4. szwadronu dowodzonego przez ppor. Henryka Wieliczkę „Lufę” przeszedł na teren woj. białostockiego, gdzie dołączył do 6. Brygady Wileńskiej. Jeszcze zimą 1947 r. „Łupaszka” osobiście dowodził niektórymi akcjami, jednak po koncentracji 6. Brygady w końcu marca 1947 r. opuścił oddział. Początkowo przebywał w Warszawie, następnie w okolicach Głubczyc, wreszcie w Osielcu na Podhalu, gdzie został aresztowany przez funkcjonariuszy MBP 30 czerwca 1948 r.

Po długotrwałym śledztwie 2 listopada 1950 r. został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja na 18-krotną karę śmierci. Podczas śledztwa zachował godną postawę, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność za działania podległych mu oddziałów. Został zamordowany strzałem w tył głowy w podziemiach więzienia MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie w dniu 8 lutego 1951 r. Jego ciało pogrzebano w bezimiennej mogile na warszawskich Powązkach.

W wyniku prac ekshumacyjnych, prowadzonych od lata 2012 roku w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie, w ramach projektu naukowo-badawczego "Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956" realizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej, Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z Miastem Stołecznym Warszawa, w 2013 r. odnaleziono i zidentyfikowano szczątki mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" i kpt. Henryka Borowego-Borowskiego "Trzmiela".

Podziemie zbrojne

……………………….



Podczas uroczystości pogrzebowych , które odbyły się w niedzielę 24 kwietnia w kościele św. Karola Boromeusza w Warszawie, odczytano decyzję ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza o awansowaniu Zygmunta Szendzielarza na stopień pułkownika.
W celu zagwarantowania godnego pochówku i należytego uczczenia pamięci polskiego bohatera, minister obrony narodowej zapewnił państwowy charakter pogrzebu oraz pokrycie kosztów związanych z budową nagrobka. W uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele rządu, marszałkowie Sejmu i Senatu, był oczywiście i prezydent Andrzej Duda, który m.in. powiedział: Panie pułkowniku, spoczywaj w pokoju, wreszcie w rodzinnym grobie niech się Polska przyśni Tobie… piękna

Treść całego przemówienia prezydenta Rzeczpospolitej.

65 lat, by przywrócić godność. Ale przywrócić godność nie panu majorowi Zygmuntowi Szendzielarzowi „Łupaszce”, pan pułkownik tę godność zawsze miał i nigdy jej nie utracił. A za walkę i bohaterska śmierć dla Ojczyzny, ma ją na wieki. Ma godność na wieki. Tak jak i jego polegli towarzysze broni. Dziś po 65 latach, poprzez odnalezienie doczesnych szczątków Pana Pułkownika, poprzez pamięć o bohaterstwie Żołnierzy Niezłomnych, poprzez te państwowe uroczystości pogrzebowe przywracamy godność Polsce. Godność, którą ci którzy kiedyś katowali i zamordowali majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, godność, którą podeptali, którą poprzez zacieranie pamięci razem z Żołnierzami Niezłomnymi wrzucili do bezimiennych grobów. Dziś ta godność wraca wraz z dumną Rzeczpospolitą , wraz z dumną Polską, która pochyla nisko głowę i oddaje hołd swojemu wielkiemu synowi, bohaterowi, niezłomnemu do samego końca. I dlatego chciałem z tego miejsca podziękować rodzinie Pana Pułkownika, rodzinom poległych Żołnierzy Niezłomnych, Żołnierzom Niezłomnym, ale także harcerzom, strzelcom, kibicom i wszystkim młodym ludziom, którzy już od lat czcili pamięć Żołnierzy Niezłomnych. Rodzinom chciałem podziękować za to, że zawsze zachowały godność i zawsze pamiętały o swoich najbliższych. To co były ważne, prawdę, pamięć o bohaterstwie i niezłomność mimo wszystkich trudność przez kilkadziesiąt lat, przez postawę swoich najbliższych, wszystkie trudności jakich doznały i prześladowania ze strony komunistycznych władz. Za to wszystko za te pamięć chciałem ogromnie podziękować. Chciałem też podziękować panu ministrowi za awans na wyższy stopień oficerski, który dziś otrzymał Pan Pułkownik. Pośmiertnie, ale to ważne, że teraz jest taka Polska, która też poprzez swoje najwyższe władze pamięta i oddaje cześć, a przede wszystkim docenia. Nie tylko po to, by pamiętać przeszłość, ale przede wszystkim dlatego kim oni byli, jakim człowiekiem, jakim Polakiem był pan pułkownik i jego żołnierze. Wszyscy wiemy, że byli wspaniali, ale dlaczego? Dlatego, że wychowali się na wielkim micie wielkiej bohaterskiej Polski, micie powstańców styczniowych, tych którzy walczyli o odzyskanie niepodległości w 1918 roku, tych którzy obronili Warszawę i Polskę przed bolszewikami w 1920 roku. To budowało postawę tych ludzi, to dlatego stanęli z odwagą do obrony Polski w 39’ roku, walczyli w podziemiu i kiedy przyszły wojska sowieckie oni nie zgodzili się na taką Polskę, która nie była wolna, która nie była niepodległa i suwerenna. Czy liczyli na to, że będzie kolejna wojna Wschodu z Zachodem i Polska będzie wyzwolona? Może na początku wierzyli, ale potem już nie i nie dali się złamać. Byli do końca. Dziś to właśnie na ich przykładzie wychowujemy następne pokolenia, aby były takie jak oni – wierne Ojczyźnie do końca, wierne przysiędze żołnierskiej, wierne temu wszystkiemu co wszczepiono w ich dusze, wierni niepodległej Polsce. To dziś jest najważniejsze. A więc to nie tylko pamięć o przeszłości, to przede wszystkim budowanie przyszłości. Bo takie będą Rzeczypospolite jak ich młodzieży chowanie. Panie Pułkowniku wychodząc z celi w swoją ostatnią drogę powiedział pan do współwięźniów: „Z Bogiem, panowie”. Zostaliśmy z Bogiem, panie pułkowniku i z Bogiem jesteśmy cały czas. Ale jedno chcę, skłaniając przed Panem głowę, powiedzieć. Polacy, a zwłaszcza młode pokolenie wie dziś doskonale, że w tamtych czasach, trudnych, beznadziejnych, to wy zachowaliście się jak trzeba. Szanowni państwo, cześć i chwała bohaterom, wieczna chwała poległym. Panie pułkowniku, spoczywaj w pokoju, wreszcie w rodzinnym grobie niech się Polska przyśni Tobie… piękna.
(wPolityce.pl)







..........................

Dzień Chwały - jeszcze słowo o Pułkowniku Łupaszce.

Panie Pułkowniku Szendzielarz, Panie Komendancie! Na Boga! „Te Deum” grają. Prawdziwie nam radosny dzień nastał. Christus resurexit est. Polonia resurexit est.
Takimi słowami wzywał Bogdan Kasprowicz swego wuja, majora Zygmunta Szendzielarza, legendarnego Łupaszkę. Słowa te posłyszała cała Polska, w czasie uroczystości pogrzebowych majora Łupaszki, dnia 24 kwietnia 2016 roku, awansowanego pośmiertnie do stopnia pułkownika.
Bogdan Kasprowicz mówi, że kiedy odnaleziono i potwierdzono badaniami DNA autentyczność szczątków, przyjął tę wiadomość z takim odczuciem, z jakim śpiewamy w Wielkanoc „Chrystus Zmartwychwstan jest”.
Łupaszka, legendarny dowódca oddziałów AK /to jego łączniczką była INKA/, uznawany jest za wzór Żołnierza Wyklętego. Szczątki odnaleziono w 2013 roku przez grupę poszukiwawczą IPN, w tak zwanej kwaterze „Na Łączce”, na Powązkach, gdzie w latach: 1948-1956, komunistyczni zbrodniarze ukryli zwłoki kilkuset ofiar.

Legenda bohatera Łupaszki jest ważnym elementem tradycji narodowej. W czasie homilii pogrzebowej, bp polowy Wojska Polskiego, Jan Guzdek powiedział: Nie byłoby wolnej Polski, gdyby zabrakło czynu zbrojnego „rycerzy wolności”, w powojennej Polsce. Nie byli oni straceńcami, pragnącymi za wszelką cenę umrzeć.
Byli żołnierzami wiernymi przysiędze. Żołnierze Niezłomni przypominali Polsce, że trzeba wyprostować kark i powstać z klęczek. Poświęcili swoje życie za wolność Ojczyzny, której nie doczekali.
Ale dla nas, którzy w ostatnich dniach byliśmy świadkami chwały pułkownika Łupaszki, jakże ważne są słowa, które wypowiedzieli: Prezydent Rzeczypospolitej, biskup polowy Wojska Polskiego, czy B. Kasprowicz. Słowa te wyciskały łzy z naszych oczu i przypomniały, po jakiej ziemi stąpamy.

Małgorzata Soja

Wersja do druku

Zygmunt - 27.04.16 23:24
DEF kto ci teraz zainstalował i jaki kolejny system? Ty tylko odczep
się od obecnego Rządu i Prezydenta! Wal do Moskwy,gdzie możesz
wycałować czachę twego bohatera Hitlera. Ty podły faszysto piszący
po polsku!

Kamil R - 27.04.16 3:52
Re DEF,a swego Hitlera jeszcze nie wskrzesiłeś? On mordował
nie tylko Żydów,ale pierwszych nas Polaków! O tym nie wiesz?!
I ty masz się za Polaka ze swoim uznaniem dla bandyty - rzecz
można wszechczasów! Przyznaj się kto ciebie tak rozmiłował w
Hitlerze?! W innym kraju za taką publiczną miłochę do Hitlera
stanąłbyś przed sadem!! A u nas, twoje miłe wypociny o Hitlerze
nawet masz publikowane!!

DEF - 26.04.16 8:05
Musimy jeszcze uczcić wymordowaną przez żydokomunę naszą arystokrację. Wprowadzić do szkół uczenie młodzieży o Polakach stosujących Kodeks Boziewicza i zawsze gotowych bronić Ojczyzny.
Dzisiaj zainstalowano nam kolejny system, który nie pozwala się wykrystalizować warstwie wybitnych Polaków i wpływać na losy Polski.
Mamy obcą propagandę i miejscowe dziadostwo u władzy, któremu się wydaje, że za "rządzenie" należą mu się wysokie pobory.

Wszystkich komentarzy: (3)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

06 Marca 1568 roku
Zmarł Józef Struś, nadworny lekarz Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, wsławiony badaniami tętna (ur. 1510)


06 Marca 1785 roku
Urodził się Karol Kurpiński, polski kompozytor i dyrygent. Twórca Warszawianki (zm. 1857)


Zobacz więcej