Wtorek 25 Września 2018r. - 268 dz. roku,  Imieniny: Aureli, Kamila, Kleofasa

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 06.04.18 - 19:19     Czytano: [349]

Kto nam próbuje zohydzić Polskę?


"Dajcie mi człowieka a znajdę na niego paragraf" - tak mieli mówić po wojnie stalinowscy prokuratorzy. Dzisiaj obserwujemy podobne ataki - na niezliczoną ilość ludzi uchodzących w Polsce za polskie autorytety. Tyle, że taką metodą można znaleźć "haki" na wszystkich, szczególnie na tych, którzy coś znaczyli i znaczą. Np. można byłoby przekreślić dorobek Zespołu Pieśni i Tańca "Mazowsze". Zgodnie z prawdą i tylko prawdą "Mazowsze" w 1950 roku wystąpiło w Teatrze Polskim przed ówczesnymi dygnitarzami partyjnymi z KC i śpiewało wówczas pieśni sławiące Stalina i Bieruta. Zaś pierwsze tournee zespołu miało miejsce w 1951 roku i było to tournee po Związku Radzieckim. Na szczęście tutaj nikt nie wymyślił obowiązku destalinizacji czy dekomunizacji. Każdy najwyraźniej odczytałby to jako zakamuflowany zamach na polską kulturę muzyczną i w ogóle jako zamach na polską kulturę, jako całość. W sowietyzowanej Polsce nie było szans na uprawianie ściśle polskiej kultury. Polityka "małych kroczków" i "dyplomatycznego schlebiania" - była warunkiem niezbędnym do publicznego zaistnienia. Bez tego nie byłoby w ogóle polskiej twórczości. Również tej Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej. Nie wspominając o autorze "Bagnetu na broń", o Władysławie Broniewskim. Jak powiedział ostatnio w Pietrelcinie Ojciec Święty Franciszek: "Kraj, który kłóci się - jest chorym, nie wzrasta". Warto sobie to uświadomić. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy krytykować "Kuriera Wileńskiego" za to, że przez lata działał pod szyldem "Czerwonego Sztandaru". Wówczas jedynie w takich "barwach ochronnych" gazeta miała szansę przekazywać polskie słowo Polakom nad Wilią i Niemnem. Podczas gdy my obsesyjnie czyścimy naszą rzeczywistość z przeszłości, nasi sąsiedzi promują postaci z kręgów sowieckich tajnych szkoleń i tajnych służb. Z takiego środowiska wywodzi się Herr Putin i Frau Merkel. To środowisko mocno związane z Dreznem okresu Stasi/KGB. Miejmy litość nad sobą!. Bez Polaków {nawet tych niedoskonałych} nie będzie Polski! Oby tylko wnuk SS-mana z wnukiem NKWD-zisty nie chcieli prostować nam historii. Wówczas "meandrom" mogłoby nie być końca! Mogłoby zakrawać to na element antypolskiej wojny hybrydowej i na prowokowanie wojny z sąsiadami. Kto jak kto, ale Niemcy zawsze z tego słynęli. Do "katastrofy lotniczej" niemal identycznej jak w 2010 roku, miało dojść pod Smoleńskiem w latach II wojny światowej, wówczas kiedy grupa Niemców zamierzała unicestwić Hitlera. Niemcy mieli gotowy scenariusz "Smoleńska". Zresztą Niemcy dziwnie nabrali przysłowiowej wody w usta, zarówno po "Mirosławcu", jak i po "Smoleńsku". Ich milczenie wydawało się krzyczeć, że wiedzą o tym wszystko.


Polacy nie mają prawa być dumni ze swoich dokonań?

Faszyzujący liberałowie, niczym buldożer okupanta - równały z ziemią gospodarczy dorobek II RP i dorobek stworzony dzięki umysłom i rękom Polaków - ciemiężonych od 1945 roku. Wszystko uznano za historycznie naganne i archaiczne. Uznano za niewarte istnienia. Po latach można powiedzieć, że w imię rzekomych zmian na lepsze - dokonało się barbarzyństwo. Rewolucja nie po raz pierwszy zeżarła swoje własne dzieci. Padły kolebki solidarnościowej rewolucji. W najlepszym przypadku udało im się przeżyć w formie muzeum. Niczym po rewolucji rosyjskiej, kiedy to świątynie, które ocalały fizycznie - zostały przekształcone w muzea. Hałaśliwi likwidatorzy gospodarki i przemysłu działali na zasadzie obcych najemników. Prowadzili politykę spalonej ziemi. Politykę likwidacji zakładów pracy i równoległą politykę wypędzania milionów ex-pracowników. To był exodus większy niż za reżimu Jaruzelskiego. Dzisiaj autorzy tego zamętu próbują odgrywać role nieświadomych popychadeł globalnego systemu. Tyle tylko, że coraz bardziej dojrzały naród, zaczyna rozumieć, kto jest budowniczym a kto burzycielem. Jednak fala jaką rozkołysali antypolacy, jest wciąż trudna do opanowania. Dobre intencje nawet najlepszej zmiany, nie zawsze są w stanie przekonać do dobrych nawyków. Złodziejstwo często jeszcze jest atrakcyjniejsze i łatwiejsze - od sumiennej pracy a układy dają większy i pewniejszy dochód, niż wykształcenie i uczciwie przeprowadzony konkurs na stanowisko.


Marcowy bohater dla Polski

Irlandczycy i Amerykanie czczą swojego patrona świętego Patryka. My jakoś nie potrafimy w marcu skupić się na marcowym solenizancie Polaków, na świętym Kazimierzu. Gdyby przynajmniej udzielił nam się entuzjazm Polaków litewskich i Litwinów, to mielibyśmy patrona, który nas nie dzieli, ale łączy. My jednak wolimy wspominać obcych guru i lubimy przepraszać za nie nasze winy. We Francji, w kolebce "68 roku pisze się tymczasem, np. w "Le Figaro": "Nigdy 68 roku" i mówi się negatywnie o "trzydziestu dniach, które wstrząsnęły Francją". Pamięć emocjonalna próbuje odtwarzać tamte dni, jako akt założycielski współczesnego społeczeństwa. Warto jednak na chłodno przypomnieć, co działo się wówczas naprawdę. Lewa strona francuskiej sceny politycznej zaczęła burzyć się na prowadzoną przez Amerykanów wojnę w Wietnamie. Amerykanie weszli na tereny historycznie francuskich Indochin. Zatem sprzeciw Francji wydaje się logiczny. Jednak jak wydaje się po latach, protesty studenckie bardziej były wywołane znudzeniem i chęcią zaistnienia, niż troską o przyszłość Południowo-Wschodniej Azji, a tym bardziej - przyszłość Francji. Aby zaprotestować przeciwko aresztowaniu aktywistów z Komitetu Narodowego Wietnamu, którzy napadli na agencję American Express, studenci okupowali budynki uniwersyteckie w podparyskim Nanterre. Data nadała im nazwę "Ruch z 22 marca". Inicjatywę nad ruchem przejął Daniel Cohn-Bendit. Ogłosił on w Nanterre Dzień Antyimperialistyczny. Współczesny publicysta francuski Eric Zemmour pisze o roku 68, jako o wielkiej dezintegracji społeczeństw zachodnich. O kwestionowaniu tradycyjnych wartości. Teraz wiemy - pisze publicysta, że "68 rok był historycznym podstępem i że był to marksizm młodych rewolucjonistów. Po latach wiemy, że libido studentów, którzy chcieli iść do sypialni dziewczyn, zostało przekształcone w napęd konsumencki. Wiemy, że antyrasistowska postawa wytworzyła wielokulturowość w społeczeństwach zachodnich. Wiemy także, że surowość maoistycznych bojowników została pokonana przez hedonistyczny ruch feministek i gejów. Osoba nr1 "68 roku" Daniel Cohn-Bendit urodził się we Francji w niemiecko-żydowskiej rodzinie. Po urodzeniu był oficjalnie bezpaństwowcem. Podczas "wypadków marcowych" zyskał w Paryżu przydomek "Czerwony Dany". W 1968 roku został wydalony z Francji po tym, jak znaleziono przy nim instrukcję produkcji materiałów wybuchowych. Zamieszkał we Frankfurcie nad Menem, gdzie został redaktorem naczelnym jednej z lewicowych gazet. W Niemczech zaprzyjaźnił się z wywodzącym się z rodziny węgierskich Żydów Joschką Fischerem. Obaj założyli ugrupowanie "Walka Rewolucyjna". W latach 80 Cohn-Bendit zaangażował się działalność w niemieckiej partii Zielonych. W latach 1989-1994 kierował nowo powołanym frankfurckim urzędem d/s wielokulturowości. W wyborach w 1999 wszedł do Parlamentu Europejskiego z listy francuskich Zielonych, w 2004 roku - z listy Zielonych niemieckich. Zaś w 2009 ponownie startuje z listy francuskiej, z listy skupionej wokół francuskich Zielonych, z listy Europe Ecologie. W kadencjach 1999-2004 i 2004-2009 oraz 2009-2014 współprzewodniczący Grupy, członek Komisji Gospodarczej i Monetarnej oraz Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego. Popiera niemiecką ideę federalistyczną w Unii Europejskiej. Eurosceptycy nazywają realizatorów tej idei...budowniczymi Czwartej Rzeszy. Protesty 68 roku miały miejsce nie tylko w Europie, ale i poza nią. Do burzenia społeczeństwa tradycyjnego, opartego na moralności chrześcijańskiej i rodzinie - zachęcała ulice Francji lektura "Człowieka jednowymiarowego" Herberta Marcuse"a, ale i tacy klasycy rewolucji, jak Karl Marx, Michał Bakunin, Wilhelm Reich i Charles Fourier. Francuska prasa oskarżyła później te właśnie dzieła o sprowokowanie wydarzeń roku 1968. Czy przysłowiowe jabłko pada daleko od jabłoni?. Ponoć nas "bohaterowie" też byli widywani w Paryżu Anno Domini 68.


Czy Polacy dostaną cokolwiek za darmo?

Uwłaszczenie działkowców polskich, mogłoby być wielkim powiewem wolności, niczym 500+. Miliony Polaków poczułoby się ludźmi dowartościowanymi. Zroszona potem pokoleń ziemia, stałaby się własnością jej użytkowników. Polacy zostali ogołoceni z wszelkiej własności. Najemna praca nie daje zbytniego komfortu psychicznego. Nie daje ani poczucia wolności, ani poczucia bycia kimś ważnym. Traktowanie Ogrodów Działkowych, jak latyfundiów samo wybieralnych Czerwonych Notabli, to relikt z głębokiego komunizmu. Uwłaszczenie działkowców byłoby aktem prawnym - na miarę królewskich aktów nadania praw własności. Takim posunięciem można byłoby zasłużyć, jeżeli nie na królewski szacunek, to na szacunek należny kanclerzowi Rzeczypospolitej Polskiej albo Naczelnikowi Państwa Polskiego. Myślenie nie jest kosztowne a potrafi przynosić bardzo dużo korzyści.


Stalking wypromowany przez "złą zmianę"?

Coraz częstsze staje się nękanie Polaków swoistą anty-ustawą o dziedziczeniu spadku, a faktycznie - nękanie Polaków niespłaconym długiem bankowym przysłowiowej dziesiątej wody po kisielu. Najbliższa rodzina zmarłej osoby, de facto realni biorcy majątku po zmarłej osobie, błyskawicznie odcinają się od długów zmarłego czy zmarłej - przerzucając całą finansową odpowiedzialność na najdalszą rodzinę. To wielce naganne zjawisko, traktowane jest z całą powagą, jako europejska i globalna wartość. Hochsztaplerzy biorą górę! Ba, czują się prowadzeni i chronieni przez "prawo". Zlicytowanie realnego majątku przejętego przez spadkobierców oraz spłata długów bankowych - pozostawionych przez zmarłą osobę i podzielenie pozostałego kapitału pomiędzy wszystkich krewnych, byłoby autentycznym zaspokojeniem oczekiwań spadkobierców. Byłoby zgodne z tradycyjną, dotychczasową ideą dziedziczenia spadku. A tak, niestety ale mamy do czynienia z najnowszą formą stalkingu. Cwaniacy bez skrupułów dziedziczą super-wille z garażami i najnowszymi modelami samochodów. Ubodzy krewni, którymi za życia zmarli hochsztaplerzy gardzili - odpokutowują za frywolne życie "bogatych krewnych". Często winą krewnych staje się fakt nie ubezpieczenia kredytu przez zmarłego dłużnika czy dłużnicę. Czy nie jest to przestępstwo doskonałe?. Żyjący czy żyjąca na kredyt, często celował lub celowała w rozkosznych wczasach z kochankami, w najbardziej egzotycznych miejscach świata. Dzisiaj uczciwie i skromnie żyjący krewni - mają ponosić koszty obyczajowego wyuzdania? Cóż to za niemieckie prawo - tworzone przez niemieckie banki? Tworzone dla Polaków. Oby jak najszybciej poddano kasacji tego typu buble i idiotyzmy. Tutaj można upatrywać szansy dla autentycznie "dobrej zmiany". Dlaczego to niby straty nie miałyby dotknąć niemieckiego kredytodawcy, który na lewo i prawo rozdawał pieniądze banku? Dlaczego niemiecki bank nie upewniał się co do gwarancji spłaty kredytów? Bank podejmował ryzyko, to nie może jego konsekwencjami obciążać kolejnych pokoleń niewinnych ludzi. Może w przyszłości niemiecki bank zechce wszystkimi swoimi kosztami obciążać przechodniów z łapanki, którzy będą mieli pecha przechodzić koło siedziby banku? Nie bez powodu roszczeniowy bank określany jest mianem finansowego trupa. Najwyraźniej sam siebie "zajechał". Tylko dlaczego trupi jad ma zabijać niewinnych Polaków? Dlaczego Polska wciąż nie chroni Polaków przed jawnym stalkingiem? Piękne Święta Zmartwychwstania Pańskiego zastały zatrute w całej rodzinie. Wszyscy dostali niejako na Zajączka powiadomienia z Sądu. Tym razem jeden z członków rodziny zaproponował rozłożenie wszystkich swoich kosztów sądowych - na wszystkich "spadkobierców". Rodzina zaczyna się nienawidzić. Czy nie taki był cel "niemieckiej ustawy"? Duch niemiecki wciąż krąży nad prawnym bublem. Konstrukcja bubla jest zgodna z niemiecką zasadą: "po co prosto, kiedy można skomplikować!" Krótko mówiąc: idea dziedziczenia i spadku została oszwabiona. Oby nie na zawsze! Rzeczypospolita zawsze stanowiła dobre prawa. Prawa stające w obronie jej obywateli. Tutaj nie potrzebowaliśmy korzystać z podpowiedzi żadnych suflerów.


Francuzi wnieśli niemało kultury technicznej do Polski

Kompleks handlowy Auchan - Leroy-Merlin - Decathlon, można spotkać w wielu krajach Europy. Francuzi zapoczątkowali na świecie erę hipermarketów. Pierwsze Carrefoury powstały we Francji i równolegle w Kanadzie. Obecność "Francuzów" w Polsce - musi cieszyć. Nietrudno dostrzec wiele działań, które zasługują na miano powszechnej politechnizacji. Ileż w tych francuskich sieciach handlowych zostało zakupionego, nie tylko "chleba naszego powszedniego" - artykułów spożywczych, ale przede wszystkim - sprzętu technicznego, sprzętu AGD i elektronarzędzi do warsztatów i ogrodów, ale również i sprzętu sportowego?. W otoczeniu hipermarketów nie brak zarówno parkingów, jak i sanitariatów. W sponiewieranym i zduszonym przez czerwonych notabli polskim handlu - nie było to takie oczywiste. Można przypuszczać, że podobna inwazja francuskiej kultury technicznej towarzyszyłaby ekspansji francuskiego lotnictwa wojskowego, francuskiej motoryzacji i francuskiej energetyki jądrowej. Intelektualna impotencja krajowych pionierów tego ostatniego przemysłu - okazała się porażająca. I nie ma co wynosić pod Niebiosa ich zasług, bo takich w pozytywnym sensie nie ma! Fachowcy od obecnego "koeniga Europy" pokazali totalny brak, nie tylko zawodowych kompetencji, ale i brak elementarnej, obywatelskiej odpowiedzialności. W swoim teoretycznym państwie bawili się w budowę teoretycznej elektrowni atomowej, szastając na lewo i prawo pieniędzmi polskich podatników. Zabawa trwała w takt niemieckiej "Ody do radości". Francja miała swoje upadki. Jednak nie zrobiła ze swojej historii wyłącznego zajęcia - dla kilku pokoleń Francuzów. W czasach wzlotów Francji , Francja i Polska obdarzały się klauzulą najwyższego uprzywilejowania. Tak było w okresie powstań m.in. śląskich, tak było w okresie wojny 1920 roku i tak było w czasie międzywojennego boomu gospodarczego Polski. Czy nie warto nawiązywać do takich okresów wzajemnej świetności? Jak mawiał święty Jan XXIII : "trzeba przypominać to co łączy, a nie to co dzieli". Fraternizacja z Niemcami, musi zmuszać nas do myślenia alternatywnego. Niemcy najczęściej serwują nam to, co u nich straciło na aktualności i nie kojarzy się z przyszłością, m.in. samochodowe silniki Diesla.


Niemcy potrafią walczyć z konkurencją

Nie udało się Hitlerowi na zawsze zawłaszczyć czeskiej "Śkody" i francuskiego "Renaulta", to współcześni gospodarze Europy, Niemcy i brukselscy germanofile -
wyprowadzili w/w gigantów motoryzacji i przemysłu zbrojeniowego do Chin. Tym sposobem przemysł niemiecki pozbył się swoich rywali w Europie. Szkoda, że tak silne przemysły - w ramach solidarności europejskiej, nie zbratały się np. z polskim przemysłem, zawsze pro-czeskim, pro-francuskim i pro-europejskim. Niemcy są niezwykle czujni. Gdy w Poznaniu powstała montownia "Śkody", czujni Niemcy zastopowali polsko-czeską kooperację - wpychając miastu swojego "Volkswagena". Kiedy wszyscy odwracają się od niemieckich Diesli, w Polsce potomkowie Bismarcka założyli istną przemysłową kolonię pojazdów z napędem dieslowskim. Niby to dlaczego Wielkopolska i Dolny Śląsk, mają być swoistymi ziemiami obiecanymi dla nowego rozdania Drang nach Osten?. Polskie marki zamiast impulsu nowych technologii i zastrzyku finansów - doczekały się jedynie likwidacji. Czy naszą jedyną ambicją ma być imię motoryzacyjnego dziecka Hitlera "Volkswagen", tyle, że z dodatkiem "Polska"?. To na pewno zbyt mało, na wielki i dumny naród europejski!. "Volkswagen" przez lata toczył ciche wojny, m.in. z "Alfą Romeo" i włoskim przemysłem motoryzacyjnym. Wygląda na to, że przemysł włoski też wypychany jest poza Europę. Deutschland, Deutschland ueber alles?. Ale przecież my już to znamy z historii!. Oby udało się zatrzymać powtórkę, z tamtej tragedii kontynentu.


Brytyjczycy o Francuzach

Brytyjski "The Guardian" zwrócił uwagę na krucjatę języka francuskiego. Można wręcz przeczytać o próbach wzmocnienia francuskiego imperializmu. Goszczący na łamach gazety powieściopisarz Alain Mabanckou dochodzi do wniosku, że klub krajów francuskojęzycznych wymaga całkowitego remontu. Alain Mabanckou to uznany kongijski pisarz, który odrzuca projekt Emmanuela Macrona, mający na celu wzmocnienie języka francuskiego na świecie. Kongijski pisarz wzywa do gruntownej zmiany w klubie krajów francuskojęzycznych, znanych jako Frankofonia. Pisarz uważa, że francuski stał się narzędziem francuskiego imperializmu. Sieć krajów francuskojęzycznych nie może być kontynuowana w obecnym wydaniu, ponieważ jest zaprzeczeniem wszystkiego tego, o czym marzyliśmy" - powiedział Mabanckou "Guardianowi" w Nantes, gdzie był dyrektorem artystycznym Światowego Festiwalu Literatury w lutym 2018 roku. "To nie jest wspólny tygiel, który zapewnia kulturową wolność i wymianę. Dzisiaj jest to jeden z ostatnich instrumentów, który pozwala Francji dominować i wywierać wpływ na swoje dawne kolonie" - dodaje Kongijczyk ale i zarazem Francuz. Wielokrotnie nagradzany pisarz, jest uznawany na świecie za jednego z najlepszych pisarzy francuskojęzycznych. Jest zdobywcą najważniejszej francuskiej nagrody literackiej Prix Renaudot i profesorem na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Francuski prezydent zapowiadał ożywienie Frankofonii, jako oficjalnego ugrupowania 50-ciu państw - od Senegalu po Kanadę, przez Belgię, Madagaskar i Mauritius, gdzie francuski jest językiem urzędowym albo ma bardzo duże znaczenie. Macron ogłosił w Burkina Faso, że język francuski może być najlepszym językiem w Afryce, a może i na świecie. Obecnie język francuski jest szóstym najczęściej używanym językiem na naszym globie, po mandaryńskim chińskim, angielskim, hindi, hiszpańskim i arabskim i więcej osób mówi po francusku poza Francją, niż wewnątrz Francji. Przewiduje się, że wraz ze wzrostem liczby ludności do 2050 roku, będzie ponad 700 milionów użytkowników języka francuskiego, z czego 80 % będzie w Afryce. 40-letni Macron, który urodził się długo po tym, jak większość francuskich kolonii uzyskała niepodległość, przedstawia siebie jako przeciwnika starego systemu nazywanego francafrique - w którym łapówki, petrodolary i uprzywilejowane relacje określały politykę zagraniczną Paryża wobec jego dawnych kolonii. Mabanckou, który zawsze podkreśla, że ma obywatelstwo kongijskie ale i francuskie, przypomina, że francuskojęzyczne szczyty nie przeszkadzały nigdy władzom Francji spotykać się z afrykańskimi dyktatorami i despotami. "Nie można mówić o świecie francuskojęzycznym, jeśli nie zadaje się pytania o stan demokracji w Afryce" - dodał. Faktycznie obecnie jest więcej dyktatur w krajach francuskojęzycznych niż w świecie angielskojęzycznym. Organizacje społeczeństwa obywatelskiego w krajach takich jak Czad, Kongo-Brazzaville, Gabon, Gwinea i Togo - ostrzegają przed deptaniem demokratycznych praw. Chciałoby się dodać pod adresem Francji: lekarzu, wylecz się najpierw sam, zanim zaczniesz leczyć innych!. Brexit może sugerować, że język francuski będzie chciał zająć miejsce po opuszczających unijną przestrzeń Anglikach. Jednak czy Europa byłaby gotowa na taki scenariusz?. Od lat pozycje języka angielskiego atakuje niezbyt popularny niemiecki. Chyba jednak ma on w Europie szanse, nie większe od jidysz czy od esperanto. Do miana najważniejszych języków Europy spokojnie mogłyby pretendować: hiszpański, portugalski i współczesny język Lacjum - język włoski. Jednak w końcu Anglicy nie odlatują na Księżyc a Amerykanie coraz bardziej interesują się Europą, to pewnie zostaniemy za pan brat - z angielskim.


Zniewalani przez wyzwolicieli?

W 1968 roku w Europie zaczęto mówić o "wyzwolicielach Europy". Na przemian mówiono o rozkrzyczanych ulicach Paryża i Berlina. Chwilami próbowali do tego dołączyć "marcowi docenci" z Polski. Wśród ówczesnych "rewolucjonistów", przewijały się na przemian nazwiska: Fischer, Cohen i Schulz. Potem od tych "wyzwolicieli Europy - zaroiło się w eurokomunistyczno-masońskiej Brukseli. "Wyzwoliciele Europy" po 1989 roku - doprowadzili do masowego exodusu obywateli Środkowej i Wschodniej Europy. Ale przecież o to zawsze chodziło Niemcom, autorom projektu pt.: "Mitteleuropa". Projektu niemieckiej kolonizacji, niemieckiego osadnictwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Niemcy skutecznie powstrzymywali naturalne przemieszczanie się Polaków na ziemie Bolesława Chrobrego i Bolesława Krzywoustego - na Pomorze Przednie i na Łużyce. Teraz to niemiecki przemysł i handel ruszył ze swoim Drang nach Osten Bis. Niemcy robią wszystko, żeby wszędzie w Europie Środkowo-Wschodniej stać się jedynym przedstawicielem Europy. Niemiecki monopolizm zawsze jednak jest tożsamy z niemiecką dominacją i kuratelą. To w stu procentach przypomina czasy zapoczątkowane w tej części Europy przez rodaczkę Merkel - carycę rosyjską Katarzynę II. Narody Europy Środkowej i Wschodniej muszą powrócić do miłości ojczystej ziemi, do miłości - do pracy i do walki, na rzecz ojczystej ziemi. "Wyzwoliciele Europy" zaczęli lansować w Europie nowo modę na tzw. regionalizm. Wśród "wyzwolicieli" pojawiła się armia biorców - zaopatrywanych przez niemieckie fundacje prywatne i rządowe. Ci nagle zaczęli mówić jakimiś "nowymi językami", jakimś rzekomo "kaszubskim" i "śląskim". Kaszubi i Ślązacy z dziada pradziada - nie rozumieli tego lingwistycznego wynalazku. Uznawali to za jakąś kalkę języka niemieckiego i jidysz. Nie chcieli uczestniczyć w tym balu idiotów.


Bezpaństwowcy i bezwyznaniowcy

W dokumentach osobistych obywateli przedwojennej Rzeczypospolitej Polskiej, można było wyczytać niekiedy sformułowanie: "bezpaństwowiec" i "bezwyznaniowiec". Jeżeli ktoś nie czuł się Polakiem i nie był przekonany do swojej religijności, miał możliwość deklarować się w ten właśnie sposób. To byli tacy ówcześni "nowocześni" i "platformersi". Wszystko to było o tyle uczciwe, że pozostali Polacy, w większości -
wiedzieli z kim mają do czynienia. Wiedzieli, że ze strony takich - nijakich osobników, nie mogą liczyć na wsparcie, ani w kwestiach narodowych i państwowych, ani w kwestiach religijnych. "Bezpaństwowcy" byli to kosmopolici, gotowi chwalić każdego, kto zaimponował im swoją kasą. Rzecz jasna, że informacje na temat np. korzeni niemieckich też były bardzo istotne. Było to niejako zabezpieczenie przed działalnością niemieckich kretów - w strukturach Polskiego Państwa. Dzisiaj anonimowość zachęca do antypolskiego sabotażu. Niemiecki kret może nawet spoza Polski siać destrukcje. Wystarczą takie przykłady jak: Thuzk i Thun.


Solidarność kolonizatorów?

Przeciwko porządkującej swoją rzeczywistość Polsce, ciągle występuje Belgia, Francja, Niemcy, Luksemburg, Holandia i Szwecja. To dziwna solidarność odwiecznych kolonizatorów. Wygląda na to, że rzeż Konga dokonana przez belgijskiego króla Leopolda II Koburga {historycy mówią o 9 mln bestialsko zamordowanych Afrykańczyków}, francuskie królobójstwo i wojny kolonialne Paryża m.in. w Afryce, kolaboracja Francji z Hitlerem, niemieckie obozy koncentracyjne w Afryce i niemieckie ludobójstwo w Europie, kolaboracja z Hitlerem Belgii, Holandii i Luksemburga oraz potop i grabież zgotowana Polsce przez Szwedów - nie nauczyły niczego zadufanych w sobie grabieżców. Bezwzględni zaborcy i ich klakierzy - chcą występować w roli nauczycieli demokracji i prawa?. Czy oni wiedzą chociaż gdzie leżą Ateny, Rzym i ojczyzna nowożytnej demokracji - Filadelfia?. Może czas żeby euro-tetrycy uderzyli się we własne piersi?. Ateizm i wandalizm wyrządził już wystarczająco dużo strat w Europie. Europie potrzebni są kapłani i poeci a nie marksistowsko-leninowscy bojówkarze. Europa nie chce kolejnego podziału na rasę nadludzi i niewolników. Bez znaczenia są barwy jakimi posługują się kandydaci na nadludzi. Chociaż te kameleony, jednego razu pokazują się jako kasta czerwonych, innym razem jako kasta brunatnych, jeszcze innym razem, jako różowi a niekiedy - jako tęczowi dewianci. Nic dziwnego, że rozmiłowani w demokracji parlamentarnej Brytyjczycy, zdecydowali się na opuszczenie tego towarzystwa barbarzyńców. Czy kolejnymi wychodzącymi na "świeże powietrze", będą Ateńczycy i Rzymianie?. A może Polska?. Fetor euro-zgnilizny jest czasami nie do zniesienia!. JPII chciał odnawiać Europę. Jednak widać, że euro-rasiści nie mają ochoty stawać się normalnymi ludźmi - we współczesnym świecie. Im na pewno bardziej odpowiada pomnik Leopolda II Koburga w Brukseli, niż pomnik Bohaterów Tragedii Smoleńskiej w Warszawie. Czy jest jeszcze nadzieja na powrót państw europejskich do fundamentalnych zasad wypracowanych przez Grecję i Italię?. Ponoć Kościół to drugi człowiek. Patrząc i słuchając Junkersa, Timmermansa czy Verhofstadta, trudno w nich odkryć wielkość na miarę Kościoła. To raczej jakieś przerażające lochy!. Oby przychodzący po nich, byli całkiem innymi ludźmi!


Lubomir

Wersja do druku

Lubomir - 07.04.18 9:13
Dziękuję Panie Janie za życzliwe słowa. Nie byłem, ani nie jestem radcą prawnym. Powiedziałbym wręcz: za wysokie progi na moje nogi. Z życiowej konieczności staram się niekiedy zainteresować problemami naszego prawa.

Jan Orawicz - 07.04.18 2:06
Panie Lubomirze jest to doskonały artykuł informacyjno-poznawczy!
Pewnie jest Pan radca prawnym!! Pozdrawiam!

Wszystkich komentarzy: (2)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25 Września 1953 roku
Władze PRL aresztowały kardynała Stefana Wyszyńskiego.


25 Września 1967 roku
Zmarł gen. Stanisław Sosabowski, polski dowódca wojskowy (ur. 1892)


Zobacz więcej