Czwartek 18 Lipca 2019r. - 199 dz. roku,  Imieniny: Kamila, Karoliny, Roberta

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 08.12.18 - 16:31     Czytano: [806]

Na pohybel wam! (Aktualizacja)


Poniższy tekst jest moim komentarzem nawiązującym do wydawanej mojej książki „Polacy w Australii” i reakcję czy raczej braku jej w Australii na otrzymanie przeze mnie Orderu Krzyża Polonii 13 listopada 2018 roku. Te sprawy domagają się komentarza – pogłębienia tematu.


Szanowny Panie Profesorze,

Przedstawiam trochę więcej gorzkiej prawdy o Polakach w Australii w nawiązaniu do przesłanego Panu tekstu mojej książki „Polacy w Australii”, która ma się ukazać w Lublinie.

Pyta się Pan Profesor: czy aż tak źle jest z Polakami w Australii?

Tak, jest tak bardzo źle. Fakty mówią same za siebie!

Aneta Jezierska (osoby tej w ogóle nie znam) swój artykuł pt. „O Polakach na antypodach” („Nasz Dziennik” Warszawa 8.6.2006) zaczyna tak: „Zawsze wydawało się, że skupiska Polaków żyjących na antypodach mogą być przykładem dla wszystkich innych Polonii świata – dobrego zorganizowania, ogromnej aktywności i umiejętności wykorzystywania możliwości, jakie stwarza państwo osiedlenia. Tymczasem kondycja tamtejszych środowisk polonijnych nie napawa optymizmem”.

Niestety, taka jest PRAWDA. Prawda, która zauważyła Aneta Jezierska i nie tylko ona.

A wszystko przez wrodzoną u bardzo wielu Polaków głupotę i zawiść oraz sprzedajność. Niech posłuży za przykład tego pani Bogumiła Żongołłowicz.

W Wikipedia jest jej obszerny biogram. Nie ulega wątpliwości, że jego autorem jest ona sama. I co tam widzimy? W bibliografii do jej biogramu jest podana pozycja: „M. Kałuski, Literat zasługujący na uwagę, Polish Kurier [Perth] 139 (1999);”.

Uznała, że moją uwagą o niej warto się pochwalić. Cieszy mnie to. Tym bardziej, że to co tam napisałem podtrzymuję po dziś dzień. Jest inteligentna, zdolna i pięknie mówi po polsku (w radiu) – no i jest ambitna, a ja bardzo lubię osoby ambitne, szczególnie kobiety. Bo sam jestem ambitny, a także moja żona, której w dużym stopniu pomogłem w tym czym została – widząc jej pragnienie i ambicję.

Bogumile Żongołłowicz NIC NIGDY złego nie uczyniłem.

Tymczasem ona wdepnęła w naszą polonijną gnojówkę (przepraszam), nawiązując nie tylko kontakt z naszą głupią, zawistną i niemoralną wierchuszką polonijną, ale także bliską z nią współpracę. W tej współpracy była m.in. sprawa Kałuskiego.

Nie ulega wątpliwości, że w 1974 roku wraz z wykonawcą testamentu redaktora Romana Gronowskiego, dr Zbigniewem Stelmachem uratowałem „Tygodnik Polski” przed likwidacją, a następnie doprowadziłem do jego uspołecznienia – przejęcia przez Spółdzielnię Dom Polski w Melbourne (mogłem sam odkupić pismo od masy spadkowej, gdyż miałem taką propozycję!!!; uznałem – błędnie – że lepiej będzie jak pismo będzie własnością społeczeństwa). Wtedy redaktorem pisma chciał zostać Andrzej Chciuk i aż TUZIN (dosłownie) innych osób, z których żaden nie był dziennikarzem i redaktorem; trochę dziennikarstwa powąchał Jerzy Grot-Kwaśniewski (jak został redaktorem „TP” to nie miał zielonego pojęcia o tym co ma robić i pierwszych kilka numerów pisma zredagował drukarz, p. Edward Myszka, który mi to powiedział jak również sekretarka, pani Teresa Szulc; mnie nikt niczego nie musiał uczyć) i Michał Filek (przy nim Kwaśniewski, człowiek wysokiej kultury osobistej, aczkolwiek nie bez grzechu był aniołem; Filek przez przegrywane sprawy sądowe przez swe chamstwo i nietolerancję zadłużył „TP” na 50 000 dolarów!). Zaczęło się kopanie dołków pod Kałuskim. Chciuk pisał złośliwe teksty o mnie: pisał o człowieku, którego wcale nie znał i stąd pisał bzdury (np. w „TP” jeszcze za Gronowskiego napisał bzdurę, że pochodzę z Borysławia k. Lwowa, a w „Pamiętniku Literackim”, Londyn 1978, że przyjechałem do Australii do matki w 1963 roku, co w obu przypadkach jest bzdurą!). Fakty nie były ważne – ważne było przywalenie Kałuskiemu. Zgodnie z powiedzeniem „Polak Polakowi wilkiem” obrzydzano (przez utrudnianie) mi pracę. Wreszcie po trzech latach udręki powiedziałem BASTA! Wysłałem list polecony do zarządu Spółdzielni, w którym przedstawiłem warunki na jakich mogę nadal być redaktorem „TP”. Spółdzielnia, za namową superpijusa Tomasza Ostrowskiego (alkohol go wykończył moralnie i zdrowotnie), prawdziwego sukinsyna Mariana Białowiejskiego i Kasi Łańcuckiej, która następnego dnia po moim rozstaniu się z „TP” zatelefonowała do mnie i powiedziała tylko tyle: Pamięta Pan co Panu powiedziałam, że wykopię Pana z „Tygodnika” i położyła słuchawkę (że to prawda, dlatego bez obawy mogę poddać się testowi z wykrywaczem kłamstw) na nie się nie zgodziła. Nastąpiło wymówienie umowy. „Kochani” rodacy w ogóle nie wzięli pod uwagę, że dla „TP” straciłem dobrą pracę i musiałem przerwać studia z zakresu zarządzania przedsiębiorstwami, które finansował mi pracodawca, że mam na utrzymaniu żonę i czworo dzieci i dom do spłacenia. To najmniej ich obchodziło. Z pewnością cieszyli by się jakbym przymierał z głodu wraz z rodziną pod jakimś mostem. Tacy to katolicy!!!

Wracając do pani Kasi Łańcuckiej to w stosunku do niej spełniło się powiedzenie: kto pod kim dołki kopie – sam w nie wpada. „Wykopała” mnie z „TP”. A ileś lat później przybyłe osoby w ramach tzw. emigracji solidarnościowej wykopały ją z polskiego programu radiowego w Melbourne – i to w jaki podły sposób. Komisja orzekła, że nie zna dobrze języka polskiego! Zrobiło mi się żal tej kobieciny, a przede wszystkim żal za jej wiadomościami, które prowadziła na złoty medal; człowiek dowiadywał się z nich o wszystkich najważniejszych sprawach dla Polaka. Tak, ci ludzie – solidarnościowcy to także część polskiej działalności w Australii. Ujemnej.

Aby się usprawiedliwić przed społeczeństwem ze swego łajdactwa moi wrogowie rozpoczęli wyjątkowo podłą – superpodłą kampanię oczerniania mnie (przede wszystkim robiono ze mnie komunistę, chociaż wszystko temu oskarżeniu zaprzeczało (po owocach ich poznacie). Tyle razy kłamali, aż sami uwierzyli w te ich różne podłości o mnie, ufając, że oczyścili się przed Bogiem z grzechu. Gorzej. W te ich podłości „uwierzył” Konsulat Generalny RP (rączka rączkę myje), który wiedząc bardzo dobrze o moich osiągnięciach, udaje z uporem maniaka, że nic o mnie nie wie i całkowicie mnie, moją działalność na rzecz Polaków w Australii i moje książki – niektóre pionierskie w literaturze polskiej bezczelnie bojkotuje (np. Konsulat regularnie organizuje spotkania ze znanymi i nawet mało znanymi Polakami w Australii: mnie nigdy nie zaprosili!). Tacy Poljaczkowie-zamordyści z piekła rodem i zwykłe chamy byli i są dyplomatami polskimi w Australii! Ludzie, którzy mają w nosie prawa człowieka i znaną australijską zasadę „fair go”. Nie ulega wątpliwości, że w odniesieniu do Konsulatu Generalnego to oprócz chętnego wspierania moich wrogów w grę wchodzą czynniki polityczne - ci „ludzie” nie mają zielonego pojęcia co to jest demokracja i tolerancja (jako dziennikarz często krytykowałem niektóre aspekty polityki PO i PiS; Internetowa „Niezależna” z 7 grudnia 2018 podała wiadomość, że największe radiostacje polskie od lat blokują piosenki ZNANEJ piosenkarki Dody; tylko w Polsce i wśród Polaków – raczej Poljaczków mogą się dziać takie łajdactwa; w Australii jest to nie do pomyślenia!; z kolei POLITICO i Onet.pl z tego samego dnia piszą, że: Polska okazuje niewybaczalną pogardę dla podstawowych praw człowieka; i tak doszliśmy do tego dlaczego Konsulat Generalny RP dyskryminuje Mariana Kałuskiego!). Podobnie postępowali wszyscy poprzedni i obecna redaktor „Tygodnika Polskiego”, pani Magdalena Jaskulska: domorośli zamordyści, którzy z demokracją, tolerancją i przestrzeganiem praw człowieka nie mieli i nie mają nic wspólnego. Rozkaz bojkotowania Mariana Kałuskiego wydany pierwszemu po mnie redaktorowi stale przechodzi na kolejnego redaktora. W ostatnich kilkunastu latach dbała o to Marzenna Piskozub, która jak byłem redaktorem „TP” udawała mojego i mojej rodziny przyjaciela, a później – pod wpływem ks. Rajmunda Koperskiego - stała się jednym z największych moich wrogów. I jest nim nadal chociaż mając 90 lat stoi nad grobem i bliskim spotkaniem z Bogiem, który przecież ją rozliczy i z tego grzechu. Widać, że nienawiść wzięła górę nad bojaźnią Bożą. Co więcej: podczas gdy Marian Kałuski był bojkotowany przez wydawcę i redaktorów „TP” (odmówiono mi nawet zamieszczenia PŁATNEGO ogłoszenia o mojej książce „Jan Paweł II. Pierwszy Polak papieżem” – jednej z pierwszych książek na świecie o Janie Pawle II; nienawiść do Kałuskiego brała górę nad rzekomą u nich miłością do polskiego papieża!), gwiazdą tego pisma stała się spadkobierczyni Romana Gronowskiego Jola Zelicka – osoba, przez którą ówczesny „TP” stracił zawrotną wtedy sumę 4000 dolarów (Zarząd Spółdzielni „$4000 przedpłaconych prenumerat zginęło?” Tygodnik Polski 22 maja 1976, str. 1). Co ich połączyło? Tylko nienawiść do Kałuskiego! W tym wypadku utrata tak dużej sumy przestała mieć jakiekolwiek znaczenie dla wydawcy. Liczył się teraz tylko wspólny wróg (ci śmierdzący i podli Poljaczkowie doprowadzili do utraty Domu Polskiego w Melbourne w 1988/89: w październiku 1988 zarząd postanowił rozbudować Dom Polski w City, nie ubezpieczyli budynku, firma budowlana zbankrutowała i w taki KRYMINALNY sposób społeczeństwo polskie, które ufundowało ten Dom ponad 30 lat temu, go utraciło; nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej! – rączka rączkę myje; później ci kryminaliści nadstawiali pierś do odznaczeń!). To tych redaktorków i Marzenny Piskozub podłość woła o pomstę do nieba. Tym bardziej, że oni wcale mnie osobiście nie znają, a ja nikomu z nich nie wyrządziłem żadnej krzywdy. Na grandę chcą hołdować powiedzeniu: Polak Polakowi wilkiem. A przecież gdyby nie ja, to większość z nich myła by naczynia w restauracjach albo była NIKIM. Mnie osobiście boli po dziś dzień jedynie łajdackie zachowanie się wobec mnie ówczesnych niektórych księży polskich. Jeden z nich był strasznym alkoholikiem i przez wódę był z rękach naszej wierchuszki, a drugi pedofilem, który wiedząc, że znam jego grzechy, dlatego dążył do wdeptania mnie w ziemię (dzięki Bogu byli i są wśród księży także osoby mi życzliwe).

Wtrącę tu uwagę, że dla mnie tak zwany Polak, który jest wilkiem dla drugiego Polaka, nie jest żadnym Polakiem, a tylko śmierdzącym na milę podłym poljaczkiem! Ilu takich śmierdzących i podłych Poljaczków otrzymało polskie odznaczenia z poparciem Konsulatu Generalnego?!

Pozostała do załatwienia dla moich wrogów sprawa „uciszenia” Kałuskiego, możliwie wdepnięcia go w ziemię. To stało się dla nich nieosiągalne. Bo Kałuski to „chłop z jajami” – bardzo odważny i nie myślał i nie myśli tolerować ich podłości. Wspierała go w tym wyjątkowa łatwość pisania, bardzo dobra pamięć i zebrany materiał.

Człowiek strzela, a Pan Bóg niesie kule.

Bóg się mną zatroszczył. Przez odejście z „TP” wygrałem los na loterii. Gdybym siedział w „TP” to bym nigdy nie napisał aż 30 książek i nie zwiedził aż 90 krajów!

Dlatego NIGDY nie miałem pretensji i nie okazywałem nienawiści do moich wrogów. Nikt z moich wrogów czy ich rodziny nie przedstawi najmniejszego dowodu na to, że się w jakikolwiek sposób mściłem na nich (prawda, pisałem do arcybiskupa Little w sprawie tego księdza pedofila, ale to nie była zemsta – to był mój psi obowiązek oraz obowiązek dobrego obywatela i chrześcijanina (że abp Little zlekceważył mój list – to wiemy dzisiaj, dlaczego tak robiono; arcybiskup wziął grzechy tego księdza na swoje sumienie, ale sprawę można w każdej chwili wznowić, tym bardziej, że ten ksiądz jeszcze żyje w Australii). Mścić się mogłem łatwo na moich wrogach, dlatego że od kilkudziesięciu lat nie jestem właścicielem NICZEGO, nawet tego komputera, na którym to piszę. Mógłbym dowolnie szkalować moich wrogów i cieszyć się z ich oddawania spraw do sądu. W Australii za zniesławienie nie idzie się do więzienia. Dostaje się karę grzywny. W związku z tym, że ja nie mam NICZEGO (żadnej własności), sędzia ogłosił by mnie bankrutem (to nie byłoby żadnym problemem dla mnie), a osoby mnie skarżące same by musiały bulić tysiące dolarów za koszty sądowo-adwokackie. A jednak to mnie nie kusiło do grzechu. Bo jestem człowiekiem i chrześcijaninem, a nie jestem świnią, którą jest każdy z moich wrogów (wg słownika języka polskiego świnią nazywana nazywa się także «człowieka, który wyrządził komuś krzywdę»). Także dlatego, że tych osobników nie uważałem za swych prawdziwych wrogów. Wróg to państwo czy osoba, które mogą zaszkodzić innemu państwu czy człowiekowi. Czy maleńka Litwa może być wrogiem Polski? Nie! Tak samo moi australijscy wrogowie to wielkie NIC – osoby, które pomimo wielkich starań nie potrafiły mi w żaden sposób realnie zaszkodzić.

Prawda jest taka, że moim wrogom mogłem tylko dziękować za to „zwolnienie”. Brak pretensji i nienawiści wcale nie koliduje z moją walką o PRAWDĘ. Bo mówi się: mogę ci przebaczyć to co złego mi uczyniłeś, ale tego nigdy nie zapomnę. A obowiązkiem prawdziwego chrześcijanina jest potępianie zła.

Pisać umie także Bogumiła Żongołłowicz. I swoje pióro sprzedała moim wrogom. Tak powstały jej książki napisane NA ZAMÓWIENIE osób zainteresowanych ich wydaniem, a więc za 30 srebrników: „Andrzej Chciuk. Pisarz z antypodów” (Kraków 1999), „Listy z Australii Romana Gronowskiego” (Toruń 2005) i „O pół globu od domu. Obraz Polonii australijskiej w twórczości Andrzeja Chciuka” (Toruń 2007), w których pod pozorem badań naukowych i bezstronności kopie mnie. Wydała za „swoje” pieniądze książki, których nie wiem czy dziesięć osób wzięło do ręki. Bo kogo tam obchodzą w Polsce jakieś pionki - Roman Gronowski i Andrzej Chciuk (książki Chciuka są również nieznane Polakom w Kraju; jedynie Ukraińcy przetłumaczyli jego „Atlantydę”). W swojej „miłości” do mnie posunęła się tak daleko, że ujawniła pod jakim pseudonimem występuję w książce Chciuka. Chciuk słusznie bał się to uczynić – ona nie! Bardzo dużo ryzykowała, bo mogło by to ją słono kosztować!

Większość moich wrogów już pozdychała (tylko ludzie umierają!!!). Szkoda, że w tym gronie pozostaje nadal Żongołłowicz. Osoba, której nigdy w życiu nie skrzywdziłem! Liczę na to, że w końcu i ona, za przykładem inż. Franciszka Gumołki, który zrozumiał, że z pyska moich wrogów płynęły tylko kłamstwa o mnie, zmieni swoje nastawienie do mnie.

Podobną do mojej historii mogłoby opowiedzieć Panu Profesorowi wiele – BARDZO WIELE innych Polaków w Australii. Niektórzy nie mogliby tego uczynić jak np. pan Roman Tarasin z Newcastle, który zaszczuty przez naszą wierchuszkę polonijną popełnił samobójstwo. 5 grudnia 2018 roku otrzymałem od ojca Dominika Jałochy OP z Melbourne mail następującej treści:

„Witam Pana,
Szczęść Boże
Nawiązując do Pana wcześniejszych e-maili jak również do tego ostatniego, myślę, że każdego co chce coś dobrego zrobić dla innych, spotka podobna sytuacja jak Pana. Jedni będą zadowoleni i będą wspierali poczynania a drudzy przez zazdrość, czy złośliwości będą niszczyli, …

Podobnej sytuacji i ja się znalazłem. Moja aktywność społeczna i problemy robione przez niektórych, z pewnością odbiły się na moim zdrowiu czego wynikiem było wzywanie do mnie pogotowia i pobyt w szpitalu.

W efekcie wyniki badań zmuszają mnie do „wyhamowania”. Myślę, że w miarę szczęśliwe wyjście z tego należy traktować jako ostrzeżenie. Obawiam się, że drugiej takiej szansy mogę już nie dostać. To zmusza mnie do mniejszego zaangażowania w sprawy, które nie są związane duszpasterstwem w ścisłym tego słowa znaczeniu.

Wierzę, że każdy stanie przed Panem Bogiem i odpowie za swoje czyny i … za niszczenie innych.

Pozdrawiam i życzę wszystkiego co dobre oraz dużo zdrowia i sił. W górę serca.
Odj”.

Muszę w tym miejscu podać jeszcze jeden – wyjątkowo ważny przykład na łajdackie poczynania naszej wierchuszki polonijnej. Otóż w 2002 roku nowym prezesem Spółdzielni Dom Polski im. T. Kościuszki w Melbourne, czyli wydawcy „Tygodnika Polskiego” został niespodziewanie inż. Andrzej Goździcki – prawy człowiek. Wkrótce potem zrezygnował ze stanowiska redaktora „TP” dr Zbigniew Derwiński. Wówczas redaktorem gazety została 1 listopada 2002 roku mgr Grażyna Walendzik. Razem z inż. Goździckim postanowili uczynić z „TP” pismo WSZYSTKICH Polaków w Australii, a nie ja dotychczas tylko polonijnej sitwy. Wtedy na łamy „TP” powróciłem i ja. Przerażona utratą wpływów na „TP” sitwa postarała się o usunięcie (chyba właściwe byłoby określenie: wykopała) ze stanowiska prezesa Spółdzielni, a łapę na „Tygodnik Polski” położyła teraz Marzenna Piskozub – stara baba z piekła rodem! Już 30 kwietnia wykopała z redakcji mgr Walendzik. W książce Witolda Łukasiaka „Tygodnik Polski. Sześćdziesiąt lat w służbie Polonii australijskiej i nowozelandzkiej” (Toruń 2010) czytamy: „Sposób rozwiązania umowy o pracę i rozstanie z redakcją były dla redaktor Walendzik nieprzyjemnym zaskoczeniem. Tak komentuje: „Nie pozwolono mi pożegnać się z czytelnikami na łamach pisma…”. Oczywiście Piskozubowa wykopała wtedy i mnie z „Tygodnika”. Ciemna noc znowu zapadła nad „Tygodnikiem” i trwa po dziś dzień. Ja, który uratowałem to pismo przed likwidacją w 1974 roku i byłem jego redaktorem od 5 lat nie mam nic wspólnego z tym śmieciem z powodów honorowych. Czy można wspierać narzędzie będące w rękach Szatana?!

I na koniec: W dniach 13-14 listopada 2018 roku na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie odbyła się Międzynarodowa Konferencja Naukowa – Rola i udział emigracji polskiej w odzyskaniu niepodległości w 1918 roku” z udziałem m.in. rektora UKSW ks. prof. Stanisława Dziekońskiego, Marszałka Senatu RP Stanisława Karczewskiego i wicepremiera, prof. Piotra Glińskiego. Referat inauguracyjny pióra Mariana Kałuskiego pt. „Hasło emigrantów: Wolna Polska!” odczytał ks. prof. Waldemar Gliński (tak się złożyło, że musiałem być wówczas w Ameryce). Podczas inauguracji tej konferencji 13 listopada nastąpiło uroczyste wręczenie przez prof. Wiesława Wysockiego Orderu Krzyża Polonii nadanego m.in. mojej skromnej osobie przez Kapitułę tego Orderu (z mojego upoważnienia odebrał go red. Mirosław Kucharski i on odczytał list ode mnie do uczestników konferencji. W przesłanym mi Dyplomie jest napisane, że Order przyznano mi: „za wkład w rozwój nauki i kultury polskiej za granicą, za propagowanie i obronę dobrego imienia Polaków i Polski, za głoszenie prawdy historycznej i obronę katolickich tradycji Narodu Polskiego oraz upowszechnianie wiedzy o polskich osiągnięciach w rozwój nauki, kultury i techniki”. – Czy Pan Profesor myśli, że „Tygodnik Polski”, Polski Program Radia SBS (prowadzony przez Annę Sadurską, żonę lewackiego profesora Wojciecha Sadurskiego – i wszystko jasne!) i Konsulat Generalny w Sydney (na ich stronie internetowej) coś o tym wspomnieli? To byłby cud! Pytam się Pana Profesora: czy to jest normalne? Czy tak zachowują się kulturalne osoby i chrześcijanie czy raczej chamy, głupcy i zawistnicy, czyli słudzy Szatana? Wysłałem o tym informację także do ks. Wiesława Słowika TJ w Melbourne osoby bardzo blisko związanej z naszą wierchuszką polonijną, aby zobaczyć jaka będzie jego – jako kapłana! - reakcja. I on nie zgrzeszył pogratulowaniem mi odznaczenia, chociaż na Wigilię w ubiegłym roku sprezentowałem mu moją najnowszą książkę „Polska Italia” (Warszawa 2017). Głupota, zawiść, nieustanna nienawiść do mnie?

Ks. dr Antoni Dudek, redaktor wydawanego w Sydney „Przewodnika Katolickiego”, z którym od lat współpracuję, gratulując mi odznaczenia napisał: „Szczerze gratuluję przyznanego Panu odznaczenia. Dowiedziałem się o tym z relacji w „Naszym Dzienniku”. Gratuluję tym bardziej, bo niedawno podczas wizyty Prezydenta RP nad Australią rozsypał się worek z odznaczeniami. Liczyłem, że pośród wyróżnionych za działalność polonijną i dla Polski, i Pan się znajdzie. Niestety. Teraz jednak „ziemskiej” sprawiedliwości trochę stało się zadość. A o resztę Bóg się zatroszczy”.

Dzieje powojennej emigracji polskiej są bezczelnie ZAKŁAMYWANE (wydawca po przejęciu pisma był przeciwny drukowaniu krytycznych tekstów o Polakach w Australii: prezes Dutkowski mówił mi: jeśli nie można o kimś czy jakiej organizacji napisać nic dobrego, to lepiej nic nie pisać) i tak jest po dziś dzień: tam prawie nie ma nic krytycznego o Polakach w Australii! - same laurki i stąd mamy zakłamaną historię. Najlepszym przykładem na to jest wspomnienie pośmiertne Anety Pochopień zamieszczone w „TP” z 28 kwietnia 2004 roku, w którym została przedstawiona jako wielka Polka, katoliczka, żona i matka. Kobieta była zastrzelona przez jednego mężczyznę. Była więc sprawa sądowa, podczas której wyszło na jaw, że była to kobieta lekkich obyczajów i morderczyni własnego dziecka, które miała z kochankiem-mordercą i na dokładkę dokonała aborcji, za co ten kochanek i ojciec tego dziecka ją zabił („The Age” 17.9.2005). Podobnie kłamliwie zostało przedstawionych wiele innych spraw. Dlatego należy je odkłamać w imię nie jakiejś zemsty, ale PRAWDY. PO PROSTU PRAWDY. Przemilczanie zła jest złą metodą, gdyż do niczego dobrego nie prowadzi. Trzeba rozdrapywać rany, aby nie zarosły błoną podłości.

Tylko prawda jest ciekawa. Zakłamywanie historii jest czym odrażającym i nudnym jak flaki z olejem. Czy fałszerze historii są w stanie okłamać Boga? PRAWDA poparta wiarygodnymi faktami/dowodami jest Słowem Bożym.

Pozdrawiam,
Marian Kałuski


.........................................................
11.12.2018r.


Jeden z czytelników KWORUM po przeczytaniu mojego powyższego artykułu przesłał mi poniższy artykuł pana Leszka Szymańskiego pt. „Manowce Rady Naczelnej – Kadencja Wstydu”, który ukazał się w australijskim „Plusie Polonii” 5 grudnia 2018 roku. Jest on bez wątpienia cennym uzupełnieniem tego co ja napisałem w swoim artykule. Pokazuje ciągle postępującą naprzód degrengoladę Polonii australijskiej, czy raczej ludzi, którzy bezpodstawnie utrzymują, że ją reprezentują, ludzi, którzy nas okłamują twierdząc, że są patriotami polskimi, że walczą o dobro Polaków w Australii i sprawy polskiej. A tak naprawdę walczą o stołki-władzę nad innymi, o tytuły i „zaszczyty”, czyli o realizowanie – jak potrzeba w sposób brutalny - swoich własnych próżności. Przypominają mi wypierdków Platformy Obywatelskiej – nie realizatorów polskich interesów, ale pachołków obcych interesów i Konsulatu Generalnego w Sydney, w którym do niedawna czy nadal królują dzieci Sikorskiego (to on mianował konsul generalną Reginę Jurkowską, którą musiał uznać za swojego człowieka!). Tego wrednego, antypolskiego typa.
A więc powtarzam: Na pohybel wam!

Marian Kałuski


...

Kadencja Wstydu


Okres działalności Rady Naczelnej Polonii Australijskiej, a zwłaszcza jej Prezydium, w latach 2016 – 2017 zapisał się wyjątkowo negatywnie w mojej pamięci. Co jakiś czas pojawiały się informacje, oświadczenia, które wywoływały moją dezaprobatę, poczucie wstydu i co chwila zadawałem sobie pytanie, czy naprawdę Polonię nie stać na bardziej godną reprezentację. Chciałbym o tym jak najszybciej zapomnieć, ale się nie da, ciągle powraca. Przykładem może być Oświadczenie Prezydium z dn. 8.06.18 powołujące się na niefortunne Zebranie Liderów z kwietnia roku poprzedniego, a blokujące zmianę Polsatu na inny serwis informacyjny z Polski opisane w końcowej części.

„Dorobek” tego okresu jest na tyle trwały i niepokojący, że jeszcze długo będzie się odbijał czkawką, a w najgorszym przypadku może zakończyć się rozpadem Rady Naczelnej i utratą Funduszu Wieczystego, jeśli zrzeszone organizacje nie zmobilizują się, żeby tego uniknąć. Nie jestem działaczem żadnej polonijnej organizacji; poniżej opieram się wyłącznie na opublikowanych, ogólnie dostępnych źródłach internetowych. Ostrzegam, lista wstydów jest długa.

Wstyd pierwszy - 15 stycznia 2016 – apolityczna nowomowa

15.01.16 na Pulsie Polonii pojawił się List z Australii i Nowej Zelandii: Polonia w obronie polskiego rządu:
www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=15195
Paryski Klub „Gazety Polskiej” zorganizował akcję protestacyjną przed ambasadą Niemiec przeciwko ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski ... Manifestujących poparła Polonia z Australii i Nowej Zelandii. /.../ /.../ My, Polacy w Australii i Nowej Zelandii, za sprawą "Gazety Polskiej" i organizacji polskich na uchodźstwie popieramy słuszne akcje Polonii w całym świecie./.../

Prezydium RN natychmiast zareagowało: Stanowisko Prezydium Rady Naczelnej w sprawie deklaracji wobec rządu RP
www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=15220
Prezydium tłumaczy się bardzo niezręcznie i trochę nie na temat, bo protest był organizowany przeciw zewnętrznej ingerencji ze strony Unii Europejskiej i nie angażował się w relacje między partią rządzącą a opozycją. Prezydium zrobiło z tego konflikt wewnętrzny, w który nie może się angażować zasłaniając się „apolitycznością”. /.../ Prezydium RNPA stoi na stanowisku, że udzielenie poparcia jednej ze stron ciągle, uważamy, demokratycznego dyskursu politycznego w Polsce, stanowi wyraźną deklarację polityczną i, z punktu widzenia statutu RNPA, poparcie tak sformułowanych apeli prowadziłoby do zaprzeczenia apolityczności RNPA, i co za tym idzie, złamania statutu organizacji. /.../

Wg Wikipedii apolityczność ma dwa znaczenia:
1 - zasada prawna, która zobowiązuje osoby sprawujące określone funkcje w państwie do nieangażowania się w żadną działalność polityczną,
co Prezydium nie dotyczy, bo statut tego nie ogranicza tylko nie zezwala na czynne popieranie jakiejś partii.
2 - postawa obojętności wobec aktualnych zagadnień politycznych polegająca na odrzuceniu udziału w życiu politycznym, co przejawia się np. w nieuczestniczeniu w wyborach bądź referendum czy zaniechaniu działalności związanej z polityką,
czyli mówiąc dosadnie ktoś apolityczny to jest taki polityczny abnegat. Czy tego oczekiwalibyśmy od polonijnych działaczy?

O co w tej apolitycznej nowomowie chodzi możemy tylko się domyślać. Gdyby teraz p. Jaruzelski wstał z grobu i chciał na nowo „ocalać naród polski”, to zorganizowana Polonia australijska nie zdobyłaby się na jedno słowo protestu.

P. Wikariusz dodaje od siebie: /.../ Prezydium nie ma prawa do oceny działań i sytuacji politycznej w Polsce bez konsultacji i porozumienia z jej organizacjami członkowskimi, /.../ co nie jest prawdą, bo według statutu Prezydium nie powinno aktywnie popierać żadnej partii ani przed, ani po konsultacjach, natomiast organizacje członkowskie mogą to czynić niezależnie od „konsultacji”.

W Statucie jest napisane: § 3 The Council shall not in any way support or actively assist any political party.

Ani słowa o „apolityczności” w Statucie, czyli panie i panowie z Prezydium, możecie być polityczni, tylko nie możecie podejmować uchwał, które faworyzowałyby jakieś organizacje lub dyskryminowały inne.

Dla porównania przytoczę bardziej wyważoną opinię o „apolityczności” w Sprawozdaniu Przewodniczącego Rady Polonii Świata Jana Cytowskiego:
www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=16372
/.../ Dyskusyjna jest również interpretacja t.zw. „apolityczności” Rady Polonii Świata. Moim zdaniem, Rada powinna zabierać głos w sprawach istotnych dla przyszłości Polski i Polaków, zachowując „ponadpartyjność”, kierując się Polską Racją Stanu. Powinniśmy tak reprezentować Polonię i Polaków poza granicami Kraju, aby dbać o interes Polski i Polaków, o właściwy wizerunek i pozycję Polski na forum międzynarodowym./.../

Zastanawiające jest, dlaczego Jan Cytowski również mówi coś o „apolityczności” skoro nic na ten temat nie ma w statucie Rady Polonii Świata. Czyżby była to jakaś telepatyczna łączność z innymi wyznawcami „apolityczności”?

Czy Polonię nie stać na bardziej godną reprezentację?

Wstyd drugi – 14 maja 2016 – Kto się boi lustracji?

2 maja 2016 Adam Gajkowski podał w swojej relacji „Krótka wizyta w Ojczyźnie”:
www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=15640
/.../ Rano w piątek 22 kwietnia w imieniu Stowarzyszenia Nasza Polonia wręczyłem Panu Ministrowi Mariuszowi Błaszczakowi Krzyż Golgota Wschodu. W czasie spotkania poruszyliśmy między innymi potrzebę lustracji Polonii jak i instytucji z nią związanych. /.../

Stało się to powodem protestu Prezydium RN:
www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=15676
Jest to przykład wyjątkowo złośliwej interpretacji wypowiedzi, więc skomentuję szczegółowo:
/.../ Zastrzeżenia budzą użyte w tekście p. A. Gajkowskiego stwierdzenia takie jak "konieczność lustracji Polonii i organizacji z nią związanych" czy też troska autora i Jego rozmówców o "ważne sprawy Polonii i jej potrzeby”. Wypowiedzi te, z racji statusu ich autora, mogą nosić znamiona głosu reprezentatywnego dla zorganizowanej Polonii australijskiej. /.../
Przecież p. Gajkowski występował „w imieniu Stowarzyszenia Nasza Polonia”.

...W związku z powyższym Prezydium RNPA oświadcza, że wypowiedzi p. A. Gajkowskiego zamieszczone w cytowanej publikacji żadną miarą nie reprezentują stanowiska RNPA, mimo iż ich autor pozostaje członkiem Prezydium.
Czyli Prezydium jest przeciwne "konieczność lustracji Polonii i organizacji z nią związanych" oraz „troska o ważne sprawy Polonii i jej potrzeby” żadną miarą nie reprezentują stanowiska RNPA. Zwracam uwagę, że teraz już jest to stanowisko Rady Naczelnej, nie Prezydium.

/.../ Wypowiedzi powyższe, jak wyjaśniał członkom Prezydium p. A. Gajkowski, stanowią wykładnię poglądów i działań prezentowanych przez autora w imieniu Jego macierzystej organizacji „Nasza Polonia” z Sydney. /.../

A więc mamy problem przedstawiony otwartym tekstem – Prezydium jest przeciwne lustracji. Nie znalazłem żadnej wzmianki, że sprawa ta była przedmiotem konsultacji z organizacjami członkowskimi. Jeśli mam rację, to są to prywatne opinie części członków Prezydium. Kto się boi lustracji?

Czy Polonię nie stać na bardziej godną reprezentację?

Wstyd trzeci – 10 sierpnia 2016 – Pouczanie Marszałka Senatu o demokracji

1.08.16 Prezydium zostało poinformowane, że Marszałek Senatu RP p. Stanisław Karczewski powołał Adama Gajkowskiego do Polonijnej Rady Konsultacyjnej na podstawie uchwały Senatu z 7.07.16. Był to osobisty policzek wymierzony Prezydium, który spowodował ostrą reakcję:
www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=15938

Oto dwa fragmenty tego komunikatu:

/.../ P. Gajkowski zaproponował również gotowość prezentowania postulatów Rady Naczelnej na forum Rady Konsultacyjnej z zastrzeżeniem, że wnioski takie obarczy własnym komentarzem. Prezydium RNPA nie przyjęło tej propozycji. Powodem takiej decyzji są bezkompromisowe poglądy polityczne i wystąpienia p. Gajkowskiego, od których Prezydium zmuszone było się odciąć. /.../ (chodziło o „bezkompromisową” lustrację).

/.../ Prezydium RNPA postanowiło również zwrócić siȩ do Marszałka Senatu RP, p. St. Karczewskiego z prośbą o przestrzeganie przez p. Marszałka elementarnych zasad prowadzenia podmiotowego dialogu, do którego zaprosił RNPA, oraz zaniechania ingerencji w demokratyczne zasady, którymi w swoich działaniach kieruje się oficjalna reprezentacja zorganizowanej Polonii Australijskiej jaką jest Rada Naczelna Polonii Australijskiej. /.../

Cały ten komunikat utrzymany jest w podobnym tonie, na szczęście p. Gajkowskiego nie dopuszczono do jego redagowania.

Czy Polonię nie stać na bardziej godną reprezentację?

Wstyd czwarty – 19 sierpnia 2016 – List p. Wikariusza do Marszałka Senatu o pozbawieniu p. Gajkowskiego prawa reprezentowania Rady Naczelnej Polonii Australijskiej

Do Marszałka Senatu RP S. Karczewskiego Prezes RN PA Leszek Wikarjusz
www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=15964
/.../ 1-go sierpnia br. prezydium RNPA zostało oficjalnie poinformowane przez członka prezydium RNPA, p. Adama Gajkowskiego, o przyjęciu przez Niego imiennej nominacji do Polonijnej Rady Konsultacyjnej, którą otrzymał od Pana Marszałka. W związku z powyższym pragniemy poinformować Pana Marszałka, że p. Adam Gajkowski decyzją prezydium Rady Naczelnej Polonii Australijskiej z dnia 9 sierpnia 2016 r. (podjętą po rozmowie z p. Adamem Gajkowskim) nie uzyskał mandatu do reprezentowania Rady Naczelnej Polonii Australijskiej w Polonijnej Radzie Konsultacyjnej. Chcielibyśmy jednocześnie poinformować, że decyzja ta pozostaje w mocy do końca maja 2017 roku, kiedy sprawy reprezentacji Polonii australijskiej w Polonijnej Radzie Konsultacyjnej (imiennej, niekonsultowanej nominacji do niej) oraz wspomnianej decyzji prezydium RNPA zostaną przedstawione uczestnikom 49. Walnego Zjazdu Delegatów Rady Naczelnej Polonii Australijskiej. /.../

W komunikacie z 49-go Walnego Zjazdu RN nie wspomniano słowem o tej sprawie.

Dalej Prezydium wyraża /.../ ubolewanie, że większość zorganizowanej Polonii australijskiej, skupionej wokół Rady Naczelnej Polonii Australijskiej, nie posiada swojego reprezentanta w Polonijnej Radzie Konsultacyjnej. /.../

Ze stanowiskiem tym polemizują aż trzy listy do Marszałka Senatu od organizacji polonijnych w Australii, które dyskredytują stanowisko Prezydium:
Prezydium Federacji Organizacji Polonijnych w NSW (12.08.2016):

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=15946
Związek Polskich Więźniów Politycznych i Komitet Obrony Polski (31.08.2016):[

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=16008]

Poniżej reprezentatywny cytat z listu Komitetu Obrony Polski:

/.../ Od wyborów 48 Zjazdu obserwowane są próby izolowania A. Gajkowskiego zarówno w pracach Prezydium jak i dyskredytowanie jego działalności w interesie Polonii Australijskiej poza Prezydium. Prezydium tym samym sprzeniewierza się zaufaniu Polonii, która oczekuje harmonijnej współpracy członków Prezydium, a nie tworzenia politycznie zorientowanej grupy działającej bez konsultacji z Polonią i w stylu z minionej epoki. /.../

Natomiast Prezydium demagogicznie deklaruje w swoim liście:

/.../ Jako porozumienie organizacji polonijnych w całej Australii, od początku swego istnienia kieruje się w swoich działaniach demokratycznymi zasadami szeroko pojętego pluralizmu, w tym politycznego i społecznego, promując wszechstronny dialog ponad demonstrację siły, jakiejkolwiek natury by nie była. /.../ Możemy tylko się domyślać, że skoro Marszałek Senatu Stanisław Karczewski z oferty p. Leszka Wikariusza nie skorzystał, to musiał mieć ku temu jakieś ważne powody.

Czy Polonię nie stać na bardziej godną reprezentację?

Wstyd piąty – 20 marca 2017 – Wykluczenie p. Gajkowskiego z Prezydium RN

Komunikat Prezydium RN:

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=16599
No i doczekaliśmy się, zgodnie z bolszewicką zasadą: kto nie z nami, ten przeciwko nam, p. Gajkowskiego wyrzucono z Prezydium RN. Zgodnie z inną bolszewicką zasadą: jak ktoś bardzo chce, to powód zawsze znajdzie. Jak powszechnie wiadomo organizacje polonijne były przez lata infiltrowane przez agentów PRL-u i ich działania dają się odczuć do dzisiaj. Pisała o tym ostatnio p. Monika Wiench w „Kulisy V Zjazdu Polonii - Druga strona medalu” na Pulsie Polonii:

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=18312 (2.11.18).

P. Gajkowski w wywiadzie o lustracji we fragmencie ogólnym o różnych typach agentur powiedział:
/.../ może być agentura wpływu, która nie działa na zasadzie donosów, tylko wykonuje konkretne działania. Gdy np. trzeba napisać jakiś artykuł dlaczego Polonia ma być apolityczna, ta agentura staje w jednym szeregu i pisze o tym. /.../
Prezydium RN stanęło w jednym szeregu i obraziło się na p. Gajkowskiego. Obraziło się na podstawie domniemania, że p. Gajkowski używając kontrowersyjnego terminu „apolityczność”, o którym pisałem we „Wstydzie pierwszym”, oskarżył Prezydium o agenturę. Był to majstersztyk pseudologiki. Wszystko co nastąpiło potem jest nielegalne.

Członkowie Prezydium przegłosowali wotum nieufności dla p. Gajkowskiego. Statut nie przewiduje takiej możliwości. Prezydium nie ma takich kompetencji. Prezydium nie ma być towarzystwem wzajemnej adoracji mówiącym jednym głosem a w dyskusjach członkowie mogą się wyrażać krytycznie o poglądach lub działaniach innych i nie powinno to być powodem do obrażania się.

Pozwolę sobie przypomnieć tutaj ponownie cytat z listu p. Wikariusza do Marszałka Senatu (chyba zapomniał, co napisał): (Rada Naczelna) /.../ kieruje się w swoich działaniach demokratycznymi zasadami szeroko pojętego pluralizmu, w tym politycznego i społecznego, promując wszechstronny dialog ponad demonstrację siły, jakiejkolwiek natury by nie była. /.../

Następnym krokiem było nielegalne zastosowanie zasady statutu:
§ 27 Eligibility. A candidate eligible for election to the Council authorities (§ 15 (b), (c), (d)) must: (a) be a current financial member (directly or indirectly) of a member organisation of PCCA; and (b) not have any criminal, or bankruptcy history; and (c) be considered trustworthy.
Warunek (c) był uznany przez wyborców w maju 2015 jako spełniony. Od czasu wyborów p. Gajkowski nie popełnił nic, co mogło by zmienić tę klasyfikację, nie ukradł, nie pobił, nie spił się w czasie zebrania, nie zbankrutował ani nie został skazany przez sąd, czyli ciągle jest godnym zaufania. Wotum nieufności, przypuśćmy że jest legalne, dotyczyło tylko członków Prezydium, jak to w swoim komunikacie Prezydium stwierdziło:

/.../ członkowie Prezydium uznali wypowiedź p. Gajkowskiego za jednoznaczne, bezpośrednie i bezpodstawne oskarżenie o agenturę pod adresem Prezydium RNPA. /.../

Prezydium, ponad głowami wyborców, zdecydowało, że skoro członkowie Prezydium nie mają zaufania do p. Gajkowskiego, to nie spełnia on warunku koniecznego do pełnienia funkcji członka Prezydium i na tej zasadzie wykluczyli go ze składu Prezydium.

Zadziwia mnie, że w składzie Prezydium nie znalazł się nikt, kto by spojrzał na problem bardziej chłodno, bez niezdrowych emocji.

Czy Polonię nie stać na bardziej godną reprezentację?

Wstyd szósty – 12 maja 2017 – Zebranie Liderów – Apolityczność

I w końcu udało się, „apolityczność” została uchwalona głosami liderów:[

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=16694]
/.../ Zebrani zgodzili się, że Polonia australijska nie ma potrzeby udziału bądź ingerencji w bieżącą partyjną politykę w Polsce. /.../

To wydarzenie opisałem szczegółowo w poprzednim moim felietonie: „Manowce Rady Naczelnej

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=18126– Kaganiec”,
również opublikowany w Tygodniku Polskim nr 29, 24.10.2018. Dokonano tego nie tylko łamiąc zasady statutu, ale nawet złamano zasady prawa australijskiego. Ponieważ jest to problem bardzo złożony odsyłam do felietonu „Kaganiec”.

Czy Polonię nie stać na bardziej godną reprezentację?

Wstyd siódmy – 9 sierpnia 2017 – Komunikat: 49-ty Zjazd Rady Naczelnej

Od jakiegoś czasu Prezydium przestało pisać sprawozdania ze Zjazdów dostarczając w zamian galerie zdjęć przeplecione zdawkowym tekstem. Takie jest sprawozdanie z 49-go Zjazdu:

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=16947
Na temat wykluczenia p. Gajkowskiego z Prezydium napisano tylko tyle:
/.../ W dyskusji delegaci usankcjonowali decyzję Komisji Arbitrażowej rozstrzygającej o zasadności wykluczenia p. A. Gajkowskiego ze składu Prezydium RNPA w lutym br. przez głosowanie ówczesnych członków Prezydium. /.../

Nie udało mi się dotrzeć do decyzji Komisji Arbitrażowej. Nie wiem w jaki sposób zostały potraktowane protesty kilku organizacji w tej sprawie. Nie wiemy, czy decyzja przeszła w Komisji Arbitrażowej jednogłośnie, czy też opinie były zróżnicowane i czy delegaci usankcjonowali decyzję jednogłośnie, a jeśli nie, to jaka była proporcja głosów.

Moim zdaniem Komisja Arbitrażowa skompromitowała sie doszczętnie. Jako Polonia niezorganizowana nie muszę sie ich decyzjami za bardzo przejmować i pozostać na poziomie zdrowego rozsądku. Martwią mnie jednak konsekwencje tych decyzji. Uważam, że delegaci na 49-tym Zjeździe nie stanęli na wysokości zadania i prawdopodobnie nie zdają sobie z tego sprawy, że stworzyli precedens, że zaakceptowali mechanizm tworzenia kliki. Konsekwencje tego, jeśli nie zostanie to szybko skorygowane, są nie do przewidzenia i mogą doprowadzić do rozpadu Rady Naczelnej, jak to napisałem na początku.

Czy Polonię nie stać na bardziej godną reprezentację?

Wstyd ósmy – 8 czerwca 2018 – Oświadczenie w sprawie Polsatu

Oświadczenie to pojawiło się kilka dni po niezbyt udanym, choć jubileuszowym 50-tym Zjeździe Rady Naczelnej: www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=17779
Przez prawie rok był względny spokój, może dzięki nowej pani Prezes Rady Naczelnej. Oświadczenie było jednym z gorszych wystąpień Prezydium i choć w nowej kadencji, to były to jeszcze wypociny poprzedniej „kadencji wstydu”. W gruncie rzeczy nie powinno nas to dziwić, bo, po przetasowaniu stanowisk, trzon Prezydium w zasadzie się nie zmienił.
W oświadczeniu skrytykowano inicjatywę p. Gajkowskiego w sprawie zmiany serwisu informacyjnego z Polski z Polsatu na TVP

Info: www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=17720
W Oświadczeniu Prezydium przypomniało również osiągnięcie poprzedniej kadencji – uchwałę liderów o „apolityczności” z kwietnia roku poprzedniego, o którym pisałem we „Wstydzie szóstym”.

Oświadczenie wywołało kilka krytycznych polemik:
Andrzej Kozek - Polemika wokół Oświadczenia

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=17786
Leszek Szymański – Manowce Rady Naczelnej – Kaganiec

www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=18126
Było też wiele polemik krytykujących Oświadczenie, bardziej koncentrujących się na negatywnej ocenie Polsatu – odsyłam do Pulsu Polonii.
W Oświadczeniu było tyle nieprawidłowości, ze trudno je wszystkie przytoczyć. Tutaj chciałbym tylko zwrócić uwagę na inercję, rok i dwa miesiące, z jaką niektóre negatywne wydarzenia wracają do nas tworząc nowe fakty, które trzymają nas w poczuciu zażenowania i wstydu.

Kończąc „wstydy” pragnę wyrazić nadzieję, że zdarzy się cud i więcej nie będę się musiał wstydzić.

Pragnę jeszcze podziękować Redakcji Pulsu Polonii za wspaniałe archiwum, daty powyżej są właśnie datami z Pulsu Polonii.

Muszę jeszcze dodać, że wiedziałem, że jest źle, ale nie wiedziałem, że aż tak źle. Dopiero zestawienie tych faktów pokazuje, gdzie jesteśmy, co nas otacza. Podejrzewam, że niektórzy członkowie Prezydium również nie zdawali sobie sprawy z tego, że jest aż tak źle. Jest to tragedia. Apeluję do polonijnych działaczy – spoczywa na was odpowiedzialność, przed którą nie uciekniecie. To od was będzie zależało, czy przywrócicie Radę Naczelną Polonii i stanie się ponownie autentyczną reprezentacją Polonii australijskiej, czy też będzie dalej kontynuowała tę „apolityczną” farsę w oparciu o demagogię rodem z minionego okresu.
Tradycyjnie kończymy listy słowami „Z poważaniem”, ale w moim odczuciu nie za bardzo one tutaj pasują. Przykro mi, że moje wystąpienie nie było bardziej pozytywne i optymistyczne.

Leszek Szymański
Sydney, 4.12.18
www.pulspolonii.com

Wersja do druku

Marian Kałuski - 14.12.18 20:12
Chamstwem jest atakowanie kogoś dla samego atakowania, czyli plucie jadem i złośliwościami co czyni tzw. Olenka.
Z chamami nie można rozmawiać-dyskutować w sposób kulturalny, bo nie zrozumieją człowieka.

W komputerze można mieć i alfabet angielki, i polski oraz każdy inny. Trzeba tylko wiedzieć jak to zrobić. Trzeba być trochę inteligentnym.

Marian Kałuski, Australia

Olenka - 14.12.18 11:59
Czas zakonczyc to "strzyzono-golono". Polszczyzna to nie tylko znaki diakrytyczne! Kto zna system komputerowy wie, ze w angielskiej wersji polskie znaki jezykowe moga nie byc wyswietlane. Akurat pracuje nad projektem w jezyku angielskim i dla "wyjatkowego" p. Kaluskiego nie moglam nic zmieniac!
Nie negowalam panskiej wiedzy o Kresach, a tylko panski poziom w dyskusji publicznej, a ten poziom jest bardzo plyciutki. Slowo "stul pysk" potwierdza to wyraziscie, i proponuje aby go pan "literat" zachowal dla swojej zony, tam gdzies na Antypodach.

Marian Kałuski - 13.12.18 22:51
Przygadał kocioł garnkowi - mówi stare polskie porzekadło.
Polszczyzna Olenki jest daleka od prawdziwej polszczyzny. W prawdziwej polszczyźnie są diakrytyczne znaki, a on-ona ich nie używa.
Ale przemądrzałym to lubi być. Jestem pewny, że twoja znajomość spraw kresowych jest zerowa, więc do oceny moich tekstów wcale się nie nadajesz. Bo nie starczy powiedzieć, że coś jest głupie. Trzeba to udowodnić. Inaczej ludzie ci powiedzą: stul pysk!
Marian Kałuski, Australia

Olenka - 13.12.18 11:38
Pisz sobie Jasiu Dorotkowo-Marcinkowy, pisz! Rzeczywiscie niestosownym jest wystepowac publicznie w stylu tak zaklamanym jak ty to czynisz, no ale "styl to czlowiek" - jak to ludzie mowia.
Pan Kaluski tez ma racje... Jego "polszczyzna" w tym tekscie jest rzeczywiscie "wyjatkowa"... wystarczy tylko "dojechac" do konca... i juz sie wszystko wie.
Panowie i pseudo Dorotko, zapewniam was...!!! Wszystko jest OK!!! Jestescie wyjatkowi i nie ma powodow do zdenerwowan, bo i po co?
Przeczytalam tez "Wstydy" p. Leszka Szymanskiego. Swietne to pioro, swietna, zrozumiala analiza i opis patologii zorganizowanej hen daleko, bo az na Antypodach.

Marian Kałuski - 12.12.18 20:01
Olenka, co za głupie pytanie!
Są wyjątki i one potwierdzają regułę. O tym wie każdy inteligentny człowiek.
Marian Kałuski, Australia

Dorota R - 12.12.18 19:53
Olenka Redakcja nie publikuje wpisów niestosownych!
A w tobie jest dużo niestosowności,które w Kworum
nie wypada publikować!

Marcin Z - 12.12.18 17:23
Olenka,co Ty masz dopowiedzenia na
temat emigrantów z Polski?! No,ale Ty
zawsze musisz wtrącić swoje mizerne
widzenia,bo inaczej byłoby z tobą żle!

Olenka - 12.12.18 11:40
Moj poprzedni wpis zostal delikatnie mowiac pominiety, no ale to w ramach sprawy "rownych i rowniejszych, wszem i wobec"... Jesli jednak polska emigracja to tylko "glupota i zgnilizna", to do jakiej narodowosci, czy tez grupy etnicznej wlasnie wy dwaj panowie nalezycie, zyjac na Emigracji?

Marian Kałuski - 12.12.18 2:41
Powiedział Pan świętą ale smutną prawdę: "Polacy na obczyźnie zamiast żyć w zgodzie i wspierać siebie, to się ze sobą awanturują". Dlatego, chociaż w diasporze mieszka ponoć 20 milionów Polaków, to nikt się z nami nie liczy, bo jesteśmy zerem jako polskie lobby (np. Ukraińcy w Kanadzie wspierają się i mają tam wyjątkowo sile lobby). Jesteśmy silni tylko w głupocie i zawiści. No i nie mamy zielonego pojęcia co to jest demokracja i tolerancja.
Przykre to słowa, ale taki jest obraz Polaków na emigracji.
Marian Kałuski, Australia

Jan Orawicz USA - 11.12.18 19:41
Polacy na obczyźnie -zamiast żyć w zgodzie i wspierać siebie
to się ze sobą awanturują! O czym to świadczy?! A no o głupocie
i moralnej zgniliźnie!! Widać,że są wyjałowieni z wiary w Boga i
Jego Dekalogu! Pozdrawiam!

Wszystkich komentarzy: (10)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

18 Lipca 1792 roku
Polskie wojska (pod dowództwem Tadeusza Kościuszki) zwyciężyły armię rosyjską w bitwie pod Dubienką.


18 Lipca 2012 roku
W wieku 103 lat zmarł w Kaliforni Władysław W. Smoleń, w II W.Ś. walczył u boku gen. S. Maczka


Zobacz więcej