Sobota 30 Maja 2020r. - 151 dz. roku,  Imieniny: Ferdynanda, Zyndrama

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 15.11.07 - 22:51     Czytano: [2100]

Dział: Interwencje

Postępowania zaciemniające

Bunt prokuratorów przeciw odchodzącej władzy. Naraz wielu zaczęły uwierać naciski polityczne i ograniczanie ich niezależności. Konsekwentnie w ślady prokuratorów powinni pójść sędziowie. Wszak też podnosili larum o ograniczaniu ich niezawisłości. Wszystko, rzecz jasna, na tle politycznym. Bo przecież nie prywata czy analfabetyzm są przyczyną setek orzeczeń niczym ze świata Orwella.

Próbnik praworządności

W kwietniu tego roku do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście wpłynęło powiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez urzędnika państwowego. Sprawa dotyczyła pozwanego do sądu pracy Urzędu Patentowego RP (sygn. akt VII P 464/06). Występujący w imieniu Urzędu Cezary P. przedstawiał się jako zastępujący dyrektora generalnego. Na zarządzenie sądu przedstawił kopię dokumentu, który miał stanowić dowód jego umocowania prawnego, że istotnie na funkcję taką został powołany.

Rzecz w tym, że kopia owa nie była aktem mianowania, ale pismem informującym, skierowanym do Szefa Służby Cywilnej, że takie ustanowienie miało miejsce. Sąd Rejonowy w Warszawie pominął jednak ten drobny szczegół, że kopia w istocie żadnym dowodem umocowania nie była. Umknął też Sądowi taki szczegół, że na owej kopii zabrakło potwierdzenia za zgodność z oryginałem podpisanego przez pełnomocnika Urzędu – radcę prawnego. Zatem w świetle przepisów i orzecznictwa SN kopia ta nie stanowiła żadnego dowodu w sprawie. Brak wniosku powoda o zbadanie tych wątpliwości niczego nie tłumaczy, bowiem sąd z urzędu winien badać tego rodzaju uchybienia.

Ale już w apelacji, przed Sądem Okręgowym w Warszawie – sygn. akt XII Pa 397/06 – wniosek został wyraźnie wyartykułowany. Nie tylko co do prawdziwości kopii pisma, ale w ogóle zakwestionowane zostało umocowanie prawne Cezarego P., jako legalnie pełniącego funkcję zastępującego dyrektora generalnego. Co ciekawe, to na tej samej kopii pisma informacyjnego przed sądem II instancji pojawiło się potwierdzenie „za zgodność z oryginałem”. Tyle, że nie były podpisane przez kolejnych radców prawnych – pełnomocników Urzędu. Podpisana została przez urzędnika dogorywającego właśnie Urzędu Służby Cywilnej. Tym samym kopia ta, jako pismo procesowe nadal była zwykłym świstkiem, bez żadnego waloru dowodowego.

Sam wygląd kopii tego quasi-dokumentu zastanowiłby przeciętnego urzędnika. Przede wszystkim jednak poważne wątpliwości budziła treść pisma. Funkcja Zastępującego dyrektora generalnego urzędu określona była przepisami ustawy o służbie cywilnej, obowiązującymi do października 2006 r. Z treści wynikało, że Cezary P. ustanowiony został Zastępującym w trybie art. 20 ust. 3 wspomnianej ustawy. Stanowisko to wiąże się z szerokimi kompetencjami, właściwie równymi z kompetencjami dyrektora generalnego. W tym do reprezentowania urzędu, występowania w imieniu Skarbu Państwa, podejmowaniu decyzji personalnych, finansowych, majątkowych. Również upoważniała do podpisywania umów o pracę, awansach, rozwiązywaniem umów. Nie ma ona też nic wspólnego z tak szeroko stosowanymi awansami typu „p.o.”, „wz” czy innych „z upoważnienia”.

Ustanowienie Zastępującego jest też obwarowane konkretnymi wymogami formalnymi. Nie można obsadzić na niej kogokolwiek. Treść przepisu art. 20 ust. 3 nie pozostawia co do tego wątpliwości: „Dyrektor generalny urzędu niezwłocznie wyznacza, w uzgodnieniu z właściwym organem administracji rządowej, zastępującego go dyrektora departamentu (komórki równorzędnej) lub wydziału (komórki równorzędnej). O ustanowieniu zastępstwa dyrektor generalny niezwłocznie zawiadamia Szefa Służby Cywilnej.”

Już choćby z brzmienia tego przepisu wynika, że Cezary P. przedstawił jedynie kopię dokumentu informującego, a nie akt mianowania na funkcję. W jaki sposób, bez takiego aktu mianowania, Cezary P. mógł wykonywać kompetencje dyrektora generalnego? Nie wiadomo. To tak, jakby magazyniera zatrudnić do pracy bez umowy i bez przedstawienia mu zakresu obowiązków i odpowiedzialności. A takiego aktu ustanowienia nikt nigdy na oczy nie widział. Sądy zaś w ogóle się tematem nie zajęły. W szczególności Sąd Okręgowy, mimo wyraźnych wniosków w tym zakresie. Nie zażądał też nawet oryginału choćby tej informacji o rzekomym ustanowieniu. Mimo wyjątkowej wstrzemięźliwości radców prawnych do potwierdzenia zgodności z oryginałem.

Sądowi Okręgowemu przedstawiony został również dokument z Urzędu Służby Cywilnej, z którego wynikało, że Cezary P. nie mógł zostać ustanowiony jako zastępujący dyrektora generalnego i to z prostej przyczyny. Nie spełniał podstawowego wymogu dla takiego ustanowienia – nie był dyrektorem w rozumieniu przepisów ustawy o służbie cywilnej. Zgodnie z art. 41 ust. 2 stanowiska dyrektorów obsadzane były wyłącznie w drodze konkursu, a Cezary P. nigdy żadnego konkursu nie wygrał. W świetle przepisów nigdy więc nie był dyrektorem. Obsadzanie na stanowiskach dyrektorskich na zasadzie „p.o.” czy innych „wz” ustawa nie przewiduje.

Ze wspomnianego pisma - S.C.-061-25/06 - wynikało coś jeszcze. Mianowicie świadome unikanie przeprowadzania konkursów na te stanowiska. A to już oznaczało, że Prezes UP RP naruszał zarówno przepisy ustawy jak i Konstytucji. Po nowelizacji ustawy w sierpniu 2005 roku i wprowadzeniu konkretnych terminów obsadzania stanowisk w drodze konkursów, uchylenie się od przeprowadzania procedur stanowiło już jawne łamanie prawa.

Oznaczało to, że prezes Alicja A. przez kilka lat przekraczała uprawnienia i niedopełniała obowiązku na szkodę interesu państwa. Osoby zajmujące stanowiska dyrektorów bez konkursów, zajmują te stanowiska nielegalnie. Czyli też łamią prawo.

Rola, jaką w tej sprawie odegrał konkretny skład sędziowski Sądu Okręgowego w Warszawie będzie tematem odrębnym. Ale najpierw wypada dać pierwszeństwo głosu Sądowi Najwyższemu.

Prokuratorski profesjonalizm

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście, o dziwo, jak na tę akurat Prokuraturę, podjęła czynności sprawdzające (sygn. akt 1 Ds. 448/07/KĆ). W trakcie przesłuchania do powyższych historii doszedł kolejny aspekt. Pojawiła się sprawa zmienionego – w czerwcu 2004 roku - przez prezes Alicję A. statutu Urzędu. Statutu o bardzo dziwnej konstrukcji. W tym, m.in., prawdopodobnego przekroczenia upoważnienia ustawowego do obsadzania na stanowiskach dyrektorów na podstawie decyzji Prezesa, co powodowało kolizję z ustawą o służbie cywilnej, a także pojawił się tam dyrektor-niedyrektor ds. finansowych.

W pierwszej części statutu takiego dyrektora nie było, a Biuro Finansowo-Budżetowe znalazło się poza listą komórek organizacyjnych, którymi kierowali dyrektorzy. Ale już w dalszej części statutu dyrektor Biura Finansowo-Budżetowego się pojawiał – jako dyrektor i główny księgowy w jednym. Z uwagi na ową dziwaczną konstrukcję statutu w żaden sposób nie dało się ustalić, w jaki sposób i w jakim trybie stanowisko to miałoby być obsadzane. Ani z konkursu, ani na podstawie mianowania przez Prezesa.

Po co w ogóle statut był wówczas zmieniany, na dodatek z tak dziwaczną konstrukcją? Czy chodziło o ominięcie i w tym wypadku nakazu przeprowadzania konkursu? Zwłaszcza, że osoba zajmująca od lat to stanowisko mogłaby prawdopodobnie w ogóle nie zostać dopuszczona do udziału, a stanowisko mógł objąć – odpukać – ktoś obcy?

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście niejednokrotnie już zadziwiała postanowieniami o umorzeniu postępowań. Szczególnie zadziwiała uzasadnieniami. Czasami wręcz wzbudzały one kaskady śmiechu. Głównie, gdy chodziło o postępowania wobec urzędników państwowych. Czy w takich przypadkach również chodziło o polityczne naciski? Argumentacje tych uzasadnień o umorzeniach bardziej jednak przypominały zapaść intelektualną autorów i wtórny analfabetyzm prawny, niż polityczne naciski.

W tej sprawie prokurator otrzymał dowody nie tylko na to, że Cezary P. najprawdopodobniej jest uzurpatorem. Nie samoistnym, oczywiście, bo bez akceptacji tego stanu rzeczy przez prezes UP RP, Alicję A., jako zastępujący nie miałby racji bytu. Prokurator dostał też niepodważalne dowody wieloletniego łamania prawa przez samą prezes Alicję A., co wynikało jasno ze wspomnianego wyżej pisma z Urzędu Służby Cywilnej. A taka sytuacja już nasuwa podejrzenia spełniania przesłanek określonych w art. 231 kodeksu karnego.
Przy okazji wyszła też sprawa statutu, jego zmiany, konstrukcji i nieznanych celów.

Po trzech miesiącach postępowania – nazwijmy to umownie: wyjaśniającego – Prokuratura wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa. Z powodu braku należycie udokumentowanych możliwości popełnienia przestępstwa. Przy czym prokurator odniósł się wyłącznie do sprawy prawdopodobnego fałszerstwa dokonanego przez Cezarego P. Całą resztę pominął. Tak, jakby sprawa możliwych nadużyć stanowisk służbowych, wbrew przepisom i ze szkodą dla interesów państwa w ogóle nie była warta zbadania. Również aspekt dziwnych zabiegów wokół statutu Urzędu zdawał się prokuratora zupełnie nie interesować.
Za podobne poczynania z majstrowaniem przy aktach prawnych toczą się właśnie procesy pod wdzięczna nazwą „lub czasopisma”.

Z uzasadnienia o umorzeniu wynika, że prokurator poprzestał na wyjaśnieniu urzędnika z Kancelarii Premiera, iż oryginał spornego pisma informacyjnego rzeczywiście istnieje. Czyli wystarcza, iż urząd, odpowiedzialny za ścisłe przestrzeganie zasad stwierdził, że te zasady przestrzega, nie ma więc czego sprawdzać. Poza tym Prezes Urzędu Patentowego – zdaniem prokuratora – miał prawo ustanowić zastępstwo, bo takie jego prawo. Jakoś umknęło prokuratorowi, że w piśmie jest mowa o dyrektorze generalnym, a nie Prezesie i na dodatek podany jest tryb ustanowienia, który w tym wypadku nie mógł być zastosowany.
Ale w ogóle – zdaniem prokuratora – to i tak nie ma sprawy, bo przecież sądy nie zakwestionowały umocowania prawnego Cezarego P.

Dlaczego Prokuratura pominęła dwa pozostałe wątki, nie wiadomo. Na te tematy w prokuratorskim uzasadnieniu nie ma ani słowa.

Układ naczyń połączonych?

Mamy zatem sytuację coraz bardziej interesującą. Sąd Rejonowy w miejsce dokumentu o umocowaniu prawnym przyjmuje kopię pisma informacyjnego, że takie umocowanie podobno było. Na dodatek kopię bez potwierdzenia radcy prawnego – pełnomocnika, a sam wygląd pisma jest mocno podejrzany, jednak Sąd nie reaguje. Sąd Okręgowy pomija wnioski o przedstawienie oryginału pisma informacyjnego oraz dostarczenia dokumentu właściwego o umocowaniu prawnym, a Prokuratura powołuje się na reakcję obu sądów. Ściślej na ich brak reakcji, co, zdaniem prokuratora, jest dowodem, że wszystko jest w porządku.

Jednocześnie pełnomocnicy Urzędu Patentowego – w sumie trzech radców prawnych – wystrzegają się, niczym diabeł święconej wody, potwierdzenia zgodności z oryginałem. Samo zaś umocowanie „uprawdopodabniają” dołączonymi innymi dokumentami. Dla istoty sprawy zasadniczej nie tylko nie mają one znaczenia. Przeciwnie, potwierdzają, że Cezary P. w żaden sposób nie mógł być ustanowiony Zastępującym. Z kolei prokurator poprzestaje na zapewnieniach urzędników, odpowiedzialnych za przestrzeganie procedur, w tym i przyjmowanie pism w odpowiedniej formie, ale sam oryginału nie widzi.

W konsekwencji wszyscy wokół twierdzą, że oryginał istnieje, tylko nikt go na oczy nie widział. Zamiast tego pełnomocnicy stosują jakieś sztuczki uprawdopodobniające, sądy milczą, a prokurator powołuje się na sądy, sam nawet nie fatygując się, by ów oryginał sobie obejrzeć. Dlaczego? Czy chodzi o to, że ewentualny oryginał – jeżeli w ogóle takowy istnieje – łatwo można poddać ekspertyzie?

I – co najważniejsze w całej tej sprawie – mowa o oryginale pisma, które nie jest żadnym umocowaniem prawnym Cezarego P., a jedynie pismem informacyjnym dla Szefa S.C. Dokumentu właściwego – aktu mianowania na funkcję zastępującego, w trybie, jaki wskazano w piśmie informacyjnym, jak nie było tak nie ma i wszystko wskazuje na to, że nigdy go nie było.

Wspomniana na wstępie sprawa w sądzie pracy trafiła już do Sądu Najwyższego. W skardze kasacyjnej, między innymi, postawiony został kolejny raz zarzut nieważności postępowania z uwagi na brak umocowania prawnego Cezarego P. do reprezentowania Urzędu Patentowego. Wiąże się to zresztą w sposób znaczący dla powoda, bowiem podpisana przez Cezarego P. umowa o pracę z powodem, w takiej sytuacji byłaby nieważna z mocy prawa.

Pozwany w odpowiedzi na kasację po raz kolejny, zamiast przedstawić w oryginałach stosowną dokumentację, dołącza następne dokumenty „uprawdopodobniające”. Poza tym powołuje się na…prokuraturę, która przecież nie zakwestionowała niczego. Klasyczne błędne koło. Coś jak tłumaczenie niezrozumiałego przez nieistniejące. Blisko dwie strony quasi-prawnej argumentacji, że takie ustanowienie nastąpiło w 2004 roku i było zgodne z prawem można między bajki włożyć.

Z całej dokumentacji wynika jednoznacznie, że Cezary P. w świetle przepisów ustawy o służbie cywilnej nigdy dyrektorem nie był. Nie mógł być zatem ustanowiony zastępującym. Albo więc rzeczywiście został ustanowionym przez ówczesnego dyrektora generalnego, co stanowi naruszenie przepisów i nieważność takiego aktu, albo Cezary P. sfałszował ów tajemniczy dokument, którego oryginału nikt na oczy nie oglądał.

W powyższej sprawie jednocześnie powiadomiony był zarówno minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, ale też i szef CBA, Mariusz Kamiński. Mający, jak wiadomo już powszechnie, doświadczenie z fałszowanymi dokumentami.

Co z tym i wieloma innymi aspektami sprawy zrobi teraz Sąd Najwyższy, nie wiadomo. Od kilku lat obserwujemy przeróżne cuda sądowe, prokuratorskie, cuda z tworzeniem i stosowaniem prawa. Trudno się dziwić, że coraz częściej ludzie szukają sprawiedliwości poza granicami kraju. Znamienne jest to, że coraz częściej tę sprawiedliwość tam dopiero znajdują. Przygnębiające zaś jest to, że dziesiątki osób odpowiedzialnych za przestrzeganie i stosowanie prawa, po takich wyrokach przeciw Polsce, nadal zajmuje swoje stanowiska, jak gdyby nigdy nic.

Zdarza się słyszeć głosy, że brudy powinno się prać we własnym kraju, a wychodzenie z nimi na zewnątrz nie jest patriotyczne. A czy jest patriotyczne tolerowanie bezprawia i anarchii i to przez instytucje powołane do stania na straży praworządności?

Patriotyczne jest tolerowanie konkretnych reprezentantów wymiaru sprawiedliwości, zachowujących się jak półanalfabeci czy osoby, dla których określenie amator byłoby komplementem?

Witold Filipowicz
Warszawa, 13 listopada 2007 r.

Wersja do druku

Marian - 19.01.08 18:40
Tak właśnie wygląda rzeczywista rzeczywistość. I nikt temu nie zaradzi bo nie ma takiej możliwości, żeby drogą pokojową zniszczyć biurokrację, korupcję, absurdy i ku...two.

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30 Maja 1948 roku
Urodziła się Alicja Majewska, piosenkarka (Jeszcze się tam żagiel bieli, Być kobietą).


30 Maja 1918 roku
W USA przedstawiciele emigracji czeskiej i słowackiej zdecydowali o powstaniu Czechosłowacji.


Zobacz więcej