Niedziela 22 Lipca 2018r. - 203 dz. roku,  Imieniny: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 02.03.18 - 21:52     Czytano: [801]

Wnuki banderowców kolonizują Polskę


Z dziennika „Rzeczpospolita” z 24 stycznia 2018 roku dowiadujemy się, że polskie instytucje konsularne na Ukrainie wydały w 2017 roku ponad 1,15 miliona wiz dla Ukraińców. Odsetek odmów wyniósł 3,8 proc. ogólnej liczby wniosków wizowych. Polskie ministerstwo spraw zagranicznych odpowiedziało w ten sposób na zapytanie korespondenta Ukrinform - informuje ukraiński portal.
Najwięcej wiz w 2017 roku wydał konsulat RP we Lwowie - ponad 443 tys. (czyli 37,9 proc. ogółu), a następnie konsulat w Łucku na Wołyniu (257 tys. - 21,9 proc.). Jeśli chodzi o ziemie właściwej Ukrainy, to konsulat RP w Winnicy wydał 150 tys. wiz (12,8 proc. ogółu), w Charkowie 147 tys. (12,6 proc.), w Kijowie ponad 115 tys. (9,9 proc.), a w Odessie ponad 55 tys. wiz (4,7 proc.).

Widać z tego, że ponad połowa Ukraińców – 59,8 proc. przyjechała do Polski z terenów należących przed wojną do Polski, na których podczas II wojny światowej, w latach 1943-44 ich dziadowie - rezuni banderowcy wymordowali brutalnie ponad 120 000 Polaków (było to ludobójstwo!), a 300 000 zmusili do ucieczki do centralnej Polski. Teraz ich przymierający z głodu w „samostijnej” ale prawdziwie dziadowskiej pod każdym względem Ukrainie wnuki przyjeżdżają do Polski za chlebem i jednocześnie kolonizują nasz kraj. Przewiduje się, że w 2050 roku nie-Polacy, głównie właśnie Ukraińcy, stanowić będą od 15 do 20% ogółu ludności Polski. Ludzie o innej kulturze i religii (zaśmiecą krajobraz Polski cebulastymi cerkwiami, upodabniając ją do Wschodniej – prawosławnej Europy), o innej wschodniej mentalności i tradycji. Napisy w cyrylicy zdominują polskie ulice i budynki.

Tylko idiota może wierzyć w to, że tak wielka masa obcokrajowców mieszkająca w Polsce zasymiluje się. A że historia lubi się powtarzać, to na własne życzenie - na polskich ziemiach etnicznych powstanie państwo polsko-ukraińskie. Czy jego ukraińska społeczność, a przede wszystkim Ukraińcy z Małopolski Wschodniej i Wołynia będą propolscy lub co najmniej lojalni wobec Polski i Polaków? Bardzo w to wątpię. Wszak Małopolska Wschodnia i Wołyń to matecznik skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego – zwolennicy Bandery, któremu stawiają pomniki, a jego imieniem nazywają ulice. To wreszcie bardzo często polakożercy. Będziemy mieli z nimi taki sam kłopot, jaki mieliśmy przed wojną, kiedy to wchodzili w sojusze z wrogami Polski i uprawiali terroryzm. Po prostu trudno w to uwierzyć, że wśród Ukraińców z Małopolski Wschodniej i Wołynia nie ma wrogów Polski, Polaków i wszystkiego co polskie. Przysłowia są mądrością narodów, a jedno z nich mówi, że „Niedaleko pada jabłko od jabłoni”, a drugie „jaki ojciec taki syn”.

Przestrogą dla Polski powinna być postawa bandytów ukraińskich, którzy po wojnie mordowali Polaków i palili wsie polskie w Ziemi Przemyskiej i na Chełmszczyźnie, którzy w 1947 roku zostali zamiast na Ukrainę wysiedleni na polskie Zimie Zachodnie. Od ich synów i wnuków bucha także nienawiść do Polski i Polaków. Jest ich jednak mało. Ale jak ich liczbę znacznie powiększą przybysze ukraińscy orientacji banderowskiej z Małopolski Wschodniej i Wołynia, to w Polsce naprawdę stanie się gorąco. Ostatecznie nie kto inny jak były ukraiński minister obrony, gen. Ołeksandr Kuźmuk twierdzi, że wprowadzenie w Polsce ustawy penalizującej banderyzm może wywołać powstanie ukraińskich imigrantów zarobkowych (Kresy.pl 6.2.2018). Ponownie będzie się lała polska krew. Powrócą czasy powstań kozackich i powtórzy się Wołyń, ale teraz na ziemiach polskich.

Po co to Polsce?!

A teraz pytanie do rządu PiS: jaka jest różnica między terrorystami i ludobójcami muzułmańskimi, których w Polsce słusznie nie chcecie, a terrorystami i ludobójcami ukraińskimi – banderowskimi, których na pewno wiele wpuściliście ostatnio do Polski?

Największymi wrogami Polski i Polaków bardzo często byli i są tzw. polscy politycy.

Niech polscy Ukraińcy repatriują się na Ukrainę

Ukraińcy mieszkający od zawsze w Polsce (51 001 osób według spisu ludności z 2011 r.) są coraz bardziej roszczeniowi wobec państwa polskiego i Polaków i coraz częściej narzekają na warunki życia w naszym kraju. Tymczasem prawda jest taka, że w Polsce działa 12 ukraińskich organizacji, są państwowe szkoły i klasy ukraińskie, wychodzi kilka czasopism w języku ukraińskim, w tym tygodnik „Nasze Słowo”, 4 polskie radiostacje lokalne nadają ukraińskie programy oraz Radio Orthodoxia, a także trzy polskie stacje telewizyjne, organizowanych jest 10 corocznych dużych imprez kulturalnych. Państwo polskie wspiera to wszystko kwotą ok. 2 mln zł. Nawet zajadle antypolskie „Nasze Słowo” jest finansowane przez polskich podatników, czego nie robi (nie wspiera finansowo prasę etniczną) Australia, która chwali się na cały świat swoją polityką wielokulturowości. Działa swobodnie i rozbudowana ukraińska Cerkiew unicka (dwie katedry jakie mają dostali od Polaków – to dawne kościoły polskie!) i są ukraińskie cerkwie prawosławne. Tymczasem 4-5 razy liczniejsi Polacy na Ukrainie nie tylko, że nic nie dostają od rządu ukraińskiego, ale są cały czas złośliwie dyskryminowani i często prześladowani!

Większość Ukraińców w Polsce to także czciciele Stepana Bandery, odpowiedzialnego moralnie za wymordowanie grubo ponad 100 000 Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej podczas II wojny światowej. Niedawno grupa Ukraińców w Przemyślu maszerowała z banderowską flagą czarno-czerwoną. Stawiają na POLSKIEJ ZIEMI nielegalne, czyli sprzecznie z polskim prawem pomniki ku chwale bandyckiej Ukraińskiej Powstańczej Armii, jak np. ten w Hruszowicach koło Przemyśla. I uważają, że mają do tego boskie prawo i Polakom wara od tych pomników. Rozbestwili ich niektórzy politycy „Solidarności” i prawie zawsze działająca na szkodę Polski i Polaków Platforma Obywatelska, która ze swej listy wprowadziła do Sejmu (2007-15) Mirona Sycza, syna Ołeksandra Sycza, członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów od 1938 roku oraz strzelca w kureniu „Mesnyky” Ukraińskiej Powstańczej Armii, który palił wsie i mordował Polaków w ziemi lubaczowskiej (Wikipedia), skazanego w 1947 roku przez polski sąd na karę śmierci, na nasze dalsze nieszczęście złagodzoną w tym samym roku na karę 15 lat pozbawienia wolności.

Spory historyczne polsko-ukraińskie – głównie o Stepana Banderę i rzezi Polaków (Wołyń), rykoszetem uderzają w społeczność ukraińską w naszym kraju. Z obszernego raportu przygotowanego przez Związek Ukraińców w Polsce wynika, że coraz częściej dochodzi do naruszeń prawa, związanego z tzw. mową nienawiści, że ukraińskie miejsca pamięci nie są odpowiednio chronione, że Polska wprowadza "penalizację banderyzmu", że ogólnie źle im się wiedzie w Polsce („Między Banderą w Wołyniem” Rzeczpospolita 6.2.2018).

To sami Ukraińcy – nacjonaliści ukraińscy prowokują Polaków na POLSKIEJ ziemi.

A oto mój komentarz pod powyższym artykułem w „Rzeczypospolitej”: „Co Ukraińcy robią w Polsce? Mają przecież swoją wolną Ukrainę. I jeśli Polska im się nie podoba, a Polacy ich nie lubią (a za co mają ich lubić?!), to niech repatriują się do swej ojczyzny. Krzyż im na drogę.
Marian Kałuski, Australia”

Z powyższym artykułem powiązany jest kolejny tekst zamieszczony w „Rzeczypospolitej” (6.2.2018) – artykuł Jerzego Haszczyńskiego pt. „Przeoczony ukraiński front”. „Rzeczpospolita” jest skrajnie proukraińska i ślepym zwolennikiem i propagatorem koncepcji polskiej polityki wschodniej Jerzego Giedroycia. Haszczyński pisze: „Prezydent Andrzej Duda długo uzasadniał, dlaczego podpisał nowelizację ustawy o IPN. Wykazując się wrażliwością wobec wydarzeń z przeszłości i troską o przyszłość, tłumaczył ją Polakom, Izraelczykom i Amerykanom. Ale ani razu nie wspomniał o Ukraińcach. Nie wyraził obawy, że z powodu tej nowelizacji stosunki między Kijowem a Warszawą jeszcze się pogorszą. A narastający konflikt dyplomatyczny z Ukrainą to zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski i regionu w czasach rosyjskiego neoimperializmu. Prezydent Duda w ogóle nie odniósł się do tego, że w znowelizowanej ustawie pojawiły się "zbrodnie nacjonalistów ukraińskich i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą", którymi IPN ma się zajmować na równi ze zbrodniami nazistowskimi i komunistycznymi”. Haszczyński uznał tak nowelizację ustawy o IPN jak i zignorowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę zapisów o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich za duży błąd.

Podaję poniżej dwa najbardziej wymowne komentarze, które ukazały się pod artykułem Haszczyńskiego:

„Banderowska Ukraina będzie dla Polski gorsza od Rosji!
Jak to trudno zrozumieć niektórym Polakom. Tak jak trudno jest im zrozumieć, że koncepcja wschodnia Giedroycia jest antypolska, a co najważniejsze przestarzała - oderwana od obecnej rzeczywistości geopolitycznej. Czy Rosja musi być na zawsze naszym wrogiem? Na pewno nie musi! My sami robimy z niej swojego wroga przez popieranie antypolskiej Ukrainy w kontekście rosyjskim. Co robimy dla Stanów Zjednoczonych, które ignorują skrajny nacjonalizm i faszyzm ukraiński. USA i Izrael chcą przypisać Polsce współudział w żydowskim holokauście, a milczą o tym, że Ukraińcy popełnili dużo, dużo więcej zbrodni na Żydach niż Polacy podczas wojny. Poczytajcie sobie "Encyclopaedia Judaica" (Jerusalem 1971). Czy tak powinni postępować rzekomi nasi sojusznicy?!
Marian Kałuski, Australia”

„Ukraincy żądają szacunku od Polski, a jaki szacunek oni okazują dla naszego kraju, który bądź co bądź nie odmawia i przyjmuje setki tysięcy szukających pracy wysyłających miliardy (złotych) do domu. To nie jest wsparcie? W Polsce, szczególnie w okręgu przemyskim państwo polskie płaci parafiom unickim i prawosławnym, kościoły katolickie były przekazane unitom i.t.d. A jaka sytuacja jest we Lwowie? nie mówiąc już o tragicznej sytuacji na prowincji. A jak traktowana jest mniejszość polska na Ukrainie? Zamiast budować przyszłość na wspólnej historii, wygląda na to, że władze, szczególnie we Lwowie chcą usunąć wszelkie ślady polskości. Tu nie mówię o zwykłych ludziach, którzy po ludzku zachowują się w stosunku do Polaków, szczególnie odwiedzających. Mówię o politykach wykorzystujących nacjonalistyczne negacje przeszłości. Ciekawe, że Izrael tak krytykuje Polskę a nie podnosi równocześnie żadnego rejwachu z powodu otwartych wieców i zjazdów z uczestnikami ubranymi w mundury SS Galizien.
Stanisław Zolczynski, Copenhagen, Denmark”.

Upupianie Polaków: Bandera i Ukraina to przyjaciele Polski

Stany Zjednoczone Ameryki są rzekomo sojusznikiem Polski. W ich geopolitycznej strategii jest osłabianie Rosji, która pod wodzą Putina jest niebezpieczna dla świata, a więc także dla Polski i Stanów Zjednoczonych. W walce z Rosją Biały Dom wykorzystuje Ukrainę. I tym samy zmusza Polskę do prowadzenia proukraińskiej polityki, nawet sprzecznej z interesami Polski i narodu polskiego. Ten jeden miliard dolarów, które rząd PiS sprezentował Ukrainie zaraz po dojściu do władzy, to bez wątpienia była dyrektywa jaką Warszawa otrzymała z Waszyngtonu. Jest jednak w sprawie stosunków polsko-ukraińskich jeden wielki problem dla wszystkich rządów warszawskich po 1989 roku. Ukraińcy wymordowali w wyjątkowo brutalny sposób 100-150 tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej podczas II wojny światowej. Rządy polskie, za radą Giedroycia, robiły wszystko, aby sprawę zamieść pod dywan, aby ona nie istniała w świadomości Polaków. Polacy na to nie poszli i bez przerwy pokazują rządzącym gest Kozakiewicza. To jedna z największych tragedii w dziejach narodu polskiego i Polacy nie chcą o niej zapomnieć. Chcą pamiętać o tym tragicznym wydarzeniu i upamiętniać je. To sprawiło, że pod naciskiem patriotycznych posłów (głównie Kukiz15) Sejm RP właśnie co uchwalił nowelizację ustawy o IPN, w której pojawiły się "zbrodnie nacjonalistów ukraińskich i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą", którymi IPN ma się zajmować na równi ze zbrodniami nazistowskimi i komunistycznymi”.

Giedroyciowcy i Amerykanie podnieśli lament. Posunęli się aż tak daleko, że ze Stepana Bandery postanowili zrobić anioła, człowieka, który nie był odpowiedzialny za rzezie Polaków. Tego haniebnego zadania podjął się Jan Olszewski – mason i premier Polski w latach 1991-92 roku. A więc z okresu, w którym Solidarnościowi („Solidarność” nie była tak polska, jak się to wielu Polakom wydaje: pełno w niej było głupców, karierowiczów i pachołków obcych państw!) Giedroyciowcy mieli największe wpływy w polskiej polityce.

Jan Olszewski w wywiadzie dla „Super Ekspressu” powiedział m.in.: „Dopytywany o ludobójstwo na Wołyniu oraz postać Stepana Bandery, były premier wskazuje, że istnieje właściwie tylko jedna zbrodnia Bandery przeciwko państwu polskiemu i jest to zamach na polskiego ministra spraw wewnętrznych pułkownika Bronisława Pierackiego. – I rzecz znamienna – w procesie winnych, między innymi Banderę, skazano na kary śmierci. Ale żadnego wyroku nie wykonano. Stało się tak, pomimo że minister Pieracki był jednym z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego. A decyzja o niewykonywaniu wyroku śmierci musiała zapaść za wiedzą, a najpewniej na podstawie decyzji samego Marszałka. I stało się bardzo dobrze. Bo Bandera odegrał potem niezwykle ważną rolę w historii walki Ukraińców o niepodległość – przekonuje.
Na uwagę dziennikarza, że postać Bandery jest dla Polaków nie do zaakceptowania ze względu na Wołyń, Jan Olszewski podkreśla: "Niewątpliwie jest dla Polaków postacią mało sympatyczną, jego wypowiedzi na temat Polski były bardzo nieprzychylne. Ale chciałbym bardzo mocno podkreślić i dać pod rozwagę – ten człowiek nie miał ze zbrodnią wołyńską nic wspólnego". Były premier wyraża pogląd, że gdyby Bandera uwięziony przez Niemców mógł podejmować decyzję, do zbrodni wołyńskiej by nie doszło. – Po prostu był politykiem myślącym, miał wielki zmysł polityczny i zdawał sobie sprawę z tego, że po Stalingradzie i klęsce Niemców wynik wojny jest już w zasadzie przesądzony, a akt ludobójstwa wobec ludności polskiej mógł służyć tylko jednej stronie – stronie sowieckiej. A na pewno bardzo szkodził sprawie zarówno polskiej, jak i ukraińskiej. I tylko ta trzecia strona może się z tego cieszyć. Bandera by to zrozumiał – tłumaczy” (za „DoRzeczy” 26.2.2018).

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski skomentował słowa byłego premiera Jana Olszewskiego na temat Stepana Bandery: „I mówi to polityk, który jako premier, poseł i doradca śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie uczynił nigdy nic dla upamiętnienia ofiar UPA, zbudowanej na strukturach banderowskiej frakcji OUN. To tak jakby twierdzić, że Hitler nie miał nic wspólnego z Holokaustem Żydów i nie wiedział o komorach gazowych w KL Auschwitz”. Twierdzenia byłego premiera ks. Isakowicz-Zaleski, którego rodzinę wymordowali Ukraińcy, określa jako sprzeczne z faktami i badaniami historycznymi. W ocenie duchownego, jest to świadoma polityka części obozu prawicowego, która dla dobrych relacji z Ukrainą depcze pamięć i prawdę o ukraińskim ludobójstwie dokonanym na Polakach. „I to chwili, gdy rodziny ofiar opłakują swoich krewnych pomordowanych w Hucie Pieniackiej i Korościatynie” – podkreślił, dodając: „Wszystko to pokazuje jak nowelizacja ustawy o IPN była potrzebna” („DoRzeczy 26.2.2018).

Z kolei w obronie zagrożonej „przyjaźni” polsko-ukraińskiej stanęła dziennikarka amerykańska żydowskiego pochodzenia Anne Appelbaum, prywatnie żona Radosława Sikorskiego, w „Faktach po Faktach” na antenie TVN24. W tej bardzo często antypolskiej stacji telewizyjnej powiedziała m.in.: „Sześć miesięcy temu nikt na Zachodzie nie myślał, że Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust, nikt nie myślał, że Polacy zbudowali obozy koncentracyjne. Jest eksplozja tematu, który nie istniał” – powiedziała Applebaum.
Dziennikarka odniosła się także do relacji Polski i Ukrainy, mówiąc: „To są dwa kraje, które były albo pod wpływem nazistowskim, albo sowieckim. Oba wiedzą, co to znaczy terror i głód i horror wojny. Razem są w stanie zbudować coś naprawdę ważnego, czyli sojusz przeciwko putinizacji Europy, sojusz proeuropejski. Dlaczego nie robimy tego?” – zapytała Applebaum (TVN24, DoRzeczy 26.2.2018).

A oto komentarz, który znalazł się pod tym tekstem: „Sześć miesięcy temu nikt na Zachodzie nie myślał, że Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust, nikt nie myślał, że Polacy zbudowali obozy koncentracyjne”. Łże tak samo, jak ta jej amerykańska gazeta. Historyk izraelski Moshe Zimmermann przeprowadzał badania, w których już 10 lat temu 30% mieszkańców Izraela uważało, że Polacy ponoszą taką samą winę jak Niemcy za Shoah. Taką samą (sic!). Moshe Zimmermann uważa, że Polacy znaleźli się w trudnej sytuacji. Z biegiem czasu Polakom coraz bardziej przypisuje się winę za zdarzenia drugiej wojny światowej. Jeżeli są takie nastroje, to trzeba zrozumieć, że Polacy muszą reagować. Nie mają innego wyjścia”. - Uważa izraelski historyk.

Niby „bracia”, a w ważnych kwestiach zachowują się jak wrogowie. Coraz trudniej jest myśleć o Ukrainie z sympatią


Pod tym tytułem w internetowej „wPolityce” (21.2.2018) ukazał się poniższy jakże wymowny artykuł Marcina Wikło, dziennikarz prasowego, radiowego i telewizyjnego, publikującego m.in. w portalu wPolityce.pl i tygodniku "Sieci", prowadzącego poranne rozmowy w telewizji "wPolsce.pl" oraz Kwadrans Polityczny w TVP1.

„Polska jest w trudnym momencie, konflikt na linii Warszawa - Tel Awiw pęcznieje i wiele wskazuje na to, że wyjdziemy z niego (ciekawe kiedy?) poważnie poranieni. Zrozumiałe jest, że praktycznie wszystkie wysiłki władz są skierowane na ten „front”. Państwo jednak musi działać, innych spraw nie można tak po prostu odłożyć. Tym bardziej, że przy okazji naszej defensywnej postawy, co można uznać za słabość, swoją grę grają Ukraińcy. Przyjmując, że między państwami nie ma sympatii, tylko interesy, to wszystko jest okej. Niemniej jednak, czegoś innego spodziewałbym się po naszych „braciach” zza wschodniej granicy. Szczególnie teraz.
Węgierski parlament przyjmuje rezolucję popierającą Polskę w starciu z Brukselą. Nawet jeśli to tylko dbałość Budapesztu o swój biznes, bo być może niebawem urzędnicy europejscy będą chcieli stosować art. 7 wobec ich kraju, to gest jest miły. Szczególnie w takim momencie.
Co tymczasem robią Ukraińcy? Podłączają się niejako do chóru krytykującego nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i próbują ugrać coś dla siebie. Pal licho, gdy swoje głupoty znów wygaduje Wołodymir Wiatrowycz, szef ukraińskiego IPN, to tego już przywykliśmy, ale jakieś niezrozumiałe warunki zaczyna nam stawiać ambasador Andriy Deshchytsia, a to już należy odbierać jako stanowisko rządu w Kijowie.
Przypomnijmy, że chodzi o zniesienie zakazu pracy naukowej i ekshumacyjnej dla polskich historyków na terenie Ukrainy. Zakaz obowiązuje po tym, jak 26 kwietnia 2017 roku rozebrano łuk tryumfalny na cześć Ukraińskiej Armii Powstańczej w Hruszowicach na Podkarpaciu. Mimo, że pomnik (nie grób - to ważne!) został postawiony wiele lat temu nielegalnie i sławił ugrupowanie, które miało znaczy udział w wołyńskim ludobójstwie, to strona ukraińska się wściekła i wydała kategoryczny zakaz dla Polaków.
Rozmowy na różnych szczeblach nie przyniosły skutku, w grudniu ubiegłego roku doszło w końcu do spotkania prezydentów w Charkowie.
„Zwróciłem się dzisiaj do pana prezydenta z bardzo jasno sformułowanym apelem: abyśmy mogli przełamać impas, który pojawił się w tym zakresie w relacjach polsko-ukraińskich, musi być przywrócona zgoda na badania, musi być przywrócona zgoda na ekshumacje. Właśnie w kontekście historii musimy dbać o to, by zawsze dążono do prawdy i aby pomiędzy naszymi krajami, a przede wszystkim pomiędzy naszymi narodami nieprawda i pomówienie nie kładło się cieniem”
— mówił Andrzej Duda. Ustalono, że temat będzie kontynuowany we wspólnej komisji na szczeblu wicepremierów.
„Jednym z głównych zadań, jakie postawimy przed komisją będzie wznowienie ekshumacji”
— powiedział Petro Poroszenko. Nie określił jednak kiedy to się stanie, ale z jego wypowiedzi wynikało jasno, że to tylko kwestia technicznych ustaleń.
Słyszałem to na własne uszy. Wydawałoby się, że jeśli mówi coś deklaruje prezydent kraju, to wszelkie instytucje mają obowiązek tę deklarację wypełnić. I co? I nic. W międzyczasie wypłynęła sprawa polsko - izraelska i Ukraina zaczęła się wycofywać raczkiem z tego, co powiedziano na spotkaniu głów państw. To oczywiście niepoważne i skłania do zadania pytania, z jaką powagą należy traktować to, co mówi prezydent Petro Poroszenko.
A w szerszym kontekście, pokazuje to dwulicowość Kijowa w relacjach z Warszawą. Niby „sojusznicy”, niby „bracia”, a w ważnych kwestiach zachowują się jak wrogowie. To niezrozumiałe, szczególnie wobec Polski, która jest chyba największym orędownikiem interesów Ukrainy na świecie. Nie mamy żadnych oporów, by przyjmować u siebie przybyszów zza wschodniej granicy i dawać im pracę, choć nasycenie rynku „braćmi” jest naprawdę ogromne i może budzić wręcz niepewność polskich pracowników. Sprawą jeszcze ważniejszą jest strategiczny opór Polski wobec planów zbudowania gazociągu Nord Stream 2, który omijałby Ukrainą. Dla nas to kwestia dywersyfikacji, ale dla nich to „być, albo nie być”. Dosłownie. Bo przepływający z Rosji przez Ukrainę na Zachód gaz i możliwość zablokowania przez Kijów tego przepływu, to być może ostatnia rzecz, która powstrzymuje Władimira Putina przed otwartą wojną”.

A oto niektóre komentarze pod tym artykułem. Niech rządzący Polską zaczną się wsłuchiwać w głos Polaków:
banderowcow trzeba wieszac
Tylko zdrajcy Polski nazywaja ukraincow bracmi. Tam banderyzm to kult a kraj utonal w szambie faszyzmu ukrains. opartego na ludobojstwach na 200 000 polskich kobiet i dzieci. To wrogowie nigdy bracia
NiePOprawny
To Polska jest potrzebna Ukrainie a nie odwrotnie Paradoksalnie Ukraińcy psują nam rynek pracy bo bez nich prawdopodobnie wzrosły by tak długo oczekiwane płace ale skoro Ukraina NIC NIE ROZUMIE...
BB
Wiekszosc Polakow od dawna wiedziała o tym i wie jakim wrogiem jest dla nas Ukraina nie wiedzieli o tym i dalej udają ze nie wiedzą polscy politycy wszystkich opcji z wyjatkiem K-15. Zdziwieni????
ZERO DLA UKRAINY
Stop finansowaniu ukraińców - zero bezpłatnych studiów dla obywateli ukraińskich, zero przyjęć do pracy w Polsce - niech jadą do rosji, ZERO EMERYTUR dla obywateli ukraińskich
Mikołaj Kwibuzda
To znaczy, że jesteśmy za tani dla Ukraińców. A wrabianie PL w odpowiedzialność za Holokaust to dla nich szansa, by nikt nie pytał o ich odpowiedzialność. A byłoby tego sporo.
gość
Nie bardzo rozumiem oporu wobec NS2.I tak olbrzymia część ruskiego gazu dostarczana jest z Niemiec,a po wybudowaniu BP będzie tylko lepiej.A Ukraińcy niech się grzeją sławą Bandery i UPA ! Olać ich..
Kasia@Kasia
Nie wierzę już w PiS ,który szuka przyjaciół na siłę,ba szuka braci wśród największych naszych xxxwrogów czyli żydów i ukrainców!!!!
Polityka PiS prowadzi nas do upodlenia , na x-dno... o co wam chodzi rządzący???? xnarodowcy zintegrujcie się pod wodzą kogoś przyzwoitego! W was tylko nadzieja dla Ojczyzny !!!
iMisio
100%. Kijów raczej ma w d.pie NS2. Oni, jeśli Putin ich zgarnie szybko przerzucą się na Rosję. Im będzie jak było. I może dla nas lepiej.

Nareszcie otworzyły się oczy na prawdę polskim kochankom Ukrainy

Dziennik „Rzeczpospolita” jest bardzo proukraiński i gorącym zwolennikiem koncepcji „polskiej” polityki wschodniej Jerzego Giedroycia. W dzienniku zawszy było i jest wiele proukraińskich tekstów i o konieczności sojuszu polsko-ukraińskiego. I raptownie, zupełnie niespodziewanie, dziennik przynosi szokującą wiadomość dla polskich kochanków Ukrainy i Ukraińców: że przyjaźni polsko-ukraińskiej wcale nie ma – i to z winy Ukraińców.

Otóż 23 lutego 2018 roku w zorganizowanym w Kijowie spotkaniu mającym się zająć sprawą poprawy popsutych ostatnio stosunków polsko-ukraińskich, biorący w nim udział Ukraińcy – politycy, dziennikarze, historycy prześcigali się w tym, który z nich wypluje najwięcej jadu na Polskę i Polaków. Nie sposób było tej antypolskiej hucpy przemilczeć. W „Rzeczpospolitej” (26.2.2018) red. Jerzy Haszczyński, specjalista tego dziennika od spraw ukraińskich (komentator spraw zagranicznych) w artykule pt. „Ponury tryumf rodzinnych wspomnień” pisze m.in.: „To przerażające, jak kruche okazało się pojednanie polsko-ukraińskie. Ważnych gestów ze strony Polski nie doceniają nawet prezydenci Ukrainy, którzy odgrywali istotną rolę w polityce, kiedy do tego pojednania dochodziło. Polska pierwsza uznała niepodległość Ukrainy, gdy na jej czele – jeszcze jako szef Rady Najwyższej – stał Leonid Krawczuk. I jak nikt inny wspierała pomarańczową rewolucję, która wyniosła na najwyższy urząd Wiktora Juszczenkę. Powiedzieć, że politycy ci "nie doceniają" tamtych działań, to zresztą eufemizm. Obaj publicznie zieją niechęcią do naszego kraju. Dali tego dowód w piątek w Kijowie…”.

Jeden z czytelników „Rzeczypospolitej” tak to skomentował: „Lepiej późno niż wcale przejrzeć na oczy i zauważyć rzeczywistość. Gratuluję p. Haszczyńskiemu tego osiągnięcia” (Jaznig).

Lwowski Plaut

We włoskiej Sarsinie (region Emilia-Romania, prowincja Forli-Cesena) urodził się tu Titus Maccius Plautus albo Plaut (ok. 250 – 184 p.n.Chr.), rzymski komediopisarz. Jego komedie wywarły duży wpływ na rozwój komedii europejskiej. W Polsce interesował się nim już w XV w. humanista i arcybiskup lwowski Grzegorz z Sanoka, później Jan Kochanowski. W 1597 roku wyszła drukiem w Zamościu komedia Piotra Cieklińskiego Potrójny z Plauta, która jeszcze w tym samym roku została wystawiona w teatrze kasztelana sandomierskiego Stanisława Tarnowskiego w jego pałacu w Busku pod Lwowem. Jest to przekład komedii Plauta Trinummus, dokonany białym wierszem, o tyle swobodny, że tłumacz przeniósł akcję starorzymskiego dworu do wówczas polskiego Lwowa czasów Stefana Batorego, spolszczył nazwiska bohaterów i wprowadził ok. 600 wierszy poświęconych stosunkom polskim, m.in. daje wykład krytyczny poglądów politycznych kanclerza Jana Zamoyskiego i w sposób satyryczny ukazał obyczajowość Polski renesansowej, a do wspaniałego języka Plauta przeniósł wiele idiomatycznych zwrotów polskich ulicy lwowskiej.

Kresowe korzenie sportu polskiego

W 1805 roku Jędrzej Śniadecki, profesor fizjologii na Uniwersytecie Wileńskim, ogłosił broszurę pt. „O fizycznym wychowaniu dzieci”, w której przedmiot potraktował szeroko, z wielką wiedzą pedagogiczną, tak iż ta rozprawa słusznie uchodzi za pierwszy w literaturze powszechnej i polskiej wykład o całokształcie wychowania fizycznego.

W 1867 roku powstaje we Lwowie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, które gimnastykę traktuje jako środek do hodowania patriotyzmu i cnót obywatelskich. Trochę później powstaje we Lwowie za sprawą Eugeniusza Piaseckiego „Towarzystwo Zabaw Ruchomych”. Sport boiskowy zaczął rozwijać się we Lwowie i Krakowie pod koniec XIX w., a następnie w Warszawie. Pierwszy mecz piłki nożnej na ziemiach polskich został rozegrany we Lwowie 14 lipca 1894 roku między polskimi drużynami ze Lwowa i Krakowa. Natomiast pierwszy polski klub piłkarski „Sława” (późniejsza nazwa „Czarni”) utworzony został we Lwowie w 1903 roku. Lwowska drużyna piłkarska „Pogoń” zdobyła mistrzostwo Polski w latach 1922, 1923, 1925 i 1926. We Lwowie powstał pierwszy w Polsce klub łyżwiarski (1869), klub hokejowy (1907) i klub narciarski (1907). Lwów w 1919 roku został siedzibą Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, w 1920 roku odbyły się w mieście I Lekkoatletyczne Mistrzostwa Polski, a w 1924 roku mistrzostwa strzeleckie. Wykłady uniwersyteckie o teorii wychowania fizycznego wprowadził na Uniwersytecie Lwowskim prof. Dybowski. Uniwersytet Lwowski pierwszy w Polsce wprowadził badania młodzieży wstępującej na studia. Najstarszym czasopismem sportowym wydawanym w Polsce był lwowski tygodnik „Koło” (1895-1900), a wydawana w latach 1900-04 we Lwowie „Gazeta Sportowa” była pierwszym polskim pismem uwzględniającym wszystkie dyscypliny sportowe, a pierwszą polską gazetą polską, która wprowadziła stałą kronikę sportową był lwowski dziennik „Słowo Polskie” (1900). Kresowe korzenie ma m.in. warszawski Klub Sportowy „Legia”, który powstał na Wołyniu w 1916 roku. To tylko kilka spośród wielu przykładów o roli Lwowa i Kresów w historii sportu polskiego.

Akcja repolonizacyjna na Wołyniu w latach 1938-39

W okresie międzywojennym miała miejsce na Ziemiach Wschodnich, a szczególnie na Wołyniu w latach 1938-39 duża akcja repolonizacyjna tysięcy zruszczonych-zukrainizowanych w okresie rozbioru Polaków. Oto co o niej pisał w 1938 roku krakowski „Przegląd Katolicki” po wstępie, w którym przedstawił cierpienia zubożałej szlachty polskiej, którą czynownicy i żandarmi carscy zmuszali do chrzczenia dzieci w cerkwiach i przyjmowania imion i nazwisk w obcym brzmieniu:

„Wreszcie przyszła Polska. – Jedni od razu chwycili za karabin, żeby wypędzić znienawidzonego wroga. U innych proces rewindykacji wyznaniowo-narodowej szedł bardzo powoli. Bo… różnie bywało. Bo zapomnieli, znękani nędzą i brakiem znalezienia zrozumienia dla wielkiej sprawy, jaką sobą reprezentują, za długo musieli leczyć rany, zadane knutem moskiewskim.

Najpierw zaczęły znikać ikony. Samorzutnie przypominano sobie polskie pacierze. Właśnie tak, jak dziadowie mówili. A później byle okazja – to do katolickiego kościoła. - Chociaż prawosławni, ale Polacy, Polacy z krwi i kości – coraz to częściej zaczęli w starych próchniejących skrzyniach wynajdywać polskie modlitewniki, w pożółkłych, wypłowiałych kartach czytać historię lat, co minęły. I stąd właśnie powstały Hrynki, Dederkały. Stąd właśnie kolej na tyle wsi i zaścianków szlacheckich, nad którymi rozpanoszyły się kopulaste cerkwie z zabranych katolikom i unitom kościołów”.

Ciężki los polskich szkół na Litwie Kowieńskiej

W maju 1926 roku nacjonaliści litewscy przegrali wybory parlamentarne i powstał bardziej demokratyczny rząd koalicyjny ludowo-socjaldemokratyczny, który w litewskim Sejmie wsparli posłowie mniejszości narodowych (6 posłów niemieckich, 3 żydowskich i 4 polskich) i Parta Rolników. Rząd M. Slezeviciusa wyraził zgodę na zakładanie szkół polskich. I tak już w tym samym roku, czyli w roku szkolnym 1926/27 rozpoczęło działanie aż 77 polskich szkół podstawowych, do których uczęszczało łącznie 4122 dzieci i planowano otworzenie szkół polskich w wielu innych miejscowościach w następnym roku szkolnym. Tymczasem nacjonaliści litewscy o zabarwieniu faszystowskim w nocy z 16 na 17 grudnia 1926 roku dokonali zamachu stanu i przejęli władzę na Litwie, którą sprawowali do 1940 roku. Sprawowali ją w duchu skrajnie nacjonalistycznym z jawną polityką zniszczenia Polaków i wszystkiego co polskie na Litwie. Na pierwszy ogień poszły szkoły polskie. Już w 1927 roku władze litewskie zamknęły 57 szkół polskich. Do 1939 roku przetrwało zaledwie 11 szkół polskich. Szykanowano je na różny sposób, kilka razy dokonując nawet ich pogromu, jak np. Gimnazjum Polskiego w Kownie.

Litewski – oczywiście antypolski Robin Hood

Kinczule (Kinčiuliai) to wieś w okręgu telszańskim, koło Łukników na Żmudzi. Tutejszy folwark należał do polskiej rodziny Górskich z Berżynian. W tej wsi urodził się Tadas Blinda (1846-1877), wieśniak żmudzki, zwykły i zwyrodniały rozbójnik ścigany przez prawo, działający w rejonie Telsz-Łukników. Dał się we znaki nie tylko polskim panom, ale przede wszystkim chłopom żmudzkim – swoim rodakom. Został wreszcie przez nich złapany i zlinczowany na rynku w Łuknikach; chłopi żmudzcy rozłupali mu czaszkę. Został pochowany pod płotem miejscowego cmentarza, obok samobójców. Zaniedbany grób przestał istnieć i nikt dokładnie nie wie, w którym miejscu był pochowany. W 1993 roku archiwista litewski odnalazł rosyjski policyjny dokument z tamtych lat, w którym jest napisane, że Blinda został zlinczowany przez chłopów 22 kwietnia 1877 roku za kradzież koni (angielska Wikipedia), co nie tylko przemilcza litewska Wikipedia, ale trzyma się kłamliwej wersji, że był zabity przez siepaczy mieszkającego tu polskiego „hrabiego” Ogińskiego (tymczasem Ogińscy tu wcale nie mieszkali; okoliczne majątki były nie w ich rękach, ale polskich rodzin: Kownackich, Gołkiewiczów, Gużewskich, Górskich, Żukowskich, Ursyn-Ułasewiczów, Baciorskich, Piłsudskich i Godlewskich. Tymczasem w okresie tzw. litewskiego odrodzenia narodowego, który miał charakter skrajnie antypolski, litewski „dramaturg” Gabrielius Landsbergis-Žemkalnis (1852-1916), dziadek współczesnego nacjonalistycznego polityka litewskiego i polonofoba Vytautasa Landsbergisa, spłodził antypolski dramat „Blinda” (1907) oparty nie na prawdziwych wydarzeniach związanych z Blindą, ale wymyślonych przez autora. Tadas Blinda stał się teraz litewskim ludowym bohaterem narodowym – litewskim Robin Hoodem czy Janosikiem, który zabierał bogatym Polakom i dawał biednym Litwinom. Jako litewskiego ludowego bohatera narodowego zwalczającego Polaków przedstawiają Tadasa Blindę również: litewski serial telewizyjny „Tadas Blinda” (1973) i film Donatasa Ulvydasa „Tadas Blinda. Pradžia“ (2011) oraz utwór muzyczny Andriusa Mamontovasa „Tadas Blinda“ (2004). Ulvydas zapytany o skrajne polakożerstwo w jego filmie odpowiedział bez żadnego zażenowania: „To część litewskiej kultury” ( „Tadas Blinda – żmudzki Janosik” Internet 19.1.2012). Tak SKRAJNE polakożerstwo na Litwie jest ciągle w modzie. Chociaż rzekomo Polska i Litwa to strategiczni partnerzy. Czyli Polacy, czy raczej rządzący Polską od 1991 roku ludzie to skrajni naiwniacy i frajerzy, których nawet maleńka-zakichana Litwa może wodzić za nos.

Głupie i szkodliwe „liberum veto” było rodem z Litwy

Szlachta litewska krwi litewskiej – oczywiście nie cała - znana była z kłótliwości i warcholstwa (to jest ogólna cecha Litwinów). Właścicielem miasteczka a dzisiaj wsi Upity w okręgu poniewieskim na północnej Litwie w połowie XVII wieku był szlachcic Władysław Siciński, podsędek upicki, stolnik i poseł upicki na Sejm Rzeczypospolitej, a przy tym prawdziwy warchoł i zdrajca. I tak jest dzisiaj pamiętany. Z polecenia wojewody wileńskiego Janusza Radziwiłła – także warchoła i zdrajcy marzącego o koronie na swojej głowie, którego był klientem, Siciński doprowadził 9 marca 1652 roku do pierwszego w historii zerwania sejmu Rzeczypospolitej przez złożenie „liberum veto” przeciw prolongacie obrad sejmowych poza termin sześcioniedzielny, po czym podstępnie opuścił salę obrad. Dalsze obrady był niemożliwe, gdyż jego „liberum veto” zerwało sejm. Gdy marszałek ogłaszał senatorom i królowi rozwiązanie sejmu, wojewoda brzesko-kujawski Jakub Szczawiński miał krzyknąć: „Bodajby przepadł!”, na co cała izba senacka odpowiedziała chórem: „Amen”. Czyn Sicińskiego był precedensem wprowadzającym możliwość zrywania sejmów przez jednego posła. „Liberum veto” przyniosło Polsce olbrzymie szkody. Doszło do tego, że ambasadorowie obcych państw, przez pozyskanych-sprzedajnych posłów zrywali sejmy. Polska została przez to wprost pozbawiona naczelnej władzy prawodawczej – o reformach jakichkolwiek nie było mowy (A. Lewicki). Stało się to jednym z głównych powodów – jeśli nie najważniejszym upadku Rzeczypospolitej pod koniec XVIII wieku. Tak Litwa przyłożyła się do upadku Rzeczypospolitej! My ich uratowaliśmy przed krzyżackim ludobójstwem, a oni w podzięce przyczynili się do upadku naszego wspólnego państwa. Według Aleksandra Brücknera w Upicie pokazywano do końca XIX w. zmumifikowane zwłoki Sicińskiego, którego – jak utrzymywano z powodu jego postępku nie chciała przyjąć ziemia, złożone w białej koszuli w szafie w zakrystii kościelnej. Adam Mickiewicz poświęcił Sicińskiemu wiersz „Popas w Upicie”. Upita jest także pierwowzorem miasteczka w „Potopie” (1886) Henryka Sienkiewicza, w którym odczytano w kościele list króla Jana Kazimierza rehabilitujący Andrzeja Kmicica, który z początku był także rozbijaką.

Marian Kałuski
(Nr 173)

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

22 Lipca 1902 roku
Zmarł Mieczysław Ledóchowski, polski duchowny katolicki, kardynał, prymas Polski (ur. 1822)


22 Lipca 1807 roku
W Dreźnie Napoleon nadał Księstwu Warszawskiemu konstytucję i kodeks cywilny.


Zobacz więcej