Sobota 18 Listopada 2017r. - 322 dz. roku,  Imieniny: Romana, Tomasza

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 07.05.17 - 22:38     Czytano: [734]

Dział: Oko Cyklopa

PŁONĄCA EUROPA…(2)



OKO CYKLOPA

Sławomir M. Kozak































Aniutkowi poświęcam…


PŁONĄCA EUROPA…(2)


Już rok po zamachu, władze zostały właściwie zmuszone przyznać, że nie stała za nim Al Kaida, a hiszpańskie służby bezpieczeństwa.

Dwaj podejrzani o udział w nim byli policyjnymi informatorami. Przywódca grupy, który dał im ładunki wybuchowe miał związki z madryckim wydziałem bombowym.

Potrzebny był kolejny dowód istnienia zagrożenia atakami w Europie. Na kogo mogło paść? Oczywiście na Wielką Brytanię. To wybór naturalny, wręcz instynktowny. Zwłaszcza, że w tym właśnie czasie w Wielkiej Brytanii zaczęto mówić coraz głośniej o wycofaniu się z Iraku.

I tak, rankiem 7 lipca 2005 roku w stolicy tego kraju, Londynie, trzy pociągi i jeden autobus miejski zostały rozerwane na kawałki w wyniku eksplozji ładunków wybuchowych. Zginęło 56 osób.

O 08.50 jednocześnie eksplodowały trzy ładunki w trzech różnych pociągach. Scotland Yard przez półtorej godziny informował, że to co się stało w metrze było efektem awarii elektrycznej.

Piętnaście minut po zamachu policja skierowała autobus linii 30, z Hackney do Marble Arch, na inną trasę. Autobus zatrzymał się na rogu ulic Woburn Square i Tavistock Place. O 09.47 eksplodował w nim ładunek zabijając 13 osób, a dziesiątki raniąc. Spośród kilkuset innych autobusów jeżdżących tego dnia po londyńskich ulicach tylko ten jeden objęła swym zainteresowaniem policja kierując go na odmienną od codziennej trasę.

Rzekomi zamachowcy zachowywali się dziwnie, jak na zamachowców. Mieli wykupione bilety powrotne, opłacone karty parkingowe w samochodach i nie kryli się w ogóle przed kamerami. Nie zachowywali się poza tym, jak ludzie mający wkrótce zginąć na własne życzenie. Dzień przed wypadkami grali w krykieta, mieli dobrą pracę i szczęśliwe rodziny. Jeden z nich, przed podróżą, sprzeczał się o cenę biletu, co nagrała jedna z kamer. Wszystko wskazywało na to, że „zamachowiec” w autobusie nie wiedział, że ma w plecaku bombę. Potwierdzają to zeznania naocznych świadków, którzy widzieli zaskoczenie na twarzy domniemanego zamachowca otwierającego swój plecak, na chwilę przed eksplozją.

Świadek jadący wówczas metrem nie widział natomiast nikogo z plecakiem, a po wybuchu okazało się, że podłogi wagoników były powyrywane od spodu. Bomba nie została podłożona w pociągu, ale pod nim. Zupełnie, jak w przypadku eksplozji w Madrycie. Policja jednak w ogóle nie badała tej wersji. Zamachy były obliczone na wywołanie strachu i paniki. Cel został osiągnięty.

Jak się okazało, kamery w autobusie były zepsute. Natomiast dowody osobiste zamachowców, podobnie jak w przypadku WTC, przetrwały wybuchy w stanie nienaruszonym. Z czego oni je dzisiaj robią? Dowód jednego z zamachowców znaleziono nawet w dwóch różnych miejscach. Żeby przypadkiem ktoś nie przeoczył.

Nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności, podobnie jak to miało miejsce w USA 11 września 2001 roku, tym razem w miejscu zdarzenia odbywały się również ćwiczenia. I nie przeciwpożarowe, bądź symulujące wyciek gazu. Prowadzone przez firmę Visor Consultants, dokładnie odpowiadały wydarzeniom, jakie rozegrały się w rzeczywistości.

Czy ci, którzy to wszystko wymyślają i realizują, nie mają już żadnego szacunku dla inteligencji przeciętnego zjadacza chleba? Mogliby przecież wymyśleć coś oryginalnego. Żenująca amatorszczyzna! Wstyd! Ale skoro ludzie kupują te bzdury, to po cóż się bardziej starać?

W TV Fox News 29 lipca ujawniono, że jeden z przywódców zamachów Haroon Rashid Aswad jest informatorem brytyjskiego wywiadu. Były ekspert od spraw terroryzmu, prokurator Departamentu Sprawiedliwości, John Loftus stwierdził, że Aswad był ochraniany przez MI 6(1).

Pracował dla wywiadu dostarczając informacji o Al Kaida, będąc jej członkiem. W 1999 roku przyjechał do Ameryki. Miano go aresztować w Seattle, gdzie planował tworzyć obóz szkoleniowy dla terrorystów w Oregonie. Jednak Centrala Departamentu Sprawiedliwości zabroniła prokuraturze go niepokoić. Czy w rzeczywistości ochraniały go władze Wielkiej Brytanii czy USA? A może wspólnie? Przecież cała ta Al Kaida, to Bush i Blair. Dwa tygodnie przed zamachem, gdy Aswad leciał do Londynu, po raz kolejny nie pozwolono go aresztować. Ani w USA ani w Wielkiej Brytanii, pomimo że był na listach poszukiwanych obu tych państw. Dzień przed zamachami wyleciał ponownie, tym razem do Pakistanu, gdzie został zatrzymany, ale po 24 godzinach go wypuszczono.

Z kolei, niejaki Mohammed Siddique Khan, którego podejrzewa się o kierowanie całą akcją, również pracował dla brytyjskiego wywiadu MI 6. Udowodniono, że również MI 5(2) śledziła jego Hondę Accord długo przed zamachami. I nie przeszkodziło to w niczym.

22 lipca 2005 roku, Brazylijczyk Jean Charles De Menezes został zastrzelony na stacji metra Stockwell. Antyterroryści strzelili mu osiem razy w głowę. Oficjalnie mówi się, że był jednym z zamachowców i został unieszkodliwiony podczas próby ucieczki. Wiele dowodów wskazuje na tuszowanie rzeczywistego przebiegu całego zdarzenia. Wbrew oświadczeniu policji nie skakał on przez barierkę, nie miał na sobie żadnego grubego płaszcza, o którym początkowo mówiono. Twierdzono, że było wtedy upalnie i właśnie jego ubranie wzbudziło zainteresowanie jednostki antyterrorystycznej. Jak się jednak okazało, temperatura tego dnia sięgnęła zaledwie 15 stopni Celsjusza. Co ciekawe, aresztowano telewizyjnego dziennikarza z TV ITN opisującego szczegóły strzelaniny. Natomiast amerykański dziennikarz Alex Jones, zbierający informacje o wypadku został spisany przez policję, a niewiele brakowało, by i jego zatrzymano.

Później mówiono, że wszystkie kamery tego dnia nie działały. Pod naciskiem opinii i ludzi z samej policji, po pewnym czasie przyznano wreszcie, że kamery pracowały bez zarzutu i ujawniono nagranie. De Menezes ubrany był w wiatrówkę, nie płaszcz. Pracował, jako elektryk, za bilet zapłacił używając karty Oyster, wsiadł do wagonu i zaczął czytać gazetę METRO. Okazało się później, że policja śledziła go 30 minut w drodze do stacji. Następnie funkcjonariusze polecili wysiąść pasażerom, wpadli do pustoszejącego wagonu i zaczęli krzyczeć do Menezesa, by wysiadł i położył się na ziemi. Wkrótce potem zaczęli do niego strzelać. Świadkowie mówili, że wyglądał na przestraszonego i wyglądał tak, jakby ich znał. Policjanci spoza jednostki specjalnej nie mieli pojęcia dlaczego Menezes został zastrzelony. Wyglądało to na egzekucję. Tak, jakby zastrzelono go, bo wiedział lub widział coś, czego nie powinien. Policjanci strzelali w taki sposób, by mieć pewność że nie żyje. Tyle strzałów w głowę daje taką pewność. Działanie niczym nie uzasadnione, a nawet przeczące zasadom i choćby zdrowemu rozsądkowi. Do ludzi podejrzanych o posiadanie ładunku wybuchowego w ogóle nie powinno się strzelać, zwłaszcza w miejscu pełnym ludzi.

Smaczku szczególnego całej sprawie dodaje fakt, że będący tego dnia w Londynie były premier Izraela - Benjamin Netanyahu, dostał wcześniej ostrzeżenie, by nie wychodził na spotkanie z hotelu, który mieścił się kilkaset metrów od miejsca zamachów.


1.- Secret Intelligence Service (SIS, znana także jako MI6 – Military Intelligence section 6, wywiad wojskowy Sekcja 6), to tajna, brytyjska służba wywiadowcza, powołana w roku 1909 do prowadzenia wywiadu zagranicznego.
2.- Military Intelligence department 5, to Wojskowa Służba Wywiadowcza, wydział 5 Wielkiej Brytanii, również Security Service - Służba Bezpieczeństwa. Powstała w wyniku reorganizacji brytyjskich służb wywiadowczych w 1909.


CDN

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

18 Listopada 1655 roku
Potop szwedzki: rozpoczęło się oblężenie twierdzy na Jasnej Górze.


18 Listopada 1860 roku
Urodził się Ignacy Jan Paderewski, polski pianista, polityk, premier RP (zm. 1941)


Zobacz więcej